LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 15

ROZMOWY UCICHŁY, gdy tylko weszłam do pomieszczenia, do którego mnie pokierowano zaraz po śniadaniu. Akera nie widziałam od paru dni, choć niby zajmowaliśmy jeden apartament, mijaliśmy się. Nawet nie byłabym pewna, czy w ogóle bywam w swoich pokojach, gdyby nie zapach, drobne elementy świadczące, że przynajmniej używał kuchni i łazienki. Nie rozumiałam, dlaczego mnie unika – bo tak się właśnie czułam. Ciężko mi było także znieść ten lekki uśmiech pojawiający się w kąciku ust Czarnulki. Za każdym razem miałam ochotę znów jej przyłożyć, ale zawsze oddzielali nas jacyś żołnierze. Niewinne ofiary naszej małej wojenki? Nie powinna ich tak stawiać pomiędzy nami wiedząc, jak za mało stabilną uchodziłam. Uważałam się jednak za bardzo opanowaną istotę, inaczej dawno już bym ją połamała i wydrapała jej ten uśmiech. Działała na mnie niczym czerwona płachta na byka. Sama jej obecność sprawiała, że każda cząstka mnie chciała krwawej walki.

Liczni żołnierze siedzieli wokół ogromnych mat. Rozmawiali między sobą, gdy jednak weszłam, prawie wszyscy zwrócili na mnie uwagę. Nabrałam więcej powietrza i usiadłam w wolnym miejscu, na końcu sali, opierając plecy o ścianę. Nie mógł mnie nikt zaskoczyć, a ja dzięki temu miałam wszystkie drzwi i obecnych żołnierzy na widoku. Tylko nade mną znajdował się balkon, ale w porę zdążyłabym zauważyć, gdyby ktoś chciał stamtąd zeskoczyć i mnie zaatakować. Nigdzie nie było Gabe’a. Jak podejrzewałam, to nie była jego grupa. On miał szkolić nowych kadetów, a ja najwyraźniej znalazłam się w grupie zaawansowanej. Oni znali się dobrze. Ufali sobie. Musieli, skoro razem wychodzili w teren. Ja byłam nowa. W dodatku większość wiedziała, kim jestem – uratowana z laboratorium, niestabilna persona.

– Skoro wszyscy są… – na środek wyszedł jeden z żołnierzy, którzy kręcili się na ogół blisko Akera. Nie pamiętam, by się przedstawiał wcześniej. Na szczęście to na nim skupiono teraz uwagę. Objęłam rękoma swoje kolana i opadłam na nich brodę. Patrzyłam na żołnierzy zastanawiając się nad tym, co powiedział mi Gabe. Oni chodzą na zewnątrz, na patrole. Ilu nie wróci z następnej misji? I jaką w ogóle mają misję? Skoro trwa wojna, to kto jest przeciwnikiem? Gdyby sami mieszkańcy Liberii, to dawno by się to już skończyło i to bardzo krwawo. Przecież człowiek nie ma szans. Czyżby to dzicy naparli na mury Liberii, naszej Osady? Spojrzałam na mężczyznę, który przemawiał. Opowiadał o sektorach, podając jakieś kody i jak na nie trzeba teraz zareagować. Nic nie rozumiałam, bo przecież nawet nie wiedziałam, że Liberia jest podzielona na sektory. Znałam jedyny podział, jaki obowiązywał – Dystrykty. W takim miejscu się wychowałam i tylko taki znałam. Nikt nie pokazał mi nawet mapy Osady, by zapoznać mnie z nowym podziałem. Czułam, jak bardzo nie pasuję teraz do tego świata. Odebrano mi dziesięć lat mojego życia, gdy świat wokół tak bardzo się zmieniał. Musiałam się wydostać, a jedynym możliwym wyjściem było powtórzenie tego, co robiłam w laboratorium – znaleźć słaby punkt, zebrać prowiant, przyszykować się do nagłej ucieczki i czekać na odpowiedni moment. Nie mogłam nagle zniknąć, bo zdradziłoby to miejsce mojej ucieczki. Musiałam najpierw poskładać rzeczy i zrobić to powoli, nie zauważenie. I nagle zniknąć z tym wszystkim.

