EVER–Rozdział 2.1.

2003

Otworzyłam oczy. Światło raziło niesamowicie. Szybko je zamknęłam. Bolało. Zresztą wszystko mnie bolało. I ten okropny smak w buzi. Przesunęłam się nieco w bok, chcąc przytulić się do ściany w moim pokoju. Ale tu nie było ściany. Za to trafiłam na coś ciepłego. Miłego w dotyku. Otworzyłam od razu oczy. Obraz jeszcze nie był zbyt ostry, ale zobaczyłam mężczyznę. W moim łóżku! Nie, zaraz, to nie moje łóżko. Gdzie ja jestem?

– Witaj śpiochu. – uśmiechnął się i mówił bardzo cicho. – Na stoliku po drugiej stronie masz wodę i tabletki przeciwbólowe. – patrzył na mnie uważnie. – Chyba, że znów musisz do łazienki. – pokręciłam przecząco głową. Nie chciało mi się siku.

Delikatnie się odwróciłam. Zasłoniłam oczy przed światłem. Usłyszałam za plecami śmiech. A potem jakiś ruch. Zamarłam. Spojrzałam za siebie. Mężczyzna wstawał z łóżka. Laptopa odłożył na stoliku po drugiej stronie. Obserwowałam go. Nie miałam zielonego pojęcia kim jest i co ja tu robię. Bałam się nawet odezwać.

– Jak wypijesz te leki, możesz skorzystać z prysznica. Zrobię śniadanie. – wyszedł. Tak po prostu, wyszedł. Zostawił mnie w obcym miejscu. On też był obcy. Spojrzałam na stolik. Stała szklanka wody i jakieś tabletki. Postanowiłam nie brać tego. Skąd miałam wiedzieć, co to jest? Przecież uczono mnie, bym nie brała leków od obcych. Z drugiej strony właśnie obudziłam się z jakimś obcym, co mi tam już te leki. I wtedy poczułam skurcz.

Natychmiast podniosłam kołdrę do góry. Byłam w samej bieliźnie. Mojej kochanej, koronkowej bieliźnie. Miała mi przynieść szczęście. Czy przyniosła? Szkoda byłoby przeżyć swój pierwszy raz i nic nie pamiętać, prawda? Ale jeśli przeżyłam ten pierwszy raz, to dlaczego jestem w bieliźnie? Nie powinnam być naga, obolała z poczuciem spełnienia? Anna mi kiedyś powiedziała, że na pewno bym poczuła, gdybym miała to już za sobą. Chwyciłam koszulę wiszącą na oparciu fotela. Pachniała nim. Jego perfumami. Były męskie i delikatne. Świeże. Zarzuciłam ją na siebie. Nie widziałam w pokoju moich rzeczy. Z kuchni słyszałam grające cicho radio. Czułam zapach kawy.

Łazienka okazała się sympatyczna. Typowo męska. Duży prysznic. Spokojnie na dwie osoby i jeszcze trochę miejsca. Skorzystałam jednak szybko z ubikacji. A potem spojrzałam w lustro. Makijaż miałam rozmazany, choć w połowie zmyty. Opuchnięta. Oczy przekrwione i podkrążone. Włosy w stanie tragicznym. Wyciągnęłam wsuwkę. Musiałam wczoraj nie wyciągnąć wszystkich. Ale kiedy je wyjmowałam? Niczego nie pamiętam! Skorzystałam z prysznica. Miał fajny żel. Także w świeżym zapachu. Wykąpałam się i przez chwilę pozwoliłam, by woda ukoiła ból. Chciałam przez chwilę tu postać i po prostu zapomnieć o wszystkim. O wczorajszej nocy, wieczorze, durnych pomysłach Anki i o niej samej. A przede wszystkim o własnej głupocie. Gdy jednak otworzyłam drzwiczki kabiny, zobaczyłam świeże ręczniki. Musiał tu wejść i mi je podać. Przestraszyłam się. Z drugiej strony, gdyby chciał mi coś zrobić, to chyba już by zrobił, prawda?

