LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 25.2

GŁASKAŁ MNIE delikatnie po włosach. Czułam, jak wdychał mój zapach włosów. Nie wiedziałam, jak miałam na to reagować, ale z pewnością nie chciałam się teraz wyrywać. Potrzebowałam komfortu, który mi dawał tylko przytuleniem. Zapomniałam już, jak to jest czuć po prostu ramiona bez podtekstów seksualnych. A przynajmniej miałam nadzieję, że Sam tak też to odbierał. Nie rozmawialiśmy. Musieliśmy przetworzyć wszystkie informacje. A ja nie mogłam pozbyć się uczucia, że powinnam wracać albo uciekać. Nie chciałam już tu być. Nie z Benem i Lamią, którzy tak dobrze dogadali się w sprawach przemian. Nagle się okazało, że przez lata próbowali prowadzić doświadczenia na nieświadomych wojownikach. Nikt nie zapytał, czy ci ludzie chcieli zostać przemienieni. Nikt nie przejmował się tym, że coś może pójść źle i umrą podczas nawet tych dziwnych zastrzyków. Po prostu sprawdzono, czy się uda i tyle. Nie przejmowali się nawet tym, że stracili całe oddziały w walce, a mogli stracić jeszcze więcej, gdyby przemiana nie poszła tak dobrze. I co czuł Sam, który nagle stał się tym, z którym przyszło mu walczyć? Musiał nagle zrzec się człowieczeństwa i nauczyć się żyć na nowo wraz ze swoją bestią. Tak, jak ja? Nie byłam pewna. W gruncie rzeczy ja przeszłam przez wszystko w miarę łagodnie przecież.

Nie zwracałam uwagi na to, co dzieje się wokół mnie, tak zatopiona byłam w myślach. Sama usta już nie tylko całowały moją głowę, moje włosy. Nawet nie wiem, kiedy przeniósł się nagle na moją twarz i szyję. Nie spodziewałam się tego. Chciałam odskoczyć od niego, ale męskie dłonie trzymały mnie zbyt mocno. Na tyle, że z pewnością będąc w pełni ludzką istotą nabawiłabym się siniaków.

– Sam, proszę, przestań. – szeptałam wciąż wciśnięta w jego ramiona. Jednak on mnie nie słuchał. A może nawet i nie słyszał? Nie byłam pewna. – Sam! – odepchnęłam się od niego, używając siły mojej bestii. Jego zmienione oczy patrzyły na mnie z ogromnym głodem. Polował, a ja miałam być dla niego zwierzyną, nagrodą. Widywałam już takie oczy i wcale nie chciałam ponownie ich widzieć. Przed oczami stanęła mi gwałcona kobieta przez Mieszańca. Sam miał dokładnie taki sam wyraz oczu, jak tamten. Znajoma mi twarz zmieniła się w okrutną, pełną seksualnego głodu i jakże surową.

Szarpnął mocniej kocem na tyle, że ześliznął się po moim ciele. Krzyknęłam bardziej z zaskoczenia jego brutalności. I choć wiem że powinnam pozostać spokojna, czułam zbliżającą się panikę. Byliśmy sami, w wąskim i zamkniętym pomieszczeniu. Nie miałam szans się stąd wydostać. Obronić prawdopodobnie także nie, chyba że próbowałabym zabić. Jednak mimo wszystko nie chciałam skrzywdzić Sama tak, jak bardzo nie chciałam by to on skrzywdził mnie.

