Okiełznana – Part V (zakończenie)

Okiełznana.Po wyjściu spod prysznica, związałam ponownie włosy na czubku głowy tak, by odsłonić szyję. Ubrałam obrożę, przyglądając się w lustrze. Wyglądałam dobrze, a widok skórzanej ozdoby z metalowym kółkiem z przodu sprawiał, że ciało znów drżało w oczekiwaniu. Ścisnęłam w dłoniach zlewozmywak, przyglądając się swojemu odbiciu. Prawie oczami wyobraźni widziałam siebie uderzającą w te lustro. Wszystko, by udowodnić samej sobie, że wciąż mogę coś zrobić sama, czuć to, co ja chcę. Nienawidziłam tych myśli. Ścisnęłam mocniej ramę zlewu. Czy ja potrafię to ciągnąć? Z jednej strony daje mi wyzwolenie, sprawia, że staję się jedynie ciałem, na którym tylko on potrafi grać. Świat przestaje istnieć, liczy się tylko to, co robi ze mną. Jego słowa, zapach i wyraz zadowolenia. Lubię to czuć. Ale czy to ja, naprawdę ja, czy jedynie obraz, jaki on chce, bym widziała? Muszę być silna. Noc jeszcze nie minęła. Wyprostowałam plecy. Zdenerwowana otarłam łzę spływającą mi po policzku. Czy powinnam wyjść, czy czekać? Nie powiedział mi, co właściwie mam robić, poza umyciem się. A może chce mnie tu przetrzymać przez resztę nocy? Nabrałam głębiej powietrza, próbując dodać sobie tym odwagi. To wciąż ja. Jestem sobą. Marcin tego nie zmieni. Nie zmieni mnie, ani tym, kim jestem. A kim właściwie jestem? Opuszkami otarłam obrożę. O tak, jestem jego niewolnicą, jego poddaną, suką dla swojego Pana. I czas pójść zmierzyć się z Właścicielem.

Czytaj dalej

Reklamy

Okiełznana–Part IV

Okiełznana.Po raz kolejny głęboko odetchnęłam w ramionach Marcina. Wciąż gładził delikatnie, niemal z czułością, moje plecy, czekając, aż dojdę do siebie. Przecież mnie zna i wie, jak tego potrzebowałam i jak po czymś takim, po takiej chłoście, mocno dochodzę. Intensywność orgazmu prawie oślepia na krótką chwilę. Wie jednak, kiedy przestać, bym nie odleciała za bardzo w niezbadany świat. Przecież nie chodzi o złamanie mnie, jako człowieka. A ja w pełni wykorzystywałam taką chwilę czułości, jaką mi teraz dawał. Potrzebowałam jego ramion, zapachu gorącego ciała. Pragnęłam go tak bardzo, że sprawiało mi to ból. Gdy jednak poruszyłam biodrami lekko, czując dokładnie, jak bardzo i on jest pobudzony, Marcin cofnął się. Dał lekkiego klapsa ręką w mój wciąż obolały pośladek. Patrzyłam, jak odchodził ode mnie. Drżałam, czując chłód na nagim ciele. Zawsze marzłam bez niego.

Czytaj dalej

Okiełznana–Part III

Jęknęłam cicho, gdy zwiększył obroty. Nogi mi drżały, próbując wciąż utrzymać mnie w jednej pozycji. Oparłam się z większą mocą o ścianę, to jednak spowodowało lekkie przesunięcie się jajeczka wewnątrz mnie. Nie mogłam sobie pozwolić na jakikolwiek ruch, bo to najlepszy sposób do szybkiego orgazmu, a co za tym idzie – kary wymierzonej przez swędzące ręce Marcina. Próbowałam nabrać więcej powietrza i skoncentrować się z całych sił na czymś innym, odległym od tego mieszkania i mężczyzny przyglądającym się w lustrze. Przywołałam na myśl całą dokumentację, która czekała na mnie w torbie na komodzie. Nie pomogło jednak. Czułam, jak moje ciało, samo z siebie, zaczyna delikatnie się poruszać. Moje biodra przestały mnie słuchać. Zagryzłam usta na tyle mocno, by poczuć ból, ale nie przebić wargi. Marcin jednak nie pomagał – po chwili poczułam zwiększenie obrotów. Tym razem jęknęłam głośno. I choć jego spojrzenie wciąż było surowe, pełne obietnic bólu, na ustach błąkał się uśmiech, dumny i pełen zadowolenia.

