Mroczni. Nadia–Rozdział 8

– Że co proszę?! – aż się skrzywiłam na jego podniesiony głos. Chodził po korytarzu pomiędzy kuchnią a salonem, rzucając mi groźne spojrzenia. Wycofałam się o krok w tył, gdy znów warknął głośno. Poczułam za plecami ciepło męskiego ciała. Ian.

– Ale Connor….

– Milcz! Kurwa…. – przeczesał palcami włosy. – Oboje doprowadzicie mnie do zawału. Tak, padnę kurwa szybciej, niż ktokolwiek z naszej rodziny.

– A co ja mam z tym wspólnego? Przecież to nie ja jej załatwiłem tę fuchę.

– Ale to twój wpływ! Zanim się pojawiłeś, Nadia była taka….

– Jaka?! – nie wytrzymałam. Co on sobie w ogóle myślał? Liczyłam, że się ucieszy, że chcę stanąć na własne nogi. – Posłuszna? Bez własnego zdania?

– Maleństwo, nie o to mi chodziło….

– A ja właśnie sądzę, że o to. Powinieneś być ze mnie dumny! Sądziłam, że się ucieszysz… – to ostatnie prawie wyszeptałam. Poczułam dłonie Iana na swoich barkach. Czyżby wyczuł w moim głosie łzy? Zamrugałam szybko, by odpędzić płacz od siebie. Nie chciałam teraz pokazać się z tej durnej, słabej strony.

– Ale ja jestem dumny… tylko dlaczego akurat ten bar?

– Nie wiem, Connor. Po prostu szłam do Vivian i usłyszałam rozmowę jakiś panów, że w barze zwolniło się miejsce. I tak tam trafiłam. Właściciel powiedział, że byś go zabił z Jackiem, jeśli zaproponowałby mi sprzedaż ciała, więc od jutra stanę za barem. – to go chyba nie uspokoiło, bo rzucał Ianowi zabójcze spojrzenia. A potem odwrócił się i wyszedł. – Connor! – ale go już nie było. Po prostu zniknął tuż za progiem. On też się zmienia w tą niewidzialną materię? I dlaczego potrafiłam zobaczyć Iana, a nie widziałam jego? – Miałeś być ze mnie dumny. – wyszeptałam w powietrze nie wiedząc, czy mówię to do siebie, czy może jednak do niego.

– Będzie, jak tylko się uspokoi. – odwróciłam się. Ian stał oparty o szafki kuchenne w tej swojej luzackiej pozie. Patrzył w okno naprzeciwko siebie. – Musi przywyknąć, że starasz się żyć po swojemu i nie będziesz tu siedzieć całymi dniami i nocami, czekając aż postanowi tu przyjść.

– Connor nie jest taki…. – ale Ian tylko prychnął. – Co jest nie tak w tym barze, że tak się zdenerwował? Mam wrażenie, że coś mi ważnego umyka.

– Będziesz pracować w ciągu dnia, więc nie grozi ci nic wielkiego. Paru pianych klientów będzie jedynym zagrożeniem. Po zmroku, nocami, życie u Jamesa się zmienia. Poza ludźmi będą tam także Mroczni.

– Ale Connor mówił, że tu jestem bezpieczna, że to miasteczko przyjmie mnie i…

– Jesteś bezpieczna, ale po co kusić los? – uśmiechnął się lekko w kąciku. – Masz taką słodką krew… I taką niewinną. – zrobiłam się czerwona, przypominając sobie, w jaki sposób spróbował mojej krwi. I czy mówiąc o niewinności miał na myśli moje dziewictwo, czy może jednak nie wie o tym? Czy przez krew mógł odgadnąć mój sekret? Poczułam, jak robię się cała bordowa z zawstydzenia. – O tym właśnie mówię. Tak szybko się zawstydzasz…. to takie… – przyjrzał mi się uważnie. Czułam, jak gdyby jego wzrok palił moją skórę i walczyłam, by nie zakryć się rękami. Czułam, jak gdybym była naga przed nim, co jeszcze bardziej podkreśliło się zmianą koloru na mojej twarzy. Jego wzrok dotykał mnie tak, jak żaden nigdy mężczyzna mnie nie dotknął. A skoro tak reagowałam na samo jego spojrzenie, to co bym czuła, gdyby faktycznie mnie dotknął? – To takie odświeżające.