Sam pociągnął mnie za włosy. Mocno. Na tyle silnie, że nie utrzymałam równowagi. Upadłam wprost na leżankę, z której wcześniej się zerwałam do ucieczki. To była chwila, gdy mężczyzna opadł na mnie. Jedną swoją dłonią przytrzymał moje dwie. Drugą natomiast podciągał coraz bardziej stary top na ramiączkach, w który byłam ubrana. Czułam, jak jego pazury kaleczą moje ciało, gdy szarpałam się na tyle, by się wydostać. Szukałam drogi ucieczki, pomysłu, czegokolwiek. Jednak nie miałam żadnych szans. Moja bestia warczała w ostrzeżeniu. Nie akceptowała bestii Sama. Nie chciała z nim się bawić. Pokazywała mi obrazy gryzienia, rozdzierania gardła, drapania i wszystkich rzeczy, które najchętniej by teraz zrobiła, gdybym ją wypuściła na wolność. Musiałam jednak ją wstrzymać, zamknąć szczelnie w klatce i zostawić na sam koniec, gdy sama już nie będę potrafiła niczego wytrzymać. Wciąż miałam nadzieję, że jednak Sam się opanuje. Nie chciałam go zabijać, albo tak bardzo okaleczać. Mężczyzna jednak nie poprzestał na tym. Jego ręką zaczęła mocno zaciskać się na mojej piersi. Obniżył się jednak tak, by dotykać ustami i policzkiem mojego brzucha. Nie chciałam do tego dopuścić. Moja bestia zawsze chowała to miejsce. Jedno z najbardziej delikatnych. Tylko Aker miał prawo do tego miejsca. Między innymi do tego. Jemu mogłam wraz z bestią je okazywać i pozwalać mu tam dotykać, leżeć, ocierać się. Nie Sam. Nigdy nikt inny.

– Taka słodka. Pachniesz jedzeniem….

– Sam…. Proszę… – ale on jedynie potrząsnął głową, po czym polizał mnie po całej długości od gumki starych bokserek po mostek. Jedno liźnięcie, a we mnie wzrastała chęć mordu. – Sam, błagam, powstrzymaj się… Powstrzymaj swoją bestię.

– Nie. – wywarczał i nie było już w tym głosie za wiele z mężczyzny. – Ja też chcę cię mieć, nie tylko tamten. – nie rozumiałam, o kogo innego mogło mu chodzić, przecież chwilowo nie miałam żadnego innego mężczyzny. Chyba, że zrobiono mi coś, gdy byłam nieprzytomna.

Zaczęłam się szarpać jeszcze bardziej, raniąc mocniej swoje ciało o jego wysunięte pazury. Czułam, jak przecinają mi skórę. Krew spływała lekkimi stróżkami po moim ciele wprost w materac leżanki. Warczałam na niego w ostrzeżeniu, ale nie reagował. Kopałam mocno nogami, ale po chwili powstrzymał i je, mocno przygniatając je swoimi do podłoża. Nie miałam już praktycznie żadnych szans. Był dziwnie wygięty na tyle, że nie miałam możliwości zepchnięcia go, gryzienia, kopania, drapania, ani nawet uderzenia. Odebrał mi każdą z możliwości.

Dochodziły do mnie stłumione głosy z zewnątrz. Słyszałam ryczenie innej bestii gdzieś w oddali. Strażników przebiegających za drzwiami. W korytarzach panowało poruszenie, ale nie miałam co liczyć, że ktoś z nich wpadnie przez te drzwi i mnie uratuje od Sama, tracącego całkowicie kontrolę nad sobą.

Mój krzyk przeszył pomieszczenie. Spojrzałam w dół. Tuż pod pępkiem miałam krwawiący ślad po świeżym ugryzieniu. Sam zlizywał krew wokół rany, wciąż ją podgryzając. Próbowałam się wyrwać, krzyczałam i warczałam. Ale im bardziej próbowałam się bronić, tym mężczyzna bardziej mnie kaleczył. Ponowił mocne ugryzienie, jak gdyby to jedno mu nie wystarczyło. Rany krwawiły coraz bardziej, a ja wciąż krzyczałam. Przepełniała mnie panika, ból i frustracja, że nie mogłam poradzić sobie z tym wszystkim sama.

Mocne kopnięcie w drzwi.

Krzyknęłam bardziej, ale Sama szpony wbiły się w moje ciało, kalecząc zarówno ręce tuż pod nadgarstkami, jak i prawy bok ciała. Czułam, jak pazury zatrzymują się na żebrach.

Kolejne kopnięcie drzwi sprawiło, że wypadły całkowicie i z hukiem runęły na ziemię.

Sam ugryzł mocniej, wywołując następny krzyk pełen rozpaczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s