LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 32.1

WESZŁAM CICHO do laboratorium. Musiałam się z nią zobaczyć. Nie byłam pewna, czy przeprosić, ale z pewnością porozmawiać. Pokazać się. Była teraz tutaj zupełnie sama, chyba że nawiązała jakieś kontakty z żołnierzami. Wątpiłam w to jednak. Była dotąd taka wycofana, nieśmiała. Nie wiem i chyba nawet nie chcę wiedzieć, co przeżyła w laboratorium Lamii. Przecież ona znacznie dłużej tam była ode mnie i znacznie dłużej unikała bestii. Do czego musiała być zdolna ta mała kobietka? O Gabe był dla niej tutaj oparciem, a ja ją tego nawet pozbawiłam. Nie powinnam w ogóle się nawet pokazywać, ale wewnętrzny głos powtarzał mi, bym się z nią spotkała. Zresztą za niedługo będzie miała mnóstwo pracy. Nie tylko ona. Każde laboratorium w Osadzie i to tylko dlatego, że znów ja coś odkryłam u siebie. Ben całe życie mnie okłamywał. Moja matka nie była jednak taka, jak zawsze myślałam. Sądziłam, że zginęła przez bestie, ale ona zginęła w ogromnej tragedii, dla mnie przynajmniej. Robiła rzecz nielegalną i przez to zmarła, a nie dlatego, że ktoś ze zmiennych ją po prostu zabił. Rozumiałam też po części nienawiść ojca do Zmiennych w Liberii. Nie Mieszańcy ją zabili, a właśnie wojska Akera. Ale ta cała nienawiść siała zbyt duże spustoszenie. Zbyt wiele pochowała niewinnych.

Hope pracowała nad czymś przy biurku. Widziałam opadnięte ramiona i zmęczenie nawet z tak wielkiej odległości, w jakiej się teraz znajdowałyśmy. Dotykała coś na ekranie swojego sprzętu i czytała uważnie. Nie zwracała nawet uwagi na mnie. Musiała wyczuć, że ktoś wszedł. Czy nagle tak zaufała tutejszym żołnierzom? Nie podobało mi się to, że straciła czujność.

– Cześć Hope. – powiedziałam cicho, nie ruszając się za bardzo z miejsca. Drgnęła i szybko podniosła głowę w stronę wejścia. Patrzyła na mnie z załzawionymi teraz oczyma i jedyne, co chciałam zrobić, to uciec. Mogłabym znieść jej złość, ale nie płacz. Nie zasłużyła na to, by przeze mnie płakać. Gdybym nie uciekła, Gabe nie poszedłby w teren i nie zginął taką śmiercią. Hope nadal by go miała tutaj. Żartowaliby sobie w laboratorium, nim on poszedłby na trening. Byli tacy nierozłączni. Nie wiem, czy po prostu trzymali się razem, czy może coś faktycznie było między nimi. Nie chciałam jednak w to wnikać. To by sprawiło mi większy ból po jego utracie.

– Miro… jesteś… – rzuciła mi się w ramiona. Cofnęłam się do drzwi, ale ona już obejmowała mnie i płakała w przód mojej bluzy. Skrzywiłam się i niezdarnie ją objęłam. Bestia we mnie warknęła na to stworzenie. – Bałam się, że już nie przyjdziesz do mnie nigdy… ja… ja czekałam na ciebie… – łkała.

– Uspokój się i usiądźmy. – czułam, jak drgnęła na mój suchy ton. Ale nie potrafiłam z siebie wykrzesać jakiegoś do niej współczucia. Miałam żal do siebie o to, co jej zrobiłam. Uratowałam ją z laboratorium, ale powinnam wtedy uprzeć się, by ją przeniesiono z daleka ode mnie. Nie powinna płacić za moją głupotę. Z drugiej strony wiem, że gdyby nie to wszystko, co zrobiłam, nigdy być może nie poznałabym prawdy o mojej rodzinie. – Jak to znosisz?

– Daję sobie radę. Aker daje sporo wsparcia. Podobnie żołnierze. Nie są tacy źli, wiesz? Chyba się już do mnie przekonali. – opowiadała dalej swoim cichym głosem, ocierając w rękaw łzy z twarzy. Płakanie robi taki bałagan.

– Ufasz im? Dobrze cię traktują tutaj?

– Oczywiście. Przynoszą mi jedzenie, gdy zapomnę iść do stołówki. Często też zaglądają po prostu pogadać. Aker wie, do czego miałam zastosowanie i pewnie dlatego inaczej mnie traktują niż was. – nas, mnie i Gabe. Ale jemu też zaufali, gdy wcielili go w oddziały i puszczali w teren. A może mógł wychodzić tylko z Akerem?

– To dobrze. Nie chciałabyś się przenieść do … ośrodków ludzkich? Wiesz, tam też są takie szpitale. Mogłabyś spokojnie tam żyć, bo nie ma tam wojsk i…

– Tu mi dobrze, Mira. Poza tym wy też potrzebujecie zespołu medycznego. Ranni są zawsze … nerwowi. Dlatego tu jestem. Potrafię uspokoić ich, dzięki czemu można przeprowadzić… zabiegi. – zrozumiałam. Ona miała taką spokojną aurę. Nic dziwnego, że każdy zmienny tak na nią reagował. A gdy jeszcze śpiewała cicho, albo chociaż nuciła, każdy się relaksował na tyle, że inni mogli podejść i przeprowadzić swoje zabiegi, operacje, czy choćby spojrzeć na rany. To był jej dar. Mimo to nie chciałam, by była gdzieś, gdzie może nie być bezpiecznie. – Poza tym chce być blisko Nadii. Ona… wiesz, że zrobiliśmy ogromne postępy? – to mnie zdziwiło. Zapomniałam o niej od czasu, gdy opuściliśmy laboratorium. Zdecydowanie powinnam bardziej się zainteresować jej stanem i tym, czy w ogóle żyje.

