EVER–Rozdział 4.2.

PONIEDZIAŁEK NIE PRZYNIÓSŁ poprawy nastroju – wręcz przeciwnie. Czułam jeszcze gorzej, a do tego doszło nie wyspanie. Z Sebastianem praktycznie wcale nie rozmawialiśmy, choć nie jeden raz próbowałam mu przemówić do rozsądku. On jednak trzymał się swojego zdania i czekał, aż mi to mi przejdzie złość. Nic z tego, tym razem nie mogłam odpuścić. Sprawdzałam pół niedzieli stan naszego konta, na które od pewnego czasu tylko ja wrzucam pieniądze. A przecież potrzebowaliśmy jakiś oszczędności. Wczoraj próbowałam także przemówić mu do rozsądku w sprawie pracy, ale tego także nie chciał słuchać. W efekcie ubrał się i wyszedł do kolegów, nie zaszczycając mnie ani jednym zdaniem. Czy naprawdę byłam taka okropna? Chciałam poradzić się Majki, ale jak na złość była poza domem z Zuzią, więc sama walczyłam z myślami. Chciałam się ugiąć, ale tylko ze względu na spokój, który potem zapanowałby w domu. Wzięłam jednak na wstrzymanie, może tydzień ciszy jednak wyjdzie nam na dobre.

Dziś ubrałam swoją tradycyjnie wyciętą, oliwkową sukienkę kończącą się przed kolanem. Uwielbiałam ją ze względu na niezbyt mocne dopasowanie do figury, ale i mocne wycięcie z tyłu. Łukasz zawsze powtarzał, że uwielbiał mnie w niej od tyłu. Nie chciałam znać szczegółów. Potrzebowałam dziś wszystkiego, co naprawi mi nastrój. Napisałam sms do Majki, że po pracy przyjdę do niej porozmawiać. Oczywiście odpisała od razu, że widziała Sebastiana z kumplami i zgrzewkami piw, więc z pewnością będę wolała wrócić po pracy do niej, a nie mojego mieszkania. Ma rację, nie chcę zastać pod wieczór pijanego Sebastiana i jego równie zalanych mężczyzn gdzieś na ziemi w salonie.

– Pani Gabrysiu, proszę o kawę i wszystkie dokumenty z przejęcia. – mój szef przeszedł obok mojego biurka i po prostu zostawił polecenie, a następnie udał się do siebie. Byłam zdziwiona, bo Zakulski przeważnie zatrzymywał się, choćby na chwilę, by porozmawiać. Żartowaliśmy często. Dziś jednak zapięty pod samą szyję, z krawatem idealnie ułożonym, szybko przeszedł do swojego gabinetu. Coś się szykowało. Pobiegłam do socjalnego pomieszczenia, by jak najszybciej zrobić mu ulubioną kawę i dowiedzieć się więcej.

– Panie Prezesie, ulubiona kawka. Dokumenty za chwileczkę doniosę.

– Dziękuję. – przeglądał coś na swoim laptopie, po czym drukował jakieś dokumenty. Stałam i patrzyłam przez chwilę na tego mężczyznę, który był dziś znacznie inny, niż zwykle. Czyżby nowe szefostwo?

– Czy coś się stało? – zapytałam cicho, nie chcąc narazić się szefowi. Żyliśmy w dobrych stosunkach, ale to wciąż był mój szef. Prezes tego przedsiębiorstwa. Nie musiał ze mną rozmawiać o wszystkim. Chociaż zawsze to przecież robił.

– Dostarczą dziś nowe meble. Informatyk ma podłączyć drugie stanowisko pracy. Będziecie pracować naprzeciwko siebie.

– Będę miała kogoś do pomocy? – zapytałam w obawie, już w myślach analizując, co złego zrobiłam, czy zawaliłam jakiś projekt.

– Drugi asystent. Nie wiem, kto to będzie, bo przesłany przez szefostwo.

– Jego oczy i uszy, tak?

– Powiedzmy. Drugie biuro także będzie zajęte. Tam również ma zostać podłączony sprzęt. Informatyk już dostał odpowiednią notkę. – dopiero teraz na mnie spojrzał, ale w oczach widziałam pełną obawę. – Szefostwo będzie z nami razem pracować. – i tym jednym zdaniem przekreślił wszelkie moje nadzieje. To oznaczało, że Zakulskiemu odebrano pełna swobodę pracy, jaką miał do tej pory.

– Wiadomo, kiedy się sprowadzą? – ale szef jedynie pokiwał głową i szybko zabrał się do dalszej pracy.

Wyszłam z gabinetu, zamykając za sobą cicho drzwi. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Oto nadchodziły ogromne zmiany. Co z tego, że jesteśmy chronieni, skoro przez tylko parę miesięcy? Z drugiej strony nie było wciąż spotkania z nowym szefostwem, a jedynie z ich prawnikiem zapewniającym nas, że nie mamy co się bać utraty pracy. Czyż nie każdy tak mówi w obliczu zmian, by nie siać paniki i by nadal wszyscy pracowali tak, jak to robili do tej pory?

Przygotowując dokumenty, wcisnęłam szybko odpowiedni przycisk na telefonie. Potrzebowałam obu rąk wolnych, więc włączyłam sobie zestaw słuchawkowy, który tak ostatnimi czasy polubiłam.

– Nie mam czasu. – wywarczał do słuchawki, doskonale wiedząc, kto dzwoni. Czyżby sądził, że i ja potrzebuje jego pomocy?

