LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 42.1.

PO UŚPIENIU NADII i walce z jej silną wolą, by pozostać nadal przytomną przy moim boku, byłam gotowa na żołnierskie show. Przez chwilę jeszcze trzymałam bezwładne ciało Nadii za dłoń. Hope stała po drugiej stronie z rezygnacją w oczach i tak ogromnym smutkiem, że nie byłam w stanie na nią spojrzeć. Obie wiedziałyśmy, że będzie miała sporo potem roboty. Żołnierze odprowadzili mnie na chroniony plac. Nie spodziewałam się takich tłumów wokół. Nie było to zbyt bezpieczne, ale czułam ich ekscytację. Dotąd nie byłam jakoś zbyt lubiana wśród nich. Moja ucieczka w ramiona ojca, zresztą nawet fakt, kim jest mój ojciec, było dla nich podejrzane. Dotąd nie poniosłam żadnych konsekwencji. Teraz jednak wypuściłam więźniów. I nawet jeśli którykolwiek rozumiał moje intencje, nie mógł przyznać mi racji. Przecież nikt nie chciał być ukarany wraz ze mną.

Nadgarstki spięto mi stalowymi obręczami, wyglądającymi jak grube kajdany. Od nich odchodził łańcuch. Pociągnięto go tak, że moje ręce powędrowały w górę. Napięte i rozszerzone.

Nathaniel przeciągnął łańcuch przez obręcze nad moją głową, a następnie przypiął do specjalnych uchwytów na ziemi. Moje ciało ustawione było tyłem do gapiów, w idealną literkę X. Widziałam smutek w oczach żołnierza. Szeptał prośbę o wybaczenie, ale przecież musiał jedynie wykonywać rozkazy. Rozumiałam to przecież doskonale. Denerwował mnie jego smutek i rezygnacja.

– Nathaniel, czyń powinność. Miro, za złamanie moich rozkazów, zostałaś skazana na chłostę. Jeśli nie wytrzymasz do końca, zostanie ona powtórzona jutro. – Aker mówił na tyle głośno, by każdy z obecnych na placu słyszał doskonale jego słowa. Następnie podszedł do mnie i chwycił mocno za kark. – Wytrzymaj. – wyszeptał w moje usta tuż przed tym, jak namiętnie mnie pocałował. Nie zwracał uwagi, czy go wpuszczę do środka. Po prostu się wdarł. Oddałam jednak pocałunek. Pragnęłam poczuć coś pozytywnego. Od niego także czułam smutek. A nie chciałam tego czuć. Wiem, co zrobiłam i dlaczego. Zdawałam sobie sprawy z konsekwencji. Raczej sądziłam, że zostanę zamknięta w celi i przesłuchiwana jak reszta. Przecież to logiczne, że nie zostałabym wypędzona. Na to niestety liczyć nie mogę.

– Gotowa? – Aker odszedł o parę kroków do tyłu, nadal jednak stał na wprost mnie. Nathaniel trzymał bicz z małymi kulkami błyszczącymi w jasnym świetle dnia. Widziałam, jak drżała mu ręka. Podobnie, jak drżał głos, gdy pytał o moją gotowość. Skinęłam głową na znak zgody, jednak cała w środku drżałam. Hope stanęła przy Akerze, ale patrzyła jedynie na swoje buty. Czułam jej rozpacz. W powietrzu unosiła się także delikatna nutka jej słonych łez. Zdawałam sobie sprawę, że będzie czuła moje zdenerwowanie, mój ból. Byłyśmy połączone. Dlatego prosiłam o uśpienie Nadii. Ona wyrwałaby się ze swojej celi i przybiegła mi na ratunek. A to byłoby dla niej samobójstwo.

Rozerwano mi bluzkę na plecach. Zasłaniała tylko przód. Pewnie każdemu innemu ściągali ubranie, ale ja byłam kobietą. Nie godziło się. Pierwsze uderzenie było zaskoczeniem. Łańcuchy zaskrzypiały w obręczach, gdy ciało przesunęło się do przodu. Hope się wzdrygnęła. Aker jedynie obserwował i usilnie próbował utrzymać swoją maskę ukrywającą prawdziwe uczucia. Stał wyprostowany. Pewny. Niczym prawdziwy Mistrz przed swymi żołnierzami. Zasyczałam, gdy poczułam ból. Po chwili na plecy spadły kolejne uderzenia. Każde pchające mnie do przodu. Czułam, jak kulki wbijają mi się w ciało, jak przerywają skórę, kalecząc ją. Czy ja także będę miała blizny, jak tamten więzień? Próbowałam powstrzymać swoją bestię przed przemianą. Teraz rozumiałam, dlaczego Hope musiała stać tak blisko mnie. Nie chodziło o pomoc medyczną, a o uspokajanie mojej drugiej natury.

