LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 38

WESZLIŚMY DO PODZIEMII, które przypominały mi podziemia mojego ojca. Ściany były chropowate, jakby ktoś faktycznie wykuwał się w nich, robiąc przejście. Schody ułożone z kamieni, na tyle szerokie, bym mogła iść ramię w ramię z Akerem i nie ocierając się o ściany. Pewnie musiały takie być, przystosowane do zwierzęcej formy. Czułam chłód i zapach ziemi, stęchlizny. Zauważyłam też wiele wywietrzników, pewnie dzięki temu nie czuć było odoru więzionych tu osób. Za nami cicho kroczyło dwóch strażników, ale nie sądzę, by byli tu dla mojego bezpieczeństwa. Zbyt czujnie mnie obserwowali. Z drugiej strony ich Mistrz, choć sam mógł się bronić, chyba po prostu potrzebował poruszać się wszędzie ze strażą. Dla mnie to strata czasu tych żołnierzy, ale co ja tam wiem, prawda?

Przed nami rozciągał się ciemny korytarz. Po lewo była jedynie gładka ściana i tylko na samym środku wisiały luźno przewieszone łańcuchy. Wyglądały na często używane. Po prawo jednak widziałam przeźroczyste ściany, jak podejrzewałam – cele. Naliczyłam ich siedem. Ścisnęło mi gardło, gdy zobaczyłam, jak te niegdyś przeźroczyste ściany, teraz były brudne, podrapane. I choć teraz były to obrzydliwie brązowe ślady, podejrzewam, że niegdyś miały czerwoną barwę, która teraz się utleniła. Nie chciałam wiedzieć nic o torturach, jakie tutaj miały miejsce. Dotknęłam ramieniem ściany, chcąc się podeprzeć jedynie na chwilę, gdy poczułam, jak moja bestia kuli się od uczuć do nas napływających. Czułam ogromny ból, tęsknotę, nienawiść, chorą wręcz satysfakcję. Te ściany były niemymi świadkami wszystkich tych zbrodni. Poczułam łzy napływające mi do oczu. Przełknęłam głośno nie chcąc, by spłynęły po policzkach.

– Dobrze się czujesz? – spojrzałam na Akera. Stał niedaleko, zwrócony w moją stronę. Zmarszczył brwi. Musiał coś odczytać z mojej twarzy.

– Po prostu pokaż, gdzie jest Sam. – wyszeptałam, odrywając się od ściany. Dotknęłam ją otwartą dłonią próbując przesłać jej odrobinę pozytywnych emocji. Jakichkolwiek. To miejsce było naznaczone tak negatywnie, że prawie się dusiłam.

Aker pokazał mi otwartą dłonią, byśmy poszli do przodu. I chociaż wszystkie instynkty kazały mi się stąd ewakuować jak najszybciej, zrobiłam krok do przodu, lekko się chwiejąc. Poczułam lekkie dotknięcie za łokieć, jak gdyby ktoś trzymał mnie, powstrzymując przed upadkiem. Spojrzałam przez ramię do tyłu, widząc pełne współczucia oczy Nathaniela. Skinął mi głową i odsunął się na swoje miejsce. Czy on wiedział, co czułam? Ten sam żołnierz, którego pokonałam w walkach, teraz mnie wspierał. Pierwszy zresztą, który nie pokazywał swojej nienawiści za zdradę Mistrza.

Kolejny krok w stronę Akera był już lżejszy, chociaż moja bestia kręciła się niespokojnie. Mruczała niezadowolona, chcąca uciec. Dla niej było to przerażające miejsce. Dla mnie zresztą też. Ale musiałam zobaczyć, co oni zrobili faktycznie z Samem. Jeśli to miejsce tak nas przerażało, to jak musiał się czuć on?

Mijałam kolejne cele. Przez przeźroczystą ścianę przednią widziałam ich – więźniów, skazańców. Trzy pozostałe ściany były kamienne, przez co nie było możliwości zobaczenia sąsiada. Zero możliwości ucieczki. Sufit także był kamienny. Tylko przednia ściana stanowiła drogę ucieczki, niepokonana jak się teraz wydawało. Może dlatego widać było tak liczne ślady – nie jeden już tego próbował. Czy to były takie same, jak te, w których ja się znalazłam? Jeśli tak, to była szansa na ucieczkę.

Potrząsnęłam głową, nie chcąc myśleć o uwolnieniu tych wszystkich ludzi. Nie wiedziałam, dlaczego tu się znaleźli, ale nie interesowało też mnie to zbytnio. Czułam całą sobą, że powinnam zwrócić im wolność. Zwłaszcza, widząc każdą z tych osób. Zatrzymywałam się przy każdej z cel i patrzyłam przez chwilę na osoby tam zamknięte. Niektórzy ubrani w jakieś łachmany, inni jedynie w dolnej części garderoby. Rany, które zostały już częściowo uleczone, albo wcale się nie gojące.

