LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 27.2

DOSTAŁAM CZARNE, przylegające do ciała spodnie z dziwnego materiału. Dość sztywnego, ale idealnie dopasowującego się do moich nóg. Na górę jedynie dostałam rozciągniętą bluzę i pod nią top na ramiączkach. Bluza zjeżdżała mi z jednego ramienia, odkrywając je. Musiałam podwinąć dość znacząco rękawy, długością jednak mi odpowiadała, sięgając dokładnie za tyłek. Wolałam nie chodzić w niczym zbyt dopasowanym wśród tych wszystkich mężczyzn. Nie wiem, skąd nagle moja skromność, widać jednak Emma doskonale wiedziała, czego będę potrzebować najbardziej.

Próbowałam chodzić. Widziałam, jak Aker i Emma byli w gotowości chwycić mnie w każdej chwili, gdyby jednak ciało mnie zdradziło. Zacisnęłam jednak zęby i stawiałam krok za krokiem. Czułam dziwne szarpanie w brzuchu, jak gdyby coś mnie ściskało, ale starałam się nie zwracać na to uwagę. Nie było problemu, gdy nie musiałam robić gwałtownych ruchów. Musiałam dać sobie radę. Owszem, w ramionach Akera, gdy mnie niósł, czułam się doskonale, ale nie chciałam okazywać słabości. Z jakiegoś powodu wciąż czułam, że mam być silna. A przynajmniej mają tak mnie widzieć.

– Co zrobisz z nimi? – patrzyłam wprost na swojego wybawiciela.

– Zabieramy je ze sobą do naszego szpitala. Przebadamy ponownie w naszych warunkach, mniej polowych i damy odpowiednią opiekę.

– A Emma? – uniósł lekko brew. W oczach widziałam odrobinę rozbawienia, jak gdyby wyczuł u mnie potrzebę kłótni, walki.

– Oczywiście jedzie ze swoimi pacjentkami i jeśli będzie chciała, może pracować w naszym szpitalu. – uśmiechnął się lekko, ledwie unosząc kąciki. Prychnęłam prosto w jego twarz i odwróciłam się. Musiałam zobaczyć to, co było zakryte.

Podeszłam do parawanu. Słyszałam ostrzeżenia Emmy, że być może nie powinnam, ale czy ja kiedykolwiek kogoś słuchałam aż tak? Powoli odsłaniałam materiał zakrywający postać leżącą na końcu korytarza.

Nogi mi się ugięły. I gdyby nie ramiona Akera, pewnie teraz leżałabym teraz na tej podłodze. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Na metalowym łóżku z dodatkowym materacem leżała młoda dziewczyna. Nie wiem, ile mogła mieć lat, ale do pełnoletności z pewnością jej brakowało. Wyglądała niemal jak chochlik. Drobna postura, alabastrowa karnacja i takie lekko odstające małe uszka. Jej brudne blond włosy rozsypane były na poduszce. Patrzyłam na te małe dłonie, które leżały zwinięte w pięści na prześcieradle. Rzeźbione usta były mocno zaciśnięte. Widziałam lekko zadarty nosek i oczy, choć zamknięte teraz, miały kształt migdałów. Musiała być naprawdę piękną nastolatką. Ale nie to sprawiło, że prawie padłam na ziemię. To jej ogromny brzuch, przykryty dodatkowym okryciem. Ta mała istotka nosiła dziecko. A po zaciśniętych mięśniach nie sądzę, by zaszła dobrowolnie. Poczułam łzy spływające po moich policzkach. W jakim ja świecie żyję, by doczekać czegoś takiego? I ojciec o tym wiedział? Godził się.

Ramiona Akera objęły mnie mocniej, przyciągając do siebie. Pocałował mnie delikatnie w głowę, choć czułam, jak i na niego podziałał ten widok. Wszystko w nim drżało z wściekłości. Znów czułam tą dziwną energię w pomieszczeniu, jaka wychodziła od tego mężczyzny. Sprawiała, że drżałam.

– Nią też się zajmiemy, najlepiej jak będziemy potrafili.

– Ben… on… on pozwalał na to wszystko…. Boże…. – opadłam na niego. Nie miałam już sił na to wszystko. Zbyt wiele naraz spadło na mnie.

Ojciec, którego tak pragnęłam znaleźć i się do niego przyłączyć okazał się jeszcze gorszym potworem, niż sama Lamia z jej laboratoriami. Oboje siebie warci. Skoro tak bardzo Ben chciał mieć pod swoimi rządami Mieszańców, dlaczego sam nie chciał się przemienić? Oznaczałoby to ryzyko własnego zdrowia, ból przemiany. Był zbyt wielkim tchórzem, by nawet próbować.

I w tej jednej chwili znienawidziłam swojego ojca.

– Wracajmy do domu. – wyszeptałam, odwracając się przodem do Akera, otulając go ramionami.

Musiałam poczuć się znów bezpiecznie.

Mocno przyciągnęłam go do siebie, chłonąc wszystko, co mógł mi teraz dać.

Znów pocałował mnie w głowę i przez chwilę tak trzymał w swych objęciach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s