EVER–Rozdział 4.1.

2014

Dłonie. Biodra. Twarz zwrócona w górę. Zamknięte oczy. I cały zewnętrzny świat pozostawiony daleko za mną. Odgrodzony ode mnie muzyką. Czułam Annę ocierającą się o mnie. Nie otwierałam jednak oczu. Nie chciałam widzieć. Chciałam jedynie czuć. Być tym ogromnym pragnieniem. Potrzeba wyzwolenia była zbyt wielka. Jej małe delikatne dłonie dotykały mojej talii, czasem klepały mnie po pośladkach, ale nie zatrzymywałam jej. Czułam, jak czasem jej ciało wije się tuż przy mnie, ociera o mnie. Jej ciepły oddech na moim karku. Miękkie piersi na moich plecach. Ta racjonalna część mnie kazała to powtrzymać. Robiłyśmy z siebie widowisko. Słyszałam przecież te ciche pogwizdywania, jak gdyby dochodziły do mnie z daleka, ale zapewne były tuż obok. Anna dawała z siebie wszystko. A ja jedynie dałam się porwać muzyce, tych erotycznym bitom, które przemawiały do mojej dawno już zapomnianej natury. Coś, co kiedyś zostało we mnie obudzone.

Nagle poczułam zmianę i to nie tą w powietrzu, ale tuż za sobą. Zadrżałam, gdy duże, gorące ręce wśliznęły się pod małe dłonie Ani. Otulił mnie zapach męskiego ciała, perfum, pobudzający moje zmysły. Wiedziałam doskonale, że to z pewnością nie Sebastian, bo on tak na mnie nie działał. Nie potrafiłby się tak ruszać. Męskie dłonie prowadziły moje biodra. Jego ciało idealnie dopasowane do mojego. Blisko. A może nawet za blisko. Nie wiedziałam, nie potrafiłam teraz zadecydować. Byłam jedynie jednym wielkim czuciem.

Anna gładziła moje ręce, kierując się ku dłoniom. Wiła się teraz przy nas. Po chwili delikatnie nakierowała moje ręce do tyłu. Obie objęłyśmy szyję mężczyzny, ledwie mogąc spleść dłonie na jego karku. Nie czułam włosów, zatem podejrzewam, że musiał być łysy. Ten ruch jednak sprawił, że moje ciało jeszcze bardziej wtuliło się w niego. Rozsądna część kazała mi natychmiast tego zaprzestać, uciec stąd jak najdalej i nie przyznawać się do tego występu. Ale ja wciąż trwałam w tym dziwnym trójkącie nie do końca nawet chcąc utracić ten kontakt. Tak dawno nie czułam tych wszystkich emocji, które teraz przeplatały się we mnie, tak sprzeczne i rozgrzewające mnie od środka.

Dłonie mężczyzny skierowały się na mój brzuch, a następnie zjechały na podbrzusze. Drżałam i pozwalałam mu na sobie grać. Rozpływałam się. Jego oddech blisko mojej głowy. Ciało naprężone i umięśnione lekko napierało na mnie. Z drugiej strony była Anna. Czy oni chcieli trójkąt? Jeśli tak, to czułam, że jeszcze trochę takich pieszczot, a sama dojdę na środku parkietu. Mężczyzna nawet mnie nie dotknął, a ja już jęczałam. Nie dotknął mnie tam, gdzie tak bardzo go potrzebowałam. W tej chwili jednak nie panowałam nad niczym. Chciałam jedynie czuć.

Otworzyłam oczy i przez chwilę pozwalałam nabrać im ostrości. Widziałam Sebastiana wijącego się z jakąś mocno podchmieloną dziewczyną. Przede mną stała uśmiechnięta Anna. Spojrzałam w dół na dłonie wciąż bawiące się zapięciem przy moich dżinsach i palcach, które wśliznęły się już pod materiał. Nikt nie powinien mnie tak przecież dotykać. Chwyciłam dłonie i mocno je ścisnęłam. Nasze palce się splotły, choć nie to było moim zamiarem. Udało mi się jednak podciągnąć dłonie wyżej, na bezpieczną wysokość mojego brzucha. Mężczyzna jednak nie rozplótł naszych palców, tylko wręcz przeciwnie. Miałam możliwość podziwiania tego kawałka nieznajomego, które mi właśnie dano. Po jego rękach wiły się wytatuowane wzory płomieni wmieszanych w jakieś dziwne znaki. Znałam tylko jednego mężczyznę, który takie znaki nosił, choć w o wiele mniejszej ilości. Zadrżałam na to wspomnienie.

