LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 9.3.

TEJ NOCY NIE MOGŁAM zmrużyć oka. Byłam sama w ogromnej, pustej sypialni. Dawno już nie spałam w tak wygodnym łóżku. W dodatku pachniało Akerem, co sprawiało, że moja druga natura wiła się. Chciała się wydostać. Czułam podniecenie, którego dawno nie czułam. I nigdy aż tak wzmożone. Odrzuciłam okrycie i ubrałam się szybko w dresy. Potrzebowałam trochę wysiłku fizycznego. A pamiętałam doskonale, że piętro niżej zdaje się była siłownia i sala gimnastyczna. Skoro nie mogłam iść pobiegać, to trzeba było inaczej spalić energię.

W siłowni były jakieś osoby. Weszłam do środka i przyjrzałam się sprzętom. Nie zwracałam uwagi na osoby, które też tam były. Podeszłam do czegoś na wzór bieżni. Potrzebowałam przebieżki, a ta mi wystarczała. Włączyłam średnie obroty i wskoczyłam na przesuwającą się płaszczyznę. Nogi natychmiast dopasowały się do prędkości. Patrzyłam przed siebie, nie za wiele widząc tak naprawdę. Bieg pozwalał mi się oderwać od wszystkiego, od problemów i wątpliwości. Nieco rozjaśniał mi myślenie. A o to właśnie chodziło. Mniej więcej.

– Małe wyścigi, Świeżynko? – spojrzałam na lewo, prawie się potykając, co spotkało mnie z lekkim parsknięciem za plecami.

Obok mnie, na drugiej bieżni był młody mężczyzna. Na pierwszy rzut oka nawet przystojny. Blond włosy krótko ścięte. Lekko opalona skóra i zielone oczy. Przypominał mi raczej kota, niż zmiennego wilka, ale co ja się tam znam, prawda? Rzucał mi wyzwanie, a tego zdecydowanie nie powinien robić. Może chciał się popisać przed znajomymi? Za moimi plecami była Czarnulka i jej dwie koleżanki. Każda ubrana w dopasowane spodnie i sportowy stanik. Wyglądały seksownie, przynajmniej w porównaniu z moją za dużą podkoszulką i luźnymi spodniami. Widziałam kpinę w ich oczach.

– A co z tego będę miała, jak już wygram?

– Skąd pewność, że wygrasz. – ale w odpowiedzi, uśmiechnęłam się tylko do niego, by zrozumiał, jaką mam pewność siebie w tej materii. Właśnie tego potrzebowałam. Nie tylko straty energii, ale również dobrej zabawy.

Przyjęłam zakład. Włączyliśmy nasze bieżnie na najwyższe obroty i na sygnał dziewczyn, wskoczyliśmy na nie, natychmiast biegnąc. Czułam przyjemne pieczenie mięśni. Moja bestia właśnie się przeciągała wewnątrz mnie, czując początek dobrej zabawy. Dziewczyny przeszły na przód, by nas obserwować uważnie. Nogi uderzały o płaszczyznę. Regulowałam oddech. Czasem zamykałam oczy, oddając się przyjemnemu uczuciu samego biegu, wyzwolenia i wolności.

Po pół godzinie moje myśli przerwało sapnięcie. Otworzyłam oczy i spojrzałam na mężczyznę obok mnie. Dalej biegł, ale coraz bardziej widziałam jego zmęczenie. Jego koszulka była przemoknięta. Spodnie się przykleiły. Po czole spływały mu kolejne krople. Mój strój też pewnie wyglądał podobnie, ale ja nie czułam zmęczenia. Ja się dobrze bawiłam. Spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Ale nie mógł zrezygnować, nie przy znajomych, których swoją drogą się nagle trochę uzbierało. Drgnęłam widząc innych żołnierzy, czujnie nas obserwując. To jedynie dodało mi skrzydeł. Uśmiechnęłam się miło i kontynuowałam niemal spokojny bieg nie zwracając uwagi na coraz głośniejsze sapanie mężczyzny.

Otworzyłam oczy, gdy ktoś znów zasyczał, a drzwi od sali się otworzyły z hukiem. Natychmiast się spięłam, wyczuwając, kto zmierzał w naszym kierunku. I nie był wcale zadowolony. Z drugiej strony nie robiłam przecież nic złego. Natychmiast Czarnulka podbiegła do niego i delikatnie ułożyła dłoń na jego bicepsie, zatrzymując Akera i szepcząc coś do niego. Warknęłam głośno czując, jak moja bestia postanawia teraz bawić się znacznie inaczej. Aker nie spuszczał ze mnie swojego wzroku. Odsunął się delikatnie od dziewczyny i stał z założonymi rękami.

– Na kogo stawiasz? – wysapałam patrząc na niego z lekkim uśmiechem.

– Nie będę zakładał się o takie rzeczy. Jutro oboje nie będziecie w stanie chodzić.

– Mogę leżeć cały dzień. – uśmiechnęłam się szeroko. Pokiwał jedynie głową i czekał. Żołnierz obok ledwo już łapał powietrze. Spojrzałam na jego stopy, które ledwo już podnosiły się na czas. Coraz częściej się potykał. Spojrzał na mnie z uznaniem, po czym unosząc wysoko ręce w geście kapitulacji zszedł z bieżni, kładąc się na ziemi i ciężko oddychając. Ktoś mu podał ręcznik i wodę. Uśmiechnęłam się szeroko i wyłączyłam sprzęt. Przeciągnęłam się. – Musimy koniecznie to powtórzyć. Daj znać o następnym razie. – powiedziałam do dzielnego żołnierza, pochylając się nad nim lekko. Parsknął ledwo śmiechem, ale wiedziałam, że nie żywi do mnie negatywnych emocji.

– Dobra, rozejść się do pokoi. – Aker jeszcze klasnął w dłonie. Każdy podniósł się i poszedł w kierunku drzwi. Poczułam silniejszy uścisk na nadgarstku. – Powinnaś mnie zawiadomić, że wychodzisz. – wywarczał do mnie, gdy praktycznie wyciągnął mnie z pomieszczenia i ciągnął do swoich komnat.

– Nie było cię, jak się obudziłam. Co niby miałam zrobić? – wywarczałam do niego, ale zdaje się nie słuchał.

Jedynie skinął głową mijającą nas dziewczynę, po czym praktycznie zaciągnął mnie schodami wprost do swoich pokoi, gdzie wrzucił mnie do sypialni i z hukiem zatrzasnął drzwi. Liczyłam cichutko, że będzie mi towarzyszył, ale słyszałam, jak usiadł na sofie. Nie rozumiałam jego zachowania. Co ja niby takiego zrobiłam? Nudziło mi się, więc poszłam na siłownię. A zakład był taki niewinny.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s