LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 9.1.

Opatuliłam rozgrzane ciało w ogromny, ciemny ręcznik. Tak przyjemnie było skorzystać z prysznica i nie oglądać się za siebie. Nawet nie wiedziałam, jak bardzo byłam brudna. Szorowałam tak mocno skórę, że teraz cała była czerwona. Nie wiem, jak długo stałam pod przyjemnym prysznicem, czułam jednak, że wystarczająco długo, by ktoś się zniecierpliwił. Na brzegu szafki zauważyłam złożone w kostkę ubrania. Wytarłam się i szybko je założyłam. nie było bielizny, za to wygodne spodnie dresowe i bokserka. Musiało wystarczyć. Chwyciłam produkty, które także zostawiono obok zlewu. Szczoteczka do zębów z prawdziwą pastą miętową, a nie tym tanim substytutem. I grzebień, taki drewniany z rzeźbioną rączką. Ręcznikiem przetarłam zaparowaną taflę sztucznego szkła. patrzyłam przez chwilę na własne odbicie, doszukując się zmian w wyglądzie. Dawno siebie nie oglądałam. W ciemnych włosach zauważyłam jedno całkiem białe pasemko, jak gdybym dziwnie osiwiała. Może to efekt tych eksperymentów i stresu? Nie zauważyłam niczego jednak, co rzucałoby się w oczy. Otworzyłam usta i przyjrzałam się zębom. Nie wyglądały inaczej. Wszystko ze mną było w normie, wewnątrz jednak coś się zmieniło. Czułam doskonale intruza, który teraz spokojnie sobie odpoczywał po walce. Najedzony. I na samą myśl, co ten intruz jadł, poczułam mdłości.

Wyszłam z łazienki wprost do sypialni. Łóżko było zasłane i wyglądało naprawdę przytulnie. Ale to inne aromaty przywoływały mnie do siebie. Przez otwarte drzwi weszłam do kolejnego pomieszczenia. Aker skończył właśnie nakrywać do małego stolika w rogu pomieszczenia. Uśmiechnął się do mnie i skinął ręką w stronę krzesła. Oddałam mu uśmiech. Usiadłam grzecznie, czekając na to, co zrobi dalej. Nalał mi kawy, takiej najprawdziwszej. Nie pamiętam, kiedy ją piłam, ale czułam już ogromną potrzebę jej wypicia. Po chwili mężczyzna usiadł naprzeciwko mnie i zaczął nakładać sobie pożywienie. Patrzyłam na niego jedynie znad filiżanki.

– Nie wierzyłeś mi, gdy zadzwoniłam. – wyszeptałam, bo cały czas nie dawał mi spokoju ten lęk, że on zwątpił we mnie, przestał szukać i minęło zbyt wiele czasu. Aker odłożył jedzenie i przyglądał mi się przez chwilę.

– Pochowaliśmy ciebie i Nadię dziesięć lat temu. A potem odbieramy nagle wezwanie z kodem czerwonym na linii, którą tyle czasu nie używaliśmy, a trzymaliśmy jedynie dla… naszych wtyczek. Przedstawiłaś się, ale mimo to…

– Dlaczego mnie pochowaliście, skoro żyję?

– Miro… kiedy przybył oddział, nie za wiele było do zrobienia. Zmasakrowane ciała. Moi żołnierze potwierdzili, że to wy. Wasze ubrania, komunikatory, dokumenty i czipy… Jak miałem w to nie uwierzyć? – widziałam ból w jego oczach. Mówił prawdę, czułam to całą sobą. Ale jakim cudem jakieś ciało miało mój czip?

– Nadia zaczęła walczyć i kazała mi uciekać, wezwać ciebie. Miałeś nas chronić. A potem … oni mnie ścigali, a Nadia ledwo dawała sobie radę. Bestie mnie dorwały zaraz po wezwaniu pomocy.

– Cały czas byłaś w tamtym ośrodku?

– Nie wiem, Aker… obudziłam się w jakimś pokoju, próbowałam się wydostać, ale mieszańce i zmienni na mnie polowali. Potem zobaczyłam ciała, pozostałości innych. Tych, przede mną. – wyciągnęłam rękę w jego stronę. – Byliśmy numerami. A oni zrobili sobie z nas zwierzynę. Odnalazłam Hope, która znacznie dłużej tam wytrzymała. Nauczyła mnie wykradać im jedzenie i chodzić ostrożnie. A potem znalazłam jeszcze laboratorium dla hybryd, a tam Gabe’a i Nadię. Kiedy się do niej dostałam, właśnie była gwałcona przez strażnika. Niewiele z niego zostało. – to ostatnie wywarczałam. Poczułam, jak męska dłoń otula moją. Dotyk sprawił, że się rozluźniłam trochę, uspokoiłam.

– Z Nadią jest źle, Mira. Odzyskuje i traci przytomność. Próbowali ją zmienić, dostała silne środki hormonalne. Nie wiemy, czy przeżyje. – skinęłam głową. Już wtedy nie wyglądała za dobrze, w tamtym laboratorium.

– Porozmawiam z Gabe i Hope. Oddadzą krew do badań i co tam będzie trzeba i wtedy porównacie. Mam wrażenie, że próbowali Nadię zmienić na wzór Gabe’a. Ale proszę, nie zmuszajcie ich do niczego. Nie zamykajcie w niewoli. Nie po to tyle się natrudziliśmy, by się stamtąd wydostać, by teraz znów nas zamknięto.

– Jeśli tylko nie będzie z nimi problemów. – zrozumiałam. Musiałam z nimi porozmawiać i wyjaśnić im wszystko. Dla mnie to logiczne, że będziemy pod stałą obserwacją. Mam tylko nadzieję, że oni nie będą mieli tego za złe, że zrozumieją.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s