LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 14

ROZCIĄGNĘŁAM SIĘ po raz kolejny, czekając, aż nadejdzie moja kolej. Jedna grupa już ćwiczyła uderzenia, drudzy się przygotowywali. Jak ja. Ale chyba nikt nie podskakiwał w miejscu z radości potencjalnej przyszłej walki, poza mną oczywiście. Chociaż z boku mogło to wyglądać na rozgrzewkę, ja jedynie wyrażałam całą sobą radość. Chciałam robić to, co reszta. Nigdy nie czułam potrzeby walki, nie czułam tego wszystkiego, co czułam teraz. Nie wiem, czy to w tamtym laboratorium mnie zmieniono, czy poprzez przemianę wywołaną Akerem. Nie chciałam jednak znać prawdy. Co by mi to dało? Musiałam uspokoić się wewnętrznie, pozbyć się tej całej energii, by nie wybuchnąć. Gabe dopilnował, bym dostała dzisiaj dużo jedzenia, zwłaszcza mięsa. Dziwnie się czułam pochłaniając swoje porcje, gdy wszyscy inni wokół patrzyli na mnie – jedni z obrzydzeniem, inni z zainteresowaniem. Wciąż nie przywykłam do zmiany diety – oni chyba także nie.

Gabe skinął na mnie głową, bym dołączyła do niego na materacach. Podbiegłam, ale zamiast stać obok niego, jak pozostali, ja podskakiwałam w miejscu. Nie potrafiłam tego zatrzymać.

– Aż tak nie możesz się doczekać, aż skopię ci dupsko? – spojrzałam przed siebie na jednego z młodych żołnierzy. Mijałam go na stołówce parę razy. Zmierzyłam go całego wzrokiem, nie do końca niewinnym. Uniósł brew i w kąciku ust widziałam minimalny uśmiech.

– To będzie czysta przyjemność. – wymruczałam.

Gabe parsknął śmiechem, chyba nie do końca wierząc w to, co widzi. Ale cóż mogłam na to poradzić, że mężczyzna przede mną stał w nisko opuszczonych luźnych spodniach, a do tego miał dopasowaną koszulkę, dzięki której widziałam każdy mięsień? Nie był jednym z tych, którzy wyglądają jak gdyby napompowali każdy mięsień. On miał dobrze wypracowane ciało. Naturalnie. I to mi się podobało. Nie lubiłam tych osiłków, co sądzili, że jeśli pokażą sam ogrom mięśni, to wróg ucieknie. Na ogół mieli pierwsze ciosy silne, ale szybko opadali z sił i byli bardzo powolni. Nie wiem, skąd to wiedziałam, bo przecież nie walczyłam z żadnym. Odnosiłam jednak wrażenie, że gdzieś już to było, jak gdyby wspomnienie gdzieś z tyłu głowy, do którego nie potrafiłam dotrzeć. Może jednak miałam już z nimi styczność w laboratorium?

– Mira! – spojrzałam w górę, wyrwana ze swych rozmyślań. Gabe właśnie tłumaczył mi ruchy, jakie wykonuje się przy walce. Uśmiechnęłam się do niego i powtarzałam każdy jeden. Równo obok mnie w rzędzie stali inni wojownicy. Byli bardzo młodzi i pełni energii. Czy to nowe pokolenie żołnierzy Akera?

Powtarzałam każdy jeden ruch. Dokładnie odzwierciedlając to, co pokazywał nam Gabe. A mimo to zerkałam w stronę drugiej grupy żołnierzy, którzy ćwiczyli już o wiele bardziej zaawansowane kroki. Nudziłam się. To, co pokazywano, wykonywałam bezbłędnie, jak gdybym już to robiła tysiące razy. Nawet nie musiałam patrzeć na Gabe’a, by wiedzieć, co mam za chwilę zrobić.

– Dobra, przećwiczmy grupowo. – żołnierze zaawansowani podeszli do nas z uśmiechami. Mieli z nami ćwiczyć. Oni znali te ruchy doskonale, dlatego korygowaliby nasze błędy. O wiele lepiej przynajmniej, niż gdyby stanęło naprzeciwko siebie dwóch nowicjuszy. Z drugiej strony nie widziałam sensu w takich ćwiczeniach. Scenariusze? Wróg nie będzie się ich trzymał. Powinni nas uczyć zadawać ciosy, bronić się. Musieliśmy wiedzieć, jak uderzyć przeciwnika tak, by było to szybko i śmiertelnie. Musieliśmy wiedzieć, jak upaść na ziemię po ataku, by móc szybko wstać i nie zrobić sobie krzywdy. Musieliśmy także wiedzieć, jak się obronić przed silnymi ciosami. Tego powinni nas uczyć, a nie wykonywania komend, które w czasie walki i tak nie będzie słychać. Rozejrzałam się po grupie nowicjuszy i doszło do mnie, że wychodząc do wroga stają się jedynie mięsem spowalniającym. Zginą w pierwszym ataku. Część nawet z nich ucieknie, przerażona walką.

