EVER–Rozdział 5.2.

2014

KOLEJNY DZIEŃ NIE OKAZAŁ SIĘ wcale lepszy od poprzedniego. Sebastian nadal jest na mnie zły, a ja nie miałam wczoraj siły, by się z nim wykłócać o cokolwiek. Do Majki zaszłam późnym wieczorem, zaraz po powrocie z pracy i opowiedziałam jej wszystko, cały mój koszmarny dzień. Przytulała mnie i pocieszała, a ja nawet nie potrafiłam już wypłakać emocji. Na to również brakowało mi już sił. A dziś wcale nie lepiej. Ubrałam się w wygodne czarne spodnie, bo nie miałam ochotę na żadne sukienki. Do tego dobrałam jasną koszulę i luźną marynarkę. Starałam się wyjść odpowiednio wcześniej z domu, by nawet w razie jakiegokolwiek wypadku, nie spóźnić się ponownie. Sebastian tylko burczał, gdy się kręciłam po domu, a ja tym razem nie zamierzałam chodzić na paluszkach. Może w końcu zacznie się normalnie budzić i szukać pracy? Nie zamierzałam rozmawiać z Danielem o pracy dla Sebastiana. Nie chcę mieć z nim i jego klubem nic wspólnego.

Na moim piętrze jeszcze nikogo nie było. Zostawiłam torebkę z laptopem na biurku i poszłam w stronę pomieszczeń socjalnych. Musiałam poprawić sobie nastrój przed spotkaniem z szefem. Zdążyłam jednak odpić jeden jedyny łyk, gdy poczułam dreszcz przebiegający po kręgosłupie. Ścisnęłam mocniej kubek, ale nie odważyłam się odwrócić. Liczyłam cichutko na to, że po prostu wyjdzie z pomieszczenia i pójdzie do swojego gabinetu.

– Wolę cię w sukienkach. – stwierdził cicho swoim zachrypniętym głosem.

– Dzień dobry. Myślę, że pańska uwaga jest nie na miejscu, szefie. – uśmiechnęłam się lekko, ale nadal stałam odwrócona do niego plecami.

– Nie udawaj, Gabi. – zadrżałam, choć próbowałam bardzo mu pokazać, że nie reaguję na niego wcale. Choć to było strasznie trudne, skoro ciało mnie zdradzało. Nadal reagowało na jego bliskość, zwłaszcza teraz, gdy podszedł do mnie i był cale od moich pleców. – Doskonale wiemy, kim jesteśmy.

– Nie, mylisz się. Ja cię wtedy nie znałam i bardzo chciałabym nigdy nie poznać. – wywarczałam, po czym odwróciłam się i uciekłam mu pod ramieniem w stronę wyjścia. Łudziłam się, że jednak zostawi mnie w spokoju, ale skoro tak chciał zacząć dzień, będę potrzebować więcej sił, by to jednak przetrwać w okresie ochronnym. Po nim nie miałam szans na pozostanie tutaj na dłużej. Nie z takim szefem, który jednak nadal pamięta naszą przeszłość. Liczę jednak cały czas, że jednak będzie potrafił zachować się profesjonalnie i jednak nie będzie plątać naszej przeszłości z teraźniejszością.

Usiadłam przy swoim biurku i włączyłam komputer, by się zalogować w systemie. Dopijałam kawę, choć już wcale mi nie smakowało. Musiałam się uspokoić. Artur po chwili wyszedł ze swoją kawą i przysiadł na moim biurku.

– Czy coś trzeba, szefie? – zapytałam swoim najmilszym głosem, na jaki potrafiłam się teraz zdobyć, obdarzając go zawodowym uśmiechem, jaki stosowałam do najtrudniejszych klientów. Zmarszczył brwi, ale wpatrywał się po prostu w swoją kawę. Wzruszyłam ramionami i zabrałam się za swoje obowiązki.

– Dobrze wiedzieć, że ułożyłaś sobie życie. – powiedział cicho. Sapnęłam, gdy doszło do mnie, co właśnie powiedział.

– Proszę, przestań. Pracujemy razem, jesteś moim szefem. Zapomnijmy o wszystkim innym, dobrze? – zaproponowałam cicho, wpatrując się dalej w monitor, nie wyświetlając jeszcze niczego.

– Uważasz, że zachowuję się nieprofesjonalnie? – i choć było to podchwytliwe pytanie, usłyszałam lekkie rozbawienie w jego głosie. Pamiętam, że zawsze dobrze nam się rozmawiało i za tym zawsze będę tęsknić. Teraz za dużo było między nami niedomówień, by rozmawiać swobodnie.

– Dziś od rana z pewnością. Jesteś moim szefem i wolę byś tak się zachowywał.

– Zawsze dobrze się dogadywaliśmy. – powiedział cicho, jakby lekko zamyślony. Czy to możliwe, że on także rozpamiętywał to wszystko? Bałam się uwierzyć, że tak faktycznie mogłoby być. Może teraz traktowałby wszystko inaczej? Może by mnie zrozumiał. – Poza oczywiście tym, że mnie okłamywałaś i oszukiwałaś. – zadrżałam, bo to było już powiedziane z wyrzutem. – Jak mogę ci ufać jako asystentce i pierwszemu kontaktowali z klientami, jeśli wiem, jak potrafisz oszukiwać? – zabolało. Spojrzałam na niego i widziałam w nim tą złość, którą tak doskonale pamiętam.

– Tylko w jednej kwestii cię okłamałam i doskonale wiesz, dlaczego. – potrząsnęłam głową na uspokojenie. – A po drugie, jak mogę czuć się bezpiecznie wiedząc, do czego jesteś zdolny? – Artur zmarszczył brwi, jak gdyby nie wiedział, o co mi właściwie chodzi. – Nasze rozstanie, Artur. Wtedy nie poszłam na policję. Teraz nie popełnię tego samego błędu. – i to był moment, gdy do mężczyzny dotarło, o co mi chodzi. Musiał pamiętać, jak to się stało. Ja pamiętałam.

– Będę w gabinecie. – skinęłam głową i odwróciłam się do monitora, choć tak naprawdę cała drżałam z nerwów. Tak, teraz nazwałabym to gwałtem. Ale wtedy? Gdy to się stało, byłam zbyt zdruzgotana, by w ogóle ruszyć się i myśleć o policji. Nie chciałam też tego robić, nikt by mnie przecież nie zmusił do zgłoszenia. Wtedy jedyne o czym myślałam, to o swoim błędzie i tym, jak bardzo chciałabym go odzyskać.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s