LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 30.2

Wyszłam z brzucha swojej ofiary, wciąż krzycząc, wyjąc, warcząc. Nie wiem nawet, jaki to dokładnie był dźwięk. Wiem tylko jedno – gdybym usłyszała go gdzieś w oddali, uciekałabym jak najdalej. Nawet ja, bezpieczna gdzieś wewnątrz ciała, panicznie bałam się tego dźwięku.

Cała we krwi ugięłam swoje kolana i rozłożyłam ogromne jak na moją posturę, zmienione ramiona. Patrząc wprost na Mieszańców przede mną, zawyłam. Patrzyłam, jak część z bestii robi krok w tył. Nie chcieli już walczyć. Nie chcieli dać mi swojej krwi. Na polu walki zapanowała cisza, tylko oddechy.

Rzuciłam się na swoich przeciwników pierwsza. Nie mogłam pozwolić, by uciekli. Rozproszyli się, ale nic im to nie dało. Cięłam i gryzłam wszystko wokół siebie. Wskakiwałam na grzbiety i wyrywałam ich kręgosłupy. Wiem, że żyli, choć nie byli w stanie tego uleczyć. I dobrze, niech zdychają wolno. Im nie należała się litościwa kulka między oczy. Mieli widzieć, co robię z ich kolegami. Niech wiedzą, co czeka każdego, kto wejdzie mi w drogę.

Zatracałam się. Czułam to. Moja bestia stała się szalona z bólu. Ale nie tego fizycznego, od ran, które i tak odniosłyśmy. Zarówno ja, jak i moja druga natura, czułyśmy ból po Gabe. Odszedł, zostawiając nas same. Zbyt szybko. Uratował nas, a my nie mogłyśmy uratować jego. I wiem, że będę o tym śniła w swoich koszmarach.

Skoczyłam na kolejną bestię, szarpiąc ją za pysk, za górną szczękę, wyrywając ją. Bez tego, był nie zdolny do gryzienia. Ale nie wystarczyło mi to. Wbiłam mu swoje szpony w oczy, oślepiając go już na zawsze. Niech cierpi. Zeskoczyłam z jego grzbietu. Wył panicznie i miotał się wokół własnej osi. W szumie walki nie był w stanie usłyszeć, gdzie jestem. Nie był w stanie mnie wyczuć przez uszkodzony pysk. Złapałam jego kończynę i jednym ruchem złamałam ją. Potem następną. Czy się znęcałam? Oczywiście. Oni też nie zabijali po to, by zabić. Oni rozrywali na kawałki swoją ofiarę. Pozwalali mi patrzeć, jak powoli się nim zajmowali. Teraz spotka ich za to kara. Zostawiłam mu tylko jedną łapę przednią i odeszłam do następnego.

Patrzyłam wprost na Mieszańca. Ostatniego stojącego na polu walki. Cofał się. Czułam jego strach. Nie chciał walczyć. Układał swoje ciało w poddańczy sposób, ale nie brałam jeńców. Chciałam jego bólu i jego krwi. Jego wnętrzności na moich dłoniach.

Silny uchwyt na ramionach. Męski. Ludzki. I taki niechciany. Odwróciłam się z warknięciem i przejechałam pazurami wprost po klacie mężczyzny. Czułam jego zapach. Wydawał się znajomy, ale nie powinien mnie teraz łapać. Nie powinien przeszkadzać, gdy jeszcze jeden Mieszaniec pozostał żywy i nienaruszony. Mężczyzna mógł dostać bardziej, ale zdążył odskoczyć. Jego krew była teraz na moich szponach. Ciepła. Taka inna. Aromatyczna.

Odwróciłam się, ale Mieszańca już nie było. Jedynie cień uciekający między drzewami. Nie było już nikogo, z kim mogłam walczyć. Słyszałam nadal szum w uszach, a poza tym cisza.

Krakanie zwiastowało śmierć. Rozejrzałam się po ulicy. Wokół mnie same rozerwane ciała. Żołnierze dobijający kulkami tych, których zostawiłam przy życiu. Zbyt litościwi. Powinni ich zostawić. Cała ulica spływała w krwi. Czy śmierć zdążył wykopać tyle grobów?

Kruki przysiadły na zwłokach Mieszańców. Ich dzioby zanurzały się w miękkim i jeszcze ciepłym ciele. Każdy chciał coś z tego mieć. Dla nich zrobiłam ogromną ucztę. Szłam, pomiędzy zwłokami. Ptaki nie reagowały na mnie. Podnosiły tylko puste, czarne spojrzenia i wracały do swych ofiar. Naszych?

Uklękłam nad ciałem Gabe. Spojrzałam na spokojny wyraz jego twarzy, choć teraz całej w zaschniętej krwi i zniekształconej przez pocisk w czole. Jego ciało wróciło do ludzkiego wyglądu, jak gdyby śmierć nie była w stanie utrzymać jego bojowej formy. Ale może i lepiej? Chciałam go takiego właśnie pamiętać.

Pogłaskałam jego twarz, jak co jakiś czas robiłam. Delikatnie i z uczuciem. Chwyciłam bezwładne ciało i przytuliłam je do siebie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że się razem kołyszemy. Nuciłam coś pod nosem, nawet nie wiedząc, co to za melodia i skąd mi się wzięła. Nie znałam jej. Ale czułam, że jest bliska temu mężczyźnie. Może gdyby żył, powiedziałby mi, co ona oznacza i skąd pochodzi. Dlaczego ją znam? Czyżby przez te chipy? Jak wiele jeszcze rzeczy nosimy w sobie, nawet o tym nie wiedząc. Co tak naprawdę zrobiła nam Lamia w tamtym laboratorium? I czy ona w ogóle wiedziała, do czego może to doprowadzić?

Ktoś ukucnął naprzeciwko mnie. Znów poczułam ten zapach. Moje ciało się rozluźniło. Wiem, że teraz byłam już czysto ludzka. Ciało w silnych skurczach wróciło do starego wyglądu. Pozostawiając mi tylko wspomnienia o tym, jak mogę wyglądać. Spojrzałam w górę napotykając smutne spojrzenie Akera. Nie dotykał nas. Po prostu był przy nas. Przytuliłam bardziej ciało Gabe. Nie chciałam, by mi go teraz zabrali. Był mój. Ale jakaś część mnie wiedziała, że musimy iść. Ten, który uciekł, mógł wrócić z kolejnym oddziałem Mieszańców. Byliśmy zbyt wyczerpani walką. Sporo też żołnierzy straciło dziś życie.

Przytuliłam Gabe jeszcze bardziej. Kołysałam się dalej, śpiewając cicho jego melodię. Pożegnałam go na swój sposób. Ale nikt się do mnie nie zbliżał. Jakąś część mnie wychwyciła gojące się rany na klatce piersiowej Akera, tak charakterystyczne dla moich ataków. Zraniłam go. Mogłam go zabić. Byłam zbyt niebezpieczna w tym szale. Nie powinno mnie tu w ogóle być.

Zobaczyłam starca, opartego o łopatę na skraju lasu, a nad nim kruki.

Reklamy

4 komentarze do “LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 30.2

  1. Stwierdzam, że wykonałaś świetną pracę, oddałaś emocje w bardzo sugestywny sposób, ciarki na plecach.
    Dziwię się, że nie wydałaś żadnej książki, na pewno Ci się uda. Pozdrawiam

    Polubienie

    • Dziękuję ♥ Co do wydania, już dawno byłyby moje wszystkie w papierze, gdybym zgodziła się na współfinansowanie z wydawnictwami, a na to nie idę, więc robię to, co sprawia mi przyjemność – piszę 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s