LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 39

WYJECHALIŚMY, GDY TYLKO się ogarnęłam. Musieli na mnie czekać, bo nie chciałam jechać gdziekolwiek pachnąca tamtymi lochami, strachem i emocjami więźniów. Wciąż przed oczami miałam tamtego prawie złamanego mężczyznę, byłego żołnierza Bena. Nie miał już za wiele czasu, nim złamią go ostatecznie. Wiedziałam jednak, że nie zdradził jeszcze wszystkiego, co wiedział. Inaczej każdy tunel byłby już zburzony, a Ben i jego Ruch nie mieliby, gdzie się podziać.

Szłam korytarzem, gdy zza rogu wyszedł Nathaniel. Uśmiechnął się do mnie lekko i szedł ramię w ramię. Nie odzywał się. Nie wiem, czy nie miał nic do powiedzenia, czy po prostu czekał, aż to ja zacznę.

– Nathaniel… – lekko zwolniłam, przepuszczając przed nami grupę roześmianych żołnierzy w dresach, którzy skinęli nam na powitanie, a potem poszli dalej. – Czy więźniowie są wprowadzani przez was w jakiś trans?

– Co masz na myśli?

– No wiesz, siedzą w celach spokojnie i niczego nie świadomi, że… – oczy mu się zaświeciły i czułam zapach podekscytowania.

– Nie, ale to świetny pomysł. – chwyciłam go za ramię, zatrzymując go w korytarzu.

– Nie. Nie zrobicie tego. Pytam tylko, czy puszczanie im coś. Widziałam, jak tamta kobieta poruszała się jakby w tańcu, choć nie słyszałam muzyki.

– Nic takiego nie robimy. A ona to wariatka. Często tańczy w celi i się śmieje. Przeraża tym wszystkich strażników. Niedawno tańczyła i śpiewała, że nadchodzi śmierć w postaci kochanki. Nie warto jej słuchać, ona żyje w innym świecie.

– Pewnie masz rację. – próbowałam się uśmiechnąć, ale byłam przerażona bardziej, niż chciałam się do tego przyznać. Skąd mogła wiedzieć o tym, co mówił mi tamten Starzec? On wtedy powiedział o ulicach, które spłyną krwią. Dokładnie tak mówił. A ona to powtórzyła dodając, że bardziej spłyną krwią. Czy to było ostrzeżenie na dzisiaj? Nie czułam tego, co wtedy.

– Dobrze się czujesz? Zbladłaś.

– Posłuchaj mnie. – wyszeptałam. Zbliżyłam się do niego tak, bym mogła szeptać mu prawie do ucha. – Ona nie jest szalona. Ulice naprawdę spłyną krwią bardziej, niż wtedy, gdy zginął Gabe. Słuchaj jej uważnie, a oszczędzi ci życie.

Nathaniel odskoczył i patrzył na mnie uważnie. Zauważyłam jego dłoń, którą skierował w stronę broni. Warknęłam cicho.

– Twoje oczy…. – wyszeptał, a ja czułam na języku jego strach. Wiem, że pod tym względem byłam podobna z tamtą szaloną kobietą. Nasze oczy stawały się czarne, mroczne, pozbawione życia. Oczy bestii. Oblizałam usta, lekko wychylając język, jak gdybym smakowała jego emocje, jego strach. Uśmiechnęłam się lekko, po czym odwróciłam się i ruszyłam w stronę korytarza wiodącego mnie do czekającego Akera.

