LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 2

Nie dbając o to, czy pozostawiam po sobie widoczne ślady, biegłam dalej, mijając korytarze. Szukałam kryjówki na tyle dobrej, by nikt nie mógł mnie z niej wyciągnąć. Każdy mijający korytarz wyglądał identycznie do poprzedniego. Otwierałam każde możliwe drzwi, sprawdzając następne pomieszczenia. Najwidoczniej byłam w jakimś kompleksie sypialnianym, bowiem każdy pokój wyposażony był identycznie do mojego – łóżko, komoda i ogromne lustro oraz kamera na suficie. Naliczyłam tylko dziesięć kamer w tamtym pomieszczeniu z przyrządami, ale tu było ich znacznie więcej. Ile jest takich pokoi? I gdzie ja właściwie jestem?

Wpadłam w kolejny korytarz. Był on znacznie krótszy i mocno zakręcał na końcu w lewo. Tu większość drzwi była zamknięta. Nie miałam czasu, by je odblokowywać. Nawet nie do końca wiedziałam jak. Jedne otwarte drzwi prowadziły do jakieś wielkiej sali ze stołami i krzesłami. Nie była to jednak żadna jadalnia. Raczej wyglądało mi to na pokój zebrań, obrad może. Na końcu tej sali była wielka mapa pokazująca całą Liberię. Podeszłam do niej, uważnie stawiając kroki. Zaznaczono tu czerwonym „X” różne miejsca i to w różnych Dystryktach. Nie rozumiałam, czy były to cele, czy może jakieś wydarzenia ważne dla misji ludzi, którzy tu wcześniej przesiadywali. Przyjrzałam się tym miejscom. Były to dziedzińce, budynki szpitalne, ratusze. Zero wspólnego mianownika. Obejrzałam się na biurko widząc jakieś dokumenty. Zaczęłam je przeglądać. Wydruku oficjalnych oświadczeń z Tygodnika Libere o zmianach zasad panujących w poszczególnych Dystryktach. O atakach bestii. Morderstwach. Aresztowaniach członków Ruchu Oporu. Nie rozumiałam, co się właściwie dzieje. Wyglądało to, jakby gdzieś tam był zupełnie inny świat.

Zostawiłam papiery na biurku. Nie to przecież było najważniejsze. Musiałam się dowiedzieć, gdzie jestem.

Cicho opuściłam to pomieszczenie, kierując się dalej. Kolejnym pokojem była mała stołówka i dalej kuchnia. Przejrzałam zawartość lodówki widząc zepsute jedzenie. Jedynym dla mnie ratunkiem były nieotwarte puszki z racją żywnościową. Kiedyś widziałam takie u mojego ojca. Mówił mi, że są niezbyt smaczne, ale pożywne i są dobrym sposobem na czarną godzinę, gdy wybuchnie kiedyś wojna. Czy właśnie wybuchła? Otworzyłam jedną z puszek i łapczywie zaczęłam jeść galaretowatą maź. Pozbawiona smaku, wyglądająca obrzydliwie, mimo to dająca się przełknąć. Potrzebowałam pożywienia. Byłam taka bardzo głodna.

Po trzeciej puszcze, nieco zwolniłam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Usiadłam na stoliku w rogu pokoju, plecami opierając się o ścianę. Chciałam mieć wgląd na wszystko, co mogło wejść tutaj za mną. Znajdowały się tu trzy duże lodówki, z tym tylko jedna miała zamknięte drzwi. W dwóch pozostałych drzwi zostały uszkodzone i teraz utrzymywały się na jednym zawiasie. Dalej były szafki, także otwarte lub pozbawione drzwiczek. Produkty sypkie rozrzucone po podłodze. Ktoś czegoś szukał i to rozwalając wszystko dookoła. Wszędzie widoczne ślady po ogromnych pazurach. Bestia musiała mieć niewiarygodną siłę. Czy wciąż tu jest? A jeśli tak, czy nie wyczułaby mnie wcześniej? Dlaczego żadne nie zaatakowało mnie, gdy spałam? Dlaczego obudziłam się dopiero teraz, gdy jestem tu zupełnie sama? Może to jakiś okropny test, a kamery jedynie monitorują każde moje poczynania. Badają, ile jestem w stanie znieść i jak przetrwać? Ale kto by przeprowadzał takie testy? Czyżby to był sposób Akera na poznanie mnie bliżej? Nie, nie mógłby tego mi zrobić. Nie tak. Przecież wtedy, z Nadią, wzywałyśmy pomoc. Miał po nas przyjechać oddział. Obiecano mi, że jestem strzeżona, pod dobrą opieką i nic się nie stanie. I gdzie jest Nadia? Słyszałam wyraźnie jej przeraźliwe krzyki, gdy sama próbowałam nie dać się zabić.

