LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 41.2.

DRZWI OD GABINETU BYŁY OTWARTE, prawie zapraszające. Na korytarzu jednak nie było żadnego żołnierza. Spodziewałam się, że mieliśmy zostać sami, bez niepotrzebnych uszu. Aker krążył za biurkiem od ściany, do ściany, wydeptując wściekle ścieżkę. Zamknęłam za sobą cicho drzwi, nie przerywając mu, nie odzywając się. Po prostu usiadłam wygodnie na jednym z foteli i go obserwowałam. Jeśli liczył na skruchę, to z pewnością albo mnie nie zna, albo bardzo się teraz pomylił. Nie czułam jej. Słuchałam instynktów. A one mi mówiły, że zrobiłam dobrze. Ben przekroczył wszelkie granice, objęło go szaleństwo. Nie pozwolę, by Aker swoim zachowaniem zbliżył się właśnie do mojego ojca. A przesłuchiwanie więźniów, torturowanie ich, zamykanie w tych celach było okrucieństwem. Powinien właśnie stanowić przykład dla innych, że to on jest tym dobrym. Sprawić, by ludzie sami przejrzeli na oczy i wybrali właśnie jego stronę. A możliwość, że zostanie się, jako następny, zamknięty w lochu, z pewnością nie przysporzy mu zaufania ludności. Jednak patrząc na niego teraz wiedziałam, że nie widzi tego w szerszej perspektywie, bardziej przyszłościowo. Może i on zapętlił się w tej całej wojnie na tyle, że wraz z moim ojcem zrobią wszystko, by siebie zabić wzajemnie, a ludzie i żołnierze to tylko koszty wpisane w wojnę. Na to także nie pozwolę.

– Nawet nie wiem, kurwa, jak to nazwać… – starał się mówić, ale zbyt wiele warczenia jego bestii przedzierało się przez ludzkie struny głosowe sprawiając, że głos stawał się zachrypnięty, surowy. Z jakiegoś, niezrozumiałego powodu, stał się dla mnie także podniecający. Ścisnęłam mocniej nogi, mając nadzieję, że jest skoncentrowany na swej złości na tyle, że nie poczuje, co wyprowadzony z równowagi robi z moim ciałem. Durne hormony.

– Posłuchaj…. – musiałam włożyć całą swoją silną wolę w to, by mój głos brzmiał łagodnie, niewinnie. To powinno nieco zmylić jego bestię, prawda? – Nie chcesz być taki, jak Ben. Nie możesz łapać więźniów i ich torturować. Aker, tak działa mój ojciec. Jeśli chcesz przychylności ludności…

– Chcę zakończyć wojnę, a nie litować się nad ludźmi, którzy nie stanęli nawet po mojej stronie!

– Ale nie poszli za Benem, prawda?! To są ludzie, którzy dużo widzą i są potrzebni. Jeśli pokażemy im, że jesteśmy z tych dobrych, ostrzegą nas na czas. Staną po naszej stronie. Nie rozumiesz?

– To ty nie rozumiesz, Miro. Dałaś teraz znać, jak bardzo jesteśmy nie chronieni. Jak łatwo przedostać się na zewnątrz. Otworzyłaś furtkę dla zdrajców! – tego nie przemyślałam. Ścisnęłam swoje palce mocniej, spojrzenie spuściłam w dół.

– Musiałam, Aker… – wyszeptałam. Nawet nie wiedziałam, jak mam to wytłumaczyć. Sama nie do końca to rozumiałam. – Zmienili mnie. Lamia coś zrobiła, przez co widzę i czuję różne rzeczy. – szeptałam dalej, patrząc teraz jedynie na palce. – Ta kobieta nie była szalona. Mogła wyjść w każdej chwili, ale czekała na mnie.

– Nikt nie mógł sam opuścić cel, chyba że dostał pomoc.