WYSIEDLIŚMY NA TYM SAMYM parkingu, co ostatnio. Towarzyszyło nam nieco mniej żołnierzy, za to paru było ubranych po cywilnemu i workami na plecach. Aker wyjaśnił mi, że wracając do bazy, zabieramy innych. Często robili takie wymiany, by żołnierze czuli urozmaicenie i by odpoczęli psychicznie od bazy, a także nabrali ogłady, bronili ludzi poznając ich lepiej. Rozumiałam doskonale taką wymianę. Żołnierze znacznie lepiej znosili swoje misje, czas spędzany w bazie, a część z nich miała szansę założyć nawet rodzinę. Wyglądało dla mnie jednak zbyt pięknie. Słuchałam uważnie po drodze rozmów tych mężczyzn. Słyszałam w ich głosie podekscytowanie nową misją. Pytali wielokrotnie Akera, gdzie teraz zostaną przydzieleni i kto będzie ich dowódcą.

Tym razem Aker nie zaprowadził mnie do szpitala, jak ostatnio. Przeszliśmy obok, kierując się dalej wąskimi uliczkami. Tu domy był solidniejsze, miałam wrażenie, że też z większą przestrzenią. Mężczyzna wytłumaczył mi, że tu mieszkają lekarze i zarządcy. Zatem elita tej małej osady, jak zrozumiałam.

Weszliśmy bez pukania. Najwidoczniej Aker wielokrotnie tu przebywał, bo prowadził mnie prostu do dużego i jasnego pokoju. Ustawiono tu wygodną kanapę oraz mały regał z książkami i nieopodal biurko, teraz zawalone kartkami. Dawno nie widziałam książek i takich teczek.

– To jest wszystko, co udało nam się zdobyć z dawnej medycyny, księgi naszych przodków. Z nich na nowo uczymy się, jak radzić sobie z chorobami, bez rozwoju techniki. – Lisa stała oparta o ścianę, zaraz obok kolejnego wejścia. – Napijecie się czegoś? – miała łagodny, ciepły głos. Tęskniłam za nią. Gdy jednak się odwróciłam, zobaczyłam przechodzącego Akera. Wchodził do pomieszczenia za nią. Gdy ją mijał, delikatnie położył dłoń na jej ramieniu, jak gdyby chciał dodać jej otuchy. Poczułam, jak wewnątrz mnie bestia się przebudza.

– Ja przygotuję napoje, wy powinniście porozmawiać. – powiedział cicho, nawet na mnie nie zerkając. Lisa chyba zauważyła zmianę w moim zachowaniu i jak wpatruję się w jego dłoń na niej. Szybko strzepnęła ją i podeszła bliżej mnie. Cofnęłam się tak, by dzieliła nas przestrzeń.

– Gdzie wasze dziecko? – wywarczałam. Nie byłam gotowa patrzeć, jak tuli się do Akera i nazywa go swoim tatusiem. Nie byłam gotowa, by widzieć, jak bardzo jest do nich podobna. Tak naprawdę nie czułam się gotowa, by w ogóle tu być.

– Eva jest w szkółce na przyuczeniu. Nie mamy tutaj szkół jako takich. Dzieci mają swoich nauczycieli i zostają uczeni wszystkiego. Przy okazji sprawdza się, do czego mają talent i w tym kierunku są bardziej przyuczani. Usiądziemy? – zapytała, wskazując wygodną kanapę. Skinęłam głową i usiadłam na samym końcu. Lisa, jak gdyby zrozumiała moją potrzebę przestrzeni, usiadła po drugim końcu.

Dała mi czas, bym rozejrzała się po pomieszczeniu. Miała jasno pomalowane ściany. Widać było, że bardzo o nie dba. Teraz, z pozycji na kanapie, widziałam tamto pomieszczenie. Z kawałków drewna stworzono szafki i wbudowano małą misę do szafki, pewnie miało być zlewem. Woda leciała z małej pompki, którą było trzeba poruszyć parę razy. Z tego pomieszczenia wychodził korytarz, którym tu weszliśmy. Zauważyłam jeszcze dwoje drzwi. Nie chciałam być zbyt ciekawska, więc nie wstałam, by tam zaglądać. Lisa pozwalała mi swobodnie przyglądać się wszystkiemu. Aker w tym czasie przyniósł dziwne kubły z czymś pływającym. Kubły były także drewniane, z małym uchwytem. Postawił je na małym kawałku drewna, imitującego stolik. Lisa skinęła mu głową.

