LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 13

SIEDZIAŁAM TUŻ PRZY materacu, podziwiając walkę jakiś dwóch żołnierzy próbujących za wszelką cenę pokonać Gabe. Jednak, cokolwiek by nie próbowali, to właśnie oni padali na materace i przeklinali na czym świat stoi. Podziwiałam to, czując, jak każde z moich mięśni się napina kolejno, tak bardzo chcąc dołączyć do grupy walczących. Nigdy nie byłam tą, która rwała się do walki, a teraz ledwie mogłam wysiedzieć. Gabe, jak gdyby czując moją potrzebę, uśmiechał się za każdym razem wprost do mnie, gdy tylko po raz kolejny położył przeciwnika na plecy. Byłam z niego dumna i jednocześnie nienawidziłam go za sam fakt, że to właśnie on sprawiał przeciwnikowi trudności w walce, a nie ja.

Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszło trzech żołnierzy ubranych w czarne mundury. Już przyzwyczaiłam się do tych, którzy są na służbie, a którzy po prostu noszą się na czarno. Ci byli zdecydowanie służbistami. Walka została przerwana, gdy podeszli do materaca. Gabe uniósł brwi patrząc na nich. Nie byłam pewna, czy liczył, że dołączą do zabawy, czy może będą próbowali go schwytać. W każdym bądź razie widziałam jego gotowość.

– Miro, Wielki Mistrz wzywa do siebie. – spojrzałam zza ramienia. Nie było możliwości pomyłki.

Jeden przemawiał, drugi stał po drugiej stronie w gotowości do walki. Czy mogłabym się opierać, skoro wzywał mnie sam Aker? I dlaczego jest to takie oficjalne? Nie mógł po prostu przyjść i sam pogadać?

– Jasne. – odparłam, wzruszając ramionami i wstałam w jednym płynnym ruchu. Widziałam, jak drugi żołnierz trzyma w gotowości rękę na kaburze. Była tam broń? Zaatakowałby mnie pomimo wcześniejszego rozkazu? Gabe tylko pokiwał głową i wrócił do swego treningu kładzenia na łopatki przeciwnika.

* * * * *

GABINET AKERA mieścił się parę pięter nad salami treningowymi. Nie pozwoliłam się prowadzić żołnierzom do szybko działających wind i to z czystej złośliwości, chociaż tłumaczyłam to traumą po ośrodku. Nie wiem, czy mi uwierzyli, ale dzielnie pokonywali kolejne stopnie, chociaż im wyżej, tym większą trudność sprawiało im oddychanie. Może też dlatego, że przebiegłam je tak szybko? Wiem, czasem bywam złośliwa.

Pchnęłam drzwi, bez pukania i weszłam do gabinetu. Aker uniósł wzrok lekko tylko się krzywiąc na mój widok. A może to na widok dyszących za mną żołnierzy? Niespodzianką jednak była Czarnulka siedząca po drugiej stronie biurka. Nawet nie zaszczyciła mnie swym wrednym spojrzeniem. A tak liczyłam na rundę drugą.

– Siadaj. – wywarczał Aker, patrząc teraz na swoje biurko. Grzecznie zajęłam miejsce na krześle, tuż obok Czarnulki. Aker złożył swoje palce razem i mocno je przyciskał do siebie tak, że prawie całe stały się białe. – Doniesiono mi o incydencie w sali jadalnej dzisiejszego ranka. – wciąż warczał, co sprawiało, że miałam ochotę wkleić się w oparcie fotela i stać się malutka. Jego głos był surowy, pozbawiony pozytywnych emocji. W sumie to, pozbawiony wszelkich emocji. Był płaski. Niemal jak gdyby oczekiwał ode mnie jakieś reakcji. – Masz mi coś do powiedzenia?!

– To fakt, sałatka dziś była pozbawiona smaku, a mięso zbyt żylaste i…

– Dość! – zaznaczając, jak bardzo jest zły, lekko uderzył dłonią o blat biurka. Drgnęłam. Ale kątem oka wychwyciłam satysfakcję i lekki uśmiech Czarnulki. – Nie zgrywaj się. Napadłaś na żołnierza wyższej rangi bez powodu.

– Ach, to… – spojrzałam mu w oczy. Widziałam błysk, choć po chwili znów wróciła maska. – Nie zamierzam przepraszać, jeśli o to chodzi. Zasłużyła sobie.

– Jest twoim przełożonym i nie możesz tak się zachowywać.

– Po pierwsze, traktuje innych jak gówno, więc nie zamierzam okazywać szacunku komuś, kto na to nie zasługuje. Po drugie, nie mam przełożonego. Podlegam tylko i wyłącznie tobie. Nie jestem żołnierzem, Aker.

– Mira…. – wywarczał ostrzeżenie, ale ja jeszcze nie skończyłam.

– A po trzecie, dziwne, że tak wysokiej rangi żołnierz przybiega wypłakać się tobie w rękaw, niczym mała dziewczynka, bo ktoś ją uderzył. Powinna stanąć i mi oddać, a nie leżeć plackiem i jęczeć, bo dostała z zaskoczenia. – odwróciłam się do niej. – Kochana, wróg nie będzie czekał, aż się pozbierasz. Powinnaś to wiedzieć, chyba że zmiękłaś ostatnimi czasy. Zdarza się…. – warknęła, co tylko sprawiło, że się uśmiechnęłam. Moja bestia wyczuła zabawę. I to nie tą sytuacją. Tu nie było nic, z czego mogłybyśmy być zadowolone. To Eva stała się naszą zabawą. Przynajmniej do czasu, aż zrozumie, gdzie jest jej miejsce – jak najdalej Akera.

