F I R E–Rozdział 3

Zamknęłam za sobą drzwi. Cicho, by nie zawiadomić sąsiadów o swojej obecności. Nie chciałam pytań, pukania do drzwi, czy czasem wręcz walenia w nie z pięści. Chciałam pobyć sama i to wszystko przemyśleć. Opadłam na środku małego pomieszczenia, krzyżując nogi. Objęłam się ramionami, chcąc pozbyć się tych dreszczy. Jak gdyby opadała ze mnie adrenalina. Przed oczami nie miałam wcale palącego się kucharza, a te małe ogniki. Wyciągnęłam otwartą dłoń przed siebie. Czułam, jak ciepło rozprzestrzenia się po mnie, kierując się do dłoni. Silny dreszcz wstrząsnął mną, tuż przed tym, jak na otwartej dłoni pojawił się mały płomyczek. Patrzyłam na niego, jak tańczył nad moją skórą. Uniosłam drugą dłoń i dotknęłam go palcem wskazującym. Zupełnie, jak gdyby dał się pogłaskać, by chwilę potem przeskoczyć na drugą rękę. Tańczył wesoły na mojej skórze. Nie spuszczałam z niego spojrzenia bojąc się, że za chwilę może zrobić mi krzywdę. Czułam ciepło, jakie wydawał, ale nie parzył mnie. Jedynie dawał dziwne ukojenie. Patrzyłam na niego, jak rósł i malał, jak gdyby czekał na to, co mu powiem. Ale ja jedynie patrzyłam. Cieszyłam się tym, co właśnie odkryłam. Sama to stworzyłam. Zatem, czy byłam winna tragedii kucharza? To ja wywołałam tamten pożar, który wygłodniały objął ciało mężczyzny?

– Rozdziel się. – wyszeptałam. Płomyczek na chwilę stanął nieruchomo, a za chwilę jakby zza niego pojawiły się kolejne dwa. – Więcej. – wywarczałam. Po chwili cała moja dłoń płonęła, a ja czułam tylko rozkosz i silny, przyjemny dreszcz wspinający się wyżej po ręce, wprost na moje ramię. Drżałam. Budowało się we mnie silne podniecenie. Znam to uczucie. Odchyliłam głowę do tyłu, wypuszczając głośny jęk. Języki ognia lizały coraz śmielej moją skórę, jak gdyby były moim kochankiem. Wiłam się pod tym odczuciem, a one obejmowały kolejno moje ciało. Moje ciało słabło, ale dreszcze stawały się coraz przyjemniejsze. Jęczałam i wiłam się, płonąc.

Czytaj dalej

Reklamy

F I R E–Rozdział 2

FireDrzwi się otworzyły, wpuszczając parne powietrze do środka i tak już gorącego lokalu. Odetchnęłam głębiej. Byłam zmęczona, a nogi chyba z przyzwyczajenia już prowadziły mnie po miejscu mojej pracy. Spojrzałam na wiatraki przyczepione pod sufitem. Miały za zadanie chłodzić to pomieszczenie. I faktycznie, ludzie przy stolikach nie odczuwali wysokiej temperatury. Jednak ja byłam wciąż w biegu, a do kuchni prawie wejść się nie dało z powodu ogromnej temperatury. Dziwiłam się, że kucharz jeszcze nie padł z przegrzania. Co prawda otwierał drzwi na zewnątrz i okna, by choć trochę wpuścić powietrza i mieć czym oddychać, mimo to czułam się niczym w saunie. Nowi klienci zajęli jeden z dwóch dostępnych, pustych stolików. Dziś mieliśmy komplet. Wszak pora na jedzenie i każdy chciał tu tanio, dobrze zjeść. Owszem, ceny były niskie, ale jedzenie też niezbyt wysokich standardów. Czego się jednak spodziewać po barze głównie dla kierowców i przejezdnych? Moje jedyne miejsce utrzymania. Mogłabym co prawda zarobić więcej, ale nie zamierzałam aż tak nisko upaść. Właściciel posiadał ten budynek i otworzył w nim dwa bary. Ja pracowałam w jadłodajni. Tuż obok znajdował się klub ze striptizem, ale nie taki typowy nocny klub. Tam również można było sobie zjeść. Kuchnia czynna całą dobę. Nie wyobrażałam sobie jednak mężczyzny, który siedząc przy stoliku, wpychał w siebie te tłuste jedzenie, mlaszcząc i spoglądając na wijącą się przed nim zmęczoną kobietę. Czy starczyłoby mu choć odrobinę grosza, by wsunąć jej napiwek za taniec? I czy po obfitym jedzeniu, nie zechce już innej obsługi? A potem umyje się, prawdopodobnie, przed odjazdem i wróci do swego domu, czekających dzieci i żony. Poczułam niesmak na samą myśl. Nienawidzę mężczyzn tego pokroju. Zdradliwych skurwieli, którzy nie potrafią docenić tego, co mają w domach. Skoro już wybrali sobie kobietę na matkę swych dzieci, wybrali dom, imiona – to mogliby docenić wszystko, co się dla nich zrobiło. Dziecko same z siebie nie powstanie. Do tego trzeba dwóch osób.

Czytaj dalej

F I R E 1.2.

FireObudziłam się z krzykiem na ustach. Mogłabym przysiąc, że wciąż czuję ten słodki odór spalonych ciał. Znów ten sam sen. Karzę ludzi odpowiedzialnych za jakieś niewyobrażalne zło. Nigdy jednak nie wiem, co się stało, kim są, ani czy to faktycznie ja jestem, czy to moja chora wyobraźnia podsuwa mi ciągle te same obrazy. Różni ludzie. Każdy prosi na swój sposób. Niezmiennie jest jednak tamten budynek, ruina dawnej rezydencji, której ściany widziały nie jedno już zło. I zawsze jest taki sam koniec – ostatnie ciało płonie, a ja się wybudzam z mojego sennego koszmaru.

Przetarłam oczy. Musiałam się otrząsnąć. Oto wstał nowy dzień, nowy początek i dla mnie nowe możliwości.

Czytaj dalej

F I R E 1.1.

FireRuiny.

Ciemne kamienie lśniące od deszczu, pokryte ciemnozieloną roślinnością pnącą. Panował tu okropny chłód i mrok. W powietrzu wyczuć można było niebezpieczeństwo. Kolejne dreszcze przeszyły moje ciało. Ale wciąż widziałam wyciągnięte przed siebie własne dłonie, na które wciąż nieubłaganie siąpił zimny deszcz, a wiatr jeszcze bardziej potęgował poczucie zimna wokół. Moje palce jednak lśniły jak gdyby własnym światłem od wewnątrz. I pomimo dreszczy, czułam także ciepło gdzieś w środku. Budowało się we mnie stopniowo.

Przede mną klęczał mężczyzna.

Czytaj dalej

F I R E

Fire

 „Blizny są dowodem na to, że potrafimy przetrwać … ”

     Ogień hartuje.
     Dusza płonie.
     Świat się spopieli.
     Pozostanie tylko zemsta.
     I moje pragnienie krwi…
 

  „Fire” to powieść o sile przetrwania, dążeniu do poznania prawdy – nawet jeśli miałoby to przynieść jedynie ból i rozczarowanie.

  Dife Ignis, jako jedyna, przeżyła katastrofę. To odmieniło jej całe życie. Poprzysięgła nigdy się nie poddawać. Przeżyć. I znaleźć odpowiedzialnego za tragedię sprzed lat. Odkrycie tajemnicy jednak nie będzie takie proste.

A droga do prawdy wiedzie przez Czarne Pióra.