EVER–Rozdział 5.1.

2014

Rozmowa z Majką nastroiła mnie bardzo pozytywnie na ten dzień. Pocieszała mnie na tyle, na ile tylko mogła. I choć bardzo poprawiła mi humor, ten popsuł się, gdy tylko przekroczyłam próg własnego mieszkania. Skończyło się to wyrzuceniem kumpli Sebastiana, zwłaszcza pewnej parki z naszej sypialni. Stwierdziłam, że teraz nie zasnę w tej pościeli i kazałam partnerowi wszystko wyprać i porządnie wyczyścić. Oczywiście to znów ja wyszłam na tę złą. Nie przejmowałam się tym – tak sobie przecież obiecałam. Nie mogłam stresować się każdego dnia Sebastianem i jego wyskokami, gdy w pracy kolejne problemy dochodzą mi na głowę, prawda?

A zaczęło się od samego ranka. Oblałam kawą swoją jasną sukienkę i musiałam szybko przebierać się w czarną, którą nie za bardzo lubiłam ze względu na jej krój – kończyła się w połowie uda, dopasowana i także ze sporym rozporkiem, tym razem na boku. Do niej musiałam ubierać czarne szpilki, których dziś także nie miałam w planie. Włosy na szybkiego spięłam do góry w chaotyczny węzeł, który jakże pasował do mnie ostatnimi czasy. Ale przecież nie mógł być to koniec moich problemów, prawda? Do tego taksówka się spóźniła, gdzieś w centrum była stłuczka, przez co musieliśmy jechać okrężną drogą. Nie dość, że zapłaciłam drożej, to jeszcze spóźniłam się do pracy. Nie dobrze.

Praktycznie wbiegłam do lobby, gdzie Kasia tylko uśmiechnęła się do mnie i przesłała buziaka w powietrze. Pomachałam jej torbą z dokumentami, które poprawiałam wieczorem na służbowym laptopie. Winda także jakby wyjątkowo wolno wjeżdżała na górę. Tupałam nogą, próbując ja popędzać. Uparte kosmyki wyślizgiwały się mi cały czas z zapięcia, więc zdmuchiwałam je z twarzy.

Wybiegłam z windy uderzając w ścianę ubraną w garnitur. Krzyknęłam, gdy laptop i aktówka spadły na ziemię. Na szczęście się nie rozsypały. Bałam się spojrzeć na zegarek. Praktycznie nigdy się nie spóźniałam. Nie mogłam jednak zgonić wszystkiego na swoją niezdarność. Wydawało się to takie nieprofesjonalne.

– Przepraszam. – wydukałam do mężczyzny stojącego tuż przy mnie. Był znacznie wyższy ode mnie miał uroczo kręcone włosy, które wydawały się takie miękkie w dotyku. Do tego ten parodniowy zarost na typowo męskiej szczęce. Bardzo źle, że właśnie teraz buzowały mi hormony. Z drugiej strony Sebastian nie potrafił odpowiednio się mną zająć. Czy w ogóle chciał? Dawno już zrezygnował z próby doprowadzenia mnie do orgazmu i zaspokajał czasem jedynie swoje potrzeby. Co ja z tego miałam? Przytulanie i chwilę czułości tuż po. Przynajmniej do czasu, gdy nie wstawał, by zrobić sobie jedzenie, picie, albo nie iść pooglądać telewizję.

Potrząsnęłam głową, pozbywając się niechcianych myśli. To nie był odpowiedni moment na seksualne pobudzenie i rozmyślanie o seksie z moim partnerem. Musiałam natychmiast wbić się w rytm pracy. Przestawić się na odpowiednie tory. Uśmiechnęłam się zatem do mężczyzny.

– Tomasz Kupryński. Zdaje się, że kolega z naprzeciwka. – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Teraz zdecydowanie będzie mi lepiej patrzeć nań zza monitora. Wolałam go od tej białej ściany. Uścisnęłam wyciągniętą, męską i silną dłoń.

