LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 35.1

DRGNĘŁAM, GDY HOPE podeszła do mnie ponownie. Spojrzałam na jej ręce, gdy trzymała kolejną ogromną strzykawkę. Skrzywiłam się wiedząc, co mnie teraz będzie czekało. Ścisnęłam mocniej podłokietniki i zamknęłam oczy. Nie chciałam już tego widzieć, a tym bardziej tego wszystkiego czuć.

– Jeszcze tylko dwie płukanki, Mira. Aker dokładnie powiedział…

– Wiem doskonale, co powiedział. – wywarczałam. Odkąd wróciliśmy, od razu zostałam odstawiona i to dosłownie, do laboratorium, gdzie Hope wraz z drugą pielęgniarką miały zrobić mi pięć zabiegów, płukanek. Normalnie robi się tylko jedną, góra dwie, ale Aker chciał mieć pewność, że nie zostałam zapłodniona. Byłam wściekła, tym bardziej, że dwóch żołnierzy stało przy drzwiach i pilnowało nas w laboratorium. Jakim prawem on może decydować za mnie, skoro sam zrobił dziecko i to w dodatku mojej siostrze? Czułam, jak moja złość i nienawiść podnosi się we mnie. Jednak delikatny dotyk Hope po moim nagim udzie sprawił, że moje nerwy zostały uspokojone.

– Już prawie skończyliśmy. Mam pewność, że całe nasienie zostało wypłukane, ale zróbmy to dla spokoju Akera, dobrze? – nie czekając na moja odpowiedź, skierowała we mnie strzykawkę. Poczułam, jak znów wpuszcza we mnie zimny płyn, a ciało przeszył niechciany dreszcz. Było mi niewygodnie i strasznie zimno. I wciąż moja nienawiść rosła. Wiedziałam jednak, że nawet jeśli skończymy tutaj, nie zostanę po prostu wypuszczona. Wiem, że żołnierze mają rozkaz odprowadzenia mnie do gabinetu Akera. Nawet jeśli nie będę chciała, nikt mnie nie będzie słuchał. Mają mnie dostarczyć i tyle.

– Było warto? – spojrzałam na pielęgniarkę. Unikała mojego wzroku cały czas, ale i tak słyszałam jej prychanie za każdym razem, gdy marudziłam na zabieg. A teraz jej pytanie zadane z takim jadem i niechęcią, że znów drgnęłam. Nie wiem, dlaczego, ale grała mi na nerwach. Co ona mogła o mnie wiedzieć? Nie znała mnie przecież. Nie wie, dlaczego i z kim to zrobiłam. Nikt nie wiedział, poza mną. I ich Mistrzem. Ale teraz mało mnie to obchodziło.

– Mogę cię umówić, jeśli chcesz. To coś, czego się nie zapomina. A przynajmniej by cię nieco rozluźniło. – znów prychnęła. Hope uśmiechnęła się lekko.

– Miro… tutaj każdy kocha Mistrza, a to, co zrobiłaś…

– Niech zgadnę, uznają to za zdradę? – tym razem to ja prychnęłam. Ułożyłam wygodniej głowę na zagłówku i zamknęłam oczy. – Jakoś nie uznali za zdradę, gdy sam ich Mistrz robił dziecko innej, prawda?

– Ma dziecko? – ruchy Hope się zatrzymały. Ścisnęła mocniej moją nogę, jak gdyby sama była w szoku. – Ale przecież wy…

