LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 28.2

WYSZŁAM NA KORYTARZ, gdy tylko sala szpitalna została całkowicie pusta. Moje oczy szybko przyzwyczaiły się do ciemności panującej w korytarzach. Skierowałam się do cel, gdzie wiedziałam, że przetrzymują Sama. Chciałam wiedzieć, dlaczego to zrobił. Zdradził mnie i zranił dotkliwie. Dobrze, że moja bestia szybko uporała się z utratą naszej krwi i zasklepiła wszystko, co mogła. Mimo to czułam, jaka jestem osłabiona. Potrzebowałam pożywienia dla odnowienia energii. Przydałby się także w miarę spokojny sen. Ale nie można mieć wszystkiego. Zapewne dostanę to, gdy dotrzemy do ośrodka Akera. Tam będę bezpieczniejsza, zwłaszcza w jego komnatach, o ile mnie jeszcze do nich przyjmie.

Sam siedział na leżance, pilnowany przez dwóch żołnierzy. Udawali, że nie zwracają na nas uwagi, ale ja wiedziałam lepiej. Byli wyczuleni na każdy ruch więźnia. Ale mężczyzna się nie poruszał. Siedział tylko sztywno z opuszczonymi ramionami, jak gdyby dźwigał tam ogromny ciężar. Widziałam w nim ból i rezygnację. Chyba się po prostu poddał. Gdy jednak mnie wyczuł, przygarbił się jeszcze bardziej.

– Zostawcie nas. – powiedziałam głośno do żołnierzy, nawet na nich nie patrząc. Obserwowałam swojego dawnego, bliskiego człowieka.

– Mamy rozkazy…

– To rozkaz. – wywarczałam. Wiem, że wyczuli ode mnie Akera. Chciałam sprawdzić, czy faktycznie uchodzę wśród jego poddanych za partnerkę prawie równą jemu. Wiem, jakie chodziły plotki. Teraz chciałam, by zrozumieli, że to nie tylko plotki. Liczyłam na to, że nie znają prawdy. Nie jestem jego żadną partnerką, nie mam żadnej władzy, tylko raz się przespaliśmy, a raczej nasze ciała i nasze bestie.

Zamknięty właz sprawił, że Sam podniósł na mnie wzrok. Nie mogłam patrzeć na jego udręczony wyraz twarzy. Na szczęście się nie poruszył. Oparłam się o ścianę tuż przy wyjściu. Mimo wszystko nie chciałam ryzykować. Nie po tym wszystkim, co mi zrobił. I zwłaszcza teraz, gdy czułam się taka słaba.

– Dlaczego mi to zrobiłeś, Sam?! – wyszeptałam cicho. Potrzebowałam tej rozmowy. Zrozumienia. I być może oczyszczenia tego czegoś między nami.

– Nie wiem… – cały czas kręcił głową, ale wiedziałam, że kłamał. Wiedział doskonale. Nie chciał jednak mi o tym powiedzieć.

– Sam… wiem, jak to jest radzić sobie ze swoją … drugą naturą. Każdego dnia, każdej chwili. Ale to, co się zdarzyło, to przecież nie ty. Nie mógłbyś…

– Skąd wiesz?! – jego głos teraz prawie ciął. Surowy, wyprany z uczuć. Chociaż nie. Jedyne uczucia, jakie mogły się w nim znaleźć, to złość. Frustracja może? Całe jego ciało krzyczało wręcz, każdy mięsień, każda mimika twarz mówiła mi, jak bardzo mężczyzna przede mną jest zły. Na mnie? Czy na sytuację? Nie wiedziałam. Czy chciałam wiedzieć?

– Mogłeś mnie skrzywdzić na tysiące różnych sposobów, ale nigdy tak, Sam. Nigdy w ten sposób. – i taka była prawda. Krzywdziliśmy się w przeszłości. Ale nigdy nie używaliśmy do tego siły. On zranił mnie fizycznie. Psychicznie wciąż dochodziłam do tego stanu zrozumienia, co by się stało, gdyby nam nie przeszkodzono. Zgwałciłby mnie, czy zjadł? Ani jedno, ani drugie nie było przeze mnie mile widziane. Chciałam swojego dawnego Sama, a nie mężczyznę tak zniszczonego i złamanego. Czas zmienił wszystkich, tylko ja zatrzymałam się w tym samym miejscu. – Sam, co się dzieje….

– Ona cię tak bardzo chce….

– Kto?

– Moja bestia… ta dzika część…. – skulił się jeszcze bardziej. Jak bardzo nie panował nad swoją drugą naturą, pozwalając, by do tego doszło? Czy jednak mogłam go za to winić? Nawet ja nie panuję nad swoją bestią. Akera także sprowokowałam do utraty kontroli.

– Czasem się zdarza, Sam. Każdy z nas traci kontrolę…

– Ona chciała cię posiąść… w każdy możliwy sposób… chcieliśmy byś była tylko nasza… nie jego, a nasza… – nawet na mnie nie patrzył. Po prostu mówił do swoich palców, wykręcając je w pewnie bardzo bolesny sposób. Warczał przy każdym słowie sprawiając, że drżałam. Powinnam wyjść? Powinnam kogoś tu mieć ze sobą? Chciałam prywatnej rozmowy, ale teraz zastanawiałam się, czy to był dobry pomysł. Czułam w powietrzu zawirowania, tak charakterystyczne dla zbliżającej się przemiany.

– Nie jego? O kim ty mówisz. Nie należę do…

– Należysz! On cię zmienił… należysz…. – spojrzałam na niego uważniej. Pięści zaciśnięte mocno, teraz praktycznie pobielałe z ucisku. Coraz głośniejsze warczenie, wręcz dudnienie wydobywające się z jego klatki. – Czuję, jak się boisz… czuję jak drżysz, choć stoisz daleko. Jestem taki głodny…. – jego ciało zaczęło się podnosić. Nie wstał, by podejść do mnie, jedynie wychylał się bliżej mnie, wąchając powietrze. Wkleiłam się bardziej w ścianę. Nie mogłam uciekać, to nauczyło mnie doświadczenie. Przesuwałam się powolutku w stronę drzwi, ale on warczał jeszcze głośniej. Gdy się zatrzymałam, warczenie ucichło. Moja bestia chciała się wydostać i pokazać mu, kto tu rządzi. Ale ja wciąż widziałam Sama, mojego dawnego Sama, a nie mężczyznę, który mógł nam zagrażać.

Drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka wkroczył Aker. Warknął na Sama tak, że moje ciało zaczęło jeszcze bardziej drżeć. Na szczęście na mężczyznę podziałało. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy, w pełnym wyzwaniu, jednak Sam po chwili wrócił do podziwiania podłogi. Aker delikatnie objął mnie i wyprowadził z celi. Nie opierałam się mu. Tym razem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s