LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 10

WESZŁAM DO LABORATORIUM jako ostatnia, lekko spóźniona. Hope i Gabe już siedzieli na dziwnie odchylonych fotelach. Dziewczyna skulona poddawała się każdemu, kto podszedł, choć nogi podkuliła pod siebie i odmówiła ich wyprostowania. Nie dziwiłam się tej pozycji, skoro jej przeznaczeniem była rozrodczość nowego gatunku. Mężczyzna natomiast patrzył na każdego mijanego uważnie, warcząc pod nosem. Nawet nie wiem dlaczego, ale ich reakcja mnie rozbawiła. Wydawała się taka normalna po tym wszystkim, co przeżyliśmy. Gdy jednak mnie zauważyli, nieco się uspokoili, rozluźnili.

– Spóźniłaś się. – wyszeptała cichutko Hope, z pretensją. No dobrze, prawie pół godziny przyszłam później, ale z drugiej strony, co mogło się przez ten czas stać? Wiem, wiele…

– Słyszałam o wczorajszym zakładzie na siłowni. Gratuluję. – uśmiechnęłam się do pielęgniarki, która mówiąc to, prowadziła mnie na taki sam fotel, na jakich siedzieli moi przyjaciele. – Nathaniel jest jednym z najszybszych naszych żołnierzy. Dobrze było utrzeć mu nosa. No i dziś nie jest w stanie za dobrze chodzić.

– I dobrze. Nie lubię tak pewnych siebie. – uśmiechnęłam się do niej ponownie. Wydawała się taka miła w tym całym otoczeniu. I nagle mnie olśniło, skoro byłam w laboratorium, to mogli mi zrobić badania, sprawdzić coś, co nie dawało mi spokoju. Złapałam pielęgniarkę mocniej za rękę, przez co zadrżała i patrzyła na mnie przestraszona. Musiałam nieco rozluźnić uchwyt. – Przepraszam, ale czy moglibyście sprawdzić… Sprawdzić, czy wciąż mam chip? – skinęła głową.

Po chwili wróciła do mnie z małym urządzeniem. Zaczęła nim krążyć wokół ręki, krzywiąc się na mój nowy tatuaż. Dziwne, że wciąż był taki widoczny, skoro wszystko się goiło na mojej skórze. Musiało być jakoś chemicznie przetworzone, skoro wciąż utrzymywało się na skórze i nie znikało nawet z biegiem dni. Po chwili urządzenie zapiszczało potwierdzając, że mam chip. Jednak pielęgniarka przypatrywała się małemu ekranikowi ze zmarszczonymi brwiami.

– Coś nie tak? – zapytałam nieco przestraszona. Przecież Aker uznał mnie za zmarłą, bo znalazł przy jakiś zwłokach mój chip, który nadawano przecież tuż po urodzeniu. A skoro wykryło mi go nadal w organizmie, to czy mogły istnieć dwa takie same? Stworzone i podrzucone na miejscu zbrodni? Kto mógłby coś takiego wykonać? Pielęgniarka jednak kazała sprawdzić resztę mojego towarzystwa na obecność chipów. Teraz to ja zmarszczyłam brwi. Zatem coś musiało się dziać.

Nie minęło pięć minut, a drzwi do Laboratorium się otworzyły i wszedł Aker. Musieli go zatem wezwać, bo wątpię, by chciał jedynie sprawdzić, jak się czujemy. Podszedł do mojego fotela i patrzył wyczekująco na pielęgniarkę. Widziałam kątem oka, jak poprawiła sobie włosy, co tylko po części mnie rozbawiło, po części rozdrażniło. I to jednocześnie. Dlaczego miałam teraz tyle sprzecznych emocji?

– Mistrzu, obiekt pierwszy ma dwa chipy działające jednocześnie….

– Obiekt pierwszy? – wywarczałam. – Mamy imiona!