– Pójdę się przejść, byście mogły swobodnie porozmawiać. – żadna jednak nie zareagowała. Po prostu poczekałyśmy, aż mężczyzna opuści pomieszczenie.

– Dziękuję, że zgodziłaś się na spotkanie i przyjechałaś.

– Nie zostawiono mi wyboru. No więc słucham, co chcesz mi powiedzieć.

– Chcę wyjaśnić…

– Chyba jednak nie potrzeba już wyjaśnienia. Widzę wszystko, co mam przed oczami. Chcesz jeszcze coś dodać? – spojrzałam na jej brzuch. Zakryła go dłonią.

– Nie, nie spodziewam się dziecka. Mam tylko Eve i to mi zupełnie wystarcza. I nie jesteśmy z Akerem razem. To było… chwilowe. – zmarszczyła brwi, jak gdyby zastanawiała się nad tym wszystkim.

– Nie interesuje mnie, jakie relacje masz z Akerem.

– A powinny. – mocno ściskała dłonie. Palce już praktycznie pobielały od nacisku. Po chwili nabrała więcej powietrza i zaczęła głęboko oddychać. Uspokajała się. Spojrzała na regały z książkami, na swoje biurko, jak gdyby widziała je po raz pierwszy. Zmarszczyła brwi. Po chwili zmieniła pozycję, podciągając nogi do klatki i obejmując je ramionami. Ponownie splotła palce, ale teraz już nie trzymała ich kurczowo. Czułam jej niepewność, strach. Pachniała intensywnie. Smakowicie. Zamknęłam oczy, ganiąc się za takie myśli. Zmusiłam bestię, by schowała się głębiej i przez tę chwilę pozostawiła mnie samą z siostrą. Nie przyjechałam tu, by ją zabić. Bez różnicy, jak bardzo wydawało się to kuszące. Szalona miała rację – byłam głodna i to bardzo. Od tak dawna nie jadłam swoich wrogów.

– Pewnego wieczoru Sam przyjechał po mnie i zawiózł mnie do swojej siedziby. Tam już siedział tata. Nie wiedzieliśmy, o co mogło chodzić. To znaczy wiesz, bałam się, że znów ojciec przekroczył jakąś granicę i teraz nas aresztują i mogą wysłać do Dystryktu 0. Ale przyszedł Aker i oznajmił nam, że nie żyjesz. Ben wpadł w szał, ale Aker pokazał nam dowód – twój chip. Powiedział, że byłaś z przyjaciółką na przebieżce i zostałyście zaatakowane przez mieszańców. To był dla nas szok, Miro. Tata wyglądał jakby naprawdę oszalał. Po tym, co stało się z naszą matką, a potem po ogłoszeniu o tobie… chciałam się nim zaopiekować, ale on zniknął. Tak po prostu. Sam go szukał ponad miesiąc, ale zapadł się pod ziemię. Ostatni raz widziałam go, gdy wybiegał z siedziby Służb, odgrażając się, że przyjdzie na nas sprawiedliwości ręka. On naprawdę wyglądał, jakby oszalał. – przerwała i zaczęła masować sobie ramiona. Jak gdyby chciała się objąć i dodać ciepła. Nie patrzyła na mnie, a na swoje kolana. – Aker obiecał, że się nami zaopiekuje ze względu na ciebie. Zrozumiałam, że musiałaś być mu bliska.

– Stworzył mnie. – dodałam szeptem, nie mogą cię powstrzymać. Lisa tylko skinęła głową. Pozwoliłam jej mówić dalej, choć najwidoczniej potrzebowała chwili, by się zebrać i kontynuować opowieść.

