LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 3.1.

Pierwszym wrażeniem była ociężałość mojego ciała, zupełnie jak gdyby ważyło tonę. Poruszyłam ręką, by przetrzeć oczy, lecz nawet taki ruch sprawiał mi trudność. Pamiętam czasy, gdy wraz z ojcem i siostrą potrafiliśmy urządzić sobie wieczór filmowy, a potem żadne z nas nie potrafiło ruszyć się ze starej kanapy z przejedzenia. To było dobre wspomnienie. Chciałam je zachować w pamięci. Jak wiele rzeczy zapomniałam? Nie pamiętałam już zapachu domu ojca, ani filmów, jakie wtedy tak oglądaliśmy. Nawet koloru tamten kanapy, na której spędzaliśmy razem wieczory. To były te chwile, gdy czułam, że mam jeszcze rodzinę. Czasy, nim nasze drogi się rozeszły, a kłótnie mojego ojca, Bena z Lisą, moją siostrą, stawały się coraz częstsze. Pamiętam także te wykłady jedyne już rodzica, jaki mi pozostał, bym nie wierzyła bestią, bo dla nich jesteśmy tylko hodowlą pokarmu, niczym więcej. Tak bardzo ich nienawidził za śmierć mojej matki.

Jej także już nie pamiętam. Próbowałam wysilić swoją pamięć, by przypomnieć sobie szczegóły. Tylko ten lekki zapach, jakby polany i jakieś wody. Świeży, delikatny podmuch. Pachniała tak… inaczej. Zupełnie nie pasowała do naszego mieszkania i całej Liberii. Kim była naprawdę?

Potarłam twarz, zmuszając się do wstania. Nie mogłam leżeć na podłodze i myśleć o rodzinie. Musiałam stąd uciec i ostrzec innych. Bestie są inteligentne. Polują grupowo. Porozumiewają się. Nie są zdziczałymi mieszańcami, zapominającymi o ludzkich odruchach, ludzkiej naturze. Wręcz przeciwnie, odniosłam wrażenie, że doskonale wciąż rozumują, są wciąż ludźmi, choć wolą postać zmiennego. Mogłam to zrozumieć – są silniejsi, szybsi, więksi. Ludzie z natury są słabi i potrzebują broni do walki. Bestia jedynie swojego sprytu, ciężkości, pazurów i kłów.

Oparłam rękę na podłodze, by się podnieść, ale pod palcami było mokro. Otworzyłam oczy. Obraz, jaki miałam przed sobą, przeraził mnie i wybudził ze stanu otępienia. Leżałam w kałuży krwi. Nie czułam bólu i mogłam ruszać kończynami, zate nie była ona moją. Metr ode mnie leżała martwa bestia. Widać to było z daleka. Pysk był rozerwany na dwie części, jak gdyby coś pociągnęło dolną szczękę i górną w przeciwnych kierunkach. Kark także skręcony sądząc po dziwnym wygięciu. Ale najgorszą część stanowiło podbrzusze potwora. Było rozerwane, z wyciągniętymi wnętrznościami. Widziałam ślady zębów i pazurów.

Ludzkich zębów.

Poczułam ponownie mdłości. Połączyłam szybko fakt brakujących wnętrzności potwora i mojej sytości. Czy to było możliwe? Co ze mną zrobili w miejscu, którym się znajdowałam. Wstałam na tyle szybko, na ile było to możliwe na śliskiej od krwi podłodze i mojego dziwnego zachowania organizmu. Czułam, jak gdybym potrzebowała jeszcze drzemki. Błogie uczucie mnie nie opuszczało. Musiałam jednak uciekać. Coś wewnątrz mnie kazało ukryć zdobycz. Jakiś wewnętrzny głos nakazywał ukryć to na później. Spojrzałam jednak po sali nie za bardzo wiedząc, gdzie takie miejsce miałoby się znajdować. Uznałam, że w ciemnym kącie wyglądałoby najlepiej i nie rzucało się w oczy strażnikom, którzy z pewnością będą tędy przechodzić. Może pomyślą, że ta krew jest od tamtej dziewczyny?

Złapałam martwą bestię i pociągnęłam w stronę ciemnego kąta, tuż za stos materaców. Zadziwiająco lekko mi to szło. Czyżby zmienny nie ważył tyle, na ile wyglądał? Nawet nie zdążyłam się spocić. Wcisnęłam mocniej zwłoki w kąt, odgradzając od przejścia stosem materaców. By zobaczyć to, co tam zostawiłam, trzeba było tu podejść, inaczej nic nie wskazywałoby na pozostawienie tu czegokolwiek. Szybko wróciłam na środek pomieszczenia. Musiałam ukryć dowody zbrodni. Znajdując jakieś szmaty, wytarłam lekko podłogę, by nie wskazywać krwawym śladem, gdzie ciągnęłam bestię. Starałam się rozetrzeć krew po całej podłodze pomieszczenia. A gdy już zakończyłam, podeszłam do martwej dziewczyny. Było mi jej bardzo żal, jednak musiałam wykorzystać wszystko, co tylko mogłam. Była taka lekka, gdy ją podniosłam. Ułożyłam ją na środku pomieszczenia i ubrudziłam całą we krwi najbardziej, jak tylko się dało, nie tracąc zbyt dużo czasu.

