Mroczni. Nadia–Rozdział 9

Tenebris, sierpień

Otworzyłam cicho drzwi. W domu wyczułam co prawda trzy osoby, dlatego nie chciałam za bardzo być zauważona. Wystarczająco byłam zmęczona po pracy. Co prawda James i Kate nie dawali mi się we znaki, ale za to niektórzy z mieszkańców, przychodzący codziennie na obowiązkowe piwko po pracy, byli zbyt głośni, zbyt otwarci w swych propozycjach. Może i kelnerka potrafiła z nimi flirtować i przez to dostawała całkiem ładne napiwki. Ja jednak nie mogłam nawet się do nich uśmiechnąć. Już drugi tydzień próbowano namówić mnie do wielu rzeczy z minimalną ilością ubrań, jednak za każdym razem odwracałam się i ignorowałam natrętów. Jedyną osobą, z którą często rozmawiałam i się uśmiechałam, był starzec pijący przy barze swoje codzienne piwo. On, jako jedyny, odnosił się do mnie z szacunkiem i naprawdę chciał porozmawiać. Dzielił się też wiadomościami, historiami o Tenebris. Chłonęłam wszystko, jak gąbka. Chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. Omijał jednak temat przypadłości mieszkańców, jak to zwykłam nazywać. Nie wspomniał nic o zmiennych, jedynie przestrzegał przed wychodzeniem po zmroku. Opowiedział jednak historię, gdy był jeszcze małym chłopcem i nie posłuchał rodziców. Zostawili go z niańką, a sami pojechali na jakieś przyjęcie w Fabryce. Ale był zbyt nieusłuchany i wymknął się z bratem przez okno w sypialni rodziców. W lesie natknęli się na walkę dwóch wilków, które potem zmieniły się w koty. Gdy opowiadał o tym rodzicom i innym mieszkańcom, nikt nie chciał mu uwierzyć. Uciekał z bratem przez las, tylko że brata nigdy nie odnaleziono.

Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Po tamtej nocy życie w jego rodzinie się zmieniło. Ojciec pracował na półtora etatu, a po pracy przychodził do tego baru. Często koledzy musieli go odwozić do domu, kompletnie pijanego. Matka nigdy nie poradziła sobie z tą tragedią. Zmarła dwa lata później. A dorastający chłopak został sam z pijanym ojcem wiedząc, że wszyscy uważają go za wariata i obwiniają go o zaginięcie drugiego chłopca. Dopiero po paru latach odkryto, że są tu mieszkańcy, jakże inni od ludzi. Zjechali do Tenebris i stworzyli z niego własne miasto. A potem starzec po prostu dopił piwo i wyszedł, nie opowiadając historii dalej. Czy to wtedy sprowadził się Jack z Connorem? Czy może byli wtedy inni? Wiekiem by nie pasowali, ale może to ich rodzice byli tymi pierwszymi Mrocznymi tutaj? Chciałam dowiedzieć się o tym jeszcze więcej. Historia dwóch chłopców nie pozwalała mi zapomnieć, z kim tak naprawdę mam do czynienia. Mogli zabić dziecko? No dobrze, uciekające, ale mimo wszystko – to wciąż było dziecko. I kto to zrobił? Czy znają winnego i go ukarali po swojemu?

Zamknęłam cicho drzwi. W kuchni panował bałagan. Na spodku leżały niedopałki. Jakieś talerze i resztki pizzy. Przy schodach zobaczyłam jeden but na wysokiej szpilce. A zatem mamy gości, a raczej Ian ma? Zsunęłam przy drzwiach buty i poruszałam obolałymi palcami. Chciałam spędzić resztę wieczoru w ciszy i spokoju. Odpocząć. Do tego byłam głodna.

Drzwi z sypialni na dole uderzyły o ścianę. Wybiegła z nich jakaś blondynka, której ledwie dałabym pełnoletność. Miała na sobie jedynie bardzo skąpą bieliznę, o ile można było ją tak nazwać. Śmiała się z czegoś i ciągnęła rękę drugiej dziewczyny, także blondynki. Ta jednak była już w samych stringach. Obie bose, szczupłe i piękne. Tylko tak strasznie młode. Odwróciły się i stanęły tuż przede mną.

– Ian! – krzyknęła jedna z nich, choć nie musiała tego robić. Z pewnością już mnie wyczuł. Próbowały zakryć się rękoma, gdy ja swoje złożyłam na klatce piersiowej. Mężczyzna wyszedł i mogłam przez chwilę podziwiać jego doskonałe mięśnie. Ubrany jedynie w bokserki. I z tym swoim zawadiackim uśmiechem. – Kim ona jest?!

