LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 32.2

ZJECHAŁYŚMY W PODZIEMIA, gdzie byli zatrzymywani wszyscy więźniowie, ale także gdzie była trzymana Nadia. Nie podobało mi się to, ale Hope wytłumaczyła, że to jedyne miejsce odpowiednio zabezpieczone i że my też tu byliśmy przetrzymywani. Przypomniałam sobie swoje początki i faktycznie – ściany z pleksi, strażnicy i ciemność to było pierwsze, co zobaczyłam. Byłam wtedy wściekła i zdezorientowana. Ale nad Nadią czuwała Hope. Pewnie wytłumaczyła jej, gdzie jest i dlaczego zamknęli ją w tym miejscu. Mi nikt tego nie tłumaczył. Sama sobie wywalczyłam drogę ku wolności, a raczej ku ramionom Akera.

Panował tu półmrok. Czterech żołnierzy odwrócili się w naszą stronę. Uśmiechnęli się do Hope, dopóki nie zobaczyli mnie. Drgnęli i nagle przeszli w stan gotowości. No tak, po mnie nie wiedzieli, czego się spodziewać. Udałam, że tego nie widzę. Podeszłam do jednej z klatek o bezbarwnych, grubych ścianach. Wzmocnili je odkąd rozbiłam poprzednie. Zauważyłam parę rys od wewnętrznej strony. Nadia musiała także próbować wydostać się na zewnątrz. W środku tej sporej klatki coś się poruszyło. Ja nadal jednak obchodziłam ją dookoła, przeglądając każde zabezpieczenie. Jej przynajmniej dali więcej miejsca. Miała wygodniejsze łóżko, niż ja. Czułam ją w środku, jak śledziła każdy mój ruch.

– Włączcie światła. – wydałam rozkaz, choć tak naprawdę chciałam ich jedynie poprosić. Ale nie panowałam nad sobą zbyt dobrze. Mój ton stał się oszczędny w emocjach. To, co czułam naprawdę pozostawiałam głęboko w sobie. Nie było sensu dzielić się tym ze światem.

Światła delikatnie rozbłysły delikatnie tak, by nie razić. Rozświetlały się powolnie, dając chwilę do przywyknięcia. Spojrzałam na postać siedzącą na łóżku. Patrzyła prosto na mnie z lekko pochyloną na bok głową, jakby ciekawa była mnie. Czy rozpoznała mnie, czy byłam dla niej kolejną osobą odwiedzającą? Miała ciało kobiety, tak jak dawniej. Tak, jak ją pamiętałam. Teraz krótkie włosy, mocno nastroszone, jakby godzinami ktoś za nie ciągnął. Ale to jej oczy sprawiły, że przeszedł mnie dreszcz. Nie było w nich już nic ludzkiego. Co z tego, że ciało zostało przemienione na nowo w czysto ludzkie, skoro pod skórą siedziała straszliwa bestia? Widziałam w oczach chęć mordu, polowania, krwi. Rozumiałam ją doskonale. Tych oczu nie można było z niczym pomylić. Uśmiechnęła się do mnie lekko, z warknięciem. Zauważyłam ostre zęby zamiast ludzkich prostych. Co prawda nie były one tak duże, jak nawet w połowicznej przemianie, ale praktycznie kobieta przede mną posiadała jedynie rząd kłów. Oblizała je swym językiem, nie spuszczając ze mnie spojrzenia. Czy robiła to specjalnie? Warknięcie znów się z niej wydostała. Moja bestia otrzepała się i odwarknęła długo. Poczuła, że kobieta przed nami chciała nas zdominować. Nie rozumiałam tego zachowania. Przecież ludzie tak się nie zachowują. Ale nasze bestie walczyły teraz o dominację. Patrzenie w oczy było niemal wyzwaniem. Jednak żadna z nas nie spuściła spojrzenia. Warczałyśmy coraz głośniej. Pokazywałyśmy sobie zęby. Nikt nam w tym nie przeszkadzał. Czyżby Nadia robiła to z każdym?

Spuściła wzrok, gdy pozwoliłam swojej bestii podejść bardzo blisko powierzchni. Każdy w pomieszczeniu poczuł naszą moc, naszą siłę. To mi przypomniało, do czego byłyśmy zdolne na polu walki i że ja także mogę zmienić formę. Na szczęście nikt nie prosił, bym to zrobiła. Gabe potrafił się zmienić w formę bojową i utrzymać ją długo. U mnie tak nie działało. Ja nie panowałam nad swoją bestią. Ona po prostu zjawiała się, kiedy było trzeba, a ja w nagrodę pozwalałam jej się „pobawić”. Powinnam chyba też zacząć ją porządnie dokarmiać. Może wówczas nie zjadałaby swoich ofiar?

