LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 12

OPADŁAM Z TACĄ na krzesło, ustawione naprzeciwko Hope i Gabe. Unieśli spojrzenie znad jedzenia. Uśmiechnęłam się do nich z nadzieją, że nie zauważą mojego napięcia, które mnie wciąż nie opuszczało od czasu tamtego badania chipa. Dowiedziałam się, że w przeciągu tych paru dni Hope zatrudniła się i całkiem dobrze radziła sobie w części szpitalnej jako właśnie pielęgniarka. Spełniała się jako pomoc medyczna, ale wciąż wydawała się cicha, wręcz nieśmiała i unikająca ludzi. Gabe natomiast zaczął uczęszczać na zajęcia dla żołnierzy. Sprawdzają jego wytrzymałość oraz uczą sztuki walki, choć i to ponoć dobrze sobie przyswoił, a i miał spore umiejętności. Kiedyś musiał być przecież jakimś żołnierzem, strażnikiem być może, najemnikiem. Ja wciąż nie potrafiłam się odnaleźć w tym świecie. Nie za bardzo wiadome było, do czego mogę się przydać.

– Odkryto już coś, Hope? Macie moje testy od ponad tygodnia, a ja wciąż nic nie wiem. – warknęłam pomiędzy kęsami. Roznosiła mnie energia, której nie potrafiłam spożytkować. Widziałam, jak dziewczyna drgnęła i spojrzała niepewnie w stronę mężczyzny, jak gdyby Gabe miał być jej ratunkiem. Przede mną?

– Wiemy, że z pewnością… no…. jest jakby takim nośnikiem danych.

– Nośnikiem danych?

– No wiesz… taka pamięć podręczna. Ma podobną strukturę i …

– Czyli jesteśmy koniem trojańskim tutaj, czy może te dane w naszych chipach mogą pomóc Akerowi? – musiałam wiedzieć, czy stanowiliśmy zagrożenie dla reszty tu obecnych, czy też nie. Z tego, co już także wiem, nie odkryto jeszcze, kto odpowiada za te laboratoria i nasze przemiany. Kiedy już Aker zbliżył się do kogoś, kto odpowiadał za któryś z etapów, albo jedno z tych laboratoriów, znajdowano go martwego. Zupełnie, jak gdyby wiedzieli o zbliżającym się zagrożeniu i woleli sami się zabić, niż dać się złapać. Co stawało się frustrujące, bo nigdzie nas nie zaprowadzało. Umierały pionki w tej układance, ale to wciąż nie sam wierzchołek.

– Nie do końca wiemy. Póki co nie odkryto, by przez chipy był wysyłany jakiś sygnał.

– Czyli w sumie nic nie wiecie, tak?

– Mira! – spojrzałam na warczącego Gabe. Wzruszyłam ramionami i zabrałam się ponownie za jedzenie. Nie mogłam znieść tej bezczynności. – Hope robi, co może. Nikt nie wie, co to za technologia, a wiesz, że nie udało się zbadać jej dokładniej.

– Tylko, że wciąż nic nie wiemy, prawda? – skinął smutno głową. Zapatrzył się gdzieś w przestrzeń nad moim ramieniem. – Zaczynam sobie w snach przypominać niektóre sceny. A może to tylko sny? Ale tłumaczyłyby moje zdolności.

– O czym ty mówisz? – spojrzałam na niego, bo i ja miewałam różne, dziwne sny. Nikomu o tym jeszcze nie mówiłam. Może jednak, nie tylko ja takie miałam?

– Czasem widzę dużą salę z ekranami. Nie mogę się ruszyć. Coś mi wkładają i każą oglądać różne obrazy. Migają zbyt szybko, by je uchwycić. Ale mam wrażenie, że je znam, że one gdzieś tam są. – Nie musiał dodawać, że one są zapamiętywane w głowie. Może jednak tak uczono nas wielu rzeczy? Niemal wgrywano do głowy ważne sprawy. To by wiele tłumaczyło.

Poczułam, jak całe moje ciało się napina. Zupełnie, jak gdyby wszystkie mięśnie, bez mojej wiedzy, dostały sygnał do gotowości. Spojrzałam przez ramię w stronę wejścia. Aker wszedł wraz z dwoma żołnierzami i coś do nich mówił. Gdy tak stał przy wejściu, zbierało się wokół niego coraz więcej ludzi. Jeden z przybocznych strażników coś powiedział i towarzystwo wybuchło śmiechem. Poczułam skurcz gdzieś w środku. Zazdrość, że mnie tam nie ma, że to nie ja wykradam jego uwagę i to nie na mnie się skupia. Od kiedy stałam się taką egoistką? Musiał wiedzieć, że tu jestem. Skoro ja go tak wyczuwam, niemożliwe jest, by nie wyczuł mnie, prawda? Gabe coś do mnie mówił, czułam nawet, jak lekko mnie szturchnął, ale nie potrafiłam oderwać oczu od Akera. Moja bestia cicho mruczała, od samego patrzenia. Jego włosy były znacznie dłuższe, niż kiedyś, choć nadal lśniły w świetle. Ubrany, jak zawsze, na czarno – czarne bojówki, wojskowe buty i jakaś dopasowana bluza z długim rękawem. Mogłam nasycić oko każdym jego odbijającym się mięśniem, w pamięci odtwarzając, jak napinały się nade mną. Pamiętałam dotyk jego dużych dłoni na moim ciele, jego usta tak nienasycone.