Mężczyzna nagle odsunął się ode mnie, na co zadrżałam czując chłód i brak ciała za mną. Po chwili nasze splecione dłonie uniosły się do góry, a on okręcił mnie jednym szarpnięciem i przyciągnął do siebie tak, że wpadłam wprost w jego ramiona. Teraz czułam jego zapach jeszcze bardziej. Prawdziwie męski i uwodzicielski. Pachniał tajemnicą. Jego koszula była rozpięta od góry, ukazując kolejne tatuaże. Koszula także podkreślała jego każdy mięsień. Oblizałam usta kierując swój wzrok coraz wyżej. Zniknęły dźwięki klubu. Nie wiedziałam, czy jedynie stoimy na parkiecie, czy tańczymy nadal tak, jak to robiliśmy przed chwilą.

– Daniel… – wyszeptałam. Znałam tego mężczyznę z mojej przeszłości i nie chciałam go ponownie widzieć. Nie zrobił mi co prawda nic złego, ale jego widok przypominał mi jedynie o tym, co straciłam.

Teraz wyglądał nieco poważniej, choć i bardziej uwodzicielsko. Zawsze był przystojnym mężczyznom, teraz jednak sprawiał wrażenie dojrzałego i zbuntowanego jednocześnie. Pewnie zawdzięczał to swojej eleganckiej ciemnej koszuli i dopasowanych czarnych dżinsów, a także mnóstwo tatuaży i kolczyki. Sprzeczności zawsze były jego specjalnością. Czy był tu sam? Czy przyszedł ze swoim najlepszym przyjacielem? Czy nadal się przyjaźnią? Nie chciałam wiedzieć. Pragnęłam stąd uciec.

Zaczęłam się wycofywać, spanikowana patrząc przez tłum. Musiałam się stąd wydostać i to jak najszybciej. Jego niebiańsko błękitne oczy śledziły każdy mój ruch. Rzeźbione, pełne usta wyginały się w lekkim uśmiechu. Jak gdyby drwił ze mnie, albo wydawało mu się to zabawne. Dla mnie takie wcale nie było.

– Gabrielo… miło, że pamiętasz. – powiedział do mnie cicho, przyciągając mnie do siebie mocniej. Nie chciałam znów go poczuć. Nigdy między nami nie było napięcia seksualnego. Byłam zajęta przez jego przyjaciela i tak pozostawało. Nie chciałam teraz tego zmieniać przez jeden głupi taniec.

– Co tu robisz, Danielu? – starałam się brzmieć pewnie, choć wcale tak się nie czułam. Chciałam także wyrwać swoje dłonie z jego uścisku, ale nie pozwolił mi na to. Jak zwykle pewny siebie i swojej siły, dominujący, choć niegdyś był bardziej zabawny, niż to widziałam teraz. Minęło tak wiele lat, że każdy mógł się zmienić. Ja z pewnością się zmieniłam.

– Porozmawiajmy w przyjemniejszym miejscu – i nie czekając na moją reakcję, po prostu odwrócił się, ciągnąc mnie za sobą. Przynajmniej puścił jedną dłoń. Spojrzałam za siebie. Anna i Sebastian bawili się w tłumie nawet nie zwracając uwagi na to, co się ze mną dzieje. Przecież Ania znała moją przeszłość. To dzięki niej poznałam między innymi Daniela. Wiedziała doskonale, kim on jest, a mimo to pozwalała mu tak ze mą tańczyć? A może ona zrobiła to celowo? Może w końcu udało jej się zaciągnąć tego mężczyznę do łóżka. Kiedyś sporo się trudziła, by w ogóle na nią spojrzał. Kto wie, co robili przez te lata.