Pchnięcie w ramię znów wyrwało mnie z rozmyślań. Żołnierz patrzył na mnie z uśmiechem. Ten sam, który wcześniej chciał mnie położyć na łopatki. Miło.

– Podziwiać będziesz później. Teraz pokaż, na co cię stać. – czy on naprawdę to powiedział? Parsknęłam i ruszyłam na niego w wyuczonym przed chwilą scenariuszu. Krok do przodu, wypuszczenie ciosu, krok w tył, garda. Nuda! Kiedy wykonałam ten schemat, poczułam jego nogę zahaczającą o moją, przez co pozbawił mnie równowagi. Upadłam ze stęknięciem na materace. – A nie mówiłem?

– Moja kolej. – uśmiechnęłam się szeroko. Gabe pokiwał głową, obserwując z odległości. Przechadzał się pomiędzy walczącymi, sprawdzając poziom naszej faktycznej walki. Żaden z zaawansowanej grupy nie zrobił niczego poza schematem. Żaden poza moim. Niech mu będzie. – Pobawmy się. – wymruczałam, wstając w jednym płynnym skoku. Widziałam jego uśmiech zadowolenia. Czyżby też się nudził?

Wykonałam ponownie ten sam ruch, czyli krok w przód i wysunięcie ciosu. Wiedziałam, jak uniesie ręce, by uchronić się przed ciosem i że zrobi zaraz coś, bym znów upadła. Ale jak już wspomniałam, teraz była moja kolej, by położyć go na łopatki. Udałam, że zadaję cios lewą ręką, ale w tym samym czasie zrobiłam dodatkowy krok w bok i zadałam mu cios lewą ręką prosto w bok. Zgiął się lekko, nieprzygotowany na zmianę schematu. Nie obserwował mnie, jako przeciwnika. Liczył, że znów wykonam ten sam cios, co wszyscy. Odsunęłam się lekko w tył, zadając mu prawy cios, bardzo celnie, bo nie trzymał już gardy. Gdy stęknął i skupił się na prawej stronie, kopnęłam lewą nogą w jego tak, by nic mu nie zrobić, ale by wytrącić go z równowagi. Upadł z warknięciem. Na wszelki wypadek cofnęłam się, gdyby chciał przy okazji mnie podciąć.

– Mira! – usłyszałam krzyk Gabe, jak gdybym zrobiła coś złego. Uśmiechnęłam się do leżącego przede mną żołnierza.

– Jeden do jednego. – to był moment, gdy pojawił się błysk w jego oku. Podskoczył do pozycji pionowej i nie czekając na mnie, ruszył z atakiem.

Uniosłam lekko gardę, cofając się na bezpieczną odległość. Atakował mnie, ale broniłam każdego ciosu. Tego nas nie uczono. Gdy zadawał mi cios, ja próbowałam w tym samym czasie bronić się i atakować jednocześnie. Dzięki temu oboje trafiliśmy w siebie wiele razy, nie na tyle jednak mocno, by któreś z nas wylądowało na matach. Nasze ciała tańczyły, dusze śpiewały, a druga natura – nasze bestie – bawiły się doskonale. Kopałam go lekko, on ocierał się zamiast uderzać. To nie była prawdziwa walka, a jedynie dobra zabawa.

Przynajmniej trwało to do czasu, gdy nie usłyszeliśmy gwizdu. Zatrzymaliśmy się oboje. Gabe patrzył na nas ze złością. A potem delikatnie kiwnął głową w górę. Spojrzałam tam i zamarłam. Aker stał przy barierce na piętrze, obserwując. Kiwnął delikatnie głową, po czym wyszedł.

– Mistrz przeniósł cię do wyższej grupy. – wywarczał Gabe. Dlaczego był tak niezadowolony? To chyba dobrze, że przydam się do czegoś, prawda?

– Gabe? – zapytałam cicho, gdy odszedł.

– Nie mogłaś siedzieć cicho, prawda? Teraz zostaniesz przydzielona do grupy zaawansowanej, a to oznacza, że wyślą cię w teren. – spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. – Mira, oni stamtąd nie wracają. Widziałem wczorajszy patrol, wróciła połowa żołnierzy, a i tak byli niektórzy byli prawie w strzępach. Nie chcę dowiedzieć się, że nie wróciłaś, Miro. – pokiwał głową i odszedł.

Czy on nie rozumiał, że musiałam to zrobić? Mogłam dzięki temu wyjść na zewnątrz. Zobaczyć ten świat i zadecydować, czy zostać tu, czy uciec.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s