– Wkrótce potem zaczęły mieć miejsce pierwsze zamachy. Siedziby zmiennych zaczęły wybuchać. Wszyscy wiedzieli, że to Ruch Oporu. Zdobył skądś starą broń, środki wybuchowe i kolejno wysadzał biura, siedziby, szpitale. Zmienni ewakuowali ludzi do swoich ośrodków, ale i tam miały miejsce wybuchy. Ludzie z Ruchu Oporu wysadzali siebie i przy okazji innych. To było straszne. Zmienni zaczęli walczyć z Ruchem. Były aresztowania, publiczne egzekucje. A gdy zapadał zmierzch, na łowy wychodzili Mieszańcy. Wiesz, co było najstraszniejsze? Poranki. Gdy wschodziło słońce, ludzie liczyli ofiary. Masowe groby, bo często nie byliśmy w stanie rozpoznać, kim była ofiara. Znajdowaliśmy ludzkie części porzucane na środku ulic, przy domach. Wszędzie. Aker zabrał mnie do swojej bazy. Byłam medykiem, więc postanowiłam im pomóc. Znasz mnie, nie potrafiłabym inaczej. Byłam bezpiecznie zamknięta w bazie, ale nie czułam się bezużyteczna. Walki jednak nadal trwały. Ludzie tracili rodziny, domy. Koczowali na ulicach, albo w ruinach, nie ufając żadnej ze stron. Zaatakowano także główne zasoby wodne i rolnicze. Brakowało nam leków, wody, jedzenia. Wszystkiego. Technologia przestała działać, bo nie miała zasilania. A walki nadal trwały. – po jej policzkach spływały łzy. Nawet ich nie ocierała. Widziałam w jej oczach horror na nowo przeżywanych chwil. Mogłam jednak dzięki temu dowiedzieć się, co naprawdę się stało w Liberii.

– Inne Osady nie chciały pomóc Liberii, bo sami mieli spore problemy. Nie tylko tutaj trwały walki. Wkrótce bazy były przepełnione, spaliśmy gdzie popadło, ale Aker obawiał się zamachu. Wystarczyłaby jedna większa bomba przyniesiona przez zdrajcę i wszyscy byśmy zginęli, wszyscy zmienni i ocaleni. Zaczęliśmy budować osiedla zamknięte i bardzo szybko wyprowadziliśmy się tutaj. – Lisa wstała. Zaczęła przechadzać się po pokoju, jak gdyby zbierała się, by dalej mówić.

– Wszystko fajnie, dobrze poznać historię, ale co to ma wspólnego z wami?

– Aker… on często wpadał w szał. Zabił swoich żołnierzy, którzy mieli ciebie chronić. Był niestabilny. Liberia przestawała istnieć, stawała się ruiną, a on nie mógł się pogodzić, że cię zawiódł. Cały czas powtarzał, że cię zawiódł, bo ufał swoim żołnierzom, wiesz? Stał się obsesyjny względem mnie, jakby bał się, że ponownie zawiedzie, gdyby coś mi się stało. – zaśmiała się smutno, a potem przeciągnęła drżącą ręką po włosach. Oparłam się o oparcie, ale wciąż śledziłam ją, krążącą po pomieszczeniu. Była taka zdenerwowana, że nawet nie wiedziała, co zrobić z rękoma. Raz je zaplatała, potem przecierała sobie ramiona, gładziła lub szarpała za włosy, by znów się nimi objąć. Czułam, że dla niej to także smutne wspomnienia.

– Poznałaś chyba Janet, prawda? Zostawiłam ją w bazie w medycznym, ale nie wiem, czy tam wciąż jest, czy przeszła do innego osiedla…

– Poznałam ją.