Hope podsunęła mi pojemnik z mięsem. Oczy Nadii natychmiast skierowały się na jedzenie. Otworzyłam go i starałam się nie patrzeć na zawartość. Tuż obok mnie wysunęła się jakaś szuflada. Pewnie tak jej wszystko podawali. Ale moja bestia chciała zaznaczyć swoją władzę nad innymi. Zwierzęce instynkty nadal mną kierowały. Na oczach wszystkich, wbiłam swoje ludzkie zęby w kawałek krwawego mięsa, będący kiedyś częścią jakiegoś człowieka. Nie chciałam o tym myśleć. Musiałam mieć pierwszeństwo pożywienia się. Zawsze to przywódca je pierwszy, a potem dopiero reszta, prawda? Ciągnęłam kawałek, by się oderwał. Smakował. I chociaż moja ludzka strona świadomości podpowiadała, że to jest obrzydliwe, nieludzkie i powinnam teraz wymiotować, ja czułam ten smak. Niebo w gębie. Przełknęłam i oblizałam usta z krwi. Wiedziałam, że miałam także ubrudzoną brodę i pociekło mi na dres. Ale nic teraz nie było ważniejsze od Nadii siedzącej po turecku naprzeciwko mnie, po drugiej stronie ściany. Jej ludzkie dłonie były oparte o ścianę. Patrzyłam, jak się oblizywała na nasz widok. Pragnęła mięsa i pragnęła mnie. Odgryzłam jeszcze spory kawałek, a następnie wrzuciłam płat mięsa do wysuniętej szuflady. Po chwili mięso znalazło się już po jej stronie. Sięgnęła po nie, ale nie spuściła ze mnie wzroku, choć teraz nie czułam wyzwania, jakie wcześniej mi rzucała. Teraz po prostu patrzyła.

Chwyciła w obie dłonie płat i wgryzła się w niego, wciąż na mnie patrząc. Jej ostre zęby rozrywały mięso. Pożywiała się. Krew ściekała jej po brodzie i skapywała na nogi i podłogę. Dziwnie czułam się ze świadomością, że i na mnie ten obraz działał. Czułam silne podniecenie i gdybym tylko mogła, poocierałabym się z chęcią, dając sobie tę rozkosz. Co się ze mną dzieje?

Kiedy mięso zniknęło, a Nadia oblizała każdy paluszek, mogłyśmy przejść do rzeczy. Położyła się na boku, wciąż jednak mnie obserwując. Była taka spokojna i zaspokojona, choć podniecenie dalej wisiało w powietrzu. Nie tylko ja chętnie bym się poocierała. Ale nie to teraz było ważniejsze. Strażnicy w pomieszczeniu także musieli to czuć, ale nie zwracałam na nich uwagi. Teraz były ważniejsze sprawy.

– Wiesz, kim jestem? – zapytałam wciąż rozkazującym głosem, chociaż chciałam, by zabrzmiało to łagodniej. Chciałam rozmowy, a nie przesłuchania.

– Oczywiście. – odpowiedziała i widziałam iskierki rozbawienia w oczach. Jej głos był także szorstki, na granicy ludzkiego i zwierzęcego. Jak bardzo się zmieniła? – Nie zapomniałam niczego, chociaż mam czarną dziurę jeśli chodzi o większość pobytu w laboratorium. Ale wiem, co mi robiono, gdy byłam na wpół przemieniona i wiem, jak o nas walczyłaś. – to mi przypomniało, że przecież nie tylko Nadię i Gabe stamtąd uratowałam. Gdzie pozostali z tych klatek?

– Czy wiesz, gdzie są pozostali?

– Aker przeniósł ich do innego ośrodka. Nie byli do końca stabilni. Jego zapytaj, czy wciąż żyją, czy wykonał wyrok. Na mnie też wydał wyrok, ale… najwyraźniej miał sentyment, albo nie chciał cię skrzywdzić jeszcze bardziej. – dodała z uśmiechem. No tak, poddałam się badaniom i prawie umarłam, a wszystko, by zrozumieć ten czip i uratować Nadie. Miałam wówczas nadzieje, że jeśli uratujemy ją, uratujemy resztę. Przecież niemożliwe, by Lamia miała tylko jedno takie laboratorium. Z pewnością jest takich więcej, więc trzeba zrozumieć naturę nas, przemienionych i wiedzieć, jak postępować w przypadku kolejnych znalezionych.

– Jak to znosisz? – nie wiem, dlaczego o to pytałam. Każdy z nas przecież borykał się ze swoimi problemami. Musieliśmy zapanować nad drugą naturą. Im chyba było prościej, bo wcześniej byli zmiennymi, którzy już panowali nad swoją bestią. Ja nawet przed porwaniem nie panowałam nad sobą. A co dopiero teraz, gdy mam w sobie bardziej brutalniejszą i żądną krwi bestię?