– Mira ma dwa chipy? – załagodził sprawę Aker, lekko gładząc mnie po policzku. Odchylił moje włosy z czoła, zaczesując je za ucho. Uśmiechnęłam się na okazanie mi takiego ciepła. Pielęgniarka jednak odchrząknęła i wróciła do obserwowania ekranu, a nie naszej chwili czułości. Czy Aker w ogóle zdawał sobie sprawę, że cały czas mnie dotykał, podczas rozmowy z pielęgniarką? Wydawało się, jak gdyby wcale o tym nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy z własnej potrzeby. Ja także będąc blisko niego czułam, że muszę go dotknąć, poczuć. A ta potrzeba prawie bolała. Nie chodziło o zbliżenie, erotyzm, a sam dotyk, choćby minimalny. Dlatego teraz pławiłam się w odczuciu jego opuszków na mojej nagiej skórze.

Warknięcie Akera przywróciło mnie do sytuacji w laboratorium. Z tego, co zrozumiałam, miałam dwa chipy. Żadnego jednak nie można było sczytać czytnikiem. Nie było na nich danych, które mogłyby być wyświetlone. Wiem, że zresetowanie czytnika nadanego przy urodzeniu było groźne i koszmarnie bolesne. Ruch Oporu kiedyś tego próbował. Pamiętam, jak ojciec opowiadał, że pogrzebali trzech czy czterech, którzy poddali się takiej próbie. Samo zresetowanie było możliwe, ale impulsy wysyłane przez czytnik, porażały układ nerwowy w pierwszej kolejności. Ów pacjent przeżyłam koszmar niemijającego bólu. Na ogół umierał w męczarniach, bo organizm nie wytrzymywał takiego napięcia. Jeden tylko członek RO przeżył taki zabieg, niestety umarł dwa dni później nie odzyskawszy przytomności. Skutki uboczne. Dlatego zaprzestano dalszych prób. A teraz okazuje się, że mój chip został zresetowany? Nie pamiętałam, by to robiono. Z drugiej strony ostatnie, co pamiętam, to walkę z bestiami, a potem pobudkę w Ośrodku. Czy zrobili mi to celowo, gdy byłam nieprzytomna? A może sama wyparłam te wspomnienia?

Drugi chip był znacznie poważniejszym wyzwaniem. Na ogół organizm nie wytrzymywał podwójnej dawki i kończyło się to śmiercią, paraliżem, padaczką. Ja posiadałam dwa. Nowy chip znajdował się w moim karku, a dokładniej wwiercony w kręgi. Pielęgniarka nie potrafiła sprecyzować, co to jest i do czego służy. Badania reszty mojej załogi potwierdziły – każde z nas miało dwa chipy i tajemniczy drugi znajdował się w kręgach szyjnych. W naszej krwi natomiast znaleziono tajemniczy składnik, który zmieszany z innymi substancjami, niwelował je, chroniąc własną krew. Gdy jednak próbowano poddać go szczegółowym badaniom, rozkładał się, zarażając resztę krwi, która po prostu się wypalała.

Hope zwinęła się na fotelu, rozumiejąc tylko tyle, że ma w sobie obce ciała, które w każdej chwili mogą się zacząć rozkładać i ją spalić od środka. Widziałam, jak wpadała w swój stan paniki, odłączając się od wszystkiego. Pragnęłam ją przytulić, dać choć na chwilę poczucie bezpieczeństwa.

– Zbadajcie na mnie ten drugi chip, nie na nich. – powiedziałam patrząc na przestraszoną dziewczynę naprzeciwko. Zerknęła na mnie z przestrachem, ale wciąż się strasznie trzęsła. Gabe nie podzielał jednak mojego zdania. Warknął z niezadowoleniem, ale to Aker najgłośniej zaprotestował. Ścisnęłam mu rękę i spojrzałam prosto w oczy. – A co, chcesz ich na to skazać? Ja wytrzymam, ona nie.