– Ja tu mieszkam! – wywarczałam i spojrzałam na winowajcę. Nie wyglądał jednak na skruszonego. Wręcz przeciwnie, gładził dziewczyny po ramionach.

– Były tak dobre, że przywiozły pizzę. Inaczej padłbym z głodu.

– Lodówkę mamy pełną. – uśmiechnęłam się lekko do niego, ale nie był to wesoły grymas. Miałam ochotę go rozszarpać za ten zadowolony wyraz twarzy, za nagie kobiety w naszym domu i za to, że nic sobie z tego nie robił.

– Ale tak przynajmniej mam pełen serwis. – po czym klepnął po tyłkach dziewczyny i kazał wracać do sypialni. A sam przeszedł obok mnie i skierował się w stronę lodówki, z której wyjął zimną wodę i sześciopak piwa. – Powinnaś wypić swój koktajl. Jesteś drażliwa, gdy jesteś głodna.

– Jestem drażliwa?! Pomyślmy, wracam z pracy i zastaję nagie kobiety biegające po domu, gdy miałam zupełnie inne plany.

– Chciałaś sama biegać nago po domu? Nie krępuj się. – w sekundzie znalazłam się przy nim. Złapał mnie za nadgarstek nim zdążyłam go uderzyć. Potrząsnął moją dłonią bym zobaczyła, jak wydłużone miałam szpony. Chciałam go uderzyć zmienioną ręką? Warknął, ale próbowałam ponownie go uderzyć. Szarpnęłam się, ale trzymał mnie zbyt mocno. Podniosłam kolano licząc, że spotka się mocno z jego klejnotami, ale w sekundę wyminął mnie. Wygiął mi rękę do tyłu i stanął za moimi plecami, przygniatając mnie do lodówki. Nie mogłam się ruszyć. Warczał ostrzegawczo, ale ja wciąż się szarpałam.

Jego warknięcia stały się inne. Już nie ostrzegawcze, a raczej… sama nie wiem nawet, jak to sprecyzować. W powietrzu unosiła się mieszanka naszych zapachów. Poczułam, jak przez to całe szarpanie ocierałam się o niego. Wypukłość jego bokserek ocierała się dokładnie o moje pośladki. Jęknęłam nagle pełna świadomości i potrzeby tego, co się właściwie dzieje. Jego ciało ocierało się o mnie. Moje samo do niego przylgnęło. Odchyliłam głowę, gdy ponownie warknął cicho w moje ucho. Lekko polizał teraz dobrze widoczną szyję. Przygryzł skórę, a ja znów jęknęłam. Jego uścisk się wzmocnił.

– Wypij ten pieprzony koktajl. – wywarczał do mojego ucha i odskoczył ode mnie. Spojrzałam przez ramię na niego. Ciężko oddychał. Jego oczy były przemienione, ale zmroziło mnie jego spojrzenie, pełne niedowierzania. Czy on właśnie … ?

– Ian… – wyszeptałam, ale on jedynie odszedł jeszcze dalej ode mnie. Przeczesał palcami włosy. Warknął i poszedł szybkim krokiem w stronę swojego pokoju. Drzwi z hukiem się zamknęły. Usłyszałam tylko pytanie dziewczyn, gdzie piwo.

Oparłam czoło o zimne drzwi lodówki. Co tu właściwie zaszło? Próbowałam uspokoić swój szalejący oddech i bicie serca. Gdyby się nie odsunął, błagałabym go o zerwanie ze mnie ubrań. Sama chciałam to zrobić. Czułam taką ogromną potrzebę poczucia naszych ciał ocierających się o siebie, bez żadnych osłon, przeszkód. Ciało do ciała. Zagryzłam wargi i ponownie jęknęłam. Potrzebowałam naprawdę lodowatego prysznica.

Otworzyłam lodówkę i odkręciłam butelkę, którą dostarczył mi Connor. Powiedział, że to specjalny odżywczy koktajl dla mnie. Był pyszny i gęsty. Wypiłam go jednym łykiem. Butelkę wyrzuciłam do kosza i chwyciłam kolejną. Ją także wypiłam od razu. Obejrzałam raz jeszcze kuchnię i pobiegłam na górę. Musiałam się uspokoić. Na schodach słyszałam jeszcze krzyki dziewczyn i warczenie Iana. Poczułam, jak robi mi się niedobrze. Coś mnie ścisnęło mocniej i potrzebowałam naprawdę siły charakteru, by nie zejść na dół i nie wyrzucić tych dziewczyn z naszego domu. Prysznic! Tak, tego potrzebowałam. Z daleka od zapachu seksu i Iana.

