EVER–Rozdział 1.2.

Ever-new12014

– Gabi! – oderwałam wzrok od komputera. Łukasz patrzył na mnie z tym swoim uśmiechem. Pokazał kubek kawy, który dla mnie trzymał. – Tak myślałem, że gdzieś bujasz w obłokach.

– Jesteś kochany. – powiedziałam, zabierając natychmiast kubek. – A gdzie Kaśka?

– Zaraz powinna przyjść. Nie przysłałem jej wszystkich dokumentów, by mogła z nami zjeść, a potem dostanie resztę. Znów będzie trzeba tłumaczyć, że to wina przeciążonych serwerów. – zaśmiał się i odpił kawę oraz zabrał mi z talerza parę frytek. Moja kochana załoga.

Łukasz od samego początku wiedział, jak mnie podejść, bym go polubiła. Odkąd zostałam tu przeniesiona, to on okazał się moją dobrą duszyczką. Akurat pierwszego dnia podłączał mój komputer i ustawiał hasła dostępu, gdy postawiłam karton ze swoimi rzeczami, przechylając nie chcąco kubek z kawą w stronę jego spodni. I tak się właśnie poznaliśmy. Ja go oblałam kawą, on dał się zaprosić do kafejki tuż przy firmie na przeprosinowy lunch i tak już zostało. Potem poznał mnie jeszcze z Kaśką – dziewczyną pracującą w recepcji. Tworzyliśmy od pierwszych tutaj moich dni zgraną paczkę. Dzieliliśmy się ploteczkami i odpieraliśmy ataki zołz korporacyjnych. Byłam może i najwyższa stopniem, ale też najmłodsza w zespole. Dziwiono się, dlaczego tak młoda osoba zostaje od razu sekretarką i to samego prezesa. Ale pracowałam dla tej firmy od tylu lat. Prezes początkowo pozwalał mi pracować w recepcji, a gdy brzuch zaczął rosnąć, przeniesiono mnie do archiwum. Nie miałam im tego za złe. Obiecałam mu przecież, że będę cały czas pracować. I dotrzymałam słowa. Kiedy nie mogłam już pracować w firmie, Prezes pozwolił mi pracować w domu. Przygotowywałam podesłaną mi dokumentację. Robiłam tłumaczenia. Przepisywałam dokumenty. Wprowadzałam je do systemu. Tyle mogłam przynajmniej zrobić, a dzięki temu dochodziłam do siebie i stawałam na nogi w sytuacji zmieniającej całkowicie moje i tak już rozsypane życie. A gdy skończyłam z siedzeniem w domu, wróciłam do biura i dalej robiłam to, co do mnie należało. Sprawdzono mnie. W tym czasie miałam także na głowie studia z zarządzania do dokończenia. Podołałam. Ze wszystkim. A teraz przeniesiono mnie tutaj, do siedziby głównej. Poznałam Łukasza pracując jeszcze w domu, choć znaliśmy się jedynie telefonicznie i mailowo. Teraz śmialiśmy się z tego. On myślał, że jestem jakąś stażystką. Ja sądziłam, że jest typowym informatykiem – bladym i nieprzystosowanym do życia w świetle dnia. Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam przystojnego młodzieńca z rudą czupryną, spędzającego czas wolny w siłowni, czego efekty były dobrze widoczne. Był przystojny. Ale nie myślałam o nim, jak o potencjale na randkę. Z tym akurat skończyłam dawno temu.

Kaśka była ode mnie lekko starsza. Kobieta po przejściach. Ale nie poddawała się. Uwielbiana przez prezesa. A teraz uwielbiana także przez nowe szefostwo, które przejęło nas miesiąc temu. I pomyśleć, że wróciłam tutaj parę miesięcy temu, a te miasto nie zmieniło się aż tak bardzo. Kaśka oprowadzała mnie po firmie pokazując, gdzie co jest. Była przemiłą osóbką. I śliczną. Jej kręcone blond włosy idealnie pasowały do jej temperamentu. Może i na pierwszy rzut oka wydawała się spokojną duszą, ale nosiła w sobie iskry.

– Przepraszam za spóźnienie. Przepływ dokumentów jest tragiczny. – spojrzała na Łukasza. – Znów coś kręciłeś przy systemie? Dziewczyny z marketingu bardzo się skarżyły na Internet.

– To niech przestaną przesiadywać na facebooku i pudelku, a zaczną pracować. – powiedział na tyle głośno, by usłyszała o tym cała kafeteria. Ukryłam uśmiech za kubkiem kawy. – Czeka cię dziś sporo pracy, Kaśka.

