LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 29.2

MASZEROWALIŚMY RÓWNYM KROKIEM, niezbyt szybkim, a mimo to czułam coraz większe zmęczenie. Aker szedł przodem, prowadząc pochód. Sam spoglądał na mnie co chwila, jak gdyby chciał się odezwać, powiedzieć coś, jednak po kolejnej próbie zaczepienia mnie, zrezygnował. Rzucał mi jedynie spojrzenia. Pomiędzy nami było trzech żołnierzy pilnujących, by jednak mężczyzna się do mnie nie zbliżył. Ja z pewnością nie miałam już ochoty na rozmowy z nim. Niby o czym? Dopóki nie zapanuje nad swoim głodem, każdym głodem, nie miałam ochoty pozostawać z nim samej. Dlatego nie reagowałam na żadną z jego prób. Wiedziałam, że w tym stanie i tak nie dałabym radę się wybronić.

Przeszywały mnie dreszcze, choć nie było mi zimno. Czułam, jak wszystko we mnie drży, jak żołądek się zwija w nieprzyjemny węzeł. Niby nic takiego się nie działo, a mimo to byłam niespokojna. Obejrzałam się parę razy do tyłu sprawdzając, jak Gabe radzi sobie na zamknięciu naszego orszaku. Aker rozdzielił nas odpowiednio. Sam chrząknął, ale nie patrzyłam na niego.

Na niebie zakrakał ptak. Spojrzałam w jego stronę. Pojedynczy czarny kształt. Nie wiem nawet, jak byłam w stanie go wyraźnie zobaczyć. Może to jedynie podpowiedź mojej wyobraźni, a jego wcale nie było? Jednak jeden z żołnierzy za moimi plecami postanowił pochwalić się kolegą swoim poczuciem humoru, naśmiewając się ze mnie, jak to wielka Mira boi się jednego ptaszka na niebie. Pewnie nic takiego, ale we mnie wciąż coś rosło, jakiś niepokój.

Rozejrzałam się na boki, ale nic nie zauważyłam. Na pobliskim drzewie przysiadło parę czarnych kruków.

– Wszystko dobrze? – spojrzałam na Akera. Nawet nie wiedziałam, że wszyscy stanęli, gdy się odłączyłam odrobinę od żołnierzy. Czekali na mnie, patrząc jak na wariatkę. Ale jak miałam im wytłumaczyć, że nie rozumiem tego, co się dzieje? – Mira? – dłoń Akera dotknęła mojego ramienia. Podskoczyłam.

– Tak, wszystko dobrze, ja tylko… ja… – ptaki znów zakraczyły, odwracając moją uwagę z mężczyzny na to drzewo.

– Postój! – krzyknął Aker do żołnierzy. Słyszałam cichy ich pomruk.

– Pójdę na stronę. – wyszeptałam zawstydzona. W sumie nie miałam potrzeby, ale chciałam być jak najdalej od nich. Moja bestia także była niespokojna.

– Czuję twój niepokój. Co się dzieje?

– Nie wiem. Nie rozumiem tego. Coś czuję, ale nie rozumiem.

– Jesteś przemęczona. – pewnie miał rację.

Okrążyłam ogromne drzewo. Po drugiej stronie zostawiłam jakże niezadowolonego żołnierza. Zamiast z kompanami, musiał niańczyć mnie w potrzebie. Stwierdziłam, że skoro już mamy postój, to może jednak wyjście za potrzebą nie będzie takie głupie. Sięgnęłam po spodnie, gdy ruch nieopodal przykuł moją uwagę.

Starzec kopał dół. Nieco dalej zauważyłam jeszcze więcej dołów. Zmarszczyłam brwi. Przypominał mi tego samego, którego spotkałam nad rzeką jakiś czas temu, gdy uciekałam do ojca. Podeszłam do niego i obserwowałam, jak kopie coraz głębiej w ziemi.

– Dlaczego kopiesz taki dół?