– Gabriela Samson. Witamy na pokładzie. – skinął głową i puścił moją dłoń, by podnieść rozwalone przeze mnie rzeczy. Poprawiłam torebkę i szybko podeszłam do biurka. Komputer już miałam włączony i właśnie zobaczyłam pół godziny spóźnienia. To najdłuższa moja nieobecność bez telefonu. Aż byłam zdziwiona, że szef do mnie jeszcze nie dzwonił. Z drugiej strony widziałam, jaki wczoraj zdenerwowany chodził, więc może dziś zapomniał o zmartwieniu, zajmując się swoją pracą.

– Podałem już kawę prezesowi, ale nie wiem, gdzie co macie, więc z dokumentami czekaliśmy na ciebie.

– Mam je w teczce. Poprawiałam wieczorem. – wyciągnęłam szybko teczkę i pomachałam przed kolegą. – Daj mi jeszcze chwilę. Pobiegnę szybko do niego i potem pokażę ci, gdzie co jest, ok?

– Prezes jest teraz zajęty… – ale ja już go nie słuchałam. Szybkim krokiem wkroczyłam bez pukania do gabinetu. Prawie nigdy nie pukam, chyba że wiem o jakimś spotkaniu w jego gabinecie. Dziś jednak nie miał żadnego w planach, więc wkroczyłam ze swoim uśmiechem.

– Jestem i przepraszam. Mam już dokumenty i…. – Zakulski siedział wyprostowany z otwartą buzią, jak gdybym właśnie mu w czymś przeszkodziła. W rozmowie zdaje się. Druga osoba siedziała na sofie ukrytej pod ścianą. Na stoliku stał laptop i filiżanka kawy. Podobnie jak na biurku mojego szefa. Szybko podałam mu teczkę i bardzo cieszyłam się, że stałam tak blisko blatu, o który teraz mogłam się oprzeć, chwytając na nowo równowagę.

– Panno Samson, przedstawiam naszego nowego szefa… jednego z szefów… Artura Palazzo. Panie Palazzo, to moja asystentka, Gabriela Samson. – ale mi już brakowało powietrza. Przede mną siedział mężczyzna w szytym na miarę, czarnym garniturze, z lekko niedopiętą jasną koszulą. Patrzyłam na jego przydługie, ciemne loki spadające delikatnie na czoło. Ale uwagę moją przykuły te oczy, tak mi dobrze znane. Płynna czekolada. Patrzył na mnie tak uważnie, wręcz przeszywająco. A ja jedynie w głowie miałam jedno imię – Artur, które szeptałam przez tak wiele lat. Czy to mogło być możliwe? Karma bywa jednak prawdziwą suką. Nie potrafiłam oddychać. Nagle wszystko zaczynało mnie boleć, ale najbardziej serce, które dla niego tyle czasu krwawiło.

– Dzień dobry, panno Samson. – powiedział tym swoim, charakterystycznie zachrypniętym głosem, którym uwodził mnie nocami. Wstał i podszedł bliżej nas. Wyciągnął do mnie rękę, ale ja bałam się mu podać swoją. Praktycznie mechanicznie wyciągnęłam prawą dłoń do uścisku, lewą coraz bardziej ściskając blat biurka Prezesa. Czułam, jak cała się trzęsłam i potrzebowałam teraz znaleźć się jak najdalej od tego człowieka. Mężczyzny, który zniszczył mnie dziesięć lat temu.

– Dzień… dobry. – wydukałam, nie potrafiąc zapanować nad sobą, nad głosem.

– Liczę, że nie ma pani w zwyczaju wpadać tak do gabinetów szefa, jakby był on pani własnym. – drobny przytyk podany z lekkim uśmiechu w kąciku sprawił, że potrząsnęłam głową i wzięłam się w garść. – Podobnie, jak spóźnienia. – odwrócił ode mnie głowę, patrząc teraz na Prezesa, choć nadal trzymał moją dłoń. – Nie będę tolerował takiego rozluźnienia stosunków w czasie pracy tutaj.

– Oczywiście, panie Palazzo. Panna Samson jest doskonała asystentką. Nie spóźnia się prawie nigdy, ale sporo dałem jej wczoraj pracy i pewnie do późna siedziała. – słyszałam, jak jestem usprawiedliwiana, ale nic nie powiedziałam na swoją obronę. Musiałam jedynie wyrwać się jak najszybciej. Od niego.