Łzy spływały mi po policzkach. Nie próbowałam ich nawet powstrzymywać. Musiałam przetrwać. Nie mogłam pozwolić, by jutro ponownie mi to zrobili. Ktoś krzyczał za moimi plecami. Czarnulka. Przez chwilę skupiałam się nad jej głosem. Miała pretensje do Nathaniela, że wcale nie wykonuje swoich obowiązków. Kolejne uderzenie wywołało moje sapnięcie. Nie chciałam krzyczeć. Musiałam wytrzymać. Patrzyłam Akerowi w oczy. Potrzebowałam siły, by to przetrwać. A do końca było wciąż daleko. Chłosta nigdy nie składała się z dziesięciu batów. Gdybym się skupiła na tym, o czym mówili przed wymierzeniem kary, wiedziałabym ile mam wytrzymać. Trzydzieści? Pięćdziesiąt? Sto?

Nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Kolana się uginały. Starałam się nie wisieć na rękach, bo to napinało mi plecy, sprawiając dodatkowy ból. Potrzebowałam dłuższych przerw pomiędzy uderzeniami. Nathaniel chyba to zrozumiał, albo sam był już zmęczony. Ale nie oddał nikomu bata. Gdyby karę miała wykonać Czarnula, pewnie nie przeżyłabym tego. Ale mężczyzna starał się, by wyglądało dla innych okropnie, ale dawał mi minimalną szansę na pozbieranie się. Hope płakała. Widziałam, jak trzęsła się cała. Aker jedynie nadal patrzył.

Krzyk. Nie powstrzymałam go. Nie wiem, które było to uderzenie z kolei. Ból mieszał w moich zmysłach. Bestia wyła. Chciała się wydostać. Przedstawiała mi obrazy żołnierzy, krwawej miazgi na tym placu. Ale jedyną miazgą były zapewne teraz moje plecy. Pot spływał wprost do ran, dodatkowo je podrażniając. Nie goiły się, a przecież powinny. Może to te kuleczki? Z drugiej strony widziałam, że bicz był błyszczący, mokry. Może go najpierw w czymś moczą, nim wykonują kary na zmiennych? Łkałam z bólu. Głowa opadła mi na jedno z ramion. Nie miałam siły już jej utrzymywać. Chciałam się uwolnić. Błagałam w myślach, by Aker zaprzestał. Wydał rozkaz, że już starczy. Ale on jedynie stał i obserwował. Czułam jego emocje, jakże sprzeczne z tym, co widziałam w jego postawie. On także cierpiał. Zacisnęłam mocniej szczękę. Musiałam przetrwać. A potem rozprawię się sama ze zdrajcą, przez którego teraz byłam chłostana na oczach wszystkich zmiennych.

Krakanie. Otworzyłam lekko oczy. Ponowne uderzenie jedynie zakołysało mnie do przodu. Spojrzałam w niebo. Ciemne ptaszyska przez chwilę latały tuż nade mną, głośno kracząc. Uśmiechnęłam się do nich. Dusze z tej ziemi. Czy przyleciały po pokarm? Czyżbym to ja miała być teraz ich daniem głównym.

Ciepła dłoń objęła mój policzek. Spojrzała w oczy, które kiedyś tak pokochałam. Rozmazywały się, ale nadal były uważnie wpatrzone w moje.

– Jesteś z nami? – ale jak miałam mu odpowiedzieć?

– Kruki… – wyszeptałam. Widziałam, jak Aker patrzy w górę. Marszczy brwi.

Widziałam, jak poruszał ustami. Czy mówił coś do mnie, czy do żołnierzy?

Mnie już jednak objęła ciemność.

Otuliła w bezpieczny kokon. Pozbawiając czucia.

Było jednak tak przeraźliwie zimno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s