LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 42.1.

PO UŚPIENIU NADII i walce z jej silną wolą, by pozostać nadal przytomną przy moim boku, byłam gotowa na żołnierskie show. Przez chwilę jeszcze trzymałam bezwładne ciało Nadii za dłoń. Hope stała po drugiej stronie z rezygnacją w oczach i tak ogromnym smutkiem, że nie byłam w stanie na nią spojrzeć. Obie wiedziałyśmy, że będzie miała sporo potem roboty. Żołnierze odprowadzili mnie na chroniony plac. Nie spodziewałam się takich tłumów wokół. Nie było to zbyt bezpieczne, ale czułam ich ekscytację. Dotąd nie byłam jakoś zbyt lubiana wśród nich. Moja ucieczka w ramiona ojca, zresztą nawet fakt, kim jest mój ojciec, było dla nich podejrzane. Dotąd nie poniosłam żadnych konsekwencji. Teraz jednak wypuściłam więźniów. I nawet jeśli którykolwiek rozumiał moje intencje, nie mógł przyznać mi racji. Przecież nikt nie chciał być ukarany wraz ze mną.

Nadgarstki spięto mi stalowymi obręczami, wyglądającymi jak grube kajdany. Od nich odchodził łańcuch. Pociągnięto go tak, że moje ręce powędrowały w górę. Napięte i rozszerzone.

Czytaj dalej

Reklamy

EVER–Rozdział 4.2.

PONIEDZIAŁEK NIE PRZYNIÓSŁ poprawy nastroju – wręcz przeciwnie. Czułam jeszcze gorzej, a do tego doszło nie wyspanie. Z Sebastianem praktycznie wcale nie rozmawialiśmy, choć nie jeden raz próbowałam mu przemówić do rozsądku. On jednak trzymał się swojego zdania i czekał, aż mi to mi przejdzie złość. Nic z tego, tym razem nie mogłam odpuścić. Sprawdzałam pół niedzieli stan naszego konta, na które od pewnego czasu tylko ja wrzucam pieniądze. A przecież potrzebowaliśmy jakiś oszczędności. Wczoraj próbowałam także przemówić mu do rozsądku w sprawie pracy, ale tego także nie chciał słuchać. W efekcie ubrał się i wyszedł do kolegów, nie zaszczycając mnie ani jednym zdaniem. Czy naprawdę byłam taka okropna? Chciałam poradzić się Majki, ale jak na złość była poza domem z Zuzią, więc sama walczyłam z myślami. Chciałam się ugiąć, ale tylko ze względu na spokój, który potem zapanowałby w domu. Wzięłam jednak na wstrzymanie, może tydzień ciszy jednak wyjdzie nam na dobre.

Czytaj dalej

LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 41.2.

DRZWI OD GABINETU BYŁY OTWARTE, prawie zapraszające. Na korytarzu jednak nie było żadnego żołnierza. Spodziewałam się, że mieliśmy zostać sami, bez niepotrzebnych uszu. Aker krążył za biurkiem od ściany, do ściany, wydeptując wściekle ścieżkę. Zamknęłam za sobą cicho drzwi, nie przerywając mu, nie odzywając się. Po prostu usiadłam wygodnie na jednym z foteli i go obserwowałam. Jeśli liczył na skruchę, to z pewnością albo mnie nie zna, albo bardzo się teraz pomylił. Nie czułam jej. Słuchałam instynktów. A one mi mówiły, że zrobiłam dobrze. Ben przekroczył wszelkie granice, objęło go szaleństwo. Nie pozwolę, by Aker swoim zachowaniem zbliżył się właśnie do mojego ojca. A przesłuchiwanie więźniów, torturowanie ich, zamykanie w tych celach było okrucieństwem. Powinien właśnie stanowić przykład dla innych, że to on jest tym dobrym. Sprawić, by ludzie sami przejrzeli na oczy i wybrali właśnie jego stronę. A możliwość, że zostanie się, jako następny, zamknięty w lochu, z pewnością nie przysporzy mu zaufania ludności. Jednak patrząc na niego teraz wiedziałam, że nie widzi tego w szerszej perspektywie, bardziej przyszłościowo. Może i on zapętlił się w tej całej wojnie na tyle, że wraz z moim ojcem zrobią wszystko, by siebie zabić wzajemnie, a ludzie i żołnierze to tylko koszty wpisane w wojnę. Na to także nie pozwolę.

Czytaj dalej

EVER–Rozdział 4.1.

2014

Dłonie. Biodra. Twarz zwrócona w górę. Zamknięte oczy. I cały zewnętrzny świat pozostawiony daleko za mną. Odgrodzony ode mnie muzyką. Czułam Annę ocierającą się o mnie. Nie otwierałam jednak oczu. Nie chciałam widzieć. Chciałam jedynie czuć. Być tym ogromnym pragnieniem. Potrzeba wyzwolenia była zbyt wielka. Jej małe delikatne dłonie dotykały mojej talii, czasem klepały mnie po pośladkach, ale nie zatrzymywałam jej. Czułam, jak czasem jej ciało wije się tuż przy mnie, ociera o mnie. Jej ciepły oddech na moim karku. Miękkie piersi na moich plecach. Ta racjonalna część mnie kazała to powtrzymać. Robiłyśmy z siebie widowisko. Słyszałam przecież te ciche pogwizdywania, jak gdyby dochodziły do mnie z daleka, ale zapewne były tuż obok. Anna dawała z siebie wszystko. A ja jedynie dałam się porwać muzyce, tych erotycznym bitom, które przemawiały do mojej dawno już zapomnianej natury. Coś, co kiedyś zostało we mnie obudzone.