– Wiem. Pan Jan już zdążył mnie ostrzec i przeprosić, że szybko stąd nie wyjdę. – potarłam jej ramię w ramach pocieszenia, choć obie wiedziałyśmy, że da sobie szybko radę. – A jak u ciebie? Wymyśliłaś już prezent dla swojej? – opowiadałam Kasi o urodzinach Zuzi. Zastanawiałam się, co jej kupić. Ona tak szybko zmienia zdanie odnośnie zainteresowań. Zdecydowanie lepiej było, gdy była młodsza. Wtedy wiadome było, że kupi się Kubusia Puchatka, albo jakieś klocki i dziecko samo się zajmie. Teraz ma dziesięć lat. Nie pozwala mówić do siebie „mała”, bo jest już pannicą. No ale taka jest prawda. W dodatku, nie oszukujmy się, rozpuściłam moją małą chrześnicę.

– Nie. Powiedziała, że skoro Jessica ma różową komórkę, to ona też taką chce, ale nie różową, bo jest zbyt dziewczyńska. A ona nie lubi Jess, więc ma mieć lepsiejszą. – powiedziałam, używając jej słów. Łukasz parsknął śmiechem. Nie jest jeszcze ojcem, więc nie rozumie. Z drugiej strony był świadkiem, jak Zuzia narzekała na koleżankę z ławki. Swoją drogą nie rozumiem tego zamiłowania do zagranicznych imion, bo nawet nie wszystkie dzieci są w stanie wymówić lub odpowiednio odmienić zagraniczne imię.

– Mam pomysł, ale nie wiem, czy ci się spodoba. Mojej znajomej suczka się oszczeniła. Może dałabyś jej szczeniaka, co? Wiesz, dzieciaki w tym wieku chcą już mieć coś swojego do zabawy i do obowiązków.

– Czyli dla niej zabawa, a dla reszty obowiązek sprzątania po psie, wychodzenia z nim na spacer i karmienia, tak? Dzięki, Kasia. – zaśmiałam się, a gdy chciałam wziąć frytkę, na talerzu była już tylko jedna. Przed chwilą był cały talerz. – Może w końcu kupiłbyś sobie sam frytki, co?

– To było trzeba jeść, a nie gadać. – odgryzł się Łukasz z tym swoim łobuzerskim śmiechem. Pokiwałam głową. I tak już się najadłam sałatką. Frytki brałam z przyzwyczajenia. Zresztą prawie nigdy sama ich nie zjadałam. Łukasz zadbał o to, by nie zdążyły mi się już nigdzie odłożyć. – Mam niusa, dziewuszki. – nadstawiłyśmy się w jego stronę. Jako informatyk, wiedział dużo. To przez niego przechodziły dokumenty, a on uwielbiał nam mówić, co się dzieje. Wiedział, że nie powiemy tego dalej. – Za dwa tygodnie ma być szkolenie dla pracowników wyższego szczebla. – powiedział dumny. Prychnęłam. Przecież nie nam to oceniać. Pójdą kierownicy i szefowie działów. Asystenci, informatycy i recepcja będzie pracowała tak, jak zwykle. Z tym, że szefowie nie będą stali nad głowami. – To będzie szkolenie przeprowadzane już przez szefa szefów. Ma przyjechać. Ponoć jutro mają pojawić się ich asystenci i przygotować wszystko na ich przyjazd.

– Nie będzie zebrania? – zdziwiłam się. Zakulski mówił, że jak tylko przyjedzie nowe szefostwo, zrobią ogólne zebranie, by cała załoga mogła zobaczyć, dla kogo teraz pracuje i poznać ich przez chwilę.

– Nie wiem, tego nigdzie nie było w dokumentach. Ale słyszałem, że jednak nie. W poprzedniej przejętej firmie załoga normalnie pracowała, a szefowie po prostu zwiedzali sobie firmę poznając pracowników przy ich pracy.

– Myślicie, że będą zwolnienia?

– Zakulski nic nie mówił. Ale może sam jeszcze nie wie? – nie byłam tego pewna. Jak każdy, bałam się utraty pracy, zwłaszcza teraz, gdy tylko ja znów pracowałam. Z drugiej strony wiedziałam, jak Kasia też tego się obawiała. Jak pewnie większość w tej firmie. Przejęcia nigdy nie były dobre. Chociaż akurat pan Jan twierdził, że nie są przewidziane zmiany. Ale on jest tylko prezesem, a nie szefem szefów, prawda? Nie ma decydującego głosu, choć dotąd tak naprawdę to on kierował całą firmą. A nowi mogą przecież nie chcieć naszej ekipy, a wprowadzić swoją. Z drugiej strony w poprzednich spółkach nie zdarzało się to zbyt często. Niektórzy oczywiście stracili pracę, to było do przewidzenia. Ale mówiono, że wylecieli tylko ci, którzy nie wnosili nic do firmy. Za dwa tygodnie okaże się wszystko. Oczywiście obowiązuje jeszcze okres ochronny dla każdego z pracowników, ale te parę miesięcy tak naprawdę nic nikomu nie daje. Nikt z nas nie ma gwarancji bezpieczeństwa, jak to wszystko ma wyglądać. Widziałam też Zakulskiego, jak pracuje teraz od rana do późnego wieczora. On także boi się utraty stanowiska. W jego wieku ciężko będzie dostać pracę gdzie indziej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s