LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 33.2

Przeszłam parę korytarzy, zmieniając kierunki, klucząc. A wszystko, by zgubić ogon w tym labiryncie korytarzy. Weszłam w pierwsze drzwi, jakie zobaczyłam otwarte. Na leżance odpoczywała ludzka kobieta z ogromnym, ciążowym brzuchem. Przy łóżku siedział Zmienny, obejmując dłoń kobiety, całując jej palce i cicho szepcząc. Zmarszczyłam brwi. Spojrzał na mnie i cicho warknął, ale kobieta natychmiast lekko puknęła go drugą dłonią w głowę, co mnie nieco rozbawiło. Przecież ta ciężarna nie miała szans z jego bestią, a mimo to wyglądali na odprężonych.

– Kochanie, zachowuj się. – po czym spojrzała na mnie zmęczonymi oczyma. – jesteś nowa, prawda? Widzę to po twoim zachowaniu. To mój mąż Wells, jest tutejszym strażnikiem. Ja jestem Jaye. Miło nam cię poznać.

– Mira… – wyszeptałam. – Powiedziałaś, mąż? – to mnie zaskoczyło. Przecież on był zmiennym, a ona ludzką kobietą. I to w dodatku w ciąży. Jej brzuch był ogromny, wydawał się znacznie większy od tych, które widziałam do tej pory. Coś się poruszyło pod skórą i kobieta skrzywiła się lekko, jakby odczuwała ból lub dyskomfort. Wells natychmiast zareagował, przytulając twarz do brzucha i szepcząc do istoty w środku. Gładził skórę na brzuchu, jakby uspokajając. Po chwili faktycznie kobieta się rozluźniła, a jej dziecko nie poruszało się już tak gwałtownie.

– Żona powinna odpoczywać. Czekamy na doktora by zaczął się poród.

– Nosisz jego dziecko? – oparłam się o framugę drzwi, nie wierząc.

– Niesamowite, prawda? Tak, jest to możliwe pod ścisłym nadzorem doktora prowadzącego. I tak, to nasze pierwsze maleństwo. – uśmiechnęła się do swojego wybranka. Widziałam uczucie między nimi. Samczą zaborczość, ale także prawdziwą miłość, gdy patrzyli na siebie. Zatem to jest możliwe. Udziela się tu ślubów mieszanych. Kobiety rodzą dzieci Zmiennym. Przeprosiłam ich i wyszłam, na odchodnym życząc szczęśliwego rozwiązania.

Kolejne drzwi i kolejne pary. I te, czysto ludzkie, i te mieszane. Wciąż dochodziłam do tego, jak bardzo zmienił się ten świat, w którym niegdyś żyłam. Jak wiele zasad i praw zostało złamanych czy zmienionych. Z drugiej strony nie przypominam sobie takiego prawa odnośnie zakazu ślubów mieszanych. Po prostu takich ślubów nie było. Żyli owszem na kocią łapę, byli kochankami, ale nie na taką skalę. Z drugiej strony to chyba logiczne. Żyją tutaj w zamknięciu wszystkie. Są potrzeby do spełnienia. A jeśli często się z kimś widzi, rodzi to pewnie jakieś bliższe relacje, pobudza uczucia. Nie miałam prawa dyskutować czy tym bardziej negować takiego zachowania.

Zza zakrętu wyłowiła mi się ogromna oszklona ściana. A za nią małe łóżeczka wypełnione małymi, bezbronnymi dziećmi. Wszystkie wyglądały na czysto ludzkie. Chociaż widziałam, jak były oznaczane jako dziecko mieszane i dziecko ludzkie. Dziwne, bo nie wyczuwałam tu zmiennego.

– Jest pani kimś z rodziny? – odwróciłam się w stronę pielęgniarki. Uśmiechała się do mnie łagodnie. Spojrzałam na jej fartuszek i identyfikator. Siostra Olga, z pewnością była odpowiedzialna za te maleństwa i pilnowała ich uważnie.

– Nie, zwiedzam jedynie. Jestem nowa. – powiedziałam i starałam się wyglądać jak najmniej podejrzliwie. – Sądziłam, że zobaczę różnicę pomiędzy dziećmi.

– Nie. – zaśmiała się delikatnie i podeszła bliżej. Teraz stałyśmy ramię w ramię. Pachniała przyjemnie i świeżo. Może dopiero rozpoczęła swój dyżur? – Dzieci na tym etapie są identyczne. Różnią się jedynie krwią. Ale tak? Do okresu dojrzewania wszystko będzie takie same. Dopiero są rozdzielani, gdy zaczynają dojrzewać. Dzieci Zmiennych wymagają innej nauki, większej dyscypliny od ludzkich dzieci. Chociaż nie zawsze, bo przecież nie każde dziecko okazuje się Zmiennym.