– Mira! – uniosłam wzrok do góry. Znów każdy na mnie patrzył. Zapomniałam o miejscu, gdzie byłam. Po prostu zamyśliłam się, a w tym samym czasie inni żołnierze już byli na matach i ćwiczyli. Teraz jednak każdy stał i patrzył na mnie skuloną. – Może byś do nas dołączyła? – jego głos był miły, ale czułam surowość wymawianych słów. O tak, doskonale wyczułam sarkazm w głosie. Podniosłam się powoli i podeszłam do niego. Czarnulka stała nieopodal i tylko obserwowała z delikatnym uśmiechem na twarzy. – Zostałaś tutaj przeniesiona, zatem pokaż, na co cię stać.

– Nie pokażesz mi ruchów? – ale jedynie parsknął śmiechem i sobie poszedł. Oparł się o ścianę, gdzie jeszcze niedawno ja siedziałam. Obserwował. Inni żołnierze także cicho śmiali się z mojego pytania. Nie widziałam w tym niczego zabawnego. W poprzedniej grupie najpierw pokazano nam, jak wykonywać ciosy, a potem dopiero mieliśmy walczyć. Tutaj było inaczej. Po prostu przejście do drugiej części.

Poczułam silne szarpnięcie od tyłu, a po chwili leżałam już na plecach. Nawet nie dali mi znaku, że zaczynamy. Parsknięcie nade mną sprawiło, że warknęłam. Podniosłam się powoli, obserwując mężczyznę, który mnie przewrócił. Nie wiedziałam, że znów zostanę zaatakowana i to ponownie od tyłu. Uderzyłam jeszcze mocniej plecami o matę. Warknęłam głośniej, co jedynie rozbawiło towarzystwo jeszcze bardziej. Testowali mnie? Sprawdzali, ile wytrzymam? A może chcieli wiedzieć, dlaczego zostałam przeniesiona do grupy wyższej? Póki co byłam jedynie ciałem, które lądowało na maty raz za razem.

Poczułam moja krew. Upadając musiałam sobie przegryźć wargę, bo teraz doskonale czułam jej smak. Zapach był doskonale wyczuwalny w sali. Prowadzący, że tak go nazwę, oderwał się natychmiast od ściany.

– Walka do pierwszej krwi. Przegrałaś.

– Było trzeba powiedzieć, że do pierwszej przelanej krwi, już dawno bym to zakończyła. – ale jedynie usłyszałam śmiech, co zdenerwowało mnie i moją bestię jeszcze bardziej. Z drugiej strony jak mogłam twierdzić, że to ja przeleję ich krew, skoro nawet nie walczyłam, tylko broniłam się, a i tak padałam wiecznie pokonana?

– No dobrze, niech ci będzie. Walka do kolejnej przelanej krwi. – po czym odszedł w stronę ścian. Skinęłam głową i wstałam. Teraz przynajmniej byłam gotowa do walki. Z drugiej strony wróg nigdy nie będzie czekał, prawda? Powinnam być zawsze gotowa na cios. Musiałam się skoncentrować.

Poczułam ruch za sobą i odskoczyłam w lewo. Jak się okazało, w ostatniej chwili, nim tuż przy mnie przeleciała czyjaś pięść. Złapałam za nadgarstek i mocno pociągnęłam do przodu, z pędem, a następnie szarpnęłam mocno do tyłu, przewracając przeciwnika. Warknął i zakwilił, gdy gruchnęła gość. Ale nie było przelanej krwi. Wiedziałam, że nim przejmować się już nie muszę. Otaczali mnie inni żołnierze. Ugięłam delikatnie nogi, przenosząc inaczej ciężar. Czekałam. Obserwowałam. Byłam gotowa.

Kolejni żołnierze napadli na mnie równocześnie z dwóch stron. Upadłam na kolana pozwalając, by ich ciosy przeszyły powietrze nade mną, a następnie podcięłam uderzeniem w kolana, ich równowaga się zachwiała i upadli, trzymając się mocno za nogi. Następni, którzy jeszcze nie krwawią, ale już mnie nie zaatakują, chyba że potrafią przestawić nogę i móc się na niej utrzymać. Mam nadzieję, że ich kończyny szybko się wygoją, bo inaczej o najbliższych patrolach będą mogli sobie tylko pomarzyć. Z drugiej strony przecież chcieli zobaczyć, jak walczę, prawda? Nie znam żadnych sztuk walki, nigdy nie uczyłam się tego, zatem działałam instynktownie. Jedynie w obronie, nie ataku.

– Dosyć! – krzyknął prowadzący, podchodząc bliżej. Stałam wciąż na środku, pośród jęków żołnierzy przy moich nogach.

