LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 35.2

OTWORZONO DRZWI I PRAKTYCZNIE wepchnięto mnie do środka. Nie byli delikatni prowadząc mnie do gabinetu. Byłam zdrajczynią. Obraziłam honor ich Mistrza. Co za hipokryzja. Mnie nazywają zdrajczynią, ale nie mają nic przeciwko związkowi z moją siostrą? Poczułam znów, jak żółć podchodzi mi do gardła. Wyprostowałam ramiona i patrzyłam przed siebie, stojąc prawie na baczność. Aker siedział za swoim biurkiem i wiem, że mi się przyglądał. Ale nawet nie spojrzałam na niego. Patrzyłam na wprost siebie na szarą ścianę za nim. Moja bestia nadal nie potrafiła się zdecydować, czy chce go rozszarpać za zdradę, czy zwinąć się i popiskiwać zraniona. Ja także nie byłam pewna, czego właściwie chcę. Czułam tylko ból ogarniający całe moje ciało. To dziwny rodzaj bólu – nie potrafiłam sprecyzować, co dokładnie mi doskwierało, bo te uczucie było wszędzie, w całej mnie.

 

Żołnierz obok relacjonował cały zabieg i że prosto z laboratorium przyprowadzono mnie tutaj. Aker mu podziękował. Mężczyzna wychodząc, uderzył ramieniem o moje ramię. Nie spojrzałam nawet na niego. Czekałam na to, co jeszcze dla mnie wymyślono. Zamknięto za mną cicho drzwi. W gabinecie było słychać tylko nasze lekkie oddechy. Czułam na sobie wzrok Akera, ale nadal patrzyłam w ścianę nad nim. Pod wpływem światła, kolor mienił się w różne odcienie. Zrozumiałam, że to jak z nami. Mamy tysiące różnych odcieni, tysiące warstw. Zostało mi już tyle odebrane, tyle warstw zostało oderwanych, ale wciąż jeszcze tu byłam. Stałam o własnych siłach, prosto i czekająca na wyrok. Czy pokornie? Nie! Za to uznałam ciszę za najlepszy odpowiednik. Musiałam na nowo nauczyć się budować wokół siebie mury, przez które nikt nie mógł się przedostać. Nie mogę pozwolić sobie na to, by dalej tak cierpieć. Nie zasłużyłam na to wszystko, co mnie spotkało. Nikt nie zasłużył. Odebrano mi zbyt wiele. A o ilu jeszcze sprawach nie wiem?

– Miro… – jego szept wcześniej sprawiłby, że zadrżałam. Ale teraz stałam przed nim, w ciszy, czekając na wyrok. – Nie było cię dziesięć lat… ja… my… Byliśmy pewni, że nie żyjesz. Zrozum, że … – ale nadal milczałam. Patrzyłam na ścianę. Słyszałam, jak wstawał ze swojego siedziska i idzie w moim kierunku. Zacisnęłam mocniej zęby nie pozwalając sobie na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. – Powinniśmy porozmawiać o tym wszystkim. We trójkę. Sara też to ciężko znosi… Sporo czasu minęło, aż pogodziła się z twoją śmiercią, a teraz nagle jej świat się wywrócił. – dlaczego on jej tak broni? Co mnie obchodzi, że to jej świat się załamał? Czy ktoś przejął się, jak moje życie się zmieniło? Czy ktokolwiek potrafił zrozumieć, jak to jest obudzić się w jakimś laboratorium, walczyć o przetrwanie z bestiami, żyjąc w przeświadczeniu, że coś zrobiono z naszym ciałem, czego nie rozumiemy, a potem dowiedzieć się, że byliśmy tam zamknięci dziesięć długich lat. To mnóstwo czasu, by przeprowadzać na nas doświadczenia. Dziesięć lat, przez które każdy ułożył sobie życie, nawet mnie nie szukając. Ale nikt się tym nie przejmuje. Wszyscy przeżywają tylko to, że ich życia mój powrót zmienił. Pytanie, jak wiele z tamtej Miry we mnie zostało? Czym ja jestem teraz? Wiem doskonale, do czego teraz jestem zdolna. Nic dziwnego, że mnie nikt nie chce. Nawet Aker. Wybrał moją ludzką, łagodną siostrę i to z nią ma potomstwo. Dba o swoją rodzinę. Kiedy żył z nimi i płodził dziecko, ja walczyłam o życie. Czy tym się przejął ktokolwiek? Kiedy Sara rodziła, na mnie przeprowadzano eksperymenty. A gdy ona żyła sobie spokojnie w tamtej zamkniętej społeczności, ja walczyłam, zabijałam, brzydząc i bojąc się samej siebie. Jak mógłby mnie teraz Aker chcieć po tym wszystkim?

– Jej świat? – wywarczałam, patrząc na ścianę. – To ja dziesięć lat walczyłam o przetrwanie i czekałam na ratunek. Dziesięć pieprzonych lat czekając, aż przyjdziesz po mnie i mnie zabierzesz. Ale ty w tym czasie wiłeś sobie rodzinne gniazdko. – nie poznawałam swojego głosu. Był przepełniony jadem, surowy. Zupełnie, jak gdyby to moja bestia przemawiała przeze mnie, ale ona leżała skulona wewnątrz. To byłam ja.

