Mroczni. Nadia–Rozdział 14

ROBIŁO SIĘ CORAZ zimniej. Connor zadbał o wypełnienie mojej garderoby odpowiednią odzieżą, a mimo to wciąż było mi straszliwie zimno. Zbiegałam każdego ranka po schodach szukając dowodu, że Ian tu był. Czasem znajdowałam jedynie pozostawioną karteczkę z informacją dotycząca prowadzenia domu. Gdy tydzień temu naprawił stopień, znalazłam karteczkę przy ekspresie, bym uważała na trzeci schodek na zewnątrz. Innym razem zrobił zakupy i także wówczas znalazłam informację. Przedwczoraj znalazłam pustą kartkę i nad nią jego pochyłym pismem prośba, bym wpisała to, czego potrzebuję. Patrzyłam na tę listę z kubkiem kawy i jedynie wpisałam: „Wróć”. Przecież to było jedyne, czego potrzebowałam . Naszych rozmów, nawet kłótni. Brakowało mi jego obecności. Tęskniłam za nim i nie rozumiałam. Przecież tamten pocałunek nie był czymś złym. Może nie potrafi na mnie spojrzeć po tym, co zrobiłam w lesie? Poczułam ponownie do siebie wstręt. Wystarczy, że śnią mi się koszmary.

Zwiększyłam w ostatnich dniach dawkę koktajlu witaminowego. Wypiłam dziś rano trzy butelki, tak mi smakował. Nie miałam nawet, kogo zapytać, czy mogę przyjmować go więcej. Wiem jedynie, że czułam się po nim znacznie lepiej. Przestawałam być otępiała. Miałam więcej energii, niż po wypiciu kaw. Dostałam kolejny telefon od Connora, że wracają na dniach. On, jako jedyny, pytał o mój stan, co robiłam. Brzmiał naprawdę na zainteresowanego, a ja tak bardzo nie chciałam go rozczarować.

Opatulona w kurtkę i szal, otworzyłam drzwi baru. Skrzywione spojrzenie jednego z klientów powitało mnie na wejściu, pewnie chodziło o wpuszczanie tego przeraźliwego zimnego wiatru. Szybko zamknęłam za sobą drzwi. James stał za barem i rozmawiając z Bertem, wycierał kolejny kufel. Przywitał mnie skinieniem. Za to Starzec uśmiechnął się do mnie. Wciąż go uwielbiałam, pomimo wszystko. Przebywając z nim, przypominałam sobie o wypadku w lesie. Nie chciałam jednak dać po sobie poznać niczego. Nie po to przecież Ian tak się namęczył, prawda? Miasteczko wciąż żyło tą historią. Znaleziono jedno ciało, drugi był w stanie ciężkim w klinice. Niedaleko także znaleziono sarnę, równie rozerwaną, jak jeden z mężczyzn. Stwierdzono, że jakaś zwierzyna musiała przebiegać, albo piani mężczyźni natknęli się na polującego dzikiego. Wszak przy mężczyznach znaleziono sporo alkoholu, a i we krwi jej mieli sporo. Jedyny ocalały z paczki – Joey, ubolewał nad tym, co stało się z kolegami i opowiadał, jak bardzo żałuje, że go tam nie było. Ale ja doskonale pamiętam, że tam był. On zaczął wszystko, a potem uciekł. Czy mnie pamięta? Czy wie, że to ja?

– Jutro przyjeżdża Connor. Możesz nie przychodzić w weekend do pracy. – uśmiechnęłam się do swojego szefa. Całe miasteczko sądziło, że coś jest pomiędzy mną, a moim opiekunem. Prócz jednej kobiety, policjantki, która czujnie mnie obserwuje czasami, ale nigdy nie była dla mnie nieuprzejma.

– Dziękuję. Chciałabym wszystko przygotować na jego powrót. Matthew też będzie?

– Jak się uda. Ale na dniach też powinien się zjawić. – skinęłam głową widząc, jak jedna z kelnerek wychodzi zza kurtyny. Widziałam, jak była rozpalona – czerwone policzki, jeszcze kropelki tuż przy włosach, szkliste spojrzenie wciąż nieobecne. Poprawiła ubranie i poszła w stronę garderoby, pewnie by się odświeżyć. Zmarszczyłam brwi. Wciąż James mi nie powiedział, co tam jest, ale od samego początku powiedział, że mam tam nie wchodzić. Cokolwiek tam było, kojarzyło mi się z burdelem. Dlaczego wchodzili tam mężczyźni i kobiety, a potem wychodzili tacy rozpromienieni? A wiem, jak Kate uwielbia flirtować i dorabiać na boku. Kto teraz skorzystał z jej usług?