I wtedy na mnie spojrzał. To była jedna chwila, ale mi wystarczyło. Widziałam, nawet z tej odległości, iskrę w oku. A może tylko chciałam ją zobaczyć? Niczego już nie mogłam być pewna. Skinął głową w naszym kierunku. Oddałam mu ten gest, nie spuszczając jednak wzroku. Patrzyłam prosto na niego, czując, jak cała płonę. Moja druga natura szalała w środku z niecierpliwości. Czułam, jak pragnęła wydostać się na zewnątrz. Ocierać się o niego. Oznaczać własnym zapachem.

Aker odwrócił wzrok. Czarnulka stała przy nim i coś mu mówiła. Jej ręka leżała lekko pod jego ramieniem, dotykając go po klatce. Może chciała jedynie zwrócić na siebie uwagę, ale nie podobał mi się fakt, że w ogóle go dotknęła. Warknęłam cicho w ostrzeżeniu, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Stała zbyt blisko niego. Praktycznie wciskała się w jego ramię, opowiadając coś. Odrzucała swoje ciemne włosy do tyłu, pokazując mu swoją szyję. Miejsce, gdzie pewnie chciała być całowana, a które ja tak bardzo pragnęłam rozerwać. Moje podniecenie zmieniło się w furię. Czułam, jak płonę, ale już nie z chęci ocierania się o mężczyznę. Teraz pragnęłam krwi.

Gabe szarpnął mnie za przedramiona. Spojrzałam na niego z uniesionymi wargami w niemym, ostrzegawczym, warczeniu. Hope cofnęłam się nieco, jak gdyby nie będąc pewna mojej reakcji.

– Wibrujesz. – wywarczał Gabe zbliżając swoją twarz do mojej. – To sprawia, że trudno utrzymać mi tą formę. A nie chcemy się tu przemieniać, prawda? Nie z tego powodu. – kiwnął delikatnie w stronę towarzystwa. Czułam, że Aker opuszcza pomieszczenie. Jednak moje mięśnie wcale się nie rozluźniły. Wciąż byłam spięta i gotowa do walki. – Musisz stracić tą energię, inaczej wybuchniesz. Zabieram cię na trening. – orzekł swym pewnym głosem. Próbowałam się skupić na jego słowach, jednak wciąż badałam atmosferę w pomieszczeniu, skupiona na tym, co dzieje się za moimi plecami.

– Masz rację, chodźmy. – wywarczałam. Pozwoliłam sobie wstać powoli, nie dając nikomu powodu do jakiekolwiek reakcji. Hope stwierdziła, że odprowadzi nas kawałek i pójdzie do części szpitalnej. Gabe trzymał się blisko mnie, jak gdyby nie wierzył, że się uspokoiłam.

Odłożyliśmy metalowe tace na specjalnej szafce i już prawie byliśmy przy wyjściu, gdy głos Czarnulki praktycznie wmurował mnie w podłogę. Stała z trzema innymi żołnierzami, w tym jedną kobietą. Nie zaszczycili mnie nawet spojrzeniem. Ona nim pachniała! Niezbyt mocno, ale mimo wszystko. Nosiła jego zapach, znak. I z pewnością wyczuwali to także inni. Opowiadała właśnie, jak przed chwilą skończyli trening i jak się dobrze po nim czuje. Usłyszałam, jak jeden z żołnierzy mówi jej, że nic dziwnego, skoro ich walka była tak intensywnie podniecająca i jeszcze chwila, a uprawialiby dziki seks na środku sali.

To była jedna chwila, gdy moje nogi odwróciły ciało w drugą stronę. Jedna sekunda, gdy cofnęłam się do szafki. Ręce objęły mocno jedną z tac. Słyszałam, jak Hope nabrała głośniej powietrza. I nim ktokolwiek mógł mnie zatrzymać, podeszłam do Czarnulki. Obejrzała się na mnie z taką wyższością. Nie czekając, aż ktoś powie jeszcze coś, albo zrobi – podniosłam ręce w górę i z całej siły zamachnęłam się tacą w jej stronę. W całej sali rozległ się głośny huk, gdy metalowa taca uderzyła prosto w twarz Czarnulkę, a jej ciało upadło na ziemię, zalewając podłogę krwią. Nie chciałam jej zabić. Jedynie skrzywdzić. Naznaczyć czymś innym, niż jego zapach.

Cisza. Tylko to było słychać w sali. Nikt nic nie powiedział. Żołnierze przestali jeść. Wszyscy nas obserwowali. Słyszałam tylko ciche jęknięcie kobiety u mych stóp. Rzuciłam tacę na ziemię. Pewnie nie nadawała się już do niczego, skrzywiona i teraz także zakrwawiona. Odwróciłam się na pięcie i wyszłam z sali. Widziałam kątem oka uniesioną brew Gabe i uśmiech w oczach.

Mam wrażenie, że to oduczy Czarnulkę, raz na zawsze, od zalecania się do mężczyzny, który nie jest dla niej. Aker będzie mój i tylko mój. A moja bestia nie lubi się dzielić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s