Ubrana wciąż w jego koszulę, bo nie wiedziałam gdzie są moje rzeczy, ze zwiniętymi mokrymi włosami, wyszłam z łazienki. Udałam się po zapachu do kuchni. Właśnie ustawiał na stole talerze. Spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Widziałam błysk w oku. Spodobał mi się. Bardzo ciemne włosy, przeczesane palcami. Nieco zbyt długie, przez co miał fajny chaos na głowie. Na szczęce miał już cień zarostu. Ale to jego spojrzenie hipnotyzowało. Czekoladowe oczy, w których mogłam zatonąć. Patrzyłam, jak kompletna idiotka. Miał na sobie luźne bawełniane spodnie i koszulkę bez rękawów. Widziałam zarys jego mięśni. Nie był przesadnie umięśniony, jak ci z siłowni. Ale widziałam wyraźnie, że ma je zaznaczone. I boże, on był boso. Nigdy nie widziałam rano mężczyzny w swoim towarzystwie, dlatego chłonęłam każdy szczegół. On także mnie uważnie obserwował. Chwyciłam delikatnie za końce koszuli i ją obniżyłam jeszcze bardziej, by jak najwięcej mnie skrywała.

– Nie mogłam znaleźć swoich ubrań. – wyszeptałam zawstydzona. Uśmiechnął się. I, boże, co to był za uśmiech. Robiły mu się delikatne dołeczki. I te białe, równe zęby. Musiał sporo wydać na dentystę, albo miał cudne geny. Mimo wszystko było mi bardzo głupio. Stałam tak w przejściu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Na stole stały kubki z kawą i jedzenie. Okna wciąż były przysłonięte i byłam mu za to wdzięczna. Moja nadwrażliwość na światło to tylko dopełnienie okropnego bólu głowy.

– Jak się czujesz? Wzięłaś tabletki? – pokiwałam głową przecząco. Jedną nogą pocierałam drugą. To taki mój zły nawyk. Zwłaszcza gdy się denerwuję. – Dlaczego? Jesteś uczulona na leki?

– Nie. Po prostu nie przyjmuję leków od obcych. – przez chwilę dziwnie się we mnie wpatrywał, a potem wybuchnął śmiechem. Odrzucił głowę do tyłu i prostu się śmiał. Czekałam cierpliwie, choć w środku cała się trzęsłam od niewypowiedzianych pytań.

– Dobre. – powiedział, patrząc na mnie już z rozbawieniem. – To zwykły ibuprom. Jeśli chcesz, możesz sama sobie wziąć z tamtej szafki. – pokazał mi szafkę nad zlewem – Jest tam apteczka. I nawet świeże opakowanie, możesz je zacząć. – ale ja wciąż stałam i patrzyłam na niego. Podszedł do mnie. Blisko. Zbyt blisko. Cofnęłam się o krok. Uśmiechnął się chytrze. – Artur. – podał rękę. Nareszcie znam jego imię.

-Gabi. – uśmiechnęłam się delikatnie. – Gdzie jesteśmy?

– Dobra, siadaj do jedzenia, Gabi, bo nam stygnie. – pozwoliłam się poprowadzić. Dziwnie się czułam chodząc po tym mieszkaniu w jego koszuli, a pod spodem mając tylko koronkę. Spróbowałam kawy. Pyszna. Mocna. Aromatyczna. Zamknęłam oczy i mruknęłam z przyjemności. On się we mnie wpatrywał. Artur. Próbowałam je wymawiać w myślach. Chciałam wiedzieć, jak brzmi w moich ustach. Naprawdę mi się podobał. – Pamiętasz coś z poprzedniego wieczoru? – odstawiłam kubek z kawą, choć najchętniej tylko nią bym się żywiła. Spojrzałam na jajecznicę i boczek w niej. Zrobiło mi się niedobrze. – Jedz, będzie ciężko na takim kacu, ale żołądek musi mieć czym pracować. Poczujesz się lepiej. – mruknęłam jedynie w odpowiedzi i spróbowałam jajecznicy. Była pyszna.

– Pamiętam swoje wczorajsze wyjście ze znajomymi do klubu i picie.

– I co, znajomi cię tak po prostu zostawili samą po nocy?!

– Nie. – dlaczego bronię durnej Anki? – Pokłóciłam się ze znajomą i powiedziałam, że wracam do domu. Dotarłam na przystanek, ale autobus miałam za ponad godzinę. – zmarszczyłam brwi, próbując sobie poukładać wszystko w głowie. – A potem pamiętam helikopterek i ciebie. I tamte dziewczyny z chłopakiem. I … o boże… – przypomniałam sobie, jak wymiotuję przy nim. Oblałam się cała rumieńcem.

– Helikopter? – spojrzałam na niego. Trzymał kubek z kawą i mi się przyglądał.

– No tak, wiesz… kręciło mi się strasznie w głowie. – skinął głową i zaczął jeść. – Co się potem stało?

– Nie pamiętasz? – pokręciłam głową przecząco. Gdybym pamiętała, nie pytałabym, prawda?