– Miro… – odwróciłam się i wyszłam z gabinetu. Nie zatrzymał mnie. Ani on, ani żołnierze. Pozwolono mi iść. Trzymałam głowę podniesioną i szłam korytarzami pewna siebie, ale tak naprawdę chciałam biec. Uciec i lizać własne rany.

Jakiś czas później siedziałam oparta o pleksi w ciemności. Za moimi plecami zwinięta Nadia cicho oddychała. Wiem, że gdyby mogła, owinęłaby się wokół mnie tak, jak to zrobiła Hope przy moich nogach. Dawały mi ukojenie. Czuły moją potrzebę komfortu, bezpieczeństwa. Hope mnie uspokajała. Nadia pewnie walczyłaby w mojej ochronie. Gładziłam delikatnie włosy dziewczyny. Miała krótkie kędziorki, odstające od jej głowy. Kiedy je obcięła? Powinnam skupić się na nich. Moim własnym stadku. Czy czuły dokładnie to, co ja?

– Słyszałam, że Aker kazał przygotować dla ciebie pokój. Na swoim piętrze, ale osobny od swojego. – zabolało. Zresztą wszystko, co teraz by zrobił, bolałoby. To niemal jak kwas, rozlewający się po moim ciele. Wypalający we mnie coraz więcej, pozostawiając pustkę. Uderzyłam lekko głową w pleksi. Czułam, że Nadia przysunęła się jeszcze bliżej. Moja bestia czuła potrzebę wejścia do jej klatki i poczucia jej blisko siebie. Nie rozumiałam tej potrzeby, ale wszystkie ją odczuwałyśmy.

– Zostanę tutaj, albo będę nocować u ciebie, Hope. Nie wrócę tam.

– Miro, możesz chcieć się sprzeciwiać, ale on nie może sobie na to pozwolić. Jeśli inni zobaczą, że nie panuje nad tobą, będą próbowali działać na własną rękę. A to nie jest dobry czas na wewnętrzne konflikty.

– Zatem ma wybór. Albo pozwoli mi zostać tutaj, albo niech wtrąci mnie do lochu. Bo nie wrócę na górę. – i choć mój głos był twardy, czułam że każde słowo boli coraz bardziej. Dwóch strażników w kącie udawało, że nie słyszą nas, ale widziałam po ich napiętych ciałach, że słyszą i widzą wszystko.

– Mam go zabić? – wyszeptałam Nadia. Ciała strażników się napięły, wszak kobieta już raz wydostała się z tego miejsca w krwawy sposób, a teraz pytała, czy ma skrzywdzić ich Mistrza. Uśmiechnęłam się na to pytanie. Nie dlatego, że mogła to zrobić i strażnicy nawet z takiej odległości zaczęli pachnieć delikatnie strachem. Uśmiechnęłam się, że w ogóle o to zapytała. Skoro ja byłam przez niego smutna, to być może bez niego byłoby mi lżej. Nie wiem dlaczego, ale rozumiałam doskonale, że właśnie dlatego spytała.

– Nie, Nadio. Sama to załatwię w taki, albo inny sposób. – uśmiechnęłam się lekko i zamknęłam oczy. Jeszcze nie wiem, co zrobię, ale zdawałam sobie sprawę, że pozostaje w jego komnatach albo pokoju obok nie będzie dla mnie komfortowe. Nie potrafiłam na niego patrzeć nie czując bólu. Samo myślenie o nim też sprawiało ból. Tak, żołnierze twierdzą, że to ja zdradziłam ich Mistrza. Problem w tym, że to ja czuję się zdradzona nie tylko przez niego, ale i moją siostrę. Rozumiem, że sądzili, że umarłam tamtego dnia, ale nie potrafię się z tym pogodzić.

Aker już nigdy nie będzie tylko mój.

Nigdy mój.

Reklamy

1 komentarz do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 35.2

  1. Przemyślałam to co napisałaś i jeżeli patrząc w ten sposób można czuć współczucie, że taki spotkał ich los, oboje poranieni. Niestety tak jak piszesz my czytelnicy bardzo identyfikujemy się z Mirą, z jej odczuciami, jej bólem i jej punktem widzenia. Sytuacja jest niezwykle trudna i bolesna. Ten fragment kiedy Aker mówi, że Sarze było i jest trudno dobitnie świadczy o tym, że oni zawsze będą blisko. Czytając inne książki z takim trójkątem, nie wpływa to na mnie ale Twój sposób pisania, gdzie bardzo duży nacisk nakładasz na odczucia głównej bohaterki, gdzie ona prowadzi ze sobą monolog wewnętrzny powoduje, że emocje wręcz wylewają się na stronie:-) i moim zdaniem ta książka powinna mieć z 1000 stron bo jest nieziemska, nie kończ jej zbyt szybko:-)
    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s