– Przepraszam. – powiedziałam cicho. Wyrwałam swoją dłoń z uścisku Artura i wyszłam zgarbiona z gabinetu. Czułam, jak wszystko we mnie na nowo krwawiło, a łzy napłynęły do oczu. Szybkim krokiem udałam się do łazienki tuż przy socjalnym. Na szczęście drugi asystent nie próbował mnie zatrzymać.

Zamknęłam za sobą kabinę i wybuchłam płaczem. Zwinęłam się na ziemi i musiałam wypłakać te wszystkie emocje. Lata zapominania o jego istnieniu. A potem nagle powrót Anny, klub z Danielem, a teraz Artur? Nie zasłużyłam na aż taką karę. Zawiniłam sporo w naszych relacjach, ale wystarczająco już się nacierpiałam przez te lata. Poniosłam znacznie poważniejszą karę, niż można sobie wyobrazić.

Wygrzebałam telefon z kieszeni marynarki. Wybrałam jedyny numer, na którym mogłam teraz polegać. Odebrała po piątym sygnale. Jej wesoły głos sprawił, że znów zaszlochałam.

– On tu jest, Majka… on tu jest…

– Kto, na boga? – chyba naprawdę się zdenerwowała.

– Artur. Ten Artur. Właśnie się z nim przywitałam.

– Co?! Jak to? Co on robi u ciebie w pracy?

– Pracuje. Jest moim szefem.

– Ale… co z Zakulskim? – zapłakałam do słuchawki.

– Zakulski jest tylko prezesem przecież. A przejął nas ktoś inny. A dziś go poznałam. To on, Majka. To mój Artur. – nastała cisza i mogłam się założyć, że Majka zaczyna chodzić wokół, myśląc. Może nawet przygryzała wargę w skupieniu.

– Poznał cię? – zapytała cicho. Czy to było aż takie ważne? – No dobra, słuchaj. Wiem, że to wydaje się przykre, ale może cię nie pamięta. Minęło dziesięć lat. Miejmy taką nadzieję. A nawet jeśli rozpoznał, to jaką mamy pewność, że cię nienawidzi przez tyle lat. Prawda? Musisz się przede wszystkim uspokoić. Bierzesz wolne na żądanie?

– Nie mogę. Dopiero przyszłam i to w dodatku spóźniona. Wpadłam jak idiotka do gabinetu Zakulskiego, a oni mieli akurat spotkanie. Zrobił uwagi odnośnie mojego zachowania i spóźniania, po czym wyszłam.

– Dobrze. Musisz się teraz pozbierać i wrócić do pracy. Może pójdzie za niedługo z firmy i będziesz miała spokój. Albo zaszyje się gdzieś. A po pracy widzę cię u siebie.

– Przyjdę z pewnością… – wyszeptałam podnosząc się z łazienkowej podłogi. Dobrze, że przynajmniej była czysta. Spojrzałam z niechęcią w lustro wiedząc, co zobaczę. Chwyciłam papierowe ręczniki i zaczęłam naprawiać zrujnowany makijaż. Musiałam się pozbierać i to w jak najszybszym czasie. Przecież nie mogłam tu siedzieć w nieskończoność, gdy praca czekała na mnie oraz nowy asystent. Obiecałam mu wszystko pokazać. Pewnie nie znał jeszcze naszej sieci, nawet nie wiedziałam, czy miał już hasła dostępu.

Wyszłam z łazienki ze zmytym makijażem i niestety czerwonymi od płaczu oczami. Nic na to jednak nie mogłam poradzić. Zgonię to na alergię nowego tuszu. Powinno działać przez jakiś czas, o ile nie rozkleję się znów. Tomasz siedział przy biurku z kubkiem kawy i patrzył gdzieś przez okno. Gdy jednak podeszłam do swojego biurka, odwrócił się w moją stronę ze zmarszczonymi brwiami.

– Wszystko dobrze? – wymusiłam na sobie sztuczny uśmiech, który czasem stosowałam do klientów.

– Tak, ciężki poranek. Masz już wszystkie hasła?- pokiwał jednak przecząco głową. Szkoda, bo dzięki temu każdy zająłby się swoimi sprawami. – No dobrze, choć do mnie, pokażę ci jak wszystko tu działa od samego początku. Jutro będziesz mógł już działać sam. – poderwał się szybko, a ja miałam chwilę, by odłożyć laptop i wyprostować tak monitor na biurku, by i on mógł wszystko widzieć.