– Straciłaś przytomność. Chciałem odwieźć cię do domu, ale nie miałaś ze sobą dokumentów. Co chwila urywał ci się film. Nie dogadaliśmy się, więc przywiozłem cię tutaj.

– To znaczy?

– Do mojego mieszkania. – powiedział. – I nic nie zaszło, nie bój się tak. Nie lubię posuwać nieprzytomnych dziewczyn. – skinęłam głową.

Po śniadaniu włożył naczynia do zmywarki. W tym czasie zadzwonił domofon. Może jego rodzice wrócili? Chociaż nie wyglądało to na rodzinne mieszkanie. Raczej typowo męskie. Duży pokój połączony z aneksem kuchennym. Osobno sypialnia i łazienka. Niby niewielkie, ale wystarczające dla jednej, dwóch osób. Spojrzałam na niego przestraszona.

– Najwyraźniej to mój kumpel. Ten z wczoraj. Nie obawiaj się. – skinęłam głową i dopiłam kawę. Po chwili usłyszałam drugi niski głos w korytarzu. Mężczyźni coś do siebie mówili. Nie przysłuchiwałam się. Chciałam zniknąć. Rozejrzałam się po pokoju, szukając swoich rzeczy. Zobaczyłam tylko torebkę na stoliku przy sofie. Wyciągnęłam telefon. Dziesięć nieodebranych połączeń i jeszcze więcej smsów. Wszystko od Ani. A jednak się martwiła. Spojrzałam na zegarek. Było po 13.

– No cześć. – spojrzałam w górę. Artur wszedł do aneksu i przygotował kolejną kawę. Drugi mężczyzna oparł się o ladę oddzielającą kuchnię od reszty pokoju. Miał na sobie bojówki i bluzę na długi rękaw. Widziałam kolczyk w uchu oraz końcówkę tatuażu. Niesamowicie błękitne oczy. I, och, kolejny kolczyk w łuku brwiowym. Uśmiechał się do mnie znacząco. Czyżby sądził, że my… to znaczy Artur i ja …

– Chcesz dolewkę? – spytał właściciel mieszkania nie zwracając uwagi na kolegę.

– Dziękuję, powinnam się zbierać. – wstałam i odłożyłam pusty kubek na ladę. Artur zabrał go i wsadził do zmywarki. Ale za to drugi mężczyzna podziwiał mnie. Widziałam błysk w oku. A jednak, pomyślał o mnie, jakobym niby przespała się z właścicielem mieszkania.

– Daniel. – podszedł i podał mi dłoń. Uśmiechał się szeroko. Ze zrozumieniem. Patrzył to na mnie, to na kręcącego się po kuchni Artura.

– Gabi. – powiedziałam cicho i szybkim krokiem udałam się do sypialni.

– No, stary… młoda, ale wynagradza nogami… – zaśmiał się.

– Spieprzaj. – zamknęłam drzwi. Szybko. Nie chciałam słyszeć dalszej ich rozmowy. Jedynie rozróżniałam głosy. Obejrzałam sypialnię Duże łóżko. Szafki nocne. Na jednej wciąż stała szklanka wody i tabletki obok. Na drugiej jego laptop. Dopiero teraz dostrzegłam uchylone drzwi od szafy, a na nich powieszono wieszak z moimi ciuchami. Wypranymi! Przypomniałam sobie, jak wczoraj wymiotowałam na ulicy. Nic dziwnego, że potrzebowały prania. Szybko się w nie ubrałam. Spojrzałam na obcasy. Na samą myśl, zabolały mnie stopy. Musiałam jednak je ubrać, jeśli chciałam dostać się do domu. Spojrzałam na smsy. Wszystkie odnosiły się tego samego – gdzie jestem. Dziś rano także Anna pisała, gdzie jestem, bo nie ma mnie na zajęciach i czy mam aż takiego kaca, że nie pojawiłam się dzisiaj na wykładach.

„Spotkajmy się u Ciebie. Jestem… nie wiem gdzie… ani z kim… zaraz zamówię sobie taksówkę. Pożycz mi na nią od razu kasę, bo nie mam nic przy sobie.”

„Przyjeżdżaj szybko!”

Dobrze mieć ją jednak w zasięgu. Wczoraj mnie rozczarowała, ale teraz się naprawdę martwiła. Nie chciałam jechać do domu. Potrzebowałam porozmawiać.

Wyszłam już ubrana i wyszykowana do drogi. Mężczyźni pili kawę przy ladzie. Opierali się o nią łokciami i rozmawiali cicho. Gdy weszłam, obaj spojrzeli w moim kierunku. Zapinałam torebkę.

– Mógłbyś zamówić mi taksówkę? – zapytałam najbardziej pewnym głosem, na jaki mnie było stać.