– Ona zasugerowała, byśmy… pożegnali cię. Ponoć mówiła wielokrotnie Akerowi o jakimś rytuale pożegnania, ale on nie chciał nawet o tym słuchać. Z jakiegoś powodu wciąż nie mógł uwierzyć w twoją śmierć. Mieliśmy dowody, Mira, a on dalej upierał się, by je sprawdzać. Przez tyle miesięcy po pogrzebie wciąż czepiał się każdej nadziei. Ale ja straciłam wtedy wszystko. Ojciec zaginął, ty zginęłaś, nie miałam pracy i ukrywałam się wtedy w bazie. Czułam, że jeśli nie pójdę dalej, to oszaleję. Pewnej nocy wyszłam przed bazę z twoimi rzeczami. Powiedziano mi, jak mam cię pożegnać. Rozpoczęłam rytuał. Spaliłam wszystkie twoje rzeczy i żegnałam cię tak, jak powinnam zrobić to parę miesięcy wcześniej. Aker mnie nakrył. Boże, jak on się wściekł. Przez chwilę myślałam, że mnie zabije. Strasznie się kłóciliśmy. Chwycił … on chwycił twoje rzeczy z ogniska i kurczowo trzymał. Chciał chyba ugasić… nie wiem… strasznie się poparzył. Gdybyś go wtedy zobaczyła. Wył jak jakieś zwierzę.

– Przestań… – wyszeptałam. Nie byłam gotowa słuchać dalej. Po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy. Lisa jednak nie przerwała. Chciała, bym usłyszała wszystko do końca. Łkała, płakała, ale mówiła dalej.

– Opatrzyłam mu rany, ale on wciąż wył. Tuliłam go potem całą noc i byłam przy nim. Powiedział mi, że nie chciał odprawić tego rytuału, bo to oznaczało się poddać, a on chciał mieć nadzieję, że żyjesz jakimś cudem. Zaczęliśmy rozmawiać. Wtedy było coraz więcej ofiar, wojna trwała, a my sobie nie mogliśmy z tym poradzić. Zaprzyjaźniliśmy się. Oboje tyle straciliśmy. To wszystko… przerodziło się w romans. Nie kocham Akera, Miro. On mnie też nie. Nigdy nie przestał kochać ciebie.

– Fajnie to okazał.

– To trwało krótko, Miro. Byliśmy przyjaciółmi, ale jego natura mnie nie akceptowała. Wiele go kosztowało pilnowanie się przy mnie. Męczyło go. Przestaliśmy. Okazało się, że jestem w ciąży. Żadne z nas nawet nie pomyślało o tym, by uważać. Przez całą ciążę mieszkałam z Janet. Pracowałyśmy w medycznym, a potem ona odbierała Eve. Przez pierwszy okres byłyśmy w bazie. Zwłaszcza, że budowano wtedy pierwsze osiedle i nie miałyśmy wyjścia. Gdy tylko było to możliwe, odeszłam stamtąd i zamieszkałam tutaj. Przejęłam szpital, Eve wychowuje się tu w miarę spokojnie, a Aker stara się ją odwiedzać. Poza nią, nic nas nie łączy.

– Łączy was dziecko, wspólna przeszłość i wspomnienia. Dla was było to długie dziesięć lat i rozumiem. Wiele może się wydarzyć. Tym bardziej, że Liberia tak się zmieniła. Uwierz mi, rozumiem. Ale nie potrafię zaakceptować tego wszystkiego. Dla was to było cholernych dziesięć lat, ale dla mnie niemal chwila. Czy wiesz, co ja przeżyłam? Obudziłam się nagle w jakimś zamkniętym ośrodku nie wiedząc kim jestem, do czego jestem zdolna. Wiesz, jakie to uczucie bać się samej siebie? Zabijałam i rozkoszowałam się tym! Byłam taka głodna i nie potrafiłam tego zaspokoić. Dopóki nie zjadłam pierwszego wroga. Spróbowałam jego smaku na języku, jego krwi i mięsa, gdy umierał. Nie jestem padlinożercą, Lisa. Wtedy mięso nie smakuje tak dobrze.

– Oni…

– O tak, oni mnie zmienili i nawet nie wiem, w co. Byłam dla nich numerem. Dwieście piętnaście. – wywarczałam, pokazując wciąż dobrze widoczny tatuaż.