– Spokojnie, chciałam zasięgnąć informacji. Właśnie wyszłam od Zakulskiego. Co się dzieje, Łukasz? – po drugiej stronie usłyszałam, jak mężczyzna wzdycha.

– Szefostwo się zjeżdża. Przyjdą nowe mebelki, a ja mam rzucić wszystko i podłączyć im sprzęt natychmiast. Jak gdyby chcieli już dziś zacząć prace.

– Będę miała nową koleżankę, naprzeciwko siebie.

– Kolegę. Dział kadr puścił farbę. To jakiś asystent szefa, który pracował dla niego przez ostatnie pół roku samodzielnie, a wcześniej jako pomoc. Tyle wiem.

– A kiedy przyjeżdżają?

– Asystent jutro, ale szefostwo pojęcia nie mam. A teraz, Mała…

– Wiem, wiem. Na pocieszenie dodam, że mam oliwkową sukienkę i często się schylam… – wiedziałam, że poprawię mu tym humor.

– Jędza. – po czym się rozłączył. Ale słyszałam po głosie minimalną radość. Postanowiłam więc nie przeszkadzać mu dalej w pracy i zająć się swoimi sprawami. Musiałam też podciągnąć zaległości, które nie wiadomo kiedy powstały na moim biurku. Chowanie ich do szafki nic nie daje, bo i tam się zrobił wcale nie mały stosik dokumentacji czekających na wprowadzenie do systemu. Nie znosiłam siedzenia i klepania w klawisze. Zdecydowanie bardziej wolę urywające się telefony, ustalanie terminów dla szefa i całej tej pozostałej pracy. Oby tylko nie siedzieć godzinami przed komputerem i nie wprowadzać danych nowych klientów oraz zmian w naszych starych kontraktach. Wiem, już dawno powinno to wszystko znaleźć się w systemie, jednak zawsze wszystko wydawało się mi znacznie ważniejsze od uzupełniania danych. Do dziś pamiętam, jak Zakulski przywoził mi kartony do domu i pozwalał pracować z własnego mieszkania, dzięki czemu stawałam na nogi. Po Nadii.

Tuż po lunchu z windy wyszli mężczyźni targający wózek, taki mały paleciak, a na nim ułożone zapewne ciężkie kartony. Przywitali się skinieniem i nie pytani o nic, zaczęli rozkładać kartony. Patrzyłam na nich zza monitora, jak szybko skręcają meble, stawiając je tam, gdzie mieli w swych planach. Nawet nie wiedziałam, że ktoś tak dokładnie im rozrysował te pomieszczenia. A zatem wszystko było już zaplanowane. Niedługo potem na moje piętro zawitał Łukasz. Przywitał się i szybko poszedł w stronę sprzętów komputerowych. Patrzyłam, jak podłączał każdy kabelek, jak zwykle na kolanach. Miał fajny tyłek, zatem przyglądanie się mu sprawiało mym oczom przyjemność. A dzięki temu także zapominałam o tym, że Sebastian wciąż się nie odezwał.

Drzwi windy się rozsunęły i Kasia od razu skierowała się do mnie. Przysiadła na brzegu biurka, oczywiście przodem do Łukasza, głośno siorbiąc swoją mrożoną kawę. Obie podziwiałyśmy widoki.

– Jak weekend? – zapytała, choć nadal obserwowała naszego informatyka.

– Byłam w sobotę w Lure i pokłóciłam się z Sebastianem.

– Odpuść mi gadki o Sebastianie. Znasz mój stosunek, ale skąd miałaś wejściówki od Lure. Przecież są nie do zdobycia. – mimo wszystko nawet na mnie nie spojrzała. Czy to podchodziło już pod molestowanie pracownika?

– Anka Kłos jest w mieście. Rozkręcała tą imprezę, więc zaprosiła nas.

– Niech zgadnę, o to pokłóciłaś się ze swoim? Zauważyłam, że prawie zawsze się kłócicie po spotkaniu z nią. – nie zwróciłam na to uwagi, ale faktycznie, prawie zawsze po spotkaniu, mamy za sobą kłótnię z partnerem. – Nie wiem, po co wam ona w ogóle w życiu potrzebna. – ja też nie, ale nie powiedziałam tego na głos. Spotykanie z Anką nie sprawia mi bólu, ale nie należy do najprzyjemniejszych. Z drugiej strony spotkanie Anki i Daniela jednocześnie było jak powrót do czasów, o których wolałabym nie pamiętać. Może faktycznie nie powinnam więcej się z nią widywać? Z drugiej strony to na ogół z Sebastianem się kontaktuje, nie ze mną. Ja jestem tam jedynie dodatkiem. Przynajmniej tak się czuję w większości przypadków.

– No niby tak, ale ona ma zawsze najlepsze wejściówki. – wzruszyłam ramionami stwierdzając oczywistość. Taka była prawda, rozkręcała imprezy i potem mogła na nie zapraszać kogo tylko chciała. Na ogół my jej towarzyszyliśmy.

– A z ciebie taka imprezowiczka, nie? – uśmiechnęłam się, bo tu mnie miała. Nie lubiłam klubów. Zdecydowanie bardziej wolałam puby i kawiarnie, gdzie można było spokojnie pogadać przy piwku i przekąskach. Nie lubiłam już klubów, alkoholu, tańców i tego zapomnienia. Szalałam kiedyś z Anką i dla mnie skończyło się to niezbyt dobrze, wciąż liżę po tamtym rany. Ona najwyraźniej zawsze spada na cztery łapy i idzie z uśmiechem dalej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s