– Nawet z pary mieszanej?

– Oczywiście. Mamy mnóstwo dzieci, które mają mieszanych rodziców, a są w pełni ludzkie. Może kiedyś się zmienią, może kiedyś będą miały rozwinięte jakieś zdolności, ale póki co zachowują się tak samo. – pomyślałam o naszej rodzinie. Dopóki Aker nie podał mi swojej krwi, nic się przecież nie działo u mnie. Owszem, potrzebowałam więcej ruchu, niż zwykły człowiek i zawsze mnie roznosiła energia. Byłam raczej nocnym stworzeniem. Ben mówił, że mam taki charakter, ale co jeśli tak objawiała się moja zmiana? Ile osób żyje teraz w takiej niewiedzy, że mają w sobie gen zmiennego?

– A co z kobietami w ciąży mieszanej? Widziałam w salce niedaleko młode małżeństwo….

– Ach, Jaye i Wells. Cudowni są po prostu. Pamiętam, jak się poznali. Wiesz, Jaye pracuje u nas jako dostawca. Wells jest strażnikiem w szpitalu. Pomógł jej parę razy i sporo się uganiał za nią. Parę randek i nie potrafili się od siebie oderwać. Cały szpital żył ich romansem, a potem ślubem. Cudowni. A teraz czekamy na ich pierwsze dziecko. – uśmiechała się rozmarzona. Romantyczna historia widzę marzyła się wielu osobom. Ja wolałam zostać realistką. To nie odpowiedni czas na romantyzm, randki, kwiatki i tym bardziej małżeństwa. A może to ja nie jestem do tego stworzona?

– Ona ma taki ogromny brzuch. I chyba boli, jak się ono porusza.

– To będzie syn. I tak, kobiety są znacznie większe spodziewając się dziecka mieszanego. Tak, jakby organizm sam się szykował na coś innego, większego. Dziecko na tym etapie już boleśnie się przesuwa. I żadna kobieta nie doczeka porodu naturalnego. To by ją zabiło. Dlatego wykonuje się specjalne nacięcia, by wyciągnąć operacyjnie dziecko. Dzięki temu żadna osoba nie przeżywa szoku i nie ma skutków ubocznych. – ulżyło mi. Choć nie znałam tamtej pary, zdecydowanie nie chciałam, by ona cierpiała jeszcze bardziej. Tak wykonany poród wydawał mi się prawie bezbolesny. Czy moja matka urodziła nas w taki sposób, czy jej, jako mieszańcowi pozwolono rodzić naturalnie? – Jeśli jesteś ciekawa, mogę zabrać cię do skrzydła, gdzie przyszłe matki czekają na ten wielki dzień. Od siódmego miesiąca poleca się kobietom już leżenie, by nie uszkodzić kręgosłupa. Zbyt duże obciążenie.

– Nie, dziękuję. Przejdę po szpitalu dalej. – uśmiechnęłam się i odeszłam. Nie zatrzymała mnie, ani nawet nikogo nie zawiadamiała o tym, że sobie krążę po szpitalu. Nawet w rozmowie ze mną niczego się nie obawiała. Zdałam sobie sprawę, jakie tutaj panuje zaufanie do żołnierzy, że jednak nie wpuszczą wroga. A taki szpieg miałby tutaj pełne pole do popisu. Mógł wejść wszędzie, zabić kogo chciał i nim ktoś odkryłby zbrodnię, jego dawno by tu nie było.

Kolejne korytarze także nie dały mi odpowiedzi na to, jak wygląda tu prawda. Przechadzałam się i przyglądałam pacjentom. Niektórzy mieli rany odniesione w wykonywanej pracy. Było także paru rannych po bójkach. Nic niezwykłego. Dalej korytarzem były gabinety lekarskie. Ludzie i zmienni czekali w kolejce, rozmawiali ze sobą. Kobiety wymieniały się przepisami i zerkały krzywo na trzy młode i bardzo kuso ubrane dziewczyny. Za to mężczyźni przyglądali się im zupełnie inaczej, z tym błyskiem w oku. Pewno dziewczyny z przybytku rozkoszy. Uśmiechnęłam się i zaczęłam przyglądać się pacjentom. Niektórzy byli zmęczeni, ale nie wyglądali na niezadowolonych z tego miejsca, na zniewolonych. Poczułam pewnego rodzaju rozczarowanie. Chyba jednak spodziewałam się znaleźć gdzieś haczyk, że jednak Aker działa pod jakąś przykrywką. Zatem albo tutaj panowała idylla, albo sekrety są schowane głęboko.