Nagle poczułam zmianę i to nie tą w powietrzu, ale tuż za sobą. Zadrżałam, gdy duże, gorące ręce wśliznęły się pod małe dłonie Ani. Otulił mnie zapach męskiego ciała, perfum, pobudzający moje zmysły. Wiedziałam doskonale, że to z pewnością nie Sebastian, bo on tak na mnie nie działał. Nie potrafiłby się tak ruszać. Męskie dłonie prowadziły moje biodra. Jego ciało idealnie dopasowane do mojego. Blisko. A może nawet za blisko. Nie wiedziałam, nie potrafiłam teraz zadecydować. Byłam jedynie jednym wielkim czuciem.

Czytaj dalej

LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 41.1.

USIADŁAM NA LEŻANCE szpitalnej i patrzyłam, jak Hope opatruje rannego żołnierza. I choć poznałam już dziewczynę dość dobrze, a i zdziwienie żołnierza takim traktowaniem jedynie podpierało moje podejrzenia – pielęgniarka była dziś wyprowadzona z równowagi. Nawet nie, to zbyt niedostateczne słowo. Wściekła bardziej określałoby jej stan. Żołnierz patrzył na nią z przestrachem, gdy rzuciła kolejnym narzędziem na metalową tackę i wyciągnęła z rozmachem jakieś dziwne urządzenie tryskające iskrami, niczym paralizator.

– Nawet nie drgnij. – wywarczała, nim zbliżyła się do jego rannego ciała. Spojrzał na mnie znad jej ramienia i widziałam dosłownie błaganie w tych oczach. Zagryzł mocniej zęby, by nie wydać z siebie odgłosu. Jego towarzysze cofnęli się już dawno, pozostawiając rannego w rękach rozwścieczonej pielęgniarki, grzecznie podpierając ścianę przy wejściu. Mogłabym przyrzec, że wystarczyłoby jedno warknięcie Hope, a wybiegliby stąd równie szybko, jak się pojawili. Pozostawiliby nawet swojego kolegę.

Czytaj dalej

EVER–Rozdział 3.3.

2014

Sobota wieczór. Po całym tygodniu ciężkiej pracy, zwłaszcza teraz przy przejęciu firmy, marzyłam tylko o cichym wieczorze z Sebastianem. Może nawet kieliszek wina. Obejrzelibyśmy coś w telewizji, a potem trochę pokochali. Seks nie jest zły, ale też nie jest czymś fantastycznym. Może tylko sobie wyobrażałam, że kiedyś był znacznie lepszy? Nadal lubię się przytulać i czuć bliskość, ale długo uczyliśmy się z Sebastianem naszych ciał. I niestety nadal trudno mi jest osiągnąć orgazm. Może tak już jest w długoletnich związkach, że seks staje się po prostu czymś, co się robi w wolne chwile. Rozsiadłam się na kanapie w oczekiwaniu, aż Sebastian skończy rozmowę telefoniczną. Nawet na tę okazję pod spodnie nie założyłam majtek licząc, że jego palce szybko tam zawędrują i domyśli się, na co mam ochotę. Jadąc do domu widziałam dziś parę na mieście. Ich namiętny pocałunek sprawił, że poczułam pożądanie, a nawet tęsknotę za tym wyczekiwaniem na spełnienie, za samym spełnieniem. Czy to możliwe, że przez Artura nigdy już nie osiągnę orgazmu? Sama ze sobą owszem, ale nie udaje mi się to z innym mężczyzną.

– Nigdy nie zgadniesz, kto zadzwonił. – Sebastian opadł ciężko na kanapę i poklepał mnie po nodze. Był uszczęśliwiony i taki podekscytowany. – Anna wróciła do miasta. Pamiętasz? Dzwoniła parę miesięcy temu, że za niedługo nas odwiedzi.

– Anna? Dzwoniła do ciebie? Dlaczego?

Czytaj dalej

LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 40

Z JEDNYM LISA MIAŁA RACJĘ, musiałam być silna. I zdecydowanie potrzebowałam więcej informacji. Jeśli Ben stworzył dzięki Lamii własne oddziały i zamierzał uderzyć w Akera, nie było czasu do stracenia. Wiedział, jak wyglądają oddziały Zmiennych, musiał być zatem pewny swojej wygranej. Lisa mówiła coś o osłabieniu, a zatem będzie próbował ataku na mnie, moją siostrę bądź Eve. Tylko śmierć bliskich osłabi Mistrza na tyle, by nie był gotowy do walki i polegnie. Czyżby dlatego to właśnie mnie uśmiercono? Dlatego Lamia mnie wybrała? Dzięki Benowi znała moje prawdziwe pochodzenie. Co naprawdę mi wszczepiono i jak bardzo zmieniono moje dna?

I wtedy doszło do mnie – skąd mój ojciec i przede wszystkim Mieszańce, wiedzieli o akcjach? Jak nas znaleźli? Skąd wiedzieli, że żołnierze Akera się zbliżają i trzeba się ewakuować? Bez odpowiednio wcześnie nadanego ostrzeżenia, mój ojciec nie zniknąłby z tamtych tuneli. Kiedy Aker się pojawił i mnie wyzwolił, Ben był już daleko i poza możliwością wytropienia. Zatarł za sobą wszelkie ślady, a to wymagało przecież czasu. Tak samo Mieszańce atakujący nasz oddział. Nie pojazdy zmierzające do bazy, ale nas – mały oddział. Wiedzieli doskonale, gdzie jesteśmy, a nas nie śledzili. Jestem tego pewna.

Czytaj dalej