LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 42.3.

MUSIAŁAM PRZYSNĄĆ. Wolę wierzyć w zbawczy sen, niż utratę przytomności. Kiedy otworzyłam oczy, Hope siedziała przy biurku i coś wklepywała w swój notes. Po drugiej kobiecie nie było śladu. Jednak to nie ona sprawiła, że przeszył mnie dreszcz. Ktoś siedział przy mnie, lekko gładząc moją dłoń. Czułam gorące palce między moimi. Odwróciłam się delikatnie, sycząc pod nosem, gdy poczułam przeszywający ból ran na plecach. Czy one wciąż się nie chciały goić? Zmieniono już mi opatrunki – wiedziałam o tym, bo zapach medykamentów był zbyt intensywny. Ręka powędrowała do mojej głowy, odgarniając mokre włosy z mojej twarzy. Spojrzałam prosto w zmartwioną twarz Akera.

– Obudziła się. – powiedział cicho do Hope. Usłyszałam jej siedzisko, jak przesuwa się po podłodze, a po chwili jej chłodną dłoń na moim czole. Podniosła też lekko opatrunki na plecach.

– Witaj wśród żywych. Ponownie. – uśmiechnęła się, ale mi nie było zbyt wesoło. Nie mogłam tak leżeć i po prostu trwać. Czekać, aż zamachowiec ponownie uderzy. – Zemdlałaś podczas zmiany opatrunków. Przestraszyłaś nas, bo zaczęłaś majaczyć i miałaś bardzo wysoką gorączkę. – to by tłumaczyło, dlaczego moje ciało śmierdziało potem i starymi lekami oraz dlaczego miałam tak mokre włosy. Aker podał mi kubek z jakąś rurką. Przecież nie mogłam podnieść się, by się napić, jak normalna dorosła osoba. Mrugnęłam do niego w podziękowaniu i odpiłam sporą część chłodnego, ziołowego napoju. – Twój organizm walczy z jakąś infekcją. Dlatego jesteś taka słaba. Ale wydalasz go porami, więc powinno już być lepiej.

– Dziękuję, Hope. Możesz już zajrzeć do Nadii. – mówiąc to, nawet nie oderwał ode mnie wzroku. Gładził wciąż po twarzy z taką czułością, o jaką już bym go nie podejrzewała. Znów zbierało mi się na płacz. Zrobiłam się zbyt emocjonalna. A nie mogłam teraz pozwolić sobie na upadek. Musiałam zebrać się w sobie i być silna, by przetrwać to wszystko, co mnie czekało. – Nadia się wybudziła i nie można było nad nią zapanować. Hope stara się ją jak najczęściej uspokajać.

– Ona może tutaj być. Nikomu nic nie zrobi, ale będzie spokojniejsza przy mnie. – wyszeptałam praktycznie w jego dłoń. Nadal lekko gładził.

– To nie miało być tak… wszystko jest nie tak… – po czym pocałował delikatnie moje ramię. Zadrżałam, gdy oparł czoło o to samo ramię. Po prostu tu był. Chciałam go dotknąć. Dać mu ukojenie. Ale nie mogłam się ruszyć.

– Nie mogłeś temu zapobiec, Aker.

– Mogłem. Spodziewaliśmy się ataku, Miro. – oparł się delikatnie o ramię i szeptał tak, bym tylko ja mogła to usłyszeć. – Wiedzieliśmy, że jest tu zdrajca i zaatakuje.

– Osłabienie. – lekko skinął głową. – A co z Lisą?

– Jest dodatkowo chroniona. Jeśli sytuacja się nie zmieni, zabiorę obie w bezpieczne miejsce. Mam dwóch żołnierzy, którzy są ze mną od samego początku. Poza tym zaufanych ludzi, którzy się nimi zajmą na jakiś czas z daleka od tego wszystkiego.

– Zrób to jak najszybciej. Nie powinieneś ryzykować. – nadal szeptałam. Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć jego udręki, cierpienia tak dobrze widocznej teraz w jego twarzy. Widziałam ogrom bólu w oczach. Ale to nic w porównaniu z tym, jak się teraz czułam ja. Z jednej strony chciałam, by Aker poczuł się lepiej, zmyć z jego twarzy te negatywne emocje. Jednak z drugiej strony miałam dość dbania o wszystkich wokół, podkładania się dla mężczyzny. Teraz nastać musiał mój czas.

Słuchałam jego szeptu. Cichego mruczenia tuż przy mojej twarzy. Chłonęłam każdą czułość, jaką mnie poczęstował. Zapamiętałam każdy pocałunek, jaki złożył na ramieniu. Wiedziałam bowiem, że to nasze ostatnie chwile, gdy sobie okażemy tyle emocji. Czekała nas prawdziwa wojna. A ja nadal nie wybaczyłam, nie zapomniałam tego, co zrobili za moimi plecami. Wiem, że nie powinnam tego tak odczuwać. Przecież oficjalnie byłam martwa, zatem wszyscy mogli układać sobie życie tak, jak chcieli. Mimo to, nadal bolała świadomość, że wystarczyło odejść, by Aker zrobił dziecko mojej siostrze. Żył z nią, nawet jeśli krótko. Miała to, czego mi nie dane było zaznać. Nie wiem przecież, jak żyje się z Akerem. Jak to jest zasypiać i budzić się przy jego boku, z całą tą przyjemnością. Ona miała to, o czym ja marzyłam, pragnęłam i nigdy nie dostałam. Teraz było już za późno. Lisa spełniła swoje marzenia, mnie czekał taki sam los, jak naszego ojca – śmierć w walce.

Reklamy

1 komentarz do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 42.3.

  1. Tak długo czekałam i tak krótko:-( Ciekawa jestem co z tego wszystkiego wyjdzie, jak zawsze wyczekuję z utęsknieniem. Pozdrawiam cieplutko:-)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s