– Radzę sobie coraz lepiej, ale nie zawsze jestem stabilna. Wiesz, czasem mi odwala. – zaśmiała się, ale nie był to przyjemny dźwięk. Przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Ona straciła tę swoją iskrę, radość. Teraz była maszyną do zabijania, jak ja. – Chcieli mnie już wypuścić, ale wtedy… trochę mi odwaliło. Teraz mam mocniej wzmocnione ściany i pewnie zwiększyli dawkę gazów. – uśmiechnęła się w stronę strażników. Musiała z nimi przecież rozmawiać, mieć w miarę dobre kontakty. Przesiadywała tu całymi dobami. Zresztą może nawet ich znała z przeszłości. Co prawda wcześniej służyła raczej dla Malwasa, niż Akera, ale niektórzy żołnierze może faktycznie byli też w dystrykcie szóstym.

– Nikt nie mógł nad nią zapanować, gdy … gdy i mi odwaliło a potem zemdlałam. – Hope usiadła obok mnie. Rozumiałam już, kiedy obie straciły nad sobą panowanie i co doprowadziło je do takiego stanu.

– Rozumiem, że także czułaś ból Gabe, ale sądziłam, że bardziej to uderzy w Hope. Ona nie jest nauczona bólu, jak my. – nie zamierzałam ubierać tego w jakieś specjalne słowa. Czułam potrzebę rozmowy wprost.

– Tak, ale ja …. Czułam rządzę krwi. Pragnęłam się pożywić, by wyleczyć rany, choć wcale nie byłam ranna. Wzięło mnie to z zaskoczenia i nie wiedziałam, co się dzieje. Nie wiedziałam, jak to odłączyć. No i nikt nie ostrzegł mnie, że coś takiego może mieć miejsce. – skinęłam głową na znak, że zrozumiałam.

– Nikt nie wie, Nadia, co w sobie jeszcze kryjemy i na jakim poziomie jesteśmy połączeni. Czy zdajecie sobie sprawę z tego, co to oznacza? Jeśli odczuwamy na taką odległość własny ból, to jak możemy wyczuć też innych? Możemy odnaleźć inne tajne laboratoria i uratować resztę. – zapaliłam się do tego pomysłu. Nie chciałam myśleć, ilu jest podobnych do nas, teraz być może walczących o własne przetrwanie.

– To nie działa w ten sposób. Gabe nie potrafił wyczuć innych, ale potrafił wyczuć nas. Aker sprawdził, czy Gabe będzie w stanie wyczuć tych innych uratowanych z tamtego laboratorium, ale się nie udało. Ale ciebie wyczuł. Tak jakby potrafił to zrobić tylko z tymi, których poznał, z którymi spędzał czas.

– Czyli co, obcych nie wyczuwamy, ale znajomych tak?

– To jak stado. – powiedziała Nadia, zwracając naszą uwagę. – Pomyśl, Miro. Byliśmy malutkim stadem odmieńców i to nas połączyło na poziomie, o którym nie wiedzieliśmy. Możemy odczuwać, nawoływać siebie. Wszystko jest teraz inne. Nie ma Gabe, ale jesteśmy my. Jesteś naszą alfą, zawsze byłaś. Zdominowałaś mnie. Czuję, że mam cię słuchać. – zmarszczyła brwi, jakby rozważała to, co powiedziała.

– To ma sens. – podsumowała Hope, marszcząc brwi. – Zbliżyliśmy się do siebie. Uspokajam was wszystkich, Gabe walczył dla ciebie. Potrafiłaś od samego początku wywołać u niego przemianę i podtrzymać ją. On tego nie robił, to tak jakby szło od ciebie. Może potrafisz to zrobić z Nadią? Wydaje się spokojniejsza, stabilniejsza odkąd Aker cię przywiózł. Kiedy uciekłaś… Nadia krążyła po swojej…. Chodziła cały czas. – Hope nie chciała nazwać tego wprost, celą, czym jedynie rozbawiła dziewczynę. Nie rozumiałam, jak mogłam mieć własne stado, prawie jak u zwierząt. Ale czy nie byłyśmy właśnie zwierzętami?

Aker wszedł do pomieszczenia. Chciał wyruszyć do mojej siostry. Nadia zbliżyła się do ściany i patrzyła na niego z pełnym oddaniem i pożądaniem. Kiedy jednak zawarczałam, wróciła na łóżko i tylko zerkała na nas. On był mój!

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 32.2

  1. Hm… Mira dorobiła się własnego stadka 🙂 małego ale własnego:-) Pokaz dominacji był pierwszorzędny i widać, że jest zazdrosna jak diabli o Akera.

    Lubię to

    • Przypomnij sobie, co kiedyś Aker powiedział Mirze podczas zdaje się kolacji w jej domu nt przynależności zmiennych, jak reagowali na swoich. To nie tylko zazdrość w odczuciu jakże ludzkim. TO sile poczucie przywiązania i oznaczania. Ech, jak ja uwielbiam tę parę 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s