Usiedliśmy przy stoliku tuż przy ścianie z pleksi. Po chwili już mieliśmy zamówione drinki podane do stolika. Nie widziałam tu jednak kelnerek, a nie sądzę, by barmanka miała to w swoich obowiązkach. Patrzyłam na ludzi bawiących się w tym klubie. Widziałam stąd Ankę i Sebastiana tańczących razem. No cóż, zawsze dobrze się dogadywali.

– Miło widzieć cię po latach, Gabs. – uśmiechnęłam się lekko, nie odwracając wzroku od parkietu.

– Co tu naprawdę robisz, Daniel? Anka nie mówiła mi, że tu będziesz.

– Nie spodziewała się mnie tutaj. Współpracujemy ze sobą, robi świetną kampanie marketingową. – to prawda. Słyszałam o niej naprawdę dużo dobrego. Zawsze lubiła się bawić, a teraz z tego stworzyła sobie zawód. – Nie wiedziałem, że jeszcze się przyjaźnicie. – spojrzałam na niego. Wydoroślał, ale ja wciąż widziałam w nim tego dawnego Daniela. Mężczyznę, którego nie chciałam przymuszać, by musiał wybierać pomiędzy przyjaźnią z Arturem, a przyjaźnią ze mną. Dlatego odeszłam i z jego życia. Po co rozdrapywać rany, prawda? Teraz jednak nie wiedziałam, jak miałam się zachować. Minęło tak wiele lat. Tyle się wydarzyło.

– Nie przyjaźnimy się z Anną, jak kiedyś. Czasem jak jest w mieście, to da mi znać, albo Sebastianowi. Tak było i tym razem. Nagle zadzwoniła z zaproszeniem do nowego klubu i jesteśmy.

– Nie musiałaś zrywać kontaktów, wiesz? To, co wydarzyło się między wami…

– To przeszłość, Daniel. Wypijmy po drinku i rozejdźmy się każde w swoją stronę.

– Zmieniłaś się. – uśmiechnęłam się, choć nie było mi wesoło. Wiem, jak bardzo był to smutny grymas, ale na inny nie było mnie teraz stać.

– Musiałam. – odsunęłam swoje krzesło i po prostu odeszłam od stolika, nie odwracając się za siebie.

Zeszłam na parkiet, by powiedzieć Sebastianowi, że chcę wracać, ale on był za bardzo już w imprezowym nastroju. Nie chciałam jednak zostać tu ani minuty dłużej. Po prostu nie mogłam wiedząc, że gdzieś tutaj nadal jest Daniel. Za bardzo przypominał mi o przeszłości i Arturze. A to zdecydowanie nie jest dobry czas, by o tym myśleć. Nie w rocznicę.

Wezwałam taksówkę. Sebastian nie odezwał się do mnie słowem przez całą podróż. Nie był zachwycony, że kazałam nam wracać do domu. Z drugiej strony dowiedziałam się, ile wydał na drinki. Anka miała je darmowe, dlaczego więc pozwalała sobie je stawiać i to za moje ciężko zarobione pieniądze? Teraz będziemy musieli jeszcze bardziej zacisnąć pasa. Byłam tak potwornie zła na siebie, na Ankę, na Daniela i na wszystkich wokół. Miałam ochotę zamknąć się w jakieś próżni i przestać czuć. Zapomniałam już, jak to jest tańczyć, bawić się i czuć to całe napięcie, ciała napierające na siebie, wijące się w takt muzyki, jak to jest czuć zwykłe pożądanie. Sądziłam, że zostawiłam to za sobą i już nie wrócę do tego, nie poczuję.

Wzięłam dłuższy prysznic, a po nim ubrałam się w ulubioną piżamę – spodnie szerokie w pionowe paski i do tego bojówka na grubych ramiączkach. Wszystko w neutralnych odcieniach szarości. Pragnęłam poczuć się teraz bezpieczna. Spięłam włosy wysoko w kucyk i wyszłam z łazienki w stronę kuchni. Sebastian siedział przy stoliku patrząc na szklankę z piwem w swojej dłoni. Już z daleka emanował złością i wiem, że jeszcze nie będzie mi dane położyć się spać.