Tłumaczyłam kolejno, jak się podłączyć do naszej wewnętrznej sieci, a jak do wspólnej dla całej firmy. Po krótce także opowiedziałam, co możemy gdzie wrzucać. Było mnóstwo dokumentów, które pozostawały w naszym wewnętrznym obiegu, w naszej sieci, ale nigdy nie mogły trafić na wspólną. Objaśniałam każde zagadnienie i skróty przez nas używane dla szybszej wymiany informacji. Nic nie notował, ale przynajmniej słuchał uważnie i zadawał szczegółowe pytania.

Drzwi od gabinetu Prezesa się otworzyły i wyszli obaj. Patrzyłam na niezadowolenie tak dobrze widoczne na twarzy Zakulskiego, co niestety mnie za bardzo stresowało. Dotąd był moim szefem i nie chciałam, by to się zmieniało. Artur spojrzał na moje biurko, zajęte teraz przez nasza dwójkę. Nałożył jednak maskę, przez którą nikt się nie przebił.

– Panie Kupryński, liczę że panna Samson szybko wytłumaczy panu wszystko. Od jutra zaczynamy pracować na poważnie. – i z tymi słowami skierował się do swojego nowego gabinetu, naprzeciwko drzwi Prezesa. Drzwi pomiędzy ich gabinetami, prowadziły do małej sali konferencyjnej. Nie była ona ani duża, ani zbyt okazała. Na ogół używaliśmy ją podczas spotkań z klientami. Prawdziwa i jakże duża sala konferencyjna, główna, była dwa piętra niżej. Była dotąd używana do zebrań pracowniczych oraz oficjalnych spotkań branżowych. Jednak ja wolałam tę na moim piętrze. Była znacznie mniejsza, przytulniejsza.

Musiałam mocno skupiać się na pracy. Nie chciałam, by ktokolwiek dzisiaj zwrócił mi uwagę. A zwłaszcza nowy szef. Na dziś wystarczy mi już emocji. Odliczałam cichutko godziny do końca mojej zmiany i do spotkania z Majką. Potrzebowałam się porządnie wypłakać w jej ramionach. Ona zbierała mnie z podłogi, gdy świat kolejno mi się walił. Ona była przy mnie w najgorszych dla mnie momentach. Znała prawdę, dlatego to do niej mogłam się zwrócić ze wszystkim.

Tuż przed końcem mojej zmiany, nowy spakował się i gotowy do wyjścia zaczął ponownie układać wszystko na swoim biurku. Schowałam już swój laptop i zaczęłam pakować torebkę, gdy drzwi od Prezesa się otworzyły. Mój ukochany dotąd szef podszedł do nas z niepokojącą mina. Spojrzał po nas przepraszająco.

– Pan Palazzo stwierdził, że musisz odpracować swoje spóźnienie, poza tym będziemy mieli naradę. Panie Kupryński, może pan udać się już do domu. Potrzebna mi będzie jedynie Gabriela. – Tomek skinął potwierdzająco, a na mnie jedynie spojrzał ze współczuciem.

Gdy tylko drzwi windy się zamknęły, mój szef przysiadł na kancie mojego biurka. Był taki zmęczony, jak prawie nigdy.

– Gabrielo, jeszcze nigdy nie widziałem takiego wkurzonego Palazzo. Nie wiem, co się za tym kryje, ale… nie powinien cię tak traktować. Przepraszam… porozmawiam z nim, bo przecież pracowałaś w domu, a to podchodzi pod nadgodziny.

– Pracowałam w domu, w czasie wolnym od pracy. Gdybym pracowała tutaj, pewnie uchodziłoby to za nadgodziny. Ale tak? Proszę nie poruszać tematu. Samo się jakoś rozwiąże. Może ma zły dzień?

– Może… – ale myślami był już daleko stąd. Nie chciałam mówić, jaki mógł być powód tego całego zdenerwowania Artura. Wolałam się łudzić, że to nie przeze mnie. Ale moja intuicja mi podpowiadała, że doskonale mnie rozpoznał i że praca teraz nie będzie dla mnie przyjemnością. W sumie to byłam praktycznie pewna, że po okresie ochronnym zostanę wywalona z hukiem.

