LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 40

Z JEDNYM LISA MIAŁA RACJĘ, musiałam być silna. I zdecydowanie potrzebowałam więcej informacji. Jeśli Ben stworzył dzięki Lamii własne oddziały i zamierzał uderzyć w Akera, nie było czasu do stracenia. Wiedział, jak wyglądają oddziały Zmiennych, musiał być zatem pewny swojej wygranej. Lisa mówiła coś o osłabieniu, a zatem będzie próbował ataku na mnie, moją siostrę bądź Eve. Tylko śmierć bliskich osłabi Mistrza na tyle, by nie był gotowy do walki i polegnie. Czyżby dlatego to właśnie mnie uśmiercono? Dlatego Lamia mnie wybrała? Dzięki Benowi znała moje prawdziwe pochodzenie. Co naprawdę mi wszczepiono i jak bardzo zmieniono moje dna?

I wtedy doszło do mnie – skąd mój ojciec i przede wszystkim Mieszańce, wiedzieli o akcjach? Jak nas znaleźli? Skąd wiedzieli, że żołnierze Akera się zbliżają i trzeba się ewakuować? Bez odpowiednio wcześnie nadanego ostrzeżenia, mój ojciec nie zniknąłby z tamtych tuneli. Kiedy Aker się pojawił i mnie wyzwolił, Ben był już daleko i poza możliwością wytropienia. Zatarł za sobą wszelkie ślady, a to wymagało przecież czasu. Tak samo Mieszańce atakujący nasz oddział. Nie pojazdy zmierzające do bazy, ale nas – mały oddział. Wiedzieli doskonale, gdzie jesteśmy, a nas nie śledzili. Jestem tego pewna.

– Wszystko dobrze? – spojrzałam w górę na Akera. – Trzęsiesz się. Rozmowa z Lisą… – wyrwałam się mu. To nie był czas na rodzinne problemy.

– Nie o to chodzi, Aker. Skąd mój ojciec wiedział, że ma się ewakuować z tuneli, nim wy przybyliście? Nie planował przeniesienia, bo był w trakcie przemian. Przecież widziałeś te kobiety w ciąży. Poświęcił je, bo by za bardzo go opóźniły w ucieczce. Skąd wiedzieli, że nasz oddział nie ruszy transporterem, a pójdziemy pieszo? Mieszańce znali dokładnie naszą pozycję, Aker. – czułam, jak głos mi drży. W oczach miałam łzy na myśl o tym, co to właśnie oznacza.

– Sugerujesz, że mamy w bazie zdrajcę?

– Lisa opowiadała mi o zamachowcach, którzy się wysadzali. Co, jeśli teraz jedynie ta osoba ma śledzić poczynania, ale wkrótce może odpalić jakąś bombę?

– W bazie są tylko moi żołnierze. – wywarczał Mistrz, ale ja tylko kiwałam głową.

– Skądś Ben wie, gdzie będą twoje oddziały. I założę się, że sporo miałeś przegranych misji, albo przerwanych, bo pojawiły się mieszańce, prawda? Aker… zanim Ben z Lamią uderzą, postarają się ciebie osłabić.

– Dasz sobie radę i masz obstawę.

– Nie martwię się o siebie. Lisa nie jest wojownikiem, a Mała jest… Nie chcę nawet o tym myśleć. Musisz je gdzieś przenieść, ale tylko my możemy o tym wiedzieć.

– Mam ratować swoją rodzinę, a innym tego odebrać?!

– Jeśli ciebie osłabią, przegramy. Jesteś dowódcą, do cholery i oni na ciebie liczą!

– Oni, ale nie ty, prawda? – zamknęłam oczy. Wzięłam drżący, głębszy oddech. Ale to wystarczyło dla niego, jako odpowiedź. Zaśmiał się z rezygnacją. – Nigdy mi tego nie wybaczysz, prawda? Nienawidzisz nas za to, co ci zrobiliśmy.

– Aker… moje serce krwawi. Ale to nie czas, by zajmować się takimi rzeczami.