– Mylisz się. Wiesz doskonale, że żaden gaz na nią nie wpływał. Wiesz doskonale, że paznokciami zarysowała tafle, a przecież ponoć to takie niemożliwe. Mogła wyjść, Aker. Ale czekała na mnie. Nazywała mnie Niosącą Śmierć.

– Nasłuchałaś się głupot.

– Nie! – spojrzałam na niego czując, jak moje policzki robią się mokre od łez wypływających mi z oczu. Dlaczego nie mógł mi uwierzyć w to, co widziałam? – Ona wiedziała o krukach, o dniu śmierci Gabe. A raczej o tym, co ja widziałam tamtego dnia. Używała dokładnie tych samych słów, co tamten Starzec.

– Bo współpracują z Ruchem! Nie widzisz tego? Jak możesz być tak naiwna!

– Wiem, co widziałam! I wiem, co widzę… co czuję…

– Wiem, że w to wierzysz… – podszedł bliżej. Nachylił się i otarł szorstkimi kciukami łzy z moich policzków. Miałam być na niego zła. Ale z kim miałam o tym porozmawiać? Nikt mi nie wierzy. Ale ja naprawdę wiem, co widziałam. – Ale zarządzam tym miejscem. Złamałaś nie tylko moje rozkazy, ale zdradziłaś nas. Mogę udawać, że to był jakiś tam plan. Coś wymyślimy. Ale nie mogę… żołnierze muszą być trzymani krótko. – oparł swoje czoło o moje. Prawie czułam ciężar słów, których jeszcze nie wypowiedział, ale oboje wiedzieliśmy, co miało się stać.

– Musisz mnie przykładnie ukarać. – wyszeptałam. Drgnął.

– Tak. – pocałował mnie w czoło. Dawno nie czułam takiej czułości. A jedyne, na co miałam ochotę, to wtulić się w niego i chłonąć to ciepło. Pragnęłam znów poczuć się bezpiecznie. Ale czy kiedykolwiek jeszcze tak się poczuję?

– Aker… – położyłam mu dłoń na szorstkim od zarostu policzku. Widziałam zmęczenie w oczach, które próbował ukryć przed wszystkimi. Ile ten mężczyzna nosił faktycznie na swoich barkach? Problemy z utrzymaniem Liberii, problemy z Lisą, a jeszcze ja dokładam swoje. Od jak dawna mężczyzna przede mną nie odpoczął naprawdę porządnie, choćby przez chwilę? Od jak dawna nie zaznał ciepłych, prawdziwych uczuć? W to, że akurat Czarnulka chciałaby mu pomóc fizycznie w ukojeniu, to wiem. Ale czy dałaby mu prawdziwość uczuć? Podarowała mu pozytywne, prawdziwe uczucia? – Na czas kary, musicie uśpić Nadię. Nie zapanuję nad nią w trakcie…. kary. – domyślałam się, że będzie to nieprzyjemne. Miałam być przykładem dla innych. I zniosę to. Jeśli tylko uratuje to całą resztę – zniosę wszystko. A o swoich ranach pomyślę znacznie później.

– Dobrze. – wyszeptał prawie w moje usta. Policzkiem wtulał się w moją dłoń, jakby właśnie tego tak bardzo mu brakowało. Czyżby nie otrzymywał tego od Lisy?

– I wiem, co stało się ostatnio z donosicielem i patrolem. I chyba mam pomysł, jak odkryć prawdziwego zdrajcę. – uśmiechnęłam się lekko. Nie byłam pewna, czy będzie w stanie poświęcić swoich ludzi, by odkryć, kim jest kret wśród żołnierzy. A doskonale wiem, że jest nim ktoś, kto stoi dość wysoko w hierarchii. Dla mnie wydaje się to wręcz logiczne. Nie rozumiem, co takiego Ben mu obiecał, że poświęca wszystko, ale to jest ktoś, z dostępem do wszelkich informacji patrolowych. O tym wiedzą tylko dowódcy oddziałów. Garstka będąca w jednym pomieszczeniu podczas patroli. Parę osób, które łatwo sprawdzić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s