Potrząsnęłam głową nie chcąc nawet się nad tym dłużej zastanawiać. Czy chcę znać wszystkie sekrety tego miasteczka? Przecież spokojniej żyje się w niewiedzy, prawda? I wtedy wyszedł mężczyzna zza kurtyny mężczyzna, którego pamiętałam jak przez mgłę. Jeden z tych, którzy podążali za Connorem. Spojrzał na mnie, lekko skinął głową. Zamówił piwo i udał się do odosobnionego stolika w rogu sali. James natychmiast nalał i kazał mi zanieść. Bert uważnie obserwował swoje palce na blacie. Wszyscy zatem tu się godzili na takie rzeczy? Nie mogli, na przykład, robić tego w samochodzie, za budynkiem, albo w domach? Chociaż tu z pewnością James dawał im komfortowe warunki.

Moja ciekawość wciąż prowadziła mnie za tę kurtynę. Czasem ciało prawie samo tam prowadziło, choć nie odważyłam się nigdy złamać przyrzeczenia danego szefowi, że tam nie pójdę. Sprawdzali mnie, czy nie chcieli bym o tym wiedziała? Najwyraźniej prawie wszyscy wiedzą.

* * * * *

OTWORZYŁY SIĘ DRZWI i do środka wdarł się późno jesienny, mroźny wiatr. W powietrzu miałam wrażenie, że czuć było zimę, moją ulubioną niegdyś porę roku. I choć w dzieciństwie bardzo marzłam w tamtym okresie, kochałam bieganie po świeżym śniegu, albo podziwianie tych drobinek białego puchu w powietrzu. Nocami wykradałam się z domu, by podziwiać gwiazdy. Zapachy o tej porze roku, także były intensywniejsze. Mogłam wyczuć każdego zbliżającego się do naszej przyczepy i to z odległości tak bardzo odległej, o jakiej ludzie mogli tylko pomarzyć. Wtedy nie rozumiałam, dlaczego Mama tak dziwnie na mnie patrzy, gdy jej mówiłam, że zbliża się wujek Sam. Faktycznie, jechał do nas, ale wciąż był zbyt daleko, by w ogóle usłyszeć jego warczący silnik. Ja jednak wiedziałam już, że zmierza w naszym kierunku. Zawsze jednak Mama kazała mi się zamknąć. Miałam ją tylko ostrzegać, gdy wyczuję obcych albo policję. Może dlatego nigdy zimą nie byłyśmy zaskoczone wizytacją z opieki, policją i innymi służbami. Na czas Mama zdążyła odpalić piecyk i dobrze mnie ubrać, sama także układając swoje rozczochrane włosy. Gdy pukano do drzwi, na ogół udawałyśmy, jak świetnie bawimy się podczas śniadania, czy gotując razem obiad. Dlatego nigdy nie zabrano mnie od Mamy. Teraz jednak rozumiałam, jak bardzo w tamtym czasie, byłam wykorzystywana i znienawidzona przez własną rodzicielkę. Pragnęłam tylko jej miłości.

– Piwo. – potrząsnęłam głową i spojrzałam na Joeya, stojącego po drugiej stronie lady. Nie obserwował mnie, tylko patrzył za Kate. Szybko nalałam mu trunku i podałam uważając, by go nie dotknąć. Brzydziłam się tego mężczyzny. Czy jego ojciec zdawał sobie sprawę, co naprawdę zrobił Joey z kolegami i dlaczego teraz miasteczko było w żałobie? Musiał zdawać sobie sprawę, że to nie jakaś dzika zwierzyna wyszła na polowanie. Bałam się jednak kogokolwiek o to zapytać, a jedyna osoba, z którą mogłam o tym porozmawiać, unikała mnie od tamtego incydentu.

Podałam mu piwo i odeszłam na bezpieczną odległość. Rzucił pieniądze na ladę i odszedł, nawet nie zerkając w kierunku. Szybko naliczyłam rachunek, a resztę wrzuciłam do skarbonki na napiwki. Nie chciałam jego pieniędzy. Był podłym człowiekiem, choć tylko człowiekiem. Jak Jack mógł mieć takiego syna?

Widziałam, jak kolejna osoba wchodzi za kotarę. Zmarszczyłam brwi. Dziś był tam większy ruch, niż do tej pory widziałam.

– Przez ten wypadek zjeżdżają się Mroczni. – Starzec odpił odrobinę piwa. On wszystko wiedział i wciąż był moją skarbnicą wiedzy. Czyżbym to ja z Ianem odpowiadała za ich przyjazd?