– Jutro może mieć miejsce atak i nie wiadomo, czy nawet dożyjemy jutra. Kiedy będzie lepszy moment? – tu miał rację.

– Priorytety. Ważniejsze dobro ogółu, niż ja i kwestia wybaczania. Po pierwsze, musimy ustalić i złapać zdrajcę. Usunąć niebezpieczeństwo. A potem stawić czoło wojnie i wygrać. Resztą zajmiemy się później.

– Przesłucham więźniów. – aż mnie dreszcz przeszedł.

– Nie! Ja to zrobię. Nie pozwolę ci przelać ponownie ich krwi w imię lepszego jutra. Staniesz się nie lepszy od Lamii i Bena. – zamknęłam oczy i przez chwilę oddychałam głęboko. – Jeśli dasz mi jakąś mapę Liberii, sprzed dziesięciu lat, wskażę ci główne siedziby Bena i tunele ewakuacyjne. – całe moje ciało drżało na myśl, co właśnie robiłam. Ojciec od dziecka uczył mnie dróg ucieczki i że najważniejsza jest rodzina. A ja właśnie miałam zdradzić to wszystko Akerowi.

Przytulił mnie. Mocno. Po prostu objął za ramiona i przyciągnął do siebie. Nie pozwolił mi się wyrwać. Ale ja nie próbowałam tego zbyt długo. Jego zapach niegdyś mnie uspokajał. Czułam się na swoim miejscu. Teraz czując go blisko siebie wiedziałam także, że już nie jest mój. Należy do Lisy i małej Eve. To jest jego przyszłość. Ja byłam tylko wojownikiem, który stanie ramię w ramię z nim podczas walki. Należało chronić tych, którzy nie są w stanie obronić się sami.

GDY TYLKO NADESZŁA NOC, wymknęłam się z celi Nadii i ruszyłam prosto do lochów. Przez chwilę zastanawiałam się, co zrobię strażnikowi, którego bym spotkała. Jednak nikt mnie nie zatrzymał. Przy wejściu na schody, dwóch strażników skinęło mi głowami i ustąpiło przejścia. Uśmiechnęłam się na tę możliwość. Zbiegłam schodami starając się nie dotykać już więcej ścian. Musiałam jak najszybciej dostać się do cel. Miałam swój plan.

Odliczyłam więźniów. Mijałam je szybko, bo chciałam jak najszybciej dostać się do Sama. Jeszcze nie postanowiłam, jak ich przesłucham, nawet nie zdradziłam tuneli Akerowi. Miałam to wszystko zrobić jutro. Teraz jednak chciałam przebywać sama z moim byłym towarzyszem. Potrzebowałam się upewnić, że mu naprawdę nic nie jest. Obiecałam przecież, że wrócę.

Nagle się zatrzymałam. Spojrzałam w prawo wprost w czarne, błyszczące teraz lekko oczy Szalonej. Tak ją nazywałam, bo przecież nie miała imienia.

– Wróciło dziecko, ale nie do swego skarbu. – uśmiechnęła się i oblizała swoim długim językiem. Odwróciłam się do niej przodem. Przechyliłam głowę i ją obserwowałam. Także oblizałam usta, wyczuwając wszystkie emocje w tym pomieszczeniu. Uśmiechnęła się do mnie. Obie usiadłyśmy naprzeciwko siebie po turecku, ze skrzyżowanymi nogami, rękoma luźno opartymi na kolanach.

– Wróciłam, ale nie do ciebie.

– To dlaczego teraz przy mnie siedzisz, a nie przy słodkim chłopcu? – zapewne tak nazywała Sama. Oni także nie słyszeli swoich imion.

– Kim naprawdę jesteś?

– Nie istotny jest posłaniec – wychrypiała. Przekrzywiła głowę. – Zadaj to pytanie.

– Jakie pytanie? – ale ona tylko podniosła brwi do góry. Uniosła dłoń i pazurami zaczęła wystukiwać rytm. Ona wiedziała, o co naprawdę chciałam zapytać. – Jak tam jest? Tam… poza granicami Liberii?