– Numer bojowy. – wyszeptała, a gdy spojrzałam na nią z uniesioną brwią, pokiwała energicznie głową, jak gdyby chciała przywołać się do porządku. – Zniszczyliśmy parę takich laboratoriów, gdzie mieszano geny ludzi i Mieszańców spoza Osad. Nawet nie wiedzieliśmy o niektórych gatunkach. Gdy zaczęła się wojna w Liberii i innych Osadach, wiele gatunków żyjących wolno, przedostało się do nas. Bardzo nam pomogli w tworzeniu takich osiedli. Uprawiali rolę. Stosowali medycynę naturalną. Oni nie znali dobrze techniki, od której my byliśmy uzależnieni. Przepraszam… czasem jak wpadnę w jakiś temat, nie potrafię się zamknąć.

– Dobrze wiedzieć teraz o innych gatunkach. Poznałam jednego takiego… z kolcem.

– Boże… chyba z nim nie…? O boże, zrobili ci płukankę?

– O tak, Aker zadbał o to, by przeprowadzono mi ją wielokrotnie. – przetarłam dłońmi twarz, nagle zmęczona tym wszystkim. – Posłuchaj, Lisa. Wszystko to spadło na mnie za szybko. Zbyt wiele na jeden raz. Dla was to było dziesięć lat, ale ja niedawno się wybudziłam. I nagle się okazało, że Liberia już praktycznie nie istnieje, że ojciec jest szaleńcem i współpracuje z Mieszańcami, ty i Aker macie dziecko… za dużo.

– Jak podejrzewam, potrzebujesz czasu, by to być może zaakceptować. Mam nadzieję, że nam wybaczysz. Kiedyś.

– Ja też, Liso, bo tak naprawdę zostaliście mi tylko wy.

– Wiem i kocham cię… kochałam… sama już nie wiem. Potrzebuję czasu.

– Rozumiem, ale… my nie mamy czasu. Miro, trwa wojna. Z tego, co podsłuchałam w szpitalu, tata szykuje spore oddziały i chce wkrótce ruszyć na bazy Akera. Jeśli osłabi go raz jeszcze, tak jak przy twojej śmierci, Liberia będzie jego. Jeśli zniszczy oddziały Akera, albo znacznie je wybije, my tego nie przetrwamy. Kto będzie nas bronił? Widziałaś ludzi w tym osiedlu. Nie ma tu wojowników. Wiem, że to dla ciebie koszmarnie trudne, ale nie mamy czasu na to wszystko. Atak może nastąpić lada chwila i nikt nie wie, czy to przeżyjemy. Nie chcę umierać, albo patrzeć na was ze świadomością, że sobie nie wybaczyłyśmy. Jesteś moją jedyną rodziną… – chyba chciała mnie przytulić, ale odsunęłam się od niej. Zmarszczyłam czoło, bo choć doskonale rozumiałam, co do mnie mówiła, jak mogłam mówić jej o wybaczeniu, gdy tego nie czułam? Nie chciałam jej okłamywać. Patrzyłam przez chwilę na płaczącą Lisę i choć serce mi krwawiło, odwróciłam się do niej plecami. Krzyczała, gdy podążałam do drzwi. Wołała, gdy przekroczyłam próg.

Reklamy

1 komentarz do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 39

  1. Dziękuję za mocno wyczekiwany rozdział. Ciekawi mnie o co chodzi z tą przepowiednią i z tego wniosek, że M jest główną postacią w niej. L i M krótko mówiąc pocieszali się w bólu, ale mimo wszystko jest dziecko, które zawsze będzie ich łączyć jako rodzinę i bliskie sobie osoby, choćby gest A aby dodać L otuchy i odwagi przed rozmową z M. Jak zawsze wyczekuję kolejnych rozdziałów.
    Pozdrawiam

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s