– Eva, możesz odejść, zajmę się tym. – wywarczał Aker, nie spuszczając jednak ze mnie spojrzenia. Pomachałam jej, gdy wstała i odeszła. Faktycznie, miała pięknie fioletową twarz, ale pewnie do jutra już będzie wyglądać dobrze. Chyba, że powinnam jej poprawić z wieczora, by lepiej zapamiętała lekcję?

Drzwi się zamknęły cicho. To był moment, w którym wstałam energicznie i szybkim ruchem przemierzyłam odległość między nami, wskakując mężczyźnie prosto na kolana. Objął mnie, choć nie czułam, by był z tego zadowolony. Mimo wszystko jego ciało się ożywiło. Potarłam nosem o jego szyję, wchłaniając w siebie jego aromat. Sprawiał, że czułam się lekka, potrzebna, bezpieczna. Na swoim miejscu. Potrzebowałam tego. Czułam się, że żyję.

– Dlaczego uderzyłaś moją przyboczną? Nie możesz tak atakować ludzi tylko dlatego, że ich nie lubisz. Ataki na oficerów są tu brutalnie karalne.

– Pachniała tobą. – wyszeptałam mu w szyję, lekko całując. Odsunął się ode mnie. Podniosłam swoje spojrzenie, by napotkać jego pytające oczy. – Ona weszła do stołówki pachnąc tobą. Wszyscy opowiadali o porannym treningu i fakcie, że prawie uprawialiście seks, tak gorąco było. Po prostu przestałam panować nad sobą i … – nie dane mi było powiedzieć więcej, gdyż jego usta zmiażdżyły moje. Całował zachłannie, wciągając mnie w swoją grę. Ocierałam się cała o niego, jęcząc bezwstydnie. Chciałam stopić się z nim. – Mój! – wywarczałam pomiędzy pocałunkami. Tak właśnie czułam. Należał do mnie i każda, która się do niego zbliży, pozna co znaczy moja złość. Nie zamierzam za to przepraszać. To go jeszcze bardziej nakręciło. Czułam jego błądzące dłonie. Jego erekcja była tak dobrze odczuwalna. Pragnęłam go tak bardzo.

– Powinienem cię przykładnie ukarać. – wywarczał, lekko przygryzając dolną wargę. Jęknęłam, jak gdyby sam pomysł wymierzenia mi kary i zassanie wargi były właśnie tym, co mnie kręciło, czego potrzebowałam. Czy ja zwariowałam?! Wplotłam palce w jego włosy, masując tył głowy, przybliżając go jeszcze bardziej, unieruchamiając. Całowałam go zachłannie, jęcząc przy każdym ruchu, odczuwając męskość ocierającą się o mnie. On cicho powarkiwał.

– Mistrzu… – po czym nastało chrząknięcie i dziwna cisza. Aker oderwał się od moich ust i spojrzał nad moim ramieniem. Warknął ostrzegawczo. – Patrol wrócił z rubieży.

– Załatw to. – wywarczał, gdy ponownie otarłam się o niego. Nie przeszkadzał mi widz za plecami. Za bardzo pragnęłam Akera.

– Mamy dzikiego. – powiedział cicho. Spojrzałam przez ramię na niego. Starał się na nas nie patrzeć, ale z drugiej strony w powietrzu wyczuwalne było wyraźnie nasze podniecenie. Musiał je czuć. Czy go podniecało patrzenie?

– Później. – poczułam lekkie ugryzienie Akera w moje nabrzmiałe usta. To była obietnica, że później skończymy to, co właśnie zaczęliśmy. Musiał wracać do swoich obowiązków. Czy zawsze ktoś musiał nam przeszkodzić? A może to znak, że jednak nie powinniśmy się zbliżać na tym poziomie? Owszem, Aker mnie pociągał, jak nikt inny do tej pory. Ale co ja o nim wiedziałam? To przez niego zaczęły się moje wszystkie problemy. Miałam swoje nudne życie, wygodne i u boku palantowatego partnera. Owszem, nie nadawaliśmy na wspólnych falach i pragnęliśmy zupełnie czego innego. Jednak życie z nim było takie spokojne, pozbawione dzisiejszych problemów. A co teraz robi? Jest z Amber, czy nadal jedynie ze sobą sypiają? Gdzie teraz żyją? Minęło tak wiele lat, że z pewnością ułożyli sobie swoje życia na nowo. Czy chcę wiedzieć, jak to wszystko się dalej potoczyło?

Zeskoczyłam z kolan Akera i udałam się bez słowa w stronę drzwi. Musiałam poznać prawdę o tym, co naprawdę tu się dzieje. I od kiedy Liberia ma jakieś rubieże? Czym to jest i gdzie jest? Dlaczego łapią dzikich? Ktoś musiał mi w końcu wytłumaczyć, co naprawdę dzieje się na zewnątrz, bo jak dotąd żyłam niczym w bańce, nie wiedząc nic kompletnie o rzeczywistości.

Zbiegłam na dół, myśląc już o osobach, które powinnam przesłuchać w tej sprawie. Wiedziałam, że Aker nie będzie mi pomocny. Przecież już dawno zdradziłby mi wszystko, prawda? Z jakiegoś powodu ukrywa przede mną prawdę i nie chce wypuścić mnie na zewnątrz. Nie jestem przecież aż tak niestabilna, jak się jemu wydaje. Eva akurat zasłużyła na takie traktowanie i nie jest to dowodem na mój brak opanowania.

Zatrzymałam się korytarzu przy salach treningowych. Zajrzałam do środka nie mogąc się opanować. Na materacach walczyli grupowo żołnierze. Był to śliczny taniec, od którego nie potrafiłam oderwać oczu. Może zostanę tu na chwilę?

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s