– Matka ci opowiadała o polanach i lasach. O zwierzętach żyjących dziko. Jest inaczej. Mamy swoje prawa i obowiązki, ale żyjemy razem, bez różnicy jakim jesteśmy gatunkiem, jakie mamy umiejętności.

– Dlaczego jesteś tutaj?

– Byłam uczestnikiem pierwszych porwań Lamii. Pierwszym ze zmienionych. Wtedy łapali nas poza murami i trzymano tutaj.

– Dlaczego nie wróciłaś?

– Nie miałam już do czego. Jesteśmy tym, czym natura by nas nigdy nie stworzyła. Czymś gorszym i czymś więcej. Nie możemy żyć w Osadach i poza nimi.

– Ale ty… przepowiadasz to, co się stanie. – zaśmiała się, ale jej głos sprawiał, że przeszedł mnie dreszcz. Któryś z więźniów zaczął wyć przestraszony.

– Ja tylko słucham. Widzę znaki i je interpretuję. – nachyliła się, teraz trzymając usta tuż przy tafli. – Ty też go widziałaś, prawda? Starca z krukami… prawdziwego żniwiarza… on jest prawdziwy. Widzimy go, bo nas zmienili. Ale on kroczył cały czas, po Osadach i wolnych terenach. Wybierał tych, którzy wkrótce ginęli. Ale nas nie lubi, bo zabieramy mu z głodu pożywienie dla jego dusz… Dusz straceńców zmienionych w kruki. Na zawsze już tylko z nim.

– Mnie lubi. Zostawiłam mu wiele pożywienia dla kruków. – nawet nie wiem, dlaczego jej to powiedziałam. Ale taka była prawda. Walczyłam, ale potem kroczyłam pomiędzy ciałami, które dziobały kruki. Nie bały się mnie. Nie odlatywały. Po prostu przyjęły mój podarunek. Wtedy jednak o tym nie myślałam, opłakiwałam bowiem Gabe. – Czym jesteśmy?

– Czymś, co nigdy nie powinno się narodzić. – wstała i otrzepała swoją brudną koszulę. – A teraz odwiedź swojego samca. Spraw, by zapragnął wolności bardziej, niż walki o twoje serce. I dziecko, słuchaj swoich instynktów. Tylko one cię nigdy nie zawiodą. – czyżby wiedziała, że moje instynkty kazały mi ich wszystkich uwolnić?

– Dlaczego nie uciekłaś? Obie wiemy, że w każdej chwili możesz się wydostać.

– Ależ w jakim celu, skoro ty się pojawiłaś? Niosąca śmierć.

SAM SIEDZIAŁ W TYM SAMYM ROGU CELI, co ostatnio. Patrzyłam na niego, siedząc bokiem do przeźroczystej tafli. Obserwowałam. Dałam czas, by wyszedł z transu i podszedł do mnie. Próbowałam też usłyszeć muzykę, do której Szalona tańczyła, a reszta więźniów jedynie wsłuchiwała się i albo kiwała, albo wystukiwała rytm. Nic jednak nie słyszałam, poza cichym stukaniem i własnym oddechem. Była cicha noc, a mi kończył się czas. Nawet nie wiedziałam, od czego zacząć poszukiwania zdrajcy. Jeśli jednak oficjalnie zaczęłabym dochodzenie, pytania żołnierzy, mogłam go sprowokować do działania. A po informacjach odnośnie wysadzania bomb w innych miejscach, nie byłam już taka odważna.

– Nie powinnaś tu przychodzić. Mogą cię złapać. – uśmiechnęłam się do zbliżającego na czworaka mężczyzny. Nie wyglądał już tak dobrze. Zapadnięte policzki i ciemne cienie pod oczami. Wyglądał tak, jak gdyby spędził tu całe lata.

– Czego słuchałeś przed chwilą? Wy wszyscy to słyszycie, ale ja nie potrafię.

