LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 36.2

Wyszłam, gdy tylko uspokoił się i odszedł ode mnie na jeden krok, by się przyjrzeć. To był moment, w którym odwróciłam się i wyszłam z jego gabinetu. Nie mogłam dłużej udawać. Sytuacja była skomplikowana. Wiem, że sami moglibyśmy bardzo szybko dojść do porozumienia, gdybym była w stanie po prostu zapomnieć o tym wszystkim. Rozumiałam, że uważali mnie za martwą i żyli dalej, układali sobie swoje życia. Nie potrafiłam jednak do końca zaakceptować zmian w tym świecie. Zbyt szybko dla mnie wszystko nagle się zmieniło. Zbyt dużo na jeden raz. Nie dano mi czasu, bym to wszystko przyswoiła. Po prostu postawiono przede mną fakty i oczekiwano, że przejdę przez to. Mogłam? Nie! Oni mieli swoje dziesięć lat. Mi je odebrano. Otworzyłam oczy i zobaczyłam zupełnie inny świat. Może trafiłam gdzieś do alternatywnej rzeczywistości? A może ja nadal śnię, leżąc w laboratorium?

Musiałam poczuć, że wciąż żyję. Poczuć, że panuję nad sobą, nad tym wszystkim. Choćby nad jedną tylko cząstką. Musiałam poczuć coś innego, niż pustkę w środku i ból w jednym miejscu. Mogłabym czuć cokolwiek, by tylko zapomnieć.

Zamknęłam oczy. Znów zobaczyłam tę małą twarzyczkę, patrzącą na Akera z uwielbieniem. Jego córka. To z moją siostrą podzielił się swym największym darem. To jej podarował cud narodzin. A co mi dał? Przemianę w bestię, której tak nienawidziłam, którą musiałam ukrywać przed wszystkimi. Czy moja siostra wiedziała, kim jestem? Kim wtedy byłam? Czy to ona poszła do Akera, czy jednak on poszedł do Lisy?

OTWORZYŁAM DRZWI DO pustej sali ćwiczeń. Czułam jeszcze ciepło i zapach potu po poprzednich ćwiczeniach. Z pewnością niedawno ktoś skończył tu trening. Zależało mi jednak, by być tu teraz samej. Nosiłam w sobie zbyt wiele, a nie chciałam robić nikomu krzywdy. Pragnęłam jedynie poczuć, że nadal mam nad czymś władzę. Poczuć COŚ, co nie byłoby tym bólem serca, poczuciem zdrady i pustką wewnątrz. Nawet nie rozumiałam tych sprzecznych emocji wewnątrz siebie – jak mogłam czuć pustkę, jak gdyby wyrwano ze mnie jakąś część, o której nie zdawałam sobie sprawy, ale wiem, że mi jej brakuje. A na obrzeżach tej pustki czułam tę całą złość, poczucie zdrady i ból, na który nie było lekarstwa. Zbyt wiele przyszło mi zaakceptować w krótkim czasie. Zwalano mi kolejne nowinki na głowę, nie zastanawiając się nawet nad tym, czy chcę i czy mogę przyjąć kolejną rzecz. Czy ktokolwiek zastanawiał się, jak to zniosę? Czy potrafię to wszystko ogarnąć, zaakceptować? O nie! Wszyscy po prostu sądzili, że zrzucą bombę i poczekają dzień, dwa nim spuszczą kolejną. A co się stanie, gdy nie zechcę tego akceptować? Co zrobią wtedy?

Zsunęłam z siebie bluzę, stając przed workiem jedynie w bojówce i spodniach. Buty rzuciłam w kąt. Ich także nie potrzebowałam. Pod stopami czułam chłód podłogi. Dobrze było czuć. Poruszałam palcami patrząc, jak wykonują moje polecenia. Władza nad ciałem – tylko to mi zostało, choć jedynie częściowo. Bestia we mnie zabierała coraz więcej miejsca. I choć chroniła mnie przed wieloma zagrożeniami, dawała mi także poczucie, że to ona panuje nade mną, a nie ja nad nią i nad sobą samą. Dziwne uczucie wiedząc, że trzeba dzielić jedno ciało z tak inną postacią. Skrajnie różną.

Pierwszy wymach. Pierwsze kopnięcie. Worek poruszył się lekko, ale nie poprzestałam. Uderzałam w niego pięściami, a potem zajęłam się jedynie kopaniem. Jedno za drugim. Czułam ból nóg, ale nie poprzestałam. Dobrze było czuć inny ból, niż ten wewnątrz mojej klatki. W powietrzu unosił się zapach mojego potu i krwi.

Przystanęłam, gdy worek z hukiem upadł na podłogę, rozsypując swoje wnętrzności. Stałam nad nim krwawiąc. Przypominało mi mnie. Ktoś także wyrwał mi wnętrzności i je ściskał w swych niewidzialnych łapach. Krew skapywała na wypełniacz worka. Zmarszczyłam brwi. Gabe

Odwróciłam się, gdy tylko jego imię pojawiło mi się w głowie. Nie chciałam pamiętać obrazu masakry, jaką wtedy zrobiliśmy. Chciałam pamiętać go takiego, jakim był, a nie obraz jaki ostatni widziałam. Jego okaleczone, rozrywane ciało.

Przy drzwiach stali żołnierze ubrani w strój do ćwiczeń. Chyba właśnie mieli rozpocząć trening. Jednak żaden z nich nie ruszył się. Po prostu stali oparci o ściany i czekali aż skończę. Rozejrzałam się w poszukiwaniu swoich rzeczy. Chwyciłam bluzę i buty. Nie zakładałam ich. Nie było sensu. Skoro zaraz pójdę odpocząć chwilę i znów nabrać do wszystkiego dystansu.

– Idź do medycznego, opatrzą ci rany. – podniosłam wzrok na jednego z żołnierzy.

Nie rozumiałam, nim nie spojrzałam na swoje spodnie.

Nogawki przesiąknięte krwią.

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 36.2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s