Czytaj dalej

Okiełznana–Part II

Wpatrywałam się w swoje wciąż drżące palce, ułożone teraz na nagich udach. Obracałam w nich dość grubą, skórzaną, czarną obrożę z metalowym kółkiem. Bawiłam się zapięciem, próbując uspokoić nerwy. Raz jeszcze przeanalizowałam wszystko, co przygotowałam. Półmisek z makaronem ze szpinakiem w sosie śmietanowym grzał się w piekarniku. Na stole w jadali ustawiłam jedno pełne nakrycie, śnieżnobiały talerz na Jego ulubionej podkładce, sztućce, pojedynczy kieliszek do wina. Nie ruszałam jednak alkoholu, tym zawsze zajmował się Marcin. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego do konkretnych potraw stosuje się takie, a nie inne wino. Ja po prostu piłam takie, na jakie miałam w danej chwili ochotę, zupełnie nie sprawdzając, czy pasuje do posiłku, czy też nie.

Czytaj dalej

Okiełznana–Part I

Okiełznana.Drżącą ręką wyciągnęłam z torebki pęk kluczy. Próbowałam za wszelką cenę się uspokoić, ale nie potrafiłam zapanować nad własnymi nerwami. Czas mi się kończył, a ja nie wiedziałam, co się dziś stanie. W jakim humorze On wróci z pracy? Czego dziś będzie ode mnie oczekiwał? Miałam ogromną nadzieję, że przynajmniej w mieszkaniu wszystko było gotowe i nie będę zmuszona biec na zakupy. Wówczas z pewnością nie zdążę wszystkiego przygotować. Nie chciałam, by mnie znów ukarał. Zrobił to w poprzednim razem i na samą myśl o niemożności swobodnego siedzenia, przeszył mnie nieprzyjemny dreszcz. Nie mogłam znów go zawieść. Musiało wszystko być gotowe na czas jego powrotu. Nie mógł mnie przecież zawsze karać. Spojrzałam raz jeszcze na brelok wiszący przy kluczach. Pamiętam, jak mi je podarował z tą surową miną, ogłaszając jakie ma wymagania. Gdyby ktoś jeszcze parę miesięcy temu powiedział mi, w co takiego się wplączę, wyśmiałabym go. Kto o zdrowych zmysłach pakuje się w taki układ? Chyba nikt, poza mną.

Czytaj dalej

Okiełznana

Okiełznana.

 

Ból i przyjemność.

Poniżenie.

Nagroda.

 

Uczucia – które tylko z nim doznaje.

Serce – którym tylko on włada.

Wyzwolenie – jakie tylko on może jej dać.

I wolność – gdy tylko on jej na to pozwoli.

Broken–Part 3

b12d778988fcfb52d6f76656fb812225Gabriela zamknęła okno. Usiadła przy komputerze, jak to ostatnimi czasy robiła coraz częściej. Utrata Piotra. Wysłanie na obowiązkowy urlop, a po nim miała jedynie wrócić po swoje dokumenty. Ciągłe pytania jego rodziny o majątek Piotra. Pogrzeb, na który przyszła garstka. Większości z nich nie znała. Gdzie ci przyjaciele? Gdzie ludzie, którym Piotr tak pomógł przez te lata? Każdy zajęty swoim szczęśliwym życiem, swoimi sprawami, nie mając czasu nawet na tę jedną chwilę pojawić się podczas ostatniego pożegnania. Jej cichy płacz nad trumną. Ostatnie pogładzenie jego policzka, tak, jak robiła to każdego dnia. Niemy krzyk, gdy opuszczali go w ciemną otchłań. Ostatni krok w jego stronę. Garść ściskająca mocno ziemię. Pożegnanie. Ostatnie spojrzenie. Wyszeptane: „Żegnaj”. I sypnięcie ziemią na wieko ciemnej, rzeźbionej trumny. Głosy. Wszędzie słyszane pomruki. Rozmowy. Ktoś ścisnął dłoń Gabi. Ale nie pamiętała tej osoby. Nawet nie była pewna, czy w ogóle na tą osobę spojrzała. Za bardzo wpatrzona w pracujących mężczyzn, zakopujących Piotra. Kroki. Odchodzili. Jego znajomi, prawdziwi przyjaciele. Potem im podziękuje. Zapyta Marcina, kto był tego dnia, by móc podziękować. Silne ramię, czyjaś pierś przy jej twarzy. Dająca jej ukojenie. Ale musiała być teraz silna.

Czytaj dalej