LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 34.1

GABINET LEKARSKI nie wyróżniał się niczym specjalnym. Usiadłam na jednym z foteli, na drugim siedział już Aker. Spokojny i jedynie spoglądający na mnie. Widziałam iskierki w jego oczach, choć próbował zachować maskę. Uśmiechnęłam się do niego, ale nie ruszyłam ze swojego miejsca. Siedziałam sztywno, w oczekiwaniu. Widziałam sporą ilość pacjentów na korytarzu, stąd pewnie opóźnienie spotkania, ale nie interesował mnie żaden doktorek. Chciałam wiedzieć, gdzie jest moja siostra i czy jest bezpieczna. Chciałam ją przytulić i mieć pewność, że obie to wszystko przeżyłyśmy. Drzwi otworzyły się szybko, a ja poczułam jeszcze więcej środka odkażającego, przez co ponownie kichnęłam.

– Dziękuję, że znalazłaś dla nas czas.

– Dla ciebie wszystko, Aker. – jej głos sprawił, że poderwałam się z miejsca i natychmiast obróciłam w jej stronę. Stała przede mną wyprostowana, w lekarskim kitlu, włosami spiętymi mocno do tyłu. Zmęczona, ale nadal czułam w niej mnóstwo energii. Rozbawienie w oczach jej szybko minęło, gdy spojrzała na mnie. – Mira?

– Lisa! – krzyknęłam i rzuciłam się jej w objęcia. Stała przez chwilę nie reagując, a następnie, bardzo powoli, objęła mnie. Stałam tak chłonąc jej zapach, tak znany mi sprzed lat. Nie potrafiłam jednak uronić ani jednej łzy.

– Boże, ty żyjesz. Powiedziano mi… ty mi powiedziałeś, że ona nie żyje!

– On też myślał, że nie żyje. – powiedziałam cicho, patrząc na siostrę. Miała takie wściekłe spojrzenie i wcale nie bała się okazać tego Akerowi. Mądry mężczyzna, nie odezwał się słowem. – Ale żyje i mam się dobrze.

– Ale jak… ?

– Długa i nieprzyjemna historia. – ponownie ją uściskałam.

– Masz wyniki? – ciszę przerwał mężczyzna, ponownie zasiadając na swoi fotelu.

– Tak. Zrobiłam je tak, jak kazałeś, dwukrotnie i bardzo dokładnie. Nie mam nic zmienionego w swoim genotypie. Jestem czysto ludzka. I nadal nie rozumiem.

– Bo ja nie jestem. To znaczy nigdy nie byłam. – powiedziałam cicho. Usiadłyśmy na sofie przy ścianie, wciąż trzymając się za ręce. Widzisz, ponad dziesięć lat temu miałam mały… wypadek. Aker mnie uratował i tak się poznaliśmy. Od Bena wiem, że nasza matka była Mieszańcem i przekazała mi zmieniony gen. Aker go obudził i …

– Jesteś zmienną? – wyszeptała. – Ojciec cię znienawidzi.

– Wręcz przeciwnie, Lisa. Byłam u niego. Odbiło mu całkowicie. Współpracuje cały czas z Mieszańcami i na siłę przemieniał ludzi. Pamiętasz Sama? On też został przemieniony wbrew swojej woli. – Lisa zamknęła oczy i uniosła do góry ręce na znak poddaństwa. Umilkłam. Chyba za dużo informacji na jeden raz.

– Poczekaj…. Pochowałam cię dziesięć lat temu, a teraz pojawiasz się nagle mówiąc takie rewelacje? – wstała i zaczęła chodzić po gabinecie. – Przyszedłeś do mnie dziesięć lat temu, by powiedzieć, że moja siostra nie żyje, nie mając pewności?

– Miałem pewność. – ale ona podeszła do niego i mocno uderzyła w twarz. Aker normalnie pewnie oddałby jej, ale teraz po prostu siedział i patrzył dalej na nią smutno. Co tu jest grane?

– Nie mogłeś mieć pewności, skoro moja siostra jak widać żyje.

– Nie tylko ty ja wtedy pochowałaś, pamiętasz? – wywarczał. Jego głos był przepełniony bólem. Siedziałam i patrzyłam na tę dwójkę. Moja bestia się przebudziła. Krążyła blisko powierzchni, czując napięcie w powietrzu.

– Doskonale pamiętam. Wszystko pamiętam. To, jak przedstawiałeś mi dowody. Jak opłakiwaliśmy ją przez tyle lat i jak musiałeś mnie chronić przed Benem. Ale ona cały czas żyła, Aker. – głos jej drżał.

– Była uwięziona w tajnym laboratorium. Nikt nie wiedział o jej istnieniu. Jest zmieniona.

