EVER–Rozdział 3.3.

2014

Sobota wieczór. Po całym tygodniu ciężkiej pracy, zwłaszcza teraz przy przejęciu firmy, marzyłam tylko o cichym wieczorze z Sebastianem. Może nawet kieliszek wina. Obejrzelibyśmy coś w telewizji, a potem trochę pokochali. Seks nie jest zły, ale też nie jest czymś fantastycznym. Może tylko sobie wyobrażałam, że kiedyś był znacznie lepszy? Nadal lubię się przytulać i czuć bliskość, ale długo uczyliśmy się z Sebastianem naszych ciał. I niestety nadal trudno mi jest osiągnąć orgazm. Może tak już jest w długoletnich związkach, że seks staje się po prostu czymś, co się robi w wolne chwile. Rozsiadłam się na kanapie w oczekiwaniu, aż Sebastian skończy rozmowę telefoniczną. Nawet na tę okazję pod spodnie nie założyłam majtek licząc, że jego palce szybko tam zawędrują i domyśli się, na co mam ochotę. Jadąc do domu widziałam dziś parę na mieście. Ich namiętny pocałunek sprawił, że poczułam pożądanie, a nawet tęsknotę za tym wyczekiwaniem na spełnienie, za samym spełnieniem. Czy to możliwe, że przez Artura nigdy już nie osiągnę orgazmu? Sama ze sobą owszem, ale nie udaje mi się to z innym mężczyzną.

– Nigdy nie zgadniesz, kto zadzwonił. – Sebastian opadł ciężko na kanapę i poklepał mnie po nodze. Był uszczęśliwiony i taki podekscytowany. – Anna wróciła do miasta. Pamiętasz? Dzwoniła parę miesięcy temu, że za niedługo nas odwiedzi.

– Anna? Dzwoniła do ciebie? Dlaczego?

– A skąd mam wiedzieć?! Nie ważne… ma wejściówki do tego nowego klubu. Ponoć tylko dla elit. – wzruszyłam ramionami. Co mi z wejściówek, jak i tak drinki pewnie są gigantycznie drogie, a przecież mieliśmy oszczędzać. No i dziwiłam się, dlaczego moja dawna przyjaciółka dzwoni do mojego faceta. Owszem, znają się i często kiedyś spędzali czas, ale nie powinna zadzwonić do mnie?

– Seba, ale takie wyjście jest drogie…

– No przecież zadzwonią do mnie z pracy i jak dadzą kasę, to się wydatki wyrównają.

– A jak nie zadzwonią? Dość długo już czekamy na telefony, a za coś trzeba żyć.

– A tobie co znowu się nie podoba?! Staram się, kurwa! – wstał nagle z kanapy i znów krążył po pokoju. – Dlaczego zawsze się czepiasz. Nie każdy ma takiego fuksa i trafi na taką pracę, jak ty.

– Kochanie…. musimy oszczędzać, bo pracę mogę stracić. Wiesz, że zostaliśmy przejęci przez zagraniczniaków. Nie możemy teraz szaleć z kasą.

– Jedna noc. Dawno nie byliśmy już na baletach. – w sumie to racja. Ale ja nie znoszę imprez, ale za to Sebastian bawi się za nas dwoje. Gdyby tylko mógł, w każdy weekend wyskakiwałby z kumplami na miasto. Uwielbia kluby i alkohol. Choć ten drugi na ogół także wlewa w siebie bez opamiętania. Ma szczęście, że ja nie piję, więc bezpiecznie zawsze docieramy do domu. On się super bawi, ja mam potem mnóstwo sprzątania. – Ja idę, ty rób co chcesz. – i po prostu poszedł do naszej sypialni. Siedziałam jeszcze przez chwilę patrząc na zamknięte drzwi, bijąc się z myślami. Miałam ochotę na spokojny wieczór we dwoje, a czekało mnie szaleństwo w jakimś nowym klubie i to w dodatku z Anką. Lubiłam czasem z nią porozmawiać, nie zaprzeczę. Uwielbiałam jej opowieści o podróżach, podbojach, swojej pracy. Jednak nigdy się nie zmieniła. Nadal była tą beztroską dziewczyną, z którą przyjaźniłam się na początku studiów.