– Już przejrzałaś wszystko tak, jak chciałaś?

– A ty pozbyłeś się napalonej pielęgniarki? – nawet nie musiałam na niego patrzyć, by wiedzieć, jak się skrzywił. Odnalazł mnie w miarę szybko. Ale zobaczyłam to, co chciałam. A raczej sama się rozejrzałam. Nie chciałam by pokazywano mi tylko to, co chcieli. Musiałam najwyraźniej sama przejść oddziały i sprawdzić.

– Widziałam salę noworodków i poznałam pewną parę mieszaną.

– Wellsa? – skinęłam głową. – Dostał pozwolenie na ślub. Każdy zmienny musi uzyskać zgodę na poślubienie. Inaczej byśmy mieli zatrzęsienie. Para przychodzi do urzędu i składa wniosek. My rozpatrujemy i dajemy zgodę lub nie.

– Zdarza się, że nie dajecie zgody? – to mnie zdziwiło. Na jakiej podstawie jest to rozpatrywane? Co decyduje o tym, że wolno im żyć razem, a co nie?

– Owszem. Mieliśmy ostatnio taką sytuację. Młoda dziewczyna tuż po osiągnięciu pełnoletności i zmienny. Chcieli szybkiego ślubu. Ale rodzina dziewczyny nie pozwalała na to. Daliśmy im rok czasu i wyznaczyliśmy datę za dwanaście miesięcy. Jeśli nadal będą chcieli, udzielimy im zaślubin. To dla nich test czy naprawdę tego chcą, czy może to jest jedynie chwilowe zauroczenie. No i mają czas, by załagodzić konflikty w jej rodzinie. Rodzice dziewczyny chcą, by wyszła za syna ich przyjaciół.

– Niech zgadnę, rodzina jej chce, by wyszła za czysto człowieka, prawda?

– Owszem. – doskonale rozumiałam takie podejście. Nie każdy aż tak szanuje zmiennych. Może jej rodzina powiedziałaby mi znacznie więcej o tym miejscu i życiu tutaj. Z drugiej strony nauczyłam się już, że czasem przez ludzi nie przemawia prawda, a zawiedzione ambicje, zazdrość, zawiść. Mogliby mi przedstawić zupełnie inaczej sytuacje, wplatając w to wszystko swoje negatywne uczucia, a ich historia nie musiała wcale wyglądać tak źle. To tak, jak z moim ojcem – przedstawiał rzeczywistość pod siebie, by zjednać sobie ludzi, by obudzić w nich wątpliwości i nienawiść do innego gatunku niż nasz, czysto ludzki. No może nie koniecznie mój, bo przecież ja już od jakiegoś czasu nie jestem człowiekiem. O ile w ogóle kiedyś byłam. Poznanie prawdy o swoim życiu znacznie zmieniło moje podejście do wielu spraw. Także do takiego życia. – O czym myślisz?

– O ojcu i naszym życiu. Pamiętam, że tylko mnie szanował, bo stworzyłam Cat Girl i byłam faktycznie przeciwnikiem zmiennych. Lisa zaczęła się kształcić, a potem rozczarowała ojca, bo poszła pracować do waszej kliniki. Ja byłam tą dobrą córką, bo miałam ambitnego narzeczonego, dobre przykładne życie. Ben pewnie liczył, że będę wspierać jego kampanię Ruch Tylko Dla Ludzi. Dziwnie się z tym czuje teraz, wiedząc kim naprawdę jestem i jak naprawdę zginęła nasza matka. Teraz, kiedy wiem, że pracował cały czas z Mieszańcami mam ochotę uderzyć go porządnie za to, co zrobił Lisie. Tak łatwo skreślił swoją córkę, bo z wami pracowała. Ale on mógł pracować ze zmiennymi i tego nie widział, jako coś złego?

– Nie próbuj tego zrozumieć, Maleństwo. To jego decyzje, jego życie…

– Nie do końca. Przecież przez jego decyzje cierpiało tak wiele niewinnych osób. Nadal cierpi. Pozwalał Mieszańcom ranić swoich ludzi, pozwalał gwałcić kobiety. Tego nie potrafię mu wybaczyć. Mogę pogodzić się z odmienna wizją świata, ale nie pogodzę się z czymś takim. – Aker już nic nie odpowiedział. Po prostu objął mnie i przytulił do swojego boku. Nawet nie przejmował się, czy ktoś nas zobaczy, czy też nie. Dlaczego więc mnie to przez chwile obchodziło?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s