Otępienie zaczynało mi przechodzić i ciało znów stało się sprężyste. Nie miałam już niczego, czym mogłabym się wytrzeć. Byłam cała brudna od krwi. Podeszłam do najbliższego materaca, który był jeszcze w miarę czysty i zsunęłam ze stóp obuwie. Musiałam resztę drogi pokonać na boso. Zostawiłam buty i opuściłam pomieszczenie, nie oglądając się za siebie. Trzeba było znaleźć wyjście i zawiadomić władze.

Po długim biegu korytarzem, dokładnie takim samym, jak wszystkie inne, dobiegłam do skrzyżowania dróg. Miałam do wyboru trzy różne korytarze, a każde było identyczne. Jak miałam wybrać drogę? Żadnych znaków szczególnych. Uznałam, że jest to czysty labirynt bez wyjścia. Ale przecież te bestie i strażnicy musieli skądś przychodzić i odchodzić. A może wszyscy tu byliśmy uwięzieni? Co jeśli to była jakaś chora gra, a ja byłam jednym z pionków? Wygra najsilniejszy…

Nie, wiedziałam, że musiało być inne wyjście. Skoro minęłam już sale noclegowe, bo tak je nazwałam, stołówkę, małą kuchnię i salę obrad, to musiały być tu także inne biura. A pracownicy także musieli jakoś rozróżniać te korytarze. Przyjrzałam się ścianom uważniej, a potem podłodze i sufitom. Na pozór wszystko było takie samo. Jednak uwagę zwróciły wentylatory. W środkowym korytarzu jedna z krat odstawała za bardzo od ściany. Podeszłam powoli, przyglądając się uważniej. Mogła być wygięta od uderzenia, ale śladów na ścianie wokół nie znalazłam. Podskoczyłam i chwyciłam się prętów. Lekko podciągnęłam się do góry widząc za kratą wąskie przejście. Czy prowadziło do jakiś tuneli, czy do śmiercionośnych wiatraków?

Nie zastanawiając się dłużej, zaparłam się nogami o ścianę i pociągnęłam za kratkę. Puściła z łatwością, otwierając mi nową drogę. Bojąc się, by nie urwać jej całkowicie, zdradzając tym samym miejsca własnego pobytu, wsunęłam nogi do środka i zaczynałam powolutku się przesuwać ciałem. Tunel był chłodniejszy w dotyku, metalowy, solidny. Nie był zbyt dużych rozmiarów, zatem chcąc się nim poruszać, musiałam się czołgać. Wystarczało mi jednak miejsca, by swobodnie się przekręcić, odwrócić. Przy okazji stwierdziłam, że jest doskonałą kryjówką przed bestiami – przecież one są zbyt duże, by móc tu wejść.

Zamknęłam za sobą kratę mocniej, by mieć pewność, że nie będzie się teraz wyróżniała. Czyżby ktoś już z tej drogi korzystał? I gdzie teraz jest ten ktoś? Może znalazł drogę wyjścia? Ale gdyby tak było, czy to miejsce nie zostałoby uwolnione przez władze? Nie, to z pewnością nie była droga do wolności, a jedynie chwilowa przystań.

Moje przemyślenia przerwały głośne kroki. Po chwili usłyszałam ciche warczenie i jakieś komendy wydawane przez inną osobę. Ilu ich było? Starałam się ruszać jak najmniej. Leżałam na brzuchu, cicho oddychając. Jedynie czekając.

– Bjorn wciąż się nie zgłosił?

– Ostatni meldunek dał parę godzin temu. Dorwał tą małą i prosił o pozwolenie na przemianę. – usłyszałam parsknięcie, jak gdyby mężczyźni przywykli do takiego zachowania kolegi. Czyżby mówili o tej bestii, przy której się obudziłam?

– Chory. Rozumiem posuwać laskę, ale po przemianie?

– Niewiele pewnie z niej już zostało. – przeszył mnie dreszcz. – Dla nas też już niewiele. Pięciu aktywnych. Nie za wiele przy tym zabawy.

– Może wypuszczą potem hybrydy. To byłoby ciekawe polowanie. – zaśmiali się i przeszli dalej korytarzem. A zatem było pięciu aktywnych. Czy ja jestem jedną z tej piątki? Aktywną? I czym są hybrydy?

Cofnęłam się delikatnie, by nie narobić szumu. Leżałam teraz nieco dalej od kratki, jedynie nasłuchując. Cichy szum, dochodzący gdzieś z oddali i lekki, chłodny wietrzyk sunący mi po plecach i głowie sprawił, że wróciło do mnie zmęczenie. Zamknęłam oczy tylko na chwilę.

* * * * *

– Kod czerwony! Czerwony mówię! Kurwa posiłki ! Czerwony!

– Sprawdź to. Coś go zjadło!

– Sprawdzić hybrydy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s