Ubrałam się w dopasowane ciemne dżinsy i bojówkę z błyszczącymi czerwonymi ustami na piersi. Do klubu ten strój był idealny, ale nie byłam pewna, czy w miejscu, do którego się wybieramy, nie obowiązywały jakieś inne stroje. Nie miałam jednak możliwości skontaktowania się z Anną, bo ta już zasiadała w klubie. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to czasem nie ona zajmowała się jego promocją, ale wówczas byłaby w mieście znacznie wcześniej, prawda?

Taksówka zawiozła nas pod samo wejście. Stare magazyny z czerwonej cegły przeznaczono parę dobrych lat temu na kluby, kawiarnie, galerie handlowe. LURE był nieco na uboczu tego wszystkiego, z osobnym wejściem i parkingiem. Gdy wysiedliśmy z taksówki, uderzył w nas gwar rozmów. Spojrzałam na ten ogromny tłum przed wejściem. Na ochroniarzy nie wpuszczający bez specjalnych zaproszeń. Pewnie ci czekający w tym tłumie liczyli, że zostaną jeszcze jakieś wolne miejsca. Na ogół w takich miejscach tak bywało – do określonej godziny wpuszczali tylko ze specjalnymi przepustkami, a potem, gdy zostawało jeszcze miejsca, wpuszczano za opłatą resztę. Przyjrzałam się także kobietom w tłumie, ubranym w krótkie sukienki na pograniczu elegancji. Kompletnie nie pasowałam tu z moim ubiorem.

– Gabiiii! Sebcioooo! – spojrzałam w stronę wejścia. Ania przepychała się już w naszym kierunku na swych niebotycznie wysokich obcasach i krótkiej, błyszczącej sukience. Wyglądała, jak gdyby skąpała się w iskrzącym złocie. A do tego jeszcze ten jasny kolor włosów. Uściskała nas mocno, całując powietrze przy naszych policzkach. Sebastianowi wystąpiły rumieńce i nie mogłam uwierzyć, że wciąż ją trzymał w objęciach, choć Ania wyrywała się delikatnie w moim kierunku. Dopiero, gdy chrząknęłam, mężczyzna wypuścił imprezowiczkę z objęć. – Super, że jesteście. Chodźcie, mamy stolik. – i nie czekając na naszą reakcję, pociągnęła w stronę wejścia. Wyglądała naprawdę dobrze i czas był dla niej łaskawy. Miała idealnie kobiecą figurę, co tak uwielbiała podkreślać swym ubiorem. Sukienka kończyła się prawie tuż pod pośladkami, a u góry ściskała mocno jej piersi tak, by wydawały się większe i lekko wypływały nad materiałem, robiąc dwie górki przyciągające męskie spojrzenia. Czułam się coraz gorzej, a jeszcze nawet nie weszliśmy do klubu.

Anna mówiąc, że ma dla nas stolik, nie dopowiedziała, że to kawałek wysoko postawionej deski bez możliwości siedzenia. Wiedziałam już, że moje nogi będą za godzinę błagały mnie o zakończenie tortur. Szpilki i ja to zdecydowanie złe połączenie. No dobrze, noszę je na co dzień, ale w pracy głównie siedzę, więc nie przeszkadza mi to aż na tyle, by odczuwać dyskomfort. Ale cała noc na stojąco zdecydowanie nie będzie dla mnie wskazana. Annie oczywiście buzia się nie zamykała, opowiadając o tym miejscu, jako o strzale w dziesiątkę. Ponoć utworzony na wzór klubów zagranicznych. Stoliki były nieco wyżej od parkietu. Specjalnie okazję otwarcia klubu i najbliższych koncertów, był ściągnięty jakiś dj. Nie znam się, nie należę do klubowiczów, więc nie zwracałam na to uwagi. Muzyka, jak w innych miejscach, prawda?