Wskoczyłam na szafki przymocowane do ściany. Były najwyżej, jak tylko mogły być. Ledwo udało mi się wcisnąć w szczelinę pomiędzy szafką a sufitem. Mimo to byłam praktycznie niewidoczna, ale ja widziałam wszystko. Tu czułam się bezpieczniej. Potrzebowałam chwili odpoczynku. Skuliłam się i przymknęłam oczy. Pozwoliłam sobie na chwilę odsapnięcia, nim wymyślę dobry plan ucieczki.

* * * * *

Skrobanie. Otworzyłam nagle oczy, starając się nie poruszyć. Lekko wychyliłam głowę spoglądając na pomieszczenie, w którym się znajdowałam. Czarna, wielka bestia stała na środku pomieszczenia. Pyskiem przesuwając puszki po jedzeniu, którym się wcześniej posiliłam. Druga bestia stała w progu, wąchając powietrze. Próbowałam uspokoić oddech. A zatem nie byłam tu sama. A skoro ich wcześniej nie spotkałam, to albo dopiero weszli do budynku, albo jest on tak obszerny, że dopiero mnie wyczuli. Przyglądałam się ich brzydkiej sierści, wyrwanym plackom na grzbiecie, bliznach i świeżych ranach. Mieszańce. Warczeli na siebie przez chwilę. Obchodzili całe pomieszczenie, próbując wyczuć intruza. Schowałam się jeszcze głębiej. Nie miałam sił do walki. Zresztą byłam teraz w pułapce, prawda? No i walka z nimi dwoma nie miałaby sensu. Przegrałabym w parę sekund. Musiałam zatem stać się niewidzialna. Ukryć się jeszcze bardziej. Przeczekać.

Coś uderzyło o szafkę. Głośne warczenie i ponowne uderzenie. Otworzyłam oczy widząc grzbiet bestii tuż przede mną. Przełknęłam krzyk, by nie zaalarmować. Poczułam w powietrzu krew, a zatem toczyli walkę między sobą. Bestia opadła na podłogę i spojrzała na drugą wciąż blisko drzwi. Mogłabym przysiąc, że te warczenie, ciche pomruki, to był ich sposób na komunikowanie się między sobą. Co tu właściwie się dzieje? Przecież mieszańcy nie rozmawiają ze sobą. Nie tworzą grup. Przynajmniej tak tłumaczono nam, mieszkańcom, przez te wszystkie lata. Czy to także było kłamstwo? Wszystko, czym żyłam do tej pory, teraz wydawało mi się jedynie iluzją. Zadrżałam na myśl, w ile kłamstw jeszcze wierzyłam. Mark i nasz związek. Czy mój ojciec i siostra byli faktycznie moją rodziną? Jak naprawdę zginęła moja matka? Kim była? Dlaczego ja się tak zmieniłam? Dlaczego Aker mnie nie uratował, choć obiecał chronić? Czy Nadia była tam i przeżyła? Czy jest tu także ze mną, czy jest w innym miejscu? I dlaczego te bestie chciały mnie wtedy zabić?

Wychyliłam się, gdy na dole panowała przez dłuższy czas cisza. Byłam sama. Bestie wyszły. Słyszałam kroki, ludzkie, w mocnych butach. Po chwili przez korytarz przeszedł mężczyzna w czarnych bojówkach i czarnej koszulce, z karabinkiem przewieszonym przez ramię. Patrzyłam, jak zatrzymał się w progu i spojrzał na bałagan. Nacisnął na słuchawkę przy uchu.

– Czysto. Znowu walczyli między sobą. – rozejrzał się jeszcze raz. – Nie, trzeba ich nauczyć pokory, bo sprowadzą kłopoty. Reszta na miejscach. – pokręcił głową i przeszedł dalej. W pierwszej chwili widząc człowieka, chciałam go zawołać. Ale czułam w nim coś innego. Coś mrocznego. Pachniał tak samo, jak mieszańcy. Czy też nim był? Teraz miałam pewność, że nie byłam już tu sama. I wiedziałam jedno – musiałam się stąd wydostać, wezwać pomoc. Ale jak?

Skoro mieli radio, musiało coś działać, prawda? Musiało być jakieś pomieszczenie, gdzie były nadajniki, może radio lub przekaźniki. Cokolwiek, co pozwoliłoby mi skontaktować się z bliskimi, policją, kimkolwiek. Musiałam to jednak zrobić szybko, nim zaczną mnie wszyscy szukać. Wiedzieli, że jestem gdzieś tutaj i mnie szukali? Pozwalali poczuć się przez chwilę wolną, choć obserwowali przez kamery? Może inni też tak się wybudzali i byli testowani? To by tłumaczyło krew i puste pokoje, jakże podobne do moich. Może wybudzano nas pojedynczo i obserwowano, ile przeżyjemy? Przeszedł mnie dreszcz na myśl, kto za tym wszystkim stoi i co jeszcze mogą mi zrobić. Byłam tylko kurierem, nikim ważnym. Nawet jeśli Mark w coś się wplątał, to nie byłoby to na tyle poważne, by zamykano mnie w jakimś ośrodku. A może to wina Akera? Może to on za tym stoi? On, czy jego wrogowie?

