Mroczni. Nadia–Rozdział 13.3.

SIEDZIAŁAM Z KUBKIEM gorącej kawy na schodach, owinięta teraz kocem. Patrzyłam na drzwi, jak gdyby miały one wszystkie odpowiedzi. Czekałam. Musiałam go zobaczyć i przekonać się, że wszystko z nim jest dobrze. Potrzebowałam potwierdzenia i to nie było ważne teraz, czy faktycznie zajął się pozostałością po moim bałaganie, czy też nie. Najważniejsze, by wrócił.

Telefon cicho zawibrował, przesuwając się po stopniu. Spojrzałam na wyświetlacz – kolejny sms od Connora. Nie odpowiedziałam na trzy poprzednie, dlatego pewnie tak się zmartwił. Pisał, że wraca za parę dni wraz z Mattem i pewnie urządzimy jakiegoś grilla. Dzięki temu poznam wszystkich mieszkańców, bo z pewnością przyjdą w odwiedziny. Odsunęłam od siebie telefon, nie potrafiąc się do końca cieszyć jego przyjazdem.

Drzwi cicho się otworzyły. Ian powoli wkroczył do prawie ciemnego domu, wszak paliła się tylko mała lampka w kuchni, dając przyjemny półmrok.

– Ian…. – wyszeptałam, widząc jego ostrożne kroki. Dlaczego tak się skradał? Podniósł na mnie zdziwiony wzrok.

– Nie musisz się martwić, posprzątałem. – skinęłam głową, ale wciąż nie potrafiłam się ruszyć. Patrzyłam, jak przyglądał się mi przez chwilę, zakładając tą swoją maskę zakrywającą wszelkie emocje. Nienawidziłam, gdy to robił. – Piłaś koktajl? Powinnaś chyba pić go więcej… – zmarszczył brwi. Patrzył wszędzie, tylko nie na mnie.

– Przepraszam…

– Za co? Załatwiłaś sprawy po swojemu. Na drugi raz bądź ostrożniejsza i naucz się sprzątać po sobie. Poproś Connora, nauczy cię…

– Connor nie może się o tym dowiedzieć. – wywarczałam, patrząc wciąż wprost w jego oczy. Teraz nieco zdziwiony, skinął jedynie głową. – Nawet nie możesz na mnie patrzeć… – ponownie wyszeptałam czując, jak coś we mnie skręca się boleśnie. Otuliłam się bardziej kocem.

Ian usiadł obok mnie na stopniu. Nie patrzyliśmy na siebie. Jedynie wpatrywaliśmy się nieprzytomnie przed siebie. Ułożyłam głowę na jego ramieniu. Czułam od niego krew i las. Bałam się nawet zapytać, co zrobił z ciałem i co stało się ze świadkiem. Obawiałam się nawet poruszyć temat Starca, który wraz ze zwierzętami czekał pewnie na moje przybycie.

– To będzie nasz sekret. Nikt nie musi się dowiedzieć.

– Nie chcę, byś miał przez to kłopoty. – ale on jedynie pokiwał głową, jak gdyby właśnie tego wszyscy oczekiwali – kolejnego jego wybryku. Ale ja wiedziałam, że nie jest wcale taki zły. Poszedł swoją ścieżką i z jakiś powodów nie chciał być taki sam, jak jego brat. Może nie nadawał się do mieszkania w takich miasteczkach i robienia tego wszystkiego, czym zajmował się Connor i Matthew. Co doprowadziło do zmiany jego trybu życia? I co sprawiło, że jednak wrócił tutaj i mieszka w swoim starym domu? Nikt na niego nie czeka? A może właśnie dlatego teraz wrócił – bo stracił osobę, która miałaby na niego wpływ, trzymała w garści jego serce. Na samą myśl ponownie mnie ścisnęło nieprzyjemnie. Nie chciałam, by ktoś na niego czekał. Dobrze było mi ze świadomością, że tu jest, że mogę na nim polegać.

– Nikt nie powiąże tego z nami, spokojnie.

– Ale są świadkowie….

– Zapewniam cię, że nie powiedzą słowa.

– Dziękuję. – pocałowałam go delikatnie w ramię. Spojrzał na mnie i jego oczy nabrały dziwnej intensywności. Ciemniejsza otchłań, którą poczułam wewnątrz siebie. Robiło mi się coraz cieplej, gdy tak wpatrywałam się w jego oczy.

Złapał z warknięciem moją twarz w swoje dłonie i mocno ścisnął, całując moje usta. Mocno. Władczo. Jęknęłam, otwierając delikatnie usta. Skorzystał natychmiast, wsuwając język. Zapraszał do wspólnej zabawy. Drżałam i poddawałam się mu. Trzymałam mocno jego nadgarstków błagając w myślach, by nie przestawał. Był taki… intensywny. Żywy.

Jęknęłam, pozwalając, by robił ze mną wszystko, co chciał. Nigdy nie czułam takiej lekkości i intensywności. Moje ciało drżało, paliło się od wewnątrz. Chciałam mocniej, więcej. Przygniótł mnie jednak tak, że nie mogłam się ruszyć. Chciałam go objąć, przyciągnąć do siebie. Nie pozwalał mi jednak na nic. Jedynie mogłam oddawać i pozwalać mu brać tyle, ile zechciał. I podobało mi się to.

Telefon wibrował na stopniach. Ian z warknięciem oderwał się ode mnie. Spojrzał swym dzikim, mrocznym spojrzeniem wprost we mnie, a potem wyszedł trzaskając drzwiami. Patrzyłam, jak odchodzi. Podskoczyłam, gdy drzwi z hukiem zamknęły się za nim. Na wyświetlaczu wciąż migało jedno imię. Odchrząknęłam i odebrałam, wciąż próbując uspokoić moje wrażliwe ciało.

– Cześć Connor….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s