– Na trupa. – odrzekł, nawet nie patrząc na mnie. Nie wyglądał na zmęczonego, choć wykopał już całkiem duży otwór. – Łzy dziś płynąć będą, jak i krew, dziecko. Zdążyć muszę, nim trupami drogę zaścielą. – zmarszczyłam brwi. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że to nie był jedyny dół. Było ich tam sporo. Wszystkie świeżo wykopane, wciąż puste. Przeszył mnie dreszcz.

Kruk zakrakał w ciszy, a po chwili dołączyły do niego inne. Zerwały się z drzewa i odfrunęły. Poczułam, jak robi mi się coraz bardziej zimno. Spojrzałam na starca obok i prawie pisnęłam z przerażenia. Jego oczy były czarne, przypominały mi puste oczy ptaka.

– Idź, dziecko, czas na krew, czas na łzy.

– Czy ja dziś zginę? – wyszeptałam. Nie wiem dlaczego, ale wierzyłam, że mężczyzna przede mną istnieć nie powinien. Był zwiastunem, niemal jak kruki. Ale zwiastunem czego – mojej śmierci, czy był śmiercią w ogóle?

– Tik. Tak. Ulice spłyną krwią. Tik. Tak. Noc wzywa szaleństwem, a rano policzę ofiary. Tik. Tak. Kto następny? – dziadek podskakiwał dziwnie w ton jakieś sobie tylko słyszalnej muzyki, klaskał cicho w dłonie. Odeszłam od niego przestraszona. Nie wyglądał na świra. I choć tak się zachowywał, jego oczy nie spuszczały moich. Spojrzenie czarne, demoniczne, przeszywało mnie, jak gdyby szukało we mnie duszy. Moja bestia nawet nie warknęła. Ukryła się i po raz pierwszy wzięła na wstrzymanie. Instynkt podpowiadał, by natychmiast wrócić do żołnierzy i uciekać z tego przeklętego miejsca.

Pobiegłam do Akera. Z daleka widziałam ich siedzących na strzępach trawy. Pilnujący mnie żołnierz zerwał się za mną do biegu, pewnie nawet nie wiedząc, dlaczego tak szybko opuszczałam to miejsce. Wokół nas była cisza, zbyt idealna.

– Zbiórka! – krzyczałam biegnąc. – Uciekajmy!

– Mira, co się stało? Co zobaczyłaś?

– Śmierć. Aker, widziałam śmierć kopiącą groby. Dużo grobów. – Aker mocniej ścisnął moje ramiona. Spojrzał gdzieś nad moim ramieniem, ale nic nie zobaczy. Wiedziałam to.

Nad głową przeleciały kruki. Czarne. Kraczące złowieszczo. Drżałam.

– Proszę, uciekajmy. – szeptałam, patrząc błagalnie na Akera. – Ulicami spłynie krew, a śmierć kopie groby…. – potrząsnął mną, mocno.

– Uspokój się! – ale ja wciąż powtarzałam to, co zobaczyłam. Śmierć kopała dla nas groby, a nikt mnie nie słuchał.

Wycie po drugiej stronie był głośne i powtarzane wielokrotnie. Mieszańcy byli tuż za nami i właśnie się ujawnili. Ogromne bestie wybiegły zza drzew i biegły w naszą stronę. Widziałam żołnierzy, gotowych do walki. Aker zarządzający ucieczkę w stronę naszych kwater.

Szarpnięta przez żołnierzy i popędzana do dalszego biegu. Kolejni żołnierze biegli z Samem. Aker i Gabe kryli nasze tyły.

Odwróciłam głowę widząc, ile bestii zbliża się do naszego oddziału.

I doszło do mnie, że to nasze groby, bo nie mieliśmy wystarczającej ilości broni i żołnierzy, by wyjść cało przeciwko tym bestiom.

Żołnierze strzelali, ale wiedziałam, że to będzie koniec.

Przyspieszyłam bieg, prawie czując gorący oddech na karku.

Krzyk żołnierzy rozszarpywanych na kawałki przez wygłodniałych Mieszańców. I moje łzy, spływające po policzkach w czasie biegu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s