– To jest w celach. – wyszeptał tak cicho, że ledwie go rozumiałam. – Myślałem, że to ona, ale nie… to coś innego. Przychodzi czasem do nas.

– Kto do was przychodzi? – zdziwiłam się, bo przecież więźniów nikt nie odwiedzał.

– Ona. – jego oczy nabrały pewnej dzikości, ale nie takiej, jak tuż przed przemianą. Teraz pachniał strachem. – Żywi się emocjami. Ale powiedziała tamtej, że już nie wróci, bo Niosąca śmierć zabierze jej pożywienie. – wzdrygnęłam się na dobór tych słów. Sam znów kołysał się lekko.

– Kim ona jest? – wyszeptałam ustami przy tafli. Załzawione oczy dawnego wojownika spoczęły na moich. Czułam, jak serce mi się kraje, jak ściska mnie gdzieś wewnątrz. Całą sobą się powstrzymywałam, by nie wybić tych tafli i nie kazać im uciekać natychmiast. Dlaczego nazywali mnie Niosącą Śmierć?

– Nie wiem. Tamta mówi, że to dusze kroczące po tych ziemiach. Odkąd Liberia padła, one wyszły z ukrycia. Żywiły się tymi walkami, emocjami i nabrały sił, by móc kroczyć między nami. Ale tylko zmienieni mogą ich zobaczyć.

– Ona jest krukiem? – nie wiem nawet dlaczego, skojarzyło mi się to z tamtymi krukami na polanie. Może to te miejsce i tamta Szalona w celi sprawiły, że wierzyłam w rzeczy, które nie istniały naprawdę.

– Jeszcze nie. Ale będzie wkrótce.

– Sam… nie zostawię cię tutaj. Musisz mi jednak coś przyrzec tej nocy i dotrzymać słowa. – skinął głową. Nie chciałam już rozmawiać o tych duszach. O tym, co zbiera energie. O tym wszystkim, czego nie potrafiłam racjonalnie wyjaśnić. Musiałam skupić się jednak na tym, co miałam do wykonania. Ocalić wszystkich tych, którzy byli tego warci i spróbować samej przeżyć. A potem … Potem znaleźć dla siebie miejsce, które będę mogła nazwać domem.

– O co tylko poprosisz. – uśmiechnął się, ale widziałam, jak mało miał na to energii.

– Znasz Bena tunele. Wiesz, które jeszcze są czynne, a które lepiej omijać.

– Nie zdradzę ich. – wywarczał.

– Nie! Nie chcę byś to robił. Ale dostaniesz poważne zadanie. Wyprowadzisz wszystkich więźniów przez tunele w bezpieczne miejsce. Obiecaj mi, że ich wyprowadzisz i nie wrócisz tutaj.

– A ty? Nie zostawię cię tu samej.

– Nic mi nie będzie. Muszę zostać i uratować Lisę.

– Nie! – znów zaczął warczeć. Jego oczy stały się dzikie. Ale ja tylko na niego patrzyłam. Tak, jak wcześniej na Nadię. Rzucał mi wyzwanie. Kłapał zębami. Wiedziałam jednak, że wyrażał swoje niezadowolenie. Jego druga natura kazała sobie mnie podporządkować. Nie mogłam na to pozwolić. Wyzwoliłam swoją bestię. Pozwoliłam jej patrzeć na Sama. Wyczuć go. I warknąć.

Gdzieś w oddali usłyszałam ciche popiskiwania i śmiech Szalonej. Sam walczył. Warczał. Szczerzył wciąż jeszcze ludzkie zęby w jakże zwierzęcym zachowaniu. Czekałam. Pozwalałam mu walczyć przez jeszcze jedną chwilę. Musiałam być pewna, że to, co zaraz zrobię, nie odwróci się przeciwko mnie. Tej nocy zasłużę na miano zdrajcy Akera.

Sam położył się na ziemi. Dalej cicho warcząc niezadowolony. Zdominowany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s