– Gabe jest silny, też może…

– Nie, Aker. Gabe jest silny, ale gdy coś pójdzie nie tak, przemieni się i jedynym sposobem będzie jego zabicie. Mi się nic nie stanie. – uśmiechnęłam się do jego zmartwionej twarzy. Uniosłam dłoń i wygładziłam zmarszczki na czole. Nie chciałam, by się martwił. To był jedyny sposób, by dowiedzieć się, co oni nam zrobili przez te lata i być może dowiemy się, kto jest za to odpowiedzialny. A może to nie tylko czip, ale i nadajnik? I właśnie ktoś wie, gdzie jesteśmy, że żyjemy. Może zaatakować Akera. A może to jakiś włącznik i jesteśmy niczym koń trojański, mając w sobie jakieś wirusy, bombę, cokolwiek? Nie mogliśmy tak ryzykować przecież. Spojrzałam w stronę pielęgniarki. – Proszę przeprowadzać na mnie wszystkie testy. Jeśli trzeba, podpiszę zgodę, czy co tam trzeba. Ale musicie sprawdzić, po co jest ten drugi chip, czy jest z nadajnikiem, albo czy to coś w naszej krwi nie jest… wirusem, bombą, albo czymś szkodliwym dla całej reszty.

– Jedyne, co wiemy, to wygląda to jak nanocząsteczki, które utrzymują wasze ciała w zdrowiu, naprawiają zniszczone tkanki, kości. Gdybym wiedziała o wczorajszym zakładzie, przetestowalibyśmy, jak bardzo nanocząsteczki wpływają na poprawę kondycji. Ale nie możemy ich wyizolować, bo się bronią i niszczą zarówno siebie, jak i nosiciela. – zagryzłam mocniej wargę. Musiałam o tym dłużej pomyśleć. Po co mieliby tak nas zmieniać? Żołnierz idealny?

– Czy tylko ja i Gabe to posiadamy, czy też ma je w sobie Hope?

– Obiekt trze…. Hope posiada je w bardzo małej ilości. Pewnie ma to związek z przeznaczeniem obiektu… znaczy się osoby. Jednak to ty masz ich najwięcej, nawet Gabe nie posiada ich aż w takiej ilości. – to by tłumaczyło mój głód po każdej walce, prawda? Nie byłam potworem, tylko stałam się przez to, co nosiłam w sobie.

– Jak one się żywią? – zapytałam dla pewności. Widziałam, jak Aker się skrzywił.

– Pełna symbioza. Ty dbasz o siebie, a one się na tobie żywią, nie naruszając za bardzo. Sądzę, że po prostu potrzebują krwi, ale muszę to jeszcze zbadać. – ale wiedziałam już, że takie badanie nie jest możliwe. Jak niby miałaby sprawdzić, czym żywią się nanocząsteczki, jeśli nie potrafi ich oddzielić? One muszą być w mojej krwi. Może to przez ten chip? Żyją tylko we mnie, bo tylko ja mam chip w karku.

– Czy Nadia też posiada nanocząsteczki?

– Właśnie to sprawdzają. Ma dwa chipy, jak wy, ale… – spojrzałam na Akera, gdy się zawahał. – Ten drugi chip jest uszkodzony. Zrobiliśmy skan całego jej ciała i widać, że musiała się zmieniać, przez co chip inaczej się wrósł.

– Ale nanocząsteczki mają głównie za zadanie naprawiać nasze ciała, tak? A skoro jej ciało źle się zrosło, to może te małe ustrojstwa próbują to naprawić, osłabiając resztę ciała? Jest niedożywiona i…

– Podajcie jej dużo krwi i mięsa. – rozkazał Aker. Widziałam jego umęczony wzrok.

– Surowego – wyszeptałam do niego, skrył się jednak już za swoją maską, przez co nie mogłam odczytać wszystkich emocji. Czy był zniesmaczony mną? Ja byłam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s