– Sądziłam, że zmienni goją się dość szybko. Dlaczego oni mają blizny? – wyszeptałam. Nie mogłam tego zrozumieć. Aker zatrzymał się i spojrzał najpierw na mnie, a potem na mężczyznę skulonego w kącie celi. Pewnie próbowałby się przytulić do kamiennej ściany, ale jego plecy i klatka były pocięte, a każda tworząca się blizna wypukła. Przecież zmienny powinien to dawno temu uleczyć. Mężczyzna patrzył na nas ze strachem, ale i pełną nienawiścią.

– Normalnie by już się zaleczył, ale nie na tym polega przesłuchanie.

– Przesłuchanie? – powiedziałam ze strachem. Odwróciłam się do Akera, by widzieć dokładnie jego twarz, jak zwykle zresztą ukrytą za maską, przez którą trudno było mi się teraz przedrzeć. Czy kiedykolwiek znałam tego mężczyznę, mojego stworzyciela?

– Należy do Ruchu. Nie chciał zdradzić Bena, więc zaczęliśmy go przesłuchiwać. Dla niego ciężko znieść fakt, że nie może uleczyć swoich ran. Traci energię na próbę. Choć teraz widzę, że już przestał próbować. – spojrzałam raz jeszcze na więźnia. Zmęczony i prawie złamany. Tliła się w nim jeszcze iskierka buntu, ale niewiele już jej zostało. Przełknęłam gulę w gardle, która mi tam wyrosła. Nie wiedziałam, czy chciałam teraz zabić kogoś, czy zwymiotować.

Odeszłam od mężczyzny do kolejnej celi. Tam znajdowała się kobieta. Ubrana w lnianą i strasznie brudną długą koszulę. Stała oparta o ścianę i lekko się kiwała do przodu, po czym znów ciałem uderzała o ścianę. Kiedy nas zobaczyła, przekrzywiła głowę na bok. Czujne, mroczne oczy nie były ludzkie. Oblizała swoje pełne usta. Dopiero teraz zauważyłam jej język. Szpiczasty. Długi. Spojrzała najpierw na Akera, a potem swoje spojrzenie przeniosła na mnie. Przyglądała się przez chwilę, a ja czułam, jak gdyby moje ciało pokrywał lód. Tuż za jej spojrzeniem. Dreszcz przeszył moje ciało. Jej długie palce zakończone brudnymi szpiczastymi pazurami, wystukiwały coś szybko na ścianie. Uśmiechnęła się do mnie.

– Przyniesiesz śmierć. – wychrypiała. Jej głos był także mroczny i zimny, jak wzrok. Sprawiał, że przez moje ciało przeszedł ponownie nieprzyjemny dreszcz. Żołnierze za mną lekko się cofnęli.

– Kim ona jest? – wyszeptałam do Akera, ale on czujnie ją obserwował.

– Nie wiemy. Znaleźliśmy ją, gdy zabijała i … pochłaniała moich żołnierzy.

– Pochłaniała?

– Zjadała jeszcze żyjących, ale na tyle okaleczonych, by nie mogli walczyć lub uciec. – Aker warknął na swojego żołnierza, ale widziałam horror w spojrzeniu Nathaniela. To on musiał być w oddziale, który ją złapał. Kobieta z celi się zaśmiała.

– Głodna… Ty też jesteś głodna… – odwróciłam spojrzenie do celi. Nawet nie wiem, kiedy zdążyła podejść do przeźroczystej ściany, była tak cicha. Jej dłonie były oparte o taflę. Ale patrzyła nadal tylko na mnie. Skupiona. Polizała ścianę. Widziałam wcześniej jej język, teraz jednak, gdy zbliżył się do tafli, czubek się lekko rozwidlił, przypominając mi język węża ze zdjęć starych książek. Potrafiła rozwidlić język? Co jeszcze potrafiła? – Czuję twój głód.

– Kim jesteś?! – starałam się, by mój głos był pewny siebie, ale bestia zbliżyła się do powierzchni. Czułam ją w tym głosie. Nie brzmiał do końca jak mój. To byłyśmy my, razem, patrząc na kobietę przed nami. Uśmiechnęła się widząc moją naturę w moich oczach. Wiem, że teraz one także były czarne.

– Jesteśmy głodne…. – wyszeptała tak czułym głosem, że miałam ochotę podejść bliżej. Kręciła biodrami, niemal zachęcająco. Słyszałam, jak któryś z żołnierzy przełknął głośno. Czyżby tak ich zwabiała? Uśmiechnęła się do kogoś zza mojego ramienia, ale potem wróciła do mnie spojrzeniem. Jej oczy były czarne. Przypominała mi krucze oczy, patrzące na mnie znad ofiary, którą im zostawiłam. – Ulice jeszcze mocniej spłyną krwią… kruki przyniosą sprawiedliwość… a my zaspokoimy głód. – wyszeptała. Cofnęłam się. Patrzyła na mnie i szeptała to coraz szybciej, na jednym wydechu. Pokręciłam głową. Przypomniałam sobie ostrzeżenia Starca z lasu. Ona mówiła prawie jak on. Oddychałam coraz szybciej.