* * * * *

Siedziałam przy sprzątniętej ladzie i piłam poranną kawę, tak potrafię już sama zrobić, Ian pokazał mi jak, gdy drzwi od sypialni współlokatora się otworzyły. Usłyszałam ciche kroki, a po chwili pokazała się jedna z blondynek z jakże pięknym bałaganem na głowie. Próbowała ręką naprawić fryzurę, ale niewiele to dało. Spojrzała na mnie, jak gdyby próbowała dopasować mój obraz do tego miejsca, a może sytuacji, a potem powolnym krokiem ruszyła w stronę ekspresu do kawy. Zacmokałam i wyprostowałam nogę tak, że zagrodziłam jej wejście do dalszej części kuchni. Spojrzała na mnie pytająco.

– Nie twój dom. Chcesz kawy? Wracaj do siebie.

– Ale chciałam Ianowi…

– Sam może sobie zrobić. A teraz wypierdzielaj z mojej kuchni. – warknęłam i pozwoliłam jej zobaczyć moje zmieniające się oczy. Tak, ćwiczyłam w nocy ten trik. Przyda mi się pewnie w barze także przy tych robotnikach. Dziewczyna pisnęła cicho i ruszyła pędem w stronę sypialni, zamykając za sobą drzwi. Uśmiechnęłam się do siebie i wróciłam do picia porannej kawy. Dziś miałam wolne, więc mogłam sobie pozwolić na błogie lenistwo. Co prawda miałam zupełnie inne plany, ale dlaczego z rana miałabym nie dokuczać tym dziewczynkom? Naprawdę nie sądziłam, by były pełnoletnie. A może jednak były… od niedawna? I czy ich tatusiowie wiedzą, co córeczki robiły z Ianem? Zresztą już po chodzie można było poznać, czym się zajmowały tej nocy. A po krzykach z nocy podejrzewam, że będą miały problemy z siedzeniem. Ian musiał być dla nich naprawdę ostry.

– Mogłabyś nie straszyć gości?

– To twoi goście i jeśli chcą pić kawę, niech się do niej dorzucą. Przypominam, to ja robię zakupy. – nawet na niego nie spojrzałam. Nie chciałam. I po trochu się bałam po tym, co wczoraj między nami zaszło. Dlatego patrzyłam na ladę i bawiłam się prawie pustym kubkiem kawy.

– Drażliwa z rana. Ciężka noc? – prychnęłam. Nie zamierzałam tego komentować. Ian klikał coś przy ekspresie. Usłyszałam tylko jeden kubek. Czyżby im jednak nie robił kawy? Czy będą pić z jednego? Znów poczułam ten uścisk w brzuchu. Przełknęłam warczenie, które rodziło się w mym gardle. Nie chciałam, by usłyszał, czy zobaczył, jak reaguję na to wszystko. Sama tego nie rozumiałam. – Connor przyjeżdża dzisiaj? – zapytał już milszym głosem, jak gdyby chciał jednak podtrzymać konwersację.

– Tak. Obiecał, że przyjedzie na śniadanie i trochę zostanie.

– Słyszałem, że sprowadzi tu znów Matthew. – uśmiechnęłam się szeroko. Nie widziałam Matta od czasu pobytu w lochach. Ponoć Connor go jedynie zapewnił, że mnie uwolniono i mam się dobrze, ale mężczyzna nie mógł od razu przyjechać. Cokolwiek robił i gdziekolwiek był, Connor obiecał go przywieźć ze sobą. A ja już nie mogłam się doczekać.

– Tak, mi też to mówił. Nareszcie go zobaczę. – nie ukrywałam swojej radości, podekscytowania z powodu wizyty przyjaciela.

– Może okazać się inny, niż go zapamiętałaś. – uniosłam brwi i spojrzałam w kierunku Iana. Trzymał kubek i przyglądał się mi uważnie. – Ostatnio widziałaś Matthew w lochach. Teraz jest już innym człowiekiem. Pamiętaj o tym. – po czym wrócił do sypialni. Słyszałam, jak mówił do dziewczyn, by sobie już poszły, bo chce odpocząć. Patrzyłam, jak wychodzą po chwili z domu. Niezadowolone. I ponownie nie potrafiłam ukryć uśmiechu i poczucia satysfakcji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s