– Pójdę do siebie. – wyszeptałam i pobiegłam na górę odprowadzana śmiechem Iana. Czy mógł domyślić się kierunku moich myśli? Nigdy nie myślałam tak o mężczyźnie. Nawet przy Connorze po prostu czułam. Nigdy jednak nie odbierałam jego objęć jako podtekst seksualny. Ale wystarczyło, by Ian zaczął mi się przyglądać, a ja natychmiast robiłam się wilgotna. Czułam to pomiędzy nogami. Czułam własny zapach, jakże inny od tego, jak pachniałam dotąd. Moje serce biło zbyt szybko i to nie po biegu. Musiałam się uspokoić. To przez kłótnię. Zdecydowanie.

Po zimnym prysznicu, ułożyłam się w łóżku. Connor i Ian zniknęli z domu. Czułam, że jestem nie tylko sama, ale i samotna. Nie rozumieli mnie, mojej potrzeby poczucia się niezależną, ważną i wartościową osobą. Dotąd byłam na utrzymaniu matki, potem sprzedana do tych strasznych lochów, a następnie trafiłam pod skrzydła Gigi. Nigdy jednak nie zrobiłam czegoś sama. Nie pracowałam. Nie potrafiłam też gotować. Sprzątać akurat nauczyłam się szybko, za matkę, która nie była w stanie sprostać wielu obowiązkom. Zwłaszcza po nocce z klientem. Nie chciałam skończyć tak, jak ona – samotna kobieta szukająca chwilowej rozrywki i akceptacji w ramionach obcych mężczyzn.

Odpływałam w sen, gdy drzwi lekko się uchyliły. Nie odwróciłam się. Nie chciałam. Po chwili męskie dłonie podciągnęły koc i nakryły moje nagie ramiona. Łóżko za mną się zapadło, a ciepłe ciało przyciągnęło mnie i wtuliło moje plecy w swoją klatkę. Poczułam się taka malutka, a mimo to taka bezpieczna.

– Przepraszam… – wyszeptał Connor do mojego ucha, a potem pocałował moje ramie delikatnie, niczym piórko. Ale nie odszedł. Ścisnęłam jego dłoń i zapadłam w sen. Tej nocy nie śniłam żadnych koszmarów.

* * * * *

– Jeszcze raz to samo! – spojrzałam w drugą stronę baru widząc podchmielonego już mocno mężczyznę, wymachującego w moją stronę ręką. Przed chwilą uderzył mocniej dłonią w ladę, bym zwróciła na niego uwagę. Powiedziałam mu, że obsłużę go, gdy się uspokoi i zacznie zachowywać się, jak inni goście. Ale najwidoczniej do pana to nie docierało. Wciąż krzyczał i wymachiwał, robiąc z siebie przy okazji przedstawienie. Koledzy, zamiast ratować go od kompletnego ośmieszenia, cicho szydzili z niego. Uśmiechnęłam się do starszego pana, siedzącego tuż przede mną. Pił powoli swoje piwo i jedynie słuchał wszystkiego. To od niego dowiedziałam się, że jest emerytowanym pracownikiem pobliskiej fabryki i przychodzi tu zawsze o tej samej porze, gdy robotnicy schodzą się na kolejkę na odprężenie. Zawsze opowiadają wszystkie nowinki z fabryki. Najwidoczniej starszy mężczyzna wciąż żył swoją pracą i chętnie słuchał, jak wiele się zmieniło, odkąd kazano mu odejść. Był bardzo kulturalny i unikał zaczepek pijanych klientów. James musiał wyjść, zostawiając mnie z Kate, młodą dziewczyną, która dorabiała tutaj czasami. Teraz jednak była za bardzo zajęta flirtowaniem przy stole bilardowym. Dziś ubrała niesamowicie krótką spódniczkę plisowankę w szkocką kratkę i do tego biały, bardzo dopasowany i wydekoltowany t-shirt. Brakowało jej jeszcze dwóch kitek i lizaka w buzi, a wyglądałaby jak mała lolitka. Może po pracy za taką właśnie będzie uchodzić? Ja wciąż ubierałam się tak samo – czarna bawełniana bluzka z minimalnym dekoltem oraz czarne dopasowane spodnie, by swobodnie się w nich można było poruszać. Co prawda James cały czas powtarzał, że im więcej ciała odkryję, tym dostanę większe napiwki, ale nie chciałam w ten sposób dorabiać. Wówczas ci mężczyźni nie daliby mi spokoju. – Głucha jesteś, suko?!

– Grzeczniej, koleś. – przy krzykaczu, bo tak właśnie nazwałam tamtego pijanego, stanął młody mężczyzna. Przyglądał mi się z lekkim uśmiechem, który wcale nie sprawił, że oddałam mu ten gest. Wręcz przeciwnie, w jego wykonaniu wyglądał chytrze. Kiwnęłam jedynie głową w podziękowaniu, ale nie ruszyłam się z miejsca. Kate natychmiast podbiegła do baru, pozostawiając flirtowanie przy bilardzie.

– Joey!!! – patrzyłam, jak dziewczyna prawie wchodzi na młodzieńca. – Kiedy wróciłeś? Tak bardzo tęskniłam… – ale on jedynie spojrzał na nią jeden raz i to był wzrok pełen politowania. Po chwili odsunął się od niej i podszedł bliżej mnie i starca.

– Podaj mi whisky z lodem. Tylko nie te szczyny, a to spod lady. – uśmiechnął się z wyższością. Patrzyłam, jak wyciąga gruby portfel i czeka na moją reakcję. Miałam ślinić się tak samo, jak Kate? Niedoczekanie.

– A lód może być z kubełka, jak dla wszystkich, czy specjalnie mam go zamówić?

– O lodach, Piękna, porozmawiamy potem.

– O słomkach z butów też. – uśmiechnęłam się z premedytacją, po czym nalałam mu sporo whisky, wcale nie tej, co chciał i do tego wrzuciłam trochę kostek lodu. Postawiłam z trzaskiem na ladzie baru i od razu wyrwałam mu z dłoni pieniądze, nim zdążyłby się wstrzymać z zapłatą. – Napiwek dla mnie też wliczam. – uśmiechnęłam się z wyższością wciskając do kasy całą kwotę, bez odliczenia mu reszty. Skrzywił się na moje zachowanie, a Starzec próbował skryć swój uśmiech za kuflem piwa.

– Ty chyba nie wiesz, kim tu jestem. – wywarczał obrażony młodzieniec. Starałam się unieść brew tak, jak robił to Ian i Connor. Nie wiem, czy mi się udało, ale uwielbiałam gdy to robili. Pozwoliłam spojrzeniem prześledzić sobie jego wygląd. Przydługawe włosy w dziwnej fryzurze ze zbyt dużą ilością żelu. Cwane, chytre małe oczka. Dobre jakościowo ubranie, pewnie chciał wyglądać elegancko. I zbyt duża ilość perfum, jak na mój wrażliwy nos. Szczupły, choć delikatnie miał zaznaczone mięśnie.

– Jak dla mnie, klientem, który zareagował na nieuprzejme zachowanie innego klienta, ale też człowieka przyzwyczajonego do poczucia władzy nad innymi, czego nie lubię. Poza tym, mężczyzna z kiepskim smakiem co do whisky z lodem.

– Jeszcze mnie poznasz. – wywarczał, a potem chwycił mocno Kate i oddalił się od baru. Patrzyłam na niego z politowaniem. Kim on niby był, że tak się panoszył? Moim szefem jest James. I wiem, że Jack tu także ma znaczenie dla mieszkańców. Ale o żadnych Joey nie słyszałam. Pokiwałam głową i wróciłam do swoich obowiązków.

– Ten Joey to prawdziwy gnojek. Zawsze taki był, choć w młodości dobrze się z tym krył. To syn Jacka, Słoneczko. – spojrzałam na Starca. Wciąż wpatrywał się w swój prawie pusty kufel piwa. – Nie zadzieraj z nim, lubi poczucie władzy i tego, kim jest jego ojciec. Kiedyś się doigra. Ale uważaj na siebie. – dopił swoje piwo, a potem uśmiechnął się do mnie swoją prawie bezzębną buźką i powolnym krokiem wyszedł z baru. Spojrzałam na zegarek – jeszcze dwie godziny i będę miała wolne.

Przez resztę zmiany miałam spokój. Tylko Joey przyglądał mi się uważniej. Nie zamawiał już nic więcej u mnie, tylko Kate biegała, by go obsłużyć. Widziałam też, jak zaciąga ją w stronę toalet. Wiedziałam doskonale, co tam będą robić. Ale nie mój lokal, nie mój świat, nie moja sprawa. Jeśli ta dziewczyna to lubiła, to kim jestem, by jej tego zabronić? Może gdyby był tu James, nie pozwoliłaby sobie na takie zachowanie? Czasem lepiej udawać, że nic się nie widziało i nie słyszało. Tak bezpieczniej. A ja i tak miałam przed sobą większe zmartwienia – pierwszy raz sama będę rozliczać zmianę i bardzo się tym stresowałam. Co prawda James mówił, że to proste i gdy on to robił, na takie wyglądało. Czy sobie jednak poradzę z tym sama?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s