– I dopiero teraz mi o tym mówisz, tak? Nie mogłeś wykonać cholernego telefonu, albo tu przyjechać by mi o tym powiedzieć? Czekałeś na swoja wizytę i po prostu miałeś ja tylko dla siebie. – skąd w nich takie pokłady nienawiści do siebie. Co tu naprawdę się działo? Aker nie patrzył na nią, ani na mnie. Oparł łokcie o kolana.

– Mira obudziła się po dziesięciu latach, Lisa. Nie ma pojęcia o tym, co tu się działo przez ten czas. Nie wie o niczym. – wywarczał, choć na żadną z nas nie patrzył. Zmarszczyłam brwi, zwłaszcza gdy moja siostra cofnęła się o krok i nabrała głębiej powietrza. Spojrzała na mnie z takim bólem w oczach.

– Sądzę, że powinniśmy porozmawiać. Tak na spokojnie. Trzeba by ci opowiedzieć o wszystkim. Wiesz, to przecież dziesięć lat. Trudny okres dla wszystkich. – Aker prychnął, ale nic nie powiedział. – Działo się tak wiele. – wyszeptała.

Drzwi się otworzyły i weszła pielęgniarka trzymającą małą dziewczynkę za rączkę. Coś zaczęła mówić, dziewczynka jednak się wyrwała do Lisy. Była do niej podobna, choć jej długie czarne włosy nie pasowały do Lisy. Wciągnęłam powietrza, bojąc się prawdy. Do czasu, aż mała spojrzała na mojego mężczyznę i wykrzyknęła głośno na całe swoje płuca słowo, którego najbardziej się teraz obawiałam.

– Tata! – rzuciła się mu w ramiona. Objął ją i mocno przytulił. Ucałował w głowę. – Tatuś! – mała dziewczynka ściskała mocno go za szyję. Wdrapała się mu na kolana. Czułam, jak wszystko się we mnie zaciska. Spojrzała na Lisę. Stała oparta o ścianę i spoglądała na mnie.

– Wydarzyło się bardzo wiele… – wyszeptała. Wstałam czując, że zaraz kogoś rozszarpię. Aker ma dziecko z moją siostrą. Byli już złączeni na zawsze. Czy tak właśnie się pocieszali, gdy ja byłam w laboratorium? Walczyłam o przetrwanie, a oni ze sobą sypiali?

– Eva, to jest twoja ciocia, Mira. – mała spojrzała na mnie znad ramienia swojego tatusia. Była taka do niego podobna, chociaż urodę także zawdzięczała swojej mamusi. Uśmiechnęła się do mnie, a ja jedyne, o czym myślałam, to nie wybuchnąć tutaj. Nie zacząć zabijać. Nie dać się teraz złamać.

– Cześć. – mała powiedziała cichutko, przyglądając mi się uważnie. Ja jednak potrafiłam skinąć głową. Kiedy mała odwróciła się do mnie i wtuliła w tatusia, nie wytrzymałam.

– Dobrze wiedzieć, że miło spędzaliście czas, gdy ja walczyłam o życie. – wywarczałam i wyszłam. Żadne z nich nie zatrzymało mnie. Pewnie i tak nie było potrzeby. Gdzie niby miałam iść? Nie znałam tego miejsca, z drugiej strony i tak było zamknięte. Nie miałam szans się stąd wydostać. Chciałam odnaleźć siostrę, a poznałam niewygodna prawdę. Z drugiej strony ona nie wiedziała o tym, co mnie łączyło z Akerem. On przecież wiedział. Zrozumiałabym jeszcze jednorazowy wyskok. Odreagowanie. Ale oni mieli ze sobą dziecko. Musieli zatem być ze sobą. Ile czasu? Chyba już nie są razem, skoro ona z dzieckiem mieszka tutaj, a on z żołnierzami.

Szłam korytarzami w stronę wyjścia. Nikt mnie nie zatrzymał. Odetchnęłam powietrzem, gdy tylko znalazłam się na placu. Mnóstwo osób przechodziło. Widziałam szczęśliwe pary. Spracowanych ludzi wracających do swych domostw. Młodzież włóczącą się bez większego celu. Biegające dzieci. To zdecydowanie nie mój świat. Gdzie zatem należałam? Nie będąc żołnierzem, nie będąc człowiekiem?

Teraz wcale się nie dziwiłam, dlaczego tak długo zwlekał z przedstawieniem mi mojej siostry. Obawiał się prawdy, ale także chciał być pewny, że jestem stabilna. Nie mógł ryzykować, że mogłabym skrzywdzić matkę jego dziecka. Czy wciąż coś do niej czuje? Czy łączy ich coś, poza samym posiadaniem potomstwa?

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 34.1

  1. Takiego scenariusza to nie przewidziałam, zaskoczyłaś mnie niesamowicie. Nie wiem nawet co napisać. Mira musi być zraniona, smutna wręcz przytłoczona rozpaczą. Musisz koniecznie szybko wstawić kolejny rozdział:-) Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s