Odczekałam jeszcze chwilę i delikatnie spuściłam nogi na ziemię. Nie chciałam skakać, by czasem nie wydać żadnego dźwięku. Musiałam być ostrożna. Rozejrzałam się raz jeszcze po pomieszczeniu, szukając innej drogi ucieczki, ale nic tu nie było. Jedynie pozostało mi wyjść na korytarz i szukać dalej. Zbliżyłam się do drzwi i wystawiłam powoli głowę. Wciąż nasłuchując.

Pusto.

Cicho.

Przerażająco.

Ostatni wdech i powolny wydech. Byłam gotowa. Musiałam iść dalej. Nie mogłam być w jednym miejscu bez żadnej drogi ucieczki. Zostając w tej szafce, byłabym w pułapce. I ciekawe, ile by im zajęło znalezienie właśnie mnie tam? Musiałam znaleźć bezpieczniejsze miejsce i wezwać pomoc, albo wydostać się całkowicie. Starałam się iść wzdłuż jednej ze ścian. Spojrzałam w oko kamery. Czerwona lampka wciąż się paliła, zatem nagrywanie działało. Czy mnie obserwowali? Uniosłam dłoń i wystawiłam im środkowy palec w efekcie pozdrowienia. Nie dam się łatwo. Jeśli chcą mnie tak dalej testować, sprostam wymaganiom i nie dam się złamać zbyt szybko. Wolę zginąć w walce, niż dać się upolować w ucieczce.

Za zakrętem migotało światło . Górne oświetlenie było częściowo oderwane . Na ścianach widziałam ślady ogromnych pazurów i krew. Rozmazana krew na wysokości mojej dłoni. Zatem ktoś szedł tym korytarzem przede mną. Inny wybudzony. Mojego wzrostu. Odbyła się tu walka. Przeciągnęłam palcami po ścianie, sunąc po starych śladach pozostawionych na ścianie. Czy ktoś też nie chciał dać się złapać? Walczył, czy zginął od razu? Po śladach krwi wnioskuję, że był mocno ranny.

Kolejne pomieszczenie. Sala. Pusta. Bez okien, bez szafek, tylko same materace na środku. I zawiniątko w rogu. Białe niegdyś spodnie, teraz zsunięte do kolan, mocno ubrudzone starą krwią. Długie niegdyś jasne włosy, teraz były splątane i także pobrudzone. Podeszłam cicho, by nie wystraszyć osoby. Starałam się także nie patrzeć na odsłonięty, nagi tyłek kobiety, cały ubrudzony. Czułam, jak robi mi się niedobrze, ale musiałam to sprawdzić, modląc się w duchu, by nie była tu pułapka.

Podeszłam i delikatnie chwyciłam za ramię. Zimne. Szarpnęłam za ramię, odwracając w swoją stronę i nikłego światła wpadającego z korytarza. Prawie krzyknęłam na widok, jaki miałam przed sobą. Bardzo młoda kobieta, nastolatka. Martwa. Ramię ze starymi ranami po gryzieniu. Cała okaleczona. Na nogach zaschnięta krew i jak podejrzewam, sperma. Czy została zgwałcona przez bestię i od tego umarła? Ale to jej twarz pełna przerażenia i bólu, wykrzywiona w wiecznym krzyku. Pochyliłam się i zwymiotowałam śniadanie. Czy taki koniec mnie czekał? Śmierć przez gwałt? Jeśli to zrobiła jej przemieniona bestia, musiał ją całą porozrywać. Trzymałam się ściany i wymiotowałam tuż obok ciała młodej kobiety.

I dopiero, gdy uspokoiłam torsje, zauważyłam dziwny tatuaż na przedramieniu. Słabo widoczny, jednak był. Odróżniał się od martwego ramienia. Podniosłam swoją rękę w poszukiwaniu. Znalazłam. Wyglądało to jak kod kreskowy z liczbą. Dwieście piętnaście. Przyjrzałam się dziewczynie przede mną. Jej liczba to sto dziewięćdziesiąt. Ile nas jeszcze tu było? Czy to oznaczało, że ja byłam dwieście piętnastą osobą wybudzoną i testowaną? Gdzie była reszta? I czy ktokolwiek zdołał się uwolnić?

Z rogu dobiegło mnie warczenie. Spojrzałam natychmiast w tamtym kierunku. Przyczajona bestia obserwowała mnie. Widziałam, jak spojrzało najpierw na dziewczynę leżącą na materacach, a potem spojrzało na mnie. Ogromny język oblizał pysk. Widziałam błysk w inteligentnych oczach. To nie był typowy mieszaniec, o jakiś słyszałam i mnie uczono. Ten był naprawdę inteligentną bestią. Rozumną. Potrzebowską. Przeