Mroczni. Nadia–Rozdział 16.2

– Nadia….

Gdzieś, jakby w oddali, słychać nawoływania. Ale to zaprzeczałoby wręcz gorącemu dotykowi, jakie czułam na swojej skórze. Zupełnie, jak gdyby muskały mnie małe ogniki. Parzyło. Próbowałam otworzyć oczy, ale byłam zbyt wyczerpana. Nie czułam już tego potwornego bólu, ale nie czułam także się zbyt dobrze. Zawartość żołądka dziwnie przypominała mi breję, która podchodziła coraz bliżej gardła.

Przez chwilę czułam, jak gdybym opadała, a chwilę potem zwróciłam wszystko, co posiadałam w sobie. Targały mną wciąż torsje, gdy ktoś za mną przeklinał niemiłosiernie. Chciałam się podnieść, utrzymać się sama na klęczkach, jednak ręce przypominały mi galaretki. Nie byłam w stanie ruszyć się choćby na chwilę. Ktoś trzymał moje włosy, gdy wciąż płakałam i próbowałam powstrzymać nudności. Nadal nie czułam jednak niczego, poza tym dziwnym stanem niemocy.

Wytarto mnie czymś zimnym, co zostawiało po sobie mokre ślady. Zmarszczyłam brwi, próbując zrozumieć, co się dzieje. Ocierano mnie śniegiem? Przypomniałam sobie ten stan nad zamarzniętym jeziorem. Ogromne pokłady bólu. A potem nic – czarna plama. Chyba zemdlałam.

Uniosłam lekko powieki. Widziałam jaśniejące niebo, ale wciąż była noc. Może tuż przed świtem? Nadal było widać gwiazdy. Do uszu docierały mnie odgłosy kroków. Dopiero teraz zrozumiałam, że czuję się tak lekko, jakbym leciała. Ktoś musiał mnie nieść. Z ogromnym wysiłkiem odwróciłam głowę w drugą stronę.

– Ian… – wychrypiałam, bardziej przypominało to cichy szept, wręcz wydech niosący jego imię, niż faktycznie mój głos. Miałam problemy z mówieniem. Mężczyzna jednak spojrzał na mnie w dół i lekko się uśmiechnął.

– Nareszcie dochodzisz do siebie. – mówił powoli i cicho, niemal jak do dziecka, które nie wiadomo, czy rozumie w tym języku. Pewnie w innej sytuacji bardzo bym się zdenerwowała, ale teraz było mi wszystko jedno. – Zaraz będziemy w chacie, to się ogrzejesz i dojdziesz do siebie. Ja… posprzątam bałagan. – nie rozumiałam, co się stało. Jaki bałagan? Przecież ja tylko uciekłam z domku. Czy Connor i reszta mnie szukają? Czy właśnie do nich wracamy?

Otworzyłam ponownie oczy, gdy poczułam pod sobą coś miękkiego i ciepłego. Leżałam na jakieś leżance, a pode mną przyjemny w dotyku koc. Ian wykręcił myjkę i chciał mnie otrzeć. Mył mnie? Spojrzałam po sobie i prawie krzyknęłam z przerażenia. Byłam naga i cała we krwi.

– Ian?! – nawet nie byłam w stanie powstrzymać swojego przerażenia w głosie. Odskoczyłam od niego odrobinę chcąc dowiedzieć się, co właściwie się stało. Mężczyzna odłożył myjkę do wiaderka z różową wodą. Zabarwioną moją krwią. Sam zresztą był ubrany jedynie w spodnie dresowe, choć w chacie nie było zbyt ciepło.

– Nie jesteś ranna. Sprawdziłem. Czy pamiętasz cokolwiek? Możemy rozmawiać, ale muszę z ciebie to zmyć. Dobrze? – unosił ręce, jakby na znak poddania. A potem ponownie wykręcił myjkę i powolnym ruchem przejeżdżał nią po moim ciele. Patrzyłam uważnie na to, co robi. Czując nie tylko zażenowanie i strach przed tym, co mogło się wydarzyć. Jednak gdzieś na skraju pojawiało się znów pożądanie. Wszak leżałam przed nim naga, on też był prawie bez niczego. Byliśmy tu sami. On jedynie uniósł brew, jak gdyby wyczuwał mój stan. Chrząknął i zaczął się odrobinę wiercić na siedzisku. – Co pamiętasz? – zapytał dziwnie zachrypniętym głosem. Czyżbym jednak na niego działała? Nawet taka – we krwi?

– Nasze spotkanie przy zamarzniętym jeziorze. A potem… potem pamiętam, że wszystko mnie strasznie bolało.

– Nic więcej? – pokiwałam przecząco głową. Wypłukał myjkę i bardzo starannie mył teraz mój brzuch. – Jak się czujesz? Co dokładnie teraz czujesz?

– Zażenowanie? Odrobinę strachu…. i ….

– Pożądanie, wiem… czuję. Ale zamknij oczy i powiedz, co jeszcze czujesz. Skup się na… na sobie, sobie całej. – nie rozumiałam, ale zamknęłam oczy. Jeśli to dla niego takie ważne, dlaczego miałabym nie spróbować?

I wtedy to poczułam. Moja druga natura, której tak się bałam i nienawidziłam jednocześnie, nie rozumiałam jej. A teraz ona gdyby mogła, skakałaby z radości. Była szczęśliwa. Usatysfakcjonowana?

– Czuję się… wolna… szczęśliwa… to jak po godzinach treningu, albo biegu….

– Endorfiny… co dalej, Nadia?

– Zadowolona. Pełna? – ale on skinął głową, przecierając teraz moje piersi. Czułam, jak ciało zadrżało. Bez patrzenia wiedziałam, że moje sutki stoją na baczność. Spojrzałam na Iana. Miał zaciśniętą mocno szczękę i taki udręczony wyraz twarzy. Uwagę jednak przyciągnęła mi wypukłość w jego spodniach. Zagryzłam wargi czując, jak cała jestem wypełniona podnieceniem. Pragnęłam go tak bardzo. Zacisnęłam uda, by nieco ulżyć. Ian warknął, próbując dalej zmyć ze mnie krew.

– Wybacz…. nie mam prysznica… – szeptał chrapliwie. Podobało mi się to. Mogłam sobie wyobrażać, że reaguje tak tylko na mnie, a nie na każdą dziewczynę. Teraz byliśmy przecież tu tylko my, prawda? A ja bardzo liczyłam na to, że nie znajdą nas zbyt szybko Connor i reszta.

To była jedna mała chwila, gdy moje ciało poruszyło się szybciej, niż nawet o tym pomyślałam. Sekundę później siedziałam okrakiem na kolanach Iana. Ocierałam się o jego wypukłość miejscem, które bolało mnie z pragnienia. Patrzyłam mu w oczy, ale straciły swoją barwę. Teraz były dzikie. Jego usta zaatakowały moje z taką siłą, że prawie wybiliśmy sobie zęby. Smakował potrzebą, pragnieniem i desperacją. Drapałam jego plecy z przyjemności, wijąc się na nim, w dążeniu do przyjemności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s