Mroczni. Nadia–Rozdział 13.2.

USŁYSZAŁAM CICHE KROKI. Spojrzałam w dół. Ian stał trzy drzewa dalej i się rozglądał. Widziałam, jak próbował wyczuć mnie. Pewnie już czuł, śmierdziałam krwią i tym wszystkim. Mój strach z pewnością też wyczuł z daleka. Zeskoczyłam z drzewa i patrzyłam na niego. Zbliżył się powoli. Patrzył na mnie uważnie.

– To nie twoja krew?

– Nie cała. – wyszeptałam, nie potrafiąc dłużej patrzeć mu w oczy.

Podniósł moją twarz do góry, trzymając mój podbródek. Oglądał dokładnie twarz, która teraz pewnie zmieniała kolor. Delikatnie opuszkiem przejechał po pulsującym policzku i kości. Tam dostałam trzy razy pięścią. Może właśnie dlatego nie mogłam swobodnie otworzyć lewego oka. Powieka ciążyła, a oko piekło. Warknął cicho i przeszedł do dalszych oględzin. Wciąż byłam naga, cała we krwi i ziemi. Gdzie nie gdzie wciąż czułam wbite w ciało runo leśne. Ukucnął przede mną. Zbliżył do mnie twarz, ale nie dotykał. Był milimetry od mojej skóry. Najpierw brzuch, potem zszedł niżej. Drżałam. Wąchał mnie. Mógł zapytać, ale on wolał sam sprawdzić. Warczał coraz głośniej. Wiedziałam, że sam teraz zaczynał czuć rządzę krwi. Odwrócił mnie tyłem do siebie. Przejechał delikatnie palcami po miejscu, gdzie pięść wylądowała na moich plecach. Potem przejechał po pośladkach, gdzie dostałam mocne klapsy. I nagle się zatrzymał. Dokładnie w miejscu, gdzie tamten się o mnie ocierał swą męskością. Teraz jego warczenie bardzo się nasiliło.

– Mam nadzieję, że cierpiał. – wywarczał i oparł swe czoło tuż nad moimi pośladkami. Nie czułam jednak strachu. Chciałam, by tam został, by mnie przytulał. Moje ciało drżało, ale nie ze strachu, a z oczekiwania.

Poczułam język, który przejechał tuż nad linią pośladków. Powoli. Delektował się. Po chwili warknął i odskoczył. Był zły – czułam to w powietrzu.

– Wracaj do domu lasem. Wykąp się. I nikomu nic nie mów. – skinęłam głową i pobiegłam. Nie musiałam mu mówić, gdzie zostawiłam mężczyzn, trafi przecież do nich po zapachu. Nie chciałam także wiedzieć, co teraz z nimi zrobi. Przecież wyczuł doskonale, co chcieli, co próbowali zrobić. Znał ich, byli przecież mieszkańcami tego miasteczka. Mieli ojców, matki, być może rodzeństwo. Ktoś zauważy ich zniknięcie. Nie chciałam, by Ian wpadł przez to w kłopoty. Z drugiej strony był pierwszą osobą, o której pomyślałam, że mógł mi pomóc. Owszem, w głowie miałam Connora, ale to nie do niego chciałam zadzwonić. Nie chciałam go rozczarować. Tak bardzo pragnęłam, by wciąż miał o mnie dobre zdanie. Ian to co innego, on mógł poznać całą mnie, całą prawdę. I wiedziałam, że mi faktycznie pomoże.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s