– Co mam przygotować na to zebranie? – wolałam mieć ze sobą potrzebne dokumenty. Po co dawać kolejny powód? Z drugiej strony Artur zawsze bywał uparty, zatem zawsze znajdzie powód, by się przyczepić. Wolałabym jednak, by takie zebranie odbyło się jutro, gdy zdążę już ochłonąć. Dziś jest to dla mnie za świeże wszystko i wątpię, bym była w stanie opanować emocje.

– Nie wiem. Nic nie mówił. Stwierdził, że chodzi o bieżące sprawy, więc pewnie będzie chciał omówić plan spotkań. Weź kalendarz ze sobą i nasz planogram. – po czym wstał i udał się do gabinetu. Wyglądał naprawdę na zmęczonego, zrezygnowanego i takiego… sama nawet nie wiem, jak to określić. Jak gdyby dźwigał na swych barkach prawdziwy ciężar, który zaczyna go przygniatać. Miałam ochotę go przytulić i pocieszyć, ale sama także potrzebowałam takiego pocieszenia i poczucia wsparcia.

Zaparzyłam trzy kawy i ustawiłam je na stole konferencyjnym na naszym piętrze. Ustawiłam tak krzesła, by być jak najdalej od Artura. Nie mogłabym tego znieść, gdyby siedział na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony nie jestem pewna, czy lepiej go mieć obok, czy naprzeciwko. Szybko przesunęłam tak krzesła, by szef i prezes siedzieli obok siebie, a ja schowam się ślicznie za barkiem Jana i jakoś przeżyję. Uśmiechnęłam się na swój plan i lekko odprężyłam.

Drgnęłam, gdy drzwi się otworzyły. Artur wszedł pewnie do sali. Zmierzył mnie a następnie spojrzał na stół. Kiwnął lekko głową. Nabrał powietrza, by coś powiedzieć, jednak nim to zrobił, otworzyły się drzwi i wszedł Zakulski. Uśmiechnęłam się na jego widok i pokazałam mu jego miejsce, które dlań przygotowałam.

– Kawa taką, jak lubisz. – powiedziałam cicho celowo, by nikt nie zarzucił mi, że za bardzo się rządzę, gdy tak naprawdę miałam najmniej do powiedzenia.

– Dziękuję, kochana. Z pewnością mi się przyda kolejna. – lekko ścisnął mnie za ramię i usiadł na wyznaczonym sobie miejscu.

– Panu także zrobiłam. – skinęłam na jego filiżankę. Pamiętam doskonale, jaką lubił, ale celowo zrobiłam mu zwykłą, bez dodatków. Mleczko i cukier postawiłam obok niego, choć wiedziałam doskonale, że wybierze tylko cukier. Lekko się uśmiechnęłam, chcąc być po prostu miłą i usiadłam na swoim miejscu, tuż obok ramienia prezesa. Czekałam, aż Artur zajmie przygotowane miejsce. Wyjrzałam delikatnie zza ramienia w stronę przygotowanego stanowiska. Faktycznie, jeśli tam usiądzie, będę niewidoczna.

Palazzio spojrzał na mnie i na Zakulskiego, po czym przesunął głośno krzesło tak, by usiąść dokładnie naprzeciwko mnie. Do tego przysunął sobie kawę i spojrzał z podniesioną brwią na mnie, dosypując odrobinę cukru. Udałam, że nic nie zauważyłam i odpiłam odrobinę swojej. Skrzywiłam się lekko na smak zapominając, że nic nie dodałam do niej. Artur podsunął mi cukier i mleczko, jakby dokładnie pamiętając, jaką lubię popołudniami. Uśmiechnęłam się do niego i wzięłam tylko cukier. Ponownie podniósł brew, ale ja odwróciłam się w stronę prezesa. On jedynie patrzył przed siebie w jakiś punkt, czekając na to, czego chciał od nas szef.

– Musimy zrewidować plany, jakie dotąd mieliście.

– Czy mamy coś jeszcze do nich dodać? – kątem oka zauważyłam, jak Zakulski drgnął zadając to pytanie. Przecież plan naszych spotkań biznesowych mieliśmy już zaakceptowany od dłuższego czasu. Spotkania potwierdzone i na szczęście mało ich było w terenie. Zmiana jednego, dwóch spotkań sprawi, że cały plan po prostu padnie i trzeba będzie układać go na nowo.