– Ma dziecko i to wiesz z kim? Z moją siostrą, więc można spokojnie uznać, że wszystko zostaje w rodzinie, prawda? – Hope spuściła wzrok, ale jeszcze przez chwilę trzymała mocniej moją nogę, nim przystąpiła do dalszego zabiegu. Nie potrafiłam jednak sprecyzować tego, co czułam. Zarówno ja, jak i moja bestia czułyśmy się bardzo zranione i zdradzone. W tej samej chwili chciało mi się płakać i zabijać. Jak to możliwe, że dwie, tak skrajne emocje, działały na mnie jednocześnie? Gubiłam się w swoich odczuciach, emocjach. Niby rozumiałam, że przecież nie było mnie dziesięć długich lat. Opłakiwali moją śmierć. Ponoć byli tego pewni. Mimo to nie potrafiłam pogodzić się, że Aker jednak był z moją siostrą. Mają razem dziecko. To połączy ich na zawsze. Po części byłam też zazdrosna. Ja przecież nie miałam niczego, co by mnie łączyło z Mistrzem. Nie mogłabym liczyć, że uratuje mnie podczas wojny, bo przecież zawsze już priorytetem jego będzie jego dziecko i matka dziecka. Ja nawet nie będę tą drugą, a spadam od razu na trzecią pozycję, a może nawet jeszcze niżej. Może właśnie dlatego cieszy go moja siła i moja bestia? Wie, że w razie walki, zadbam o siebie sama. A on skupi się na swojej rodzinie. Rodzina. Coś, co ja utraciłam na zawsze, a on zyskał.

Hope poklepała mnie po noce, stając pomiędzy mną a żołnierzami i drugą pielęgniarką. Nie rozumiałam do czasu, aż nie starła z mojej twarzy łez. Nawet nie wiedziałam, że spływają po mojej twarzy.

– Będzie dobrze. Musi być, przecież….

– Czy zabieg dobiegł końca? – odezwał się jeden ze strażników. Zniecierpliwiony. Pewnie miał inne zadania na głowie, a teraz musiał być tu i patrzeć, jak przeprowadzają mi płukanki, bo puściłam się z kimś innym, niż Mistrz.

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 35.1

  1. Ostatnio tak dużo się dzieje, rozdziały są emocjonalne na maxa, ale jak mi się to podoba:-) Mira jest w bałaganie uczuć, jest zraniona i chce mi się razem z nią płakać, jesteś w pisaniu nieziemska:-) tak trzymaj i czekam co będzie dalej. Obstawiam, że tak łatwo to się nie zejdą, za dużo złych emocji ale nie zawadziło by gdyby Aker trochę zabiegał o M, to uleczyłoby w małym stopniu jej zranienie i pokazało, że mu zależy. Moja droga jestem niesamowicie ciekawa jaki los zgotowałaś dla naszych nieszczęśliwych kochanków. Ciepło pozdrawiam

    Lubię to

    • Moje powieści są pisane w narracji pierwszoosobowej, widzimy wszystko oczami bohaterki, nie wiedząc, co dzieje się z innymi. Wiemy tylko to, co bohaterka. Reszty możemy się jedynie domyślać. To jest spore utrudnienie, bowiem nie mogę przedstawić, jak bardzo inni bohaterowie wszystko przeżywają. A i czytelnik o tym wiedzieć nie ma jak. Dlatego staram się w komentarzach odpowiednio opisać wszystko, nie zdradzając jednak zbyt wiele. I tak jest teraz – widzimy, jak Mira została zdradzona i nie widzimy, by Aker starał się to naprawić. Ale czego nie widzimy, to jego stan. Przez 10 lat żył w przekonaniu, że zawiódł, nie przybył na czas ukochanej. Starał się ułożyć życie na nowo, w dodatku w czasie wojny, gdy nie można okazać słabości. I nagle pojawia się Mira – okazuje się, że przez ten czas żyła i to pod jego nosem. Pomyśl, jak on musiał to przeżyć. W dodatku jest inna, zmieniona. Aker musi nie tylko pokazać jej, jak bardzo zmieniła się Liberia, ale również pokazać, jak on się zmienił przez ten czas. Nie wiemy, jak bardzo na niego wpłynęły te lata wojny. Nikomu nie zdradza, ilu musiał pochować przyjaciół i żołnierzy. Jak musiał walczyć o tych, którzy jeszcze przetrwali. A teraz także musi walczyć o nią. My, jako czytelnicy widzimy tylko jej rozterki, jej uczucia. Zatrzymaj się jednak na chwilę i spróbuj – na podstawie tego, co już wiesz o otaczającej ich rzeczywistości – wyobrazić sobie, przez co on przechodzi. Czy można go tak po prostu skreślić? Znienawidzić za to, że zmienił się w ciągu tych lat?

      Ale się rozpisałam 😉 Pozdrawiam i baaardzo dziękuję za odwiedziny :*

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s