– A co ma do tego kotara? – zapytałam, cicho licząc, że opowie mi jakąś historię o tym miejscu, ale mężczyzna tylko się skrzywił i w ciszy pił dalej piwo. – No, jak to jest, że masz historie o wszystkim i wszystkich, a o tamtym miejscu nie masz?

– To nie jest miejsce dla ciebie, Promyczku. – ostatnio tak zwykł mnie nazywać. Stwierdził, że rozświetlam mu każdy dzień i daję powód, by znów tu wracać. Cieszyło mnie to, bo uwielbiałam z nim rozmowy. Często nawet nie liczyłam za dolewki. Kupował jedno piwo, ale dostawał trzy dodatkowe tylko po to, by przesiedział ze mną większość zmiany tutaj.

Kotara się poruszyła. Widziałam, jak Kate ponownie chciała ruszyć w tamtym kierunku, ale Joey mocno ją trzymał za nadgarstek coś tłumacząc. Widziałam ich skrzywione miny. Spojrzałam w stronę zakazanego miejsca. Ciągnęło mnie coraz bardziej, choć nie tylko ciekawość. Była w tym wszystkim jakaś potrzeba, której nie rozumiałam. Przyciąganie. Oblizałam wargi i wtedy zauważyłam, że jestem obserwowana. Spojrzałam w kierunku mężczyzny pijącego piwo w zaciemnionym rogu sali. To ten sam, który bywał z Connorem. Ten sam, który wyszedł niedawno zza kotary. Teraz obserwował mnie i moje napady ciekawości.

Tej nocy odprowadził mnie wilk. Szłam opuszczoną przez wszystkich drogą, opatulona mocno w kurtkę i szalik, marząc tylko o ciepłym domu. Wiedziałam, że jak zwykle w ostatnim czasie, dom będzie już nagrzany, kawa będzie gotowa, ale Iana nie znajdę w środku, co wprawiało mnie w ogromny smutek. Na skraju lasu dreptał ciemny wilk. Przez chwilę mu się przyglądałam. Dał się zobaczyć, ale gdy chciałam podejść bliżej – uciekał. Wiedziałam jednak, że odprowadza mnie jedynie do domu. To sprawiło, że poczułam się nieco pewniej i mniej samotnie. Patrzyłam na niego, idąc prostą drogą w stronę domu. Widziałam jego lśniącą sierść. Pragnęłam móc zmienić się i biec wraz z nim. Ku wolności. Pozostawić za sobą jakże ludzkie problemy, dylematy. Po prostu zapomnieć o wszystkim i słuchać jedynie instynktów.

Poczułam, jak pazury przedziurawiają mi rękawice. Na tyle mnie było stać. Poczułam w gardle dławiące mnie od środka łzy. Nawet w tym musiałam być wybrakowana. Nie w pełni ludzka, ale nie w pełni też taka, jak oni – jak Ian. Czy wtedy byłoby wszystko inaczej? Zaakceptowałby mnie i pozostał ze mną? Dlaczego Connor potrafi zaakceptować mnie taką, jaką jestem, a jego brat nie? Z drugiej strony mój opiekun przecież nie wiedział o mnie najważniejszego – mojej rządzy mordu i tego, co zrobiłam z tamtymi w lesie. To przeze mnie teraz ściągają Mroczni do miasta i będą tropić tego, kto to zrobił. Czy to właśnie powód, dla którego nie ma przy mnie Iana? Może nie udało mu się ukryć wszystkich dowodów i skierował na siebie pościg, a ja miałam być chroniona?

Usiadłam na schodach, wciąż opatulona w moje zimowe okrycie. Kątek oka widziałam jasną kartkę przy ekspresie do kawy. Na sam jej widok czułam powrót łez. Bałam się otworzyć i zobaczyć kolejną bezduszną wiadomość. Nienawidziłam tego uczucia, które teraz mnie nawiedzało. Dziwnego bólu, który przeszywał moje ciało. Ale nie potrafiłam sprecyzować, co dokładnie ani przez co go czuję. Po prostu był i ściskał moje mięśnie, żołądek. Sprawiał, że zaczynało mi brakować powietrza. A potrzebna przebieżki stała się wręcz nie do zniesienia. Po prostu móc wstać i biec tak daleko, jak tylko dam radę.

Ucieczka jednak nic nie da.

Wdrapałam się na łóżko Iana, wciąż jeszcze pachnące nim. Pozwoliłam opaść oczom i wyobrazić sobie przez chwilę, że mnie nie porzucił, gdy najbardziej potrzebowałam wsparcia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s