Aker mocno uderzył w ścianę jedną ręką, drugą przyciskając coś obok celi. Słyszałam jak kobieta krzyknęła. Cofnęła się, gdy cela zaczęła się wypełniać dymem. Widziałam, że to gaz. Wróciła do mnie spojrzeniem. Mówiła o płynącej krwi i krukach. Jednym paznokciem zarysowując ścianę. Czułam gotowość żołnierzy. Ale ona tylko się uśmiechnęła do mnie. Dopiero teraz do mnie doszło, że gdyby chciała, uwolniłaby się z tego miejsca. Ta ściana nie była dla niej przeszkodą. jeśli potrafiła pazurem zarysować ją, mogła równie dobrze się przez nią przebić – tak, jak ja to zrobiłam. Cofnęła się, kręcąc biodrami jak gdyby w jakimś tańcu. Usiadła na środku celi, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Uśmiechnęłam się porozumiewawczo. Skinęła do mnie głową, a potem powoli ułożyła się, jakby do snu. Ten gaz także na nią nie działał. Poddała się mu z dobrej woli i by nie alarmować nikogo. Na coś czekała. Zrozumiałam, że nie uciekła stąd, bo miała plan. Była tu, bo chciała.

Potrząsnęłam głową. Musiałam wyrzucić wszystko z głowy i zająć się faktycznie tym, po co tu się zjawiłam. Spojrzałam na Akera, ale on stał skupiony na kobiecie w celi. Widziałam jego gotowość do walki, jak gdyby był pewny, że ona jedynie czeka, udaje taką bezbronną. Ominęłam jego spięte ciało i poszłam dalej. Starałam się nie przyglądać kolejnym mijanym osobom. Widziałam przestrach, gdy usłyszeli kroki i nadzieję, gdy zobaczyli mnie zamiast żołnierzy. Moja bestia warczała niezadowolona. Instynkt podpowiadał już nie tylko ucieczkę, ale także zwrócenie wolności tym, którzy tu przesiadywali. Czułam całą sobą, że to niewłaściwe. Nie powinno tak być. Czym oni zawinili? Wciąż widziałam ciało mężczyzny, który prawie został złamany przez tortury podczas przesłuchań, przez ból niegojących się ran. Jedyną jego zbrodnią była wiara w to, że to mój ojciec przywróci ład w Liberii. Ludzie buntowali się przeciwko zmiennym. A tacy, jak Ben, korzystali z nadziei ludzi.

Zatrzymałam się przy przedostatniej celi. Dotknęłam przeźroczystej tafli, czując chłód pod palcami. Po drugiej strony, w rogu, siedział Sam. Gołe plecy opierał o kamienną ścianę. Nogi ugięte, o kolana oparte ręce. Dłonie swobodnie spuszczone w dół i jedynie palce lekko poruszające się, jak gdyby w takt niesłyszalnej muzyki. Przypomniałam sobie kobietę, która także tańczyła do muzyki, którą my nie słyszeliśmy. Nie podobało mi się to. Moja bestia czuła, że coś tu się dzieje niedobrego. Skupiłam się, ale nic nie mogłam usłyszeć. Może tylko więźniowie to słyszeli? Postanowiłam potem zapytać Nathaniela, bo i tak już za wiele mówiłam do ich Mistrza. Obiecałam sobie nie rozmawiać z nim, a mimo to łamałam sobie dane słowo. Przyjrzałam się mężczyźnie. Oddychał powoli, wpatrując się w jeden punkt w ścianie naprzeciwko niego. Miał na sobie tylko obdarte, brudne spodnie, które kończyły się lekko za kolanami, odsłaniając bose stopy.

– Sam… – wyszeptałam. Przez chwilę jego ciało się napięło, a potem spojrzenie, na wpół przytomne, powędrowało w moją stronę. Przechylił głowę i się przyglądał. Dopiero po chwili oczy nabrały ostrości, a ta dziwna mgła zniknęła. Spojrzałam na palce, teraz były luźno spuszczone. Odnosiłam wrażenie, że właśnie wybudził się z jakiegoś transu. Zmarszczył brwi.

Warknął, gdy Aker stanął za mną i lekko, choć władczo, położył mi swoją dłoń na ramieniu. Nie zareagowałam na to. Po prostu przyglądałam się, jak ciało Sama się spina. Jak w jednej sekundzie usiadł w półprzysiadzie, gotowy do wyskoku.

– Zobaczyłaś go, a teraz czas spełnić warunek. – drgnęłam.

– Wrócę… – wyszeptałam w stronę Sama. Chciałam, by zrozumiał. Nie zostawię go.

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 38

  1. Widać, że nasza dziewczynka znalazła sobie misję do spełnienia, uratować Sama. Pozwoli jej to skupić się na czym innym a nie tylko na bólu. Dziękuję pięknie:-) Pozdrawiam

    Lubię to

    • Mira znalazła sobie w ogóle już całkowity cel, nie tylko uratować Sama… po prostu jeszcze tego nie nazwała, ale można już (chyba?) wyczuć, jak się zmieniła i jak działa. Pozdrawiam cieplutko ♥

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s