– Zdaje sobie z tego sprawę, jakie to dla was…. utrudnienie. – Artur złożył palce na stole i przez chwilę nam się przyglądał. – Musimy jednak wyjść bardziej do klienta, stąd to my będziemy jeździć na część spotkań, a nie kazać do siebie przyjeżdżać.

– To podwoi koszty. Taniej wychodzi, aby klient który i tak przyjeżdża, miał dobry hotel i… – jednak Artur przerwał mi uniesionym palcem.

– Nie TY decydujesz o kosztach, czy może się mylę? – zamilkłam, spoglądając niepewnie w stronę Jana. On zawsze mnie wysłuchiwał i tak układaliśmy nasze plany, by było to również najtaniej dla firmy. Poprzedni szef był z tego tytułu bardzo zadowolony. Najwidoczniej nowa władza, nowe zasady.

– Przepraszam. – odpowiedziałam skruszona, choć ledwo przeszło mi to przez zęby. Z pewnością zauważył moje wściekłe spojrzenie, które teraz mu rzucałam.

– Dobrze. – ze swojego kalendarza wysunął kartki i mi je podał. – Proszę o ustawienie w tych terminach spotkań u klienta. Jeśli pokryją się z innymi terminami, proszę tamte przesunąć.

– Panie Palazzo, to sprawi, że panna Samson będzie musiała ustalić na nowo cały roczny plan spotkań. To z pewnością wprowadzi wiele zamieszania wśród naszych klientów, którzy już od dawna mają ustalone terminy i ….

– Z pewnością nie będą narzekać, gdy to my do nich zajedziemy, a nie odwrotnie. Przy okazji proszę zawsze mieć ze sobą gotowe umowy, by nie przedłużać negocjacji oraz pełną dokumentację ofertową. Może być tak, że gdzieś po drodze trzeba będzie zajechać i musimy być gotowi.

– Dobrze, przygotuję na panów laptopach.

– A panna jeździć nie zamierza? Od tego jest także asystentka. Laptop służbowy, jeśli będzie trzeba, zostanie dostarczony na dniach. Dzieci w domu nie płaczą, więc problemu nie widzę. – ale ja widziałam, jednak Jan ścisnął mnie mocniej, bym nic nie mówiła. Nie mogę przecież sobie tak po prostu wyjeżdżać. I kiedy miałabym wiedzieć, w jakie dni będą szykowały się wyjazdy, skoro w każdej chwili mogę dostać polecenie wyjazdu? No i co, z dnia na dzień bym została o tym poinformowana? Artur właśnie kazał tak mi tworzyć plan spotkań, by był on otwarty na wszelkie nowe spotkania. Czyżby chciał sam się tym także zajmować?

– Czyli rozumiem, że ja tworzę grafik spotkań dla prezesa, a pana asystent, dla pana, tak? – dodałam z uśmiechem. – Zatem stworzymy jutro z pańskim asystentem wspólny otwarty kalendarz spotkań. – jednak tylko skinął głową.

Kolejna godzina upłynęła nam na omawianiu szczegółów spotkań, które miały odbyć się za pół roku, a niektóre prawie za dziewięć miesięcy. Nie byłam pewna, o co mu właściwie chodzi. Dla mnie było to marnowanie naszego czasu, tym bardziej, że na drugi dzień z rana mógł omówić z Zakulskim resztę ich spotkań. Wysłuchiwał naszych ofert, po czym każdą praktycznie przerabiał. Patrzyłam, jak Jan znosi to wszystko, a we mnie gotowało się z wściekłości coraz bardziej. Jakim prawem ustawiał nas tak, jak ustawia się nowicjuszy? Do tej pory radziliśmy sobie bez problemów bez niego i szło nam dobrze. A firma nie ponosiła większych strat. No dobrze, ponosiła, ale nie przez nas, tylko przez nieodpowiedzialnego szefa, który za bardzo lubił żyć w luksusie i wkrótce zaczął niestety żyć ponad stan. Przez co skazał nas na Palazzio. Zwłaszcza mnie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s