– Ale nie została jeszcze przelana krew. – powiedziałam nie rozumiejąc, dlaczego teraz przerwał, a nie, gdy to mną tak pomiatano. On jednak pokiwał głową z rezygnacją i pomógł podnieść się tym, u mych stóp. Warknęłam.

– Rozejść się. Do siebie! – wywarczał co prawda do wszystkich, ale patrzył jedynie na mnie. Warknęłam cicho i odeszłam. Słyszałam szepty Czarnulki. Podeszłam do niej i spojrzałam w oczy. Nie widziałam nic, poza pogardą. Uśmiechnęłam się i jednym ruchem dłoni ułożonej w pozycji shotei, uderzyłam ją w nos. Krzyknęła i odsunęła się ode mnie o krok, mocno łapiąc się za krwawiący nos.

– Teraz możemy skończyć, krew została przelana. – powiedziałam spokojnie, patrząc na prowadzącego i odeszłam do swojej komnaty wiedząc doskonale, że jest pusta. Wychodząc słyszałam tylko ciszę i ciche warknięcie Czarnulki. Ciekawe, kiedy postanowi mi oddać. Czekałam na ten moment. Z drugiej strony może to sprawi, że pozna swoje miejsce – jak najdalej ode mnie i Akera.

* * * * *

NIE ZDĄRZYŁAM na dobre się rozsiąść po prysznicu, gdy drzwi otworzyły się z hukiem i wszedł do środka Aker. Uśmiechnęłam się lekko do niego, ale nie zareagował. Kipiał furią. Może gdybym była mądrzejsza, cofnęłabym się i skuliła. Ja jednak rozsiadłam się jeszcze bardziej, obserwując go. Zamknął drzwi i spojrzał na mnie wściekle.

– Trzech żołnierzy wylądowało w części szpitalnej z urazami kończyn, a ich dowódca ma znów uszkodzony nos! – jego wściekłość rosła, choć nie sądziłam, że jest to możliwe. Wzruszyłam ramionami w geście „a co ja tam wiem”. – Mira?!

– Walczyliśmy na treningu. – kłapnął mocno zębami. Mogłabym przysiąc, że jego oczy zmieniły na chwilę swą barwę, a zęby zaczęły się wydłużać. Potrząsnął głową i efekt minął. Szkoda, ciekawe, czy by się zmienił i co wtedy by zrobił. – No co? Kiedy na początku treningu robiłam za worek, którym chętnie rzucano, to było dobrze, tak? Do pierwszej krwi, mówili. Oczywiście dopiero, gdy już krwawiłam. A potem, gdy w końcu poznałam zasady, mieli do mnie pretensje. To nie fair!

– Jak mam posłać patrole, gdy moi żołnierze leżą w części szpitalnej. Nie pomyślałaś o tym? – w sumie to nie, ale nie chciałam mu o tym mówić. Nawet się nie przejął tym, że krwawiłam. Ale przejął się, że inni krwawili. Ścisnęło mnie mocniej w brzuchu. Zabolało dziwnie. Jak gdyby faktycznie mnie uderzył. – I za co dostało się znów Ev? Nie walczyła z tobą, a mimo to dostała na oczach innych.

– Powinna być gotowa….

– Mira! – krzyknął, warcząc jednocześnie. Podskoczyłam, bo nigdy na mnie nie krzyczał. Teraz mogłam przyjrzeć się dokładniej, jak walczył z przemianą. Jego ciało zmieniało kształt z sekundy na sekundę. Tracił panowanie, a ja już nie byłam taka pewna, czy chciałam być w tym czasie razem z nim w pomieszczeniu. Zeskoczyłam z sofy i zaczęłam się cofać. Jego zmienione oczy obserwowały mnie czujnie. – Nie… ruszaj… się… – wywarczał z trudem każdy wyraz. Ale czy ja go słuchałam? Oczywiście, że nie. Moje ciało cofało się coraz bardziej. Jego oczy świeciły praktycznie zmienionym odcieniem. Jego twarz wydłużała się co chwila, zęby wyglądały teraz jak małe kły, a potem znów stawały się ludzkimi. Miał zaciśnięte mocno pięści, teraz prawie białe od nacisku. Ciało Akera było napięte, nogi lekko ugięte, jak gdyby szykował się do skoku, ataku. Na mnie?