– Odwiozę cię. – powiedział Artur i już odstawiał kubek.

– Nie trzeba. Wolałabym taksówkę. – spojrzał na mnie dziwnie. Uśmiechnęłam się, by to złagodzić. Nie chciałam by mnie odwiózł. Nawet jeśli miałby to zrobić tylko do Anki. Skinął głową i zamówił taksówkę. Daniel jednak w tym czasie taksował mnie wzrokiem.

– Jak się czujesz? Ostatnio widziałem cię, jak… – szybko podniosłam rękę w górę, cała czerwona na twarzy. On też to widział. Niezłe po sobie zostawiam wspomnienia, nie ma co.

– Błagam, nie kończ tego zdania. – powiedziałam szeptem. Zaśmiał się.

– Chciałem powiedzieć, że widziałem cię, jak Artur cię trzymał. – ale wiedziałam doskonale, że nie to chciał powiedzieć. – Ale widzę, że kumpel zadbał, byś się lepiej poczuła. – zrobiłam się jeszcze bardziej czerwona. Czułam to po prostu. Znów zaczęłam stąpać z nogi na nogę. Najchętniej już bym wyszła.

– Taksówka zaraz przyjedzie. – wsunął nogi w adidasy i zarzucił bluzę. – Zaraz wracam. – rzucił do kolegi, a potem objął mnie i pchnął mnie w stronę drzwi.

– Do zobaczenia, Piękna. – krzyknął Daniel. Mnie stać było jeszcze tylko na zdawkowe ciche „cześć”.

Gdy stanęliśmy przed blokiem, zauważyłam, że to nowe budownictwo. Dwupiętrowe. Będę musiała potem sprawdzić na mapie, gdzie teraz takie budują. Artur chwycił moją torebkę i wyciągnął z niej telefon. A ja, jak kompletna idiotka, nawet nie zareagowałam. Coś klikał przez chwilę, a potem wrzucił mi ponownie do torebki.

– Wpisałem ci mój numer do pamięci. Daj znać, jak już dojedziesz, dobrze? I prześpij się proszę trochę.

– Dziękuję. – taksówka właśnie podjechała praktycznie pod nasze nogi. Skinął głową. A potem delikatnie chwycił moją twarz w swoje dłonie. Przetarł kciukami po policzkach. Zbliżył się. Dał mi chwilę, bym się odsunęła. Nie zrobiłam tego. Widziałam znów ten błysk w jego oczach. Zbliżył się jeszcze bardziej. Przejechał językiem po mojej górnej wardze. Delikatnie. Powoli. Zadrżałam. Potem to samo zrobił z dolną. Westchnęłam. A wtedy wsunął język. Znów zadrżałam. Złapałam w pięści boki jego bluzy i trzymałam, jak gdybym zaraz miała upaść. Całował mnie delikatnie. Zmysłowo. Drżałam. Taksówkarz jedynie chrząknął, by dać znać, że wciąż tu jest. Dopiero wtedy doszło do mnie, że opieram się plecami właśnie o samochód. Nic dziwnego, że mężczyzna chrząkał.

– To, byś pamiętała. – uśmiechnął się i otworzył mi tylne drzwi. Wsiadłam. A gdy je zamknął za mną, podałam kierowcy adres Anki.

Nie patrzyłam w stronę Artura. Gdybym to zrobiła, wysiadłabym natychmiast. Nie mogłam tego zrobić.

Uratował mnie być może wczoraj, ale dziś już jest inną sprawą.

Reklamy

2 komentarze do “EVER–Rozdział 2.1.

  1. Nie robi ci różnicy czy czytam tutaj, czy na wattpadzie, prawda? Przyznam szczerze, że takiej akcji się nie spodziewałem, ale cieszę się, że akcja jest taka „przeplatana”. Bardziej polubiłem Daniela niż Artura. Ten pierwszy wydaje mi się być pozytywnie szczery, taki luźny, zwykły chłopak, a ten drugi nieco mroczny, na dystans, ale może to tylko moje mylne wrażenie o nich i wszystko jeszcze może ulec zmianie.

    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

    • Witam. Nie, nie robi mi różnicy, czy czytasz i komentujesz tutaj, czy na wattpadzie 🙂 Artur i Daniel to dwie różne osoby. Aż dziwne, że się przyjaźnią, skoro mają tak skrajne charaktery. Im jednak dalej w powieść, tym coraz więcej będzie odkrywanych faktów z przeszłości, a także prawdziwych obliczy bohaterów, zatem zapraszam do śledzenia lektury 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s