– Co z Nadią? – zapytałam szeptem, ściskając metalowy blat jej prowizorycznego biurka. Musiałam się czegoś przytrzymać.

– Jej czip był uszkodzony i źle się wrósł, przez co stała się… uszkodzona. Ale dzięki tobie i… Gabe… wiemy, czym jest ten czip i mogliśmy próbować jakoś go wyciągnąć. Ale wrósł się wraz z kośćmi, nie pozwalając na pełną przemianę. Zmienił ją na poziomie genetycznym, przez co stała się… mięsożercą.

– Mówisz o surowym mięsie, prawda?

– Tak. Im bardziej krwawsze, tym lepiej. Nie wiem, co badano w tamtym laboratorium, ale zmieniono nas wszystkich. Niby jesteśmy tacy sami, ale … pragniemy innych rzeczy, jesteśmy bardziej rozregulowani emocjonalnie. Działamy instynktownie. Na szczęście z Nadią znacznie lepiej. Wiesz, kiedy miała problemy ze wzrokiem, instynktownie łowiła mnie i Gabe. Koncentrowała się i potrafiła powiedzieć, gdzie teraz byliśmy. Wyczuwała nas, ale nikogo innego. To znaczy wiedziała, że ktoś jest z nią w sali, ale potrafiła powiedzieć, gdzie ja jestem, choć ja była znacznie wyżej od niej o parę dobrych pięter. Tak odkryliśmy, że potrafimy siebie wyczuć przez czip.

– Tak mnie znaleźliście, prawda? Gdyby nie Gabe, nie byłabym tutaj…

– Zgadza się. Kiedy Aker dowiedział się i nabrał pewności, że to działa, zebrał szybko oddział i ruszył za tobą. Nikt nie chciał uwierzyć, że po prostu uciekłaś i teraz jest z tobą dobrze. Czułam…. Ja czułam twój ból, jakby gdzieś na obrzeżach siebie.

– Odczuwasz nas? – to mnie przerażało. Skoro mogła czuć to, co ja, to czy mogła czuć także Gabe? I to w ostatnich jego chwilach? Spojrzałam na nią i nabrałam pewności. Siedziała skulona i trzęsła się. Patrzyła gdzieś w dal.

– Czułam go. Byłam wtedy na stołówce z innymi i nagle to poczułam. Zemdlałam z bólu. A gdy się obudziłam, wiedziałam już, że go nie zobaczę. Obiecał mi przed wyjściem, że zostaniesz sprowadzona do mnie. Ale byliśmy tacy niespokojni. Ciągle śniły mi się kruki na drzewie pozbawionym liści. Gabe chyba wiedział, że coś pójdzie nie tak. Nie chciał dzielić się ze mną snami. Ale tuż przed wyprawą spakował wszystkie swoje rzeczy do pudła i go zakleił. – widziałam jej kolejne spływające łzy, ale nie potrafiłam jej pocieszyć. Oni to przeczuwali? Jeśli tak, to dlaczego w ogóle wyszedł? I te kruki… Co oni właściwie nam zrobili? Jak bardzo nas zmienili w tym laboratorium i ile jeszcze jest do odkrycia?

– Chciałabym zobaczyć Nadię. – wyszeptałam, ale Hope jedynie skinęła głową potwierdzająco. Podeszła do lodówki i wyciągnęła pojemnik. Nawet przez metalowe ścianki czułam tam mięso i krew. Oblizałam bezwiednie usta.

– Zawsze jej coś zanoszę. Oni dają jej sporo mięsa, ale skoro ciebie tak dawno nie widziała, to powinnaś ty jej to dać. Przekupić. – uśmiechnęła się, ale nie widziałam tego promyczka w jej oczach, jak gdyby życie zabiło w niej tą radość. – I mam prośbę… nie miej pretensji jak ją trzymają. To dla bezpieczeństwa wszystkich. Ona nie zawsze potrafi być stabilna. Rozbiła wiele ścian, gdy … ja zemdlałam. – czyli, gdy umarł Gabe. Obie to czuły. Hope zemdlała, bo nie nauczona była takiego bólu. Jej delikatny organizm nie potrafił aż tyle go znieść. Jak się zachowywała Nadia pozostawiona gdzieś uwiązana i czująca śmierć naszego przyjaciela?

Reklamy

2 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 32.1

  1. Szkoda G, była z nich razem z Hope fajna paczka przyjaciół. Gabe był postacią, której śmierći każdy czytelnik żałuje, wnosił powiew normalności w życie Miry ( przyjaźń i przywiązanie). Na pewno odciśnie to na niej jakieś piętno i wpłynie na jej późniejsze zachowanie i postawę. Rozdział super:-)

    Polubienie

    • To prawda, Gabe był potrzebny Mirze w zachowaniu pewnej normalności. Z drugiej strony zginął, jak na żołnierza przystało. A i dzięki temu wszyscy, w tym sama Mira, dowiedzieli się o jej możliwej przemianie. I masz rację, to wpłynie na bohaterkę. Nie ma ona lekko, a tyle jeszcze ją czeka. Jednak wszystko, co przeżywa, prowadzi do podjęcia ostatecznej decyzji o jej dalszym postępowaniu 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s