To była jedna sekunda, w której mój instynkt kazał po prostu wiać. Słyszałam, jak Aker szepnął: „Nie…”, ale moje ciało już się odwracało i wybiegało z salonu. Jedynym wyjściem z tego pomieszczenia były drzwi za plecami mężczyzny, ale dostać się tam nie mogłam. Dlatego zaczęłam uciekać w stronę sypialni i łazienki. Nie wiem, gdzie chciałam się schować i przeczekać, ale nie myślałam zbyt jasno w tamtej chwili. Musiałam uciec i nawet nie wiedziałam dlaczego. Przecież by mi nic nie zrobił, prawda? Ale moja bestia kazała uciekać. A skoro tyle razy ratowała mi życie, dlaczego miałabym jej nie posłuchać. Z drugiej strony, gdybym bardziej się skoncentrowała, zauważyłabym jej radość, gdy Aker tracił panowanie nad sobą.

Drzwi uderzyły sekundę po tym, jak je zamknęłam za plecami. A chwilę później leżałam już na łóżku, przyciśnięta przez gorące, męskie ciało. Warczał głośno mi nad uchem. Czułam jego napierającą przez spodnie męskość. Boże, to go podnieciło. Przycisnął mnie jeszcze bardziej do łóżka. Jęknęłam. Przejechał nosem po mojej szyi. Po chwili w tym miejscu poczułam jego szorstki język. Nim mogłam cokolwiek zrobić, zerwał ze mnie bluzkę. Nie udało mi się nawet wydać żadnego dźwięku, choćby nawet sprzeciwu, gdy znów przylgnął do mnie. Czułam jego dziki aromat. Pamiętałam ten zapach z naszej pierwszej nocy. Był znacznie mocniejszy od jego codziennego, męskiego aromatu. Ten mnie podniecał. Sprawiał, że moja druga część, ta bestia mieszkająca gdzieś wewnątrz mnie, prężyła się z zadowoleniem. Była tuż pod powierzchnią. Chciała, bym ją wyzwoliła. Ja jednak się bałam. Gdy przejmowała nade mną kontrolę, sprawy przybierały krwawy obrót. Nie chciałam nagle otworzyć oczu i zobaczyć sypialni we krwi. Zacisnęłam mocniej ręce na pościeli czując, jak wysuwają mi się pazury, a potem się chowają. Aker wyzwalał we mnie przemianę, choć nic nie robił. Zmarszczyłam brwi czując, jak jego wciąga mocno powietrze, trzymając nos tuż przy moim ciele. Na szyi. Karku. We włosach. Jego dłonie mocno ścisnęły moje pośladki. Jęknęłam zachwycona i zaskoczona jednocześnie. Zerwał się z łóżka, ale tylko na sekundę, by zerwać z nas ubrania. Dosłownie – zerwać. Nie rozbieraliśmy się jak para kochanków. Jego ostre pazury kaleczyły moje ciało, ale żadne z nas się tym nie przejęło. Nie wiedziałam, co się dzieje. Unosiłam się, jakby w oparach. Widziałam wszystko, ale nie mogłam zareagować. Wszystko mi się plątało. Moja bestia raniła mnie od środka, nie pozwalając się skoncentrować na odepchnięciu Akera. Nie chciałam tak. Pragnęłam zbliżyć się mężczyzny, nie jego bestii. Chciałam się z nim kochać, ale teraz obawiałam się tego, co mnie miało spotkać. Nie chciałam tego w taki sposób.

Poczułam ból, gdy złapał mnie mocno za biodra, pozostawiając na miejscu. Nawet nie wiedziałam, że zaczynam się cofać. Nie było ze mną Akera, tylko jego bestia przebrana w ludzkie ciało. Szarpnął mną tak, że znów leżałam na brzuchu. Podniosłam się i próbowałam uciec na czworaka z łóżka, ale złapał moje kostki i szarpnął mocno. Upadłam. A wtedy jego ciało znów przygniotło moje. Tym razem czułam go całego. Nagiego. Gorącego. Dzikiego.

Jednym ruchem wszedł we mnie. Krzyknęłam ni to z przyjemności, ni to z bólu. Ciało mnie zdradziło. Bestia była szczęśliwa. Poruszał się szybko, mocno uderzając o mnie. Bałam się poruszyć. Odchylił mi głowę i warczał w moją szyję.

Pierwsze łzy skapnęły na pościel.

Ruchy stały się rytmiczne. Wiedziałam, że zaraz dojdzie.

Jego zęby wbiły się w moje ramię w tym samym czasie, gdy poczułam, jak wypełnił mnie sobą. Krzyknęłam z bólu. Ale on wciąż trwał we mnie, liżąc ranę.

A potoki łez spływały po mej twarzy nieprzerwanie.

Łkałam cicho w poduszkę czekając, aż to się zakończy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s