Nieco dalej w ciemności zakańczającej parkiet było więcej loż z miejscami siedzącymi. Ponoć tam są tylko specjalnie miejsca vip. Nic dziwnego, skoro nie było się w stanie zauważyć ludzi tam siedzących. Zupełnie jak gdyby byli oni całkowicie okryci mrokiem, ale wiedziałam, że to celowo złudzenie. Są przecież osoby chcące nieco prywatności. Natomiast zwróciły moją uwagę lekkie stopnie tuż przy dj’u. Teraz stały tam dziewczyny w skórzanych strojach i ogromnych szpilkach, tańcząc do rytmu i zachęcając innych do wyjścia na parkiet.

Rozglądałam się z ciekawością po tym miejscu, bo przecież dawno nie bywałam w żadnym z klubów. Wszystkie tak się zmieniły, czy ten akurat jest wyjątkowy? Zauważyłam w rogach małe kamery, które pewnie śledziły każdy ruch na sali. Poczucie bezpieczeństwa? Niedaleko wejścia były też szerokie, metalowe schody na półpiętro. Anna stwierdziła, że tam jest drugi bar i jeszcze trochę więcej stolików, jeśli ktoś ma ochotę odpocząć i po prostu pogadać. Czyżby tam było ciszej? Widziałam tylko ogromne ściany z mlecznej pleksi dającej nie tylko poczucie intymności, wszak z dołu można było rozpoznać jedynie kształty, postury, ale nie konkretne osoby. Pewnie też miały za zadanie wyciszać nieco muzykę. I w jednej chwili zapragnęłam tam się zaszyć na resztę nocy. Jeśli już musiałam tu być, to dlaczego miałabym sobie nie uprzyjemnić tego?

Sebastian wrócił z drinkami dla nas i dużym piwem dla siebie. Nie widziałam, by ktoś pił akurat te pospolite piwo. Mężczyźni raczyli się także drinkami, podobnie jak kobiety. Jestem nawet przekonana, że nie były one z tych najtańszych z oferty. Widziałam stroje, w jakich występowali tutejsi klubowicze. Nie stać mnie było nawet na te okruchy sukienki, które miały na sobie kobiety tańczące właśnie na parkiecie. Anna także świetnie wyglądała. I przede wszystkim, nie tanio, jak ja. Czułam się coraz gorzej w tym miejscu, we własnej skórze. Odpiłam odrobinę drinka i się skrzywiłam. Nie smakował mi jego cierpki, słony smak. Lubiłam bardziej słodsze, delikatniejsze. Jeśli już miałam coś pić. Kiedyś wlewałyśmy sobie w gardła z Anką wszystko, jak popadło. Teraz zdecydowanie miałam z tym problem. A i moja koleżanka jeszcze z czasów studiów, zmieniła nieco swoje upodobania alkoholowe. Teraz wyglądała dokładnie tak, jak reszta kobiet w tym klubie – drogo, na granicy dobrego smaku, z wysoko uniesioną głową i dającą do zrozumienia, że stać ją na takie szaleństwa. Sebastianowi jednak nic nie przeszkadzało. Przekrzykiwał się z Anną, stojąc dość blisko siebie. Pił swoje piwo i wyglądał na naprawdę szczęśliwego.

Czasem miłość jest ślepa. Czasem jest tylko po to, by jedynie ranić. Czy można kogoś kochać na całe życie? Owszem. Ale samą miłością człowiek nie żyje przecież i czasem bywa tak, że pomimo ogromu miłości, nie jest się w stanie razem żyć. Coraz częściej zastanawiałam się, dlaczego właściwie jestem z Sebastianem. Nie spełniamy się przy sobie w żadnym aspekcie. A mimo to wracam do domu z uśmiechem wiedząc, że czeka na mnie. Wiedziałam, że nie pójdę spać sama. Był ze mną, tulił mnie. Używał mojego ciała, ale to mała cena za to poczucie, jakie miałam dzięki niemu. Poczucie, że jestem dla kogoś ważna, kochana, potrzebna. Kocham go na swój sposób. Ale nauczyłam się już, że nie warto kochać całą sobą – wtedy rozstanie bardziej boli w sposób wręcz niszczący. Wiem, że gdyby doszło do rozstania z Sebastianem, owszem, cierpiałabym, ale spokojnie mogłabym żyć sobie dalej. Nasze zerwanie nie zawaliłoby mi świata i nie sprawiło, że chciałabym zakończyć to wszystko jednej nocy. I dzięki tej świadomości, potrafiłam dalej funkcjonować w tym związku. Czułam się bezpieczna, bo nie mógł mnie zranić.