– Zadowolona jesteś teraz z siebie? Zepsułaś nam wszystkim zabawę.

– Sebastian, porozmawiajmy o tym jutro, dobrze?

– Ale o czym? Że wiecznie wszystko psujesz? Nigdzie nie możemy wyjść, bo zawsze liczysz każdy grosz, nie pozwalasz mi normalnie funkcjonować i jeszcze nawet zabierasz nas z super imprezy.

– Gdybyś pracował, nie musiałabym liczyć każdego grosza. Teraz nie wiem, czy starczy nam na wszystkie rachunki, bo sobie wydawałeś lekką ręką te stówki dzisiaj.

– Nawet picia mi żałujesz?! – on nic nie rozumiał. Jak zawsze. Dla niego życie składało się z imprez, kumpli i szukania nowej pracy, bo w poprzedniej go nie doceniali. Wiem, że został zwolniony z poprzedniej, a z jeszcze poprzedniej sam odszedł, bo jego kumple też tak zrobili. Tylko, że ci jego kumple zatrudnili się u konkurencji i sobie normalnie pracują, ale nie Sebastian. On dalej się buntuje przeciwko korporacjom, wyzyskom pracowniczym. A ten bunt objawia po prostu brakiem pracy i życiu z mojej pensji. – Mamy przecież oszczędności, więc nie jest źle.

– Oszczędności są na czarną godzinę, jak stracę pracę. CO wtedy zrobisz? Z czego będziemy żyć? Nie pomyślałeś o tym, że musimy żyć naprawdę oszczędnie, by starczyło nam na wszystko? Nie zarabiam aż tak wiele.

– Zawsze możemy wynająć jeden pokój tutaj. Mogę poszukać jakiegoś współlokatora. No i nie wierzę, że jak będzie źle, to ojciec ci nie pomoże. – tego było już za wiele. Mój ojciec ma nas utrzymywać, bo Sebastianowi nie chce się iść do pracy?

– Nie pójdziemy do mojego ojca tylko dlatego, że ty nadal nie masz pracy.

– To mi ją załatw w tej swojej korporacji, albo w klubie.

– W klubie? Chyba powinieneś zwrócić się o to do Anki, a nie do mnie.

– Nie sądzę. Ona nie ma tak …. dobrych kontaktów z szefem, jak ty. – spojrzałam na niego przestraszona, że wie. Co mu opowiedziała Anka? – Widziałem wasz taniec. A potem jak sobie zniknęliście. Myślałaś, że się nie dowiem?

– My tylko rozmawialiśmy…. – czyżby sugerował, że zniknęłam z Danielem w innych celach? Z drugiej strony po takim tańcu wcale bym się nie zdziwiła, że ktoś tak będzie myślał.

– Nie wnikam, tylko załatw mi tam pracę. – odsunął się od stołu i poszedł w stronę naszej sypialni. Opadłam na siedzenie i patrzyłam na swoje trzęsące się dłonie. Jeśli Sebastian twierdził, że coś zaszło między mną a Danielem, to nie powinien mi właśnie o to robić awantury? Ale on jedynie odwrócił sytuację zmuszając mnie do zmiany tematu, do robienia z siebie ofiary, a ja miałam czuć się znów winna. Potrząsnęłam głową. Nie mogłam już tego dłużej znosić. Czy tak właśnie ma wyglądać reszta mojego życia? Wieczne awantury o pieniądze, o życie, o nasze zachowanie i zupełnie inne potrzeby? Ja byłam realistką i głównym żywicielem. Seba po prostu żył. Miał czas na kolegów, rozmowy, imprezy. Na jego szczęście potrafił tez gotować, więc przynajmniej nie musiałam jeszcze o to dbać po pracy.

Pamiętam, jak ojciec zawsze mi powtarzał, że życie to wieczne kompromisy i nauka negocjacji z partnerem. Zawsze będą jakieś problemy, zwady, ale trzeba potrafić je załagodzić i iść razem dalej, bo to się właśnie liczy. Innym wyjściem jest pozostanie samemu i utrata osoby, z którą chciało się spędzić resztę życia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s