LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 37.2

MUSIAŁAM PRZYSNĄĆ, BO GDY OTWORZYŁAM oczy zobaczyłam Akera siedzącego przy przeźroczystej ścianie celi. Patrzył na nas, nic nie mówiąc. Nie byłam w stanie wyczytać w nim także emocji.

– Doniesiono mi, co zrobiłaś i gdzie jesteś. Nie byli pewni, co się dalej może stać.

– Nadia mnie nie skrzywdzi. – byłam tego pewna i denerwował mnie jego cichy ton. Jak gdyby chciał mnie uspokoić. Może nawet i siebie? Czułam, że moja przyjaciółka także nie śpi, choć się nie poruszyła. Jej mięśnie były na pozór rozluźnione, ale wewnątrz była gotowa do walki w każdej sekundzie. Pociągnęłam ją mocniej za pasmo włosów, którymi się teraz bawiłam, na znak, że wiem doskonale, co robi. Warknęła cicho, ale nadal leżała nieruchomo. – Co tu robisz?

– Musiałem sprawdzić, czy to prawda. Jesteś pierwszą osobą, poza Hope, którą do siebie dopuszcza. – no tak, Hope potrafiła do każdego podejść. Miała w sobie tyle dobroci. Nie pasowała do tego brutalnego świata. Dziwię się, że się tu nie pojawiła w tym czasie. Mogłam ją wyczuć, ale nie chciałam przeszkadzać w tym, co robiła właśnie teraz. Przecież jej nie potrzebowałam do niczego.

– Należy do mnie i będzie mnie chronić. – mój głos stał się surowy. Patrząc na Akera widziałam jego córkę. Jak mogłam przez to po prostu przejść? Móc zaakceptować to wszystko i żyć dalej tak, jak żyłam do tej pory? Jeszcze nie byłam na etapie, na jakim mogłabym to zrobić. Kiedyś pewnie będę w stanie patrzeć na niego i czuć wybaczenie. Teraz to nadal bolało i wciąż czułam się zdradzona.

– Nie wątpię. – nie wyglądał zbyt pewnie. Rozejrzał się i dopiero teraz do mnie dotarło, że byliśmy sami. Żołnierze zniknęli. Pewnie ich wyprosił chcąc dać nam w miarę dużo prywatności. Na co?

– Po co tu przyszedłeś? – zapytałam cicho, nie wierząc, że tylko chciał sprawdzić.

– Lisa chce porozmawiać. Zaprasza cię do siebie, chyba że wolałabyś, by spotkanie odbyło się tutaj, w bazie. Dopasujemy wszelkie środki ostrożności. – a więc o to chodziło. Nagle siostra pragnęła ze mną rozmowy.

– Nie. – wywarczałam. Owszem, tęskniłam za nią, ale dla mnie to wciąż za wcześnie.

– Miro… – zamknęłam oczy. Nie chciałam, by widział, jak bardzo bolesny jest dla mnie ten temat. Moja rodzina całkowicie się rozpadła. Odkrycie, że mój ojciec jest fanatykiem, który wkrótce zginie, a matka była mieszańcem, w dodatku jedyna siostra – normalny członek rodziny, ma dziecko z moim wybrankiem. To dla mnie za dużo. Potrzebowałam czasu, by przestać czuć ten gniew i zdradę, które teraz rozsadzały moje serce.

Nie wiem, jak długo tak siedzieliśmy. Gładziłam Nadię uspokajająco. Obie potrzebowałyśmy siebie czuć przez skórę, dawać sobie pełen komfort. Mogłam obyć się bez tego wszystkiego, być samotnikiem, ale bestia podpowiadała mi, że mając Nadię i Hope, powinnam zadbać o relacje, być blisko. Nie rozumiałam tego do czasu, aż faktycznie nie spędziłyśmy czasu we trójkę. To nie tylko potrzeba przebywania razem, to także budowanie i utrwalanie pewnej więzi.

– Chcę zobaczyć się z Samem. – wyszeptałam. Wiem, że Aker i tak siedział i nas obserwował. A ja musiałam zobaczyć swojego ex. Był pozostawiony sam. Nie radził sobie z własną bestią, był do niej zmuszony, a teraz także zamknięty w obcym miejscu, przez obcych i być może wrogich sobie ludzi. Nawet nie chciałam sobie wyobrazić tego, jak musiał się czuć. Jeśli wtedy był niestabilny, to jaki musiał być teraz? Gdybym mogła, właśnie skopałabym sobie porządnie tyłek za to, że pozostawiłam go samego na tak długo. Z drugiej strony nie należał do mnie. Mogłam go tam zostawić i nie brać odpowiedzialności za kolejną osobę pod moimi ramionami.

– Nie jest to dobry pomysł.

– Nie pytam, czy według ciebie to dobry pomysł, czy nie. Powiedziałam, że chcę zobaczyć się z Samem. – wywarczałam. Otworzyłam oczy i obserwowałam go uważnie. Chciałam, by zobaczył pewność w moich oczach. Nadia przesunęła się tak w moich ramionach, by nie tylko czuć mnie nadal, ale by czujnie obserwować Akera.

– Zaatakował cię. Skrzywdził.

– Bo nie panuje nad swoją bestią. Aker, do cholery, jemu nikt nie pokazał, jak ma nad nią zapanować. Ja miałam Nadię i Mela. On miał mojego szalonego ojca i Lamię. Wybacz, ale to nie są dobrzy przewodnicy dla kogoś takiego, jak Sam.

– Dlaczego chcesz go zobaczyć? – wciąż siedział w tej swojej pozycji, odkąd zjawił się tu jakiś czas temu. Oparty bokiem o ściany celi, mający na widoku zarówno nas dwie, jak i wejście do tego całego pomieszczenia. Widziałam, jaki był czujny. Jak gdyby każde słowo, jakie wypowiadał, najpierw porządnie przemyślał. Z drugiej strony powinien być szczęśliwy, bo przynajmniej z nim rozmawiam, prawda? Jednak samo patrzenie na niego sprawiało mi ból. Z jednej strony tęskniłam za nim, pragnęłam się w niego wtulić i poczuć go po prostu blisko. Z drugiej jednak miałam ochotę go gryźć, drapać, wyrywać wnętrzności i torturować.

– Muszę. – nic więcej nie dodałam. Nie było sensu. Sama do końca nie rozumiałam, dlaczego aż tak bardzo zależało mi na Samie. Musiałam się jednak przekonać, w jakim jest stanie i czy da radę go stamtąd wyciągnąć. Zdradzony przez wszystkich i pewnie załamany. Potrzebował mnie, czułam to całą sobą. Co prawda ja także nie jestem dobrym przewodnikiem dla jego bestii, ale lepsza już ta perspektywa, niż spędzanie czasu w odosobnieniu, pewnie jakieś klatce na wzór tej, w której teraz siedziałam z Nadią. Pamiętam doskonale, jak się czułam, gdy obudziłam się wtedy w celi. Nikt nie chciał mnie słuchać, wszyscy tylko obserwowali, a ja musiałam się wydostać. Moja bestia szalała. Nie siedziałam przecież tam długo, ale gdybym się wtedy nie uwolniła, nie wiem, czy byłabym przy zdrowych zmysłach teraz.

– Zaprowadzę cię do Sama, ale pod warunkiem, że potem pojedziemy do Lisy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s