Nawet nie wiem kiedy, Anna zaciągnęła Sebastiana na parkiet. Patrzyłam znad brzegu kieliszka, jak się wyginał w takt muzyki sądząc, że jest świetnym tancerzem. Mi kojarzył się z dziwnymi, nieskoordynowanymi ruchami jego ciała. Nogi i ręce, choć połączone tułowiem, nie wyglądały na takie, które by współpracowały. Annie widać też nie do końca się podobały jego wygibasy, więc szybko odsunęła się i wtopiła w tłum, zostawiając Sebastiana samego wśród tłumu. Zadziwiające, że nawet tego nie zauważył.

– Boże, czy w łóżku jest taki sam? – podskoczyłam, gdy Ania krzyknęła mi do ucha. Obejrzałam się i jedynie uśmiechnęłam. Co miałam jej powiedzieć? Owszem, często ze sobą sypiamy, ale nie jest to coś, o czym chce się opowiadać. W większości przypadków Sebastian chce od tyłu. Czasem klepie mnie w tyłek, mówiąc sprośności, nazywając mnie w sposób nie do powtórzenia. Czasem też ciągnie za włosy. Tarmosi moje piersi, albo ściska je mocno, zostawiając na nich ślady swych palców. Szybko jednak kończy, więc nie czuję się spełniona. Trochę posapie nade mną i szybko zasypia, a ja wtedy próbuję sama doprowadzić się do orgazmu. Dawno już tego nie robiłam uznając, że nie ma większego sensu. Tak samo, jak dawno już nie kochaliśmy się w innej pozycji. Wiem, jak nie lubi patrzeć na moje blizny po operacji. Blizny przypominające mi o przeszłości.

– Najwyraźniej uważa się za boga parkietu.

– Z pewnością zwraca na siebie uwagę. – parsknęła śmiechem, ale ja wciąż byłam gdzieś poza tym wszystkim. A przede wszystkim, chciałam wrócić do domu. – Chodź, pokażemy im, jak naprawdę się tańczy.

– Ja nie tańczę. – przypomniałam jej, ale Ania chwyciła mnie już za nadgarstek i ciągnęła w stronę tłumów na parkiecie. Nie chciałam zostawiać swojego drinka wiedząc, że z pewnością już go nie wypiję. Nie po tym, jak zostawiłam go przy pustym stoliku.

Anna ustawiła się przede mną i zaczęła wić. Stałam i patrzyłam przez chwilę na tłum. Kobiety wiły się przy mężczyznach. Inne kręciły biodrami, z rękoma uniesionymi nad głową. Wszyscy oddawali się brzmieniom. A ja stałam jedynie na środku tego wszystkiego.

Klepnięcie w tyłek sprawiło, że podskoczyłam. Ania się zaśmiała i lekko ruszyła moimi biodrami na znak, bym sama zaczęła coś robić, poza staniem. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w bity. Poczułam, jak ręce mi się unoszą do góry, jak moje ciało zaczyna się kołysać w takt, w brzmienie tego, co słyszałam w mojej głowie. Jak dawno już nie tańczyłam? Nie pamiętam. Może jeszcze na studiach?

Odgrodziłam się od wszystkiego. Oddychałam cicho przez uchylone wargi, oddając się w pełni muzyce. Wyzwalałam się od mojego życia, problemów. Zapomniałam już, jak to jest tańczyć i zapomnieć o całym świecie. Jakie to odświeżające. Taniec jako odskocznia od wszystkiego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s