EVER–Rozdział 3.2.

2004

Przeciągnęłam paznokciem po jego brzuchu. Uwielbiałam zatapiać palce i pazurki w jego zaroście na klacie. Uwielbiałam to uczucie, jak się o mnie ocierał, jak włoski teraz smyrały mój policzek. Jego dłoń zatrzymała moją. Mocno ścisnął tak, bym ją położyła płasko na jego klacie.

– Chcesz mnie wykończyć, Maleństwo? – zaśmiałam się i pocałowałam delikatnie klatkę.

– To ty mnie wykończyłeś. – widziałam iskry w oczach. I prawdziwe szczęście. Nachylił się i pocałował mnie mocno.

– Moja mama zaprosiła nas na obiad. Chce cię poznać. – zadrżałam. Ale on tylko się roześmiał. – Wiem, brzmi bardzo poważnie. Ale jest ciekawa kobiety, która trzyma mnie przy sobie tak długo. – faktycznie, od Daniela wiem, że dotąd nie pozwalał żadnej kobiecie wprowadzić się do siebie, a mi to po prostu zaproponował. Wiedziałam też, że dotąd spotykał się z kimś tylko na seks. Ze mną jest zupełnie inaczej. Daniel zaśmiał się, że nasz związek brzmi jak związek. Co oznaczało naprawdę zobowiązania, a nie tylko seks i przyjemność. Stwierdził też, że go przerażamy. A mnie ciążyło coraz bardziej moje kłamstwo. Czy gdybym powiedziała mu to teraz, dalej by mnie kochał? Zabrał do swojej matki i przedstawił chętnie jako swoją dziewczynę? Ponad dziesięć lat różnicy. Panicznie się bałam chwili, gdy przyjdzie mu powiedzieć prawdę. Anka twierdzi, że dawno już powinnam to zrobić. A im dalej w to brnę, tym będzie coraz gorzej. Radziła także się do niego nie wprowadzać. Przynajmniej do czasu, aż nie pozna prawdy. Ale nie miałam odwagi. Za bardzo go kochałam. Byłam naprawdę szczęśliwa z nim. Jak mogłam teraz to wszystko przekreślić?

– Sprawdzę w grafiku, kiedy będę mogła pojechać. – uśmiechnęłam się wiedząc, że to jedynie da mi czas na wymyślenie czegoś. Pocałował mnie w głowę i przytulił mocniej. Jego palce sunęły się po moim nagim ramieniu. Błądził myślami. – A co się stało, że nagle zapragnęła mnie poznać?

– Chce się upewnić, że nie jesteś w ciąży i że plotki o naszym związku są prawdziwe. – oparłam brodę o jego klatę i patrzyłam mu prosto w oczy. Ciąża? Nie myślałam o tym. Z drugiej strony cały czas używamy gumek. Rozmawialiśmy co prawda o tabletkach po sylwestrze, ale jakoś nie miałam czasu i głowy wybrać się na badania i po tabletki. Nie wracaliśmy też do tej dyskusji, choć Artur nie ukrywał, jak bardzo chciałby poczuć mnie w pełni, bez ubranka, jak mówił.

– Aż tak twoja mama czeka na wnuki? – pomyślałam o moim ojcu. On też chętnie by już jakieś miał, ale wie, że musi poczekać na koniec moich studiów i znalezieniu pracy.

– Bardzo. – zaśmiał się. – Chciałabyś?

– Dzieci? Jasne… kiedyś – dodałam szybko. Ale wiem, że zrozumiał.

– Ile byś chciała? – położyłam głowę znów na klatce. Palcami bawiłam się jego zarostem.

– Nie wiem. Jestem jedynaczką i wiem, jakie to ciężkie. Pewnie chciałabym mieć parkę.

– Ja też. O ile mi wiadomo mam tylko starszego brata, ale on jest przy ojcu. – zadrżał, a ja wtuliłam się bardziej. – Mój ojciec nie należy do monogamistów. Dlatego matka odeszła. Nie zdziwiłbym się, gdyby spłodził gdzieś jakieś dzieciaki.

– Nie cenisz wysoko ojca. – stwierdziłam.

– Kocham go. Jest przecież moim ojcem i przez całe życie zajmował się mną na swój sposób. Ale też widziałem, jak krzywdził matkę. Wieczne kłamstwa, choć i tak wszyscy wiedzieli, jak wygląda prawda. – objął mnie mocno. Nabrał mocniej powietrza i głośno je wypuszczał. Oczyszczał myśli w ten sposób. – A jak byś nazwała tą parkę, hm?

– Nie wiem, nie zastanawiałam się nad tym jeszcze. Mam czas. – zaśmiałam się. W sumie to też prawda. Miałam sporo czasu.

– Ja już kiedyś o tym myślałem, wiesz? Zastanawiałem się, jakim byłbym ojcem. Nie chciałbym, aby moje dzieci mówiły o mnie tak, jak ja o własnym mówię. Chciałbym wtedy móc im poświęcić swój czas i nie zaniedbywać ani ich, ani żony. Nie popełnię błędów ojca.

– A imiona? – zapytałam pełna wzruszeń. On byłby świetnym ojcem. Czułam to.

– Dla córki proste… Nina. – uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech.

– Podoba mi się. Nina. A syn?

– Zbyt duży wybór. Ale coś tradycyjnego, a nie wymyślnego.

– Nataniel? Niezbyt tradycyjne, ale… – zapytałam cicho przypominając sobie najlepszego przyjaciela mojego ojca i mojego chrzestnego. Zginął w wypadku samochodowym. To był wspaniały człowiek.

– Podoba mi się. Nina i Nataniel. – pocałował mnie. – I wiesz co? – złapał mnie mocno i przewrócił na plecy. Ocierał się o mnie. Czułam jego męskość na brzuchu i wzgórku. – Rozmowa o dzieciach mnie nakręca. – uśmiechnął się diabolicznie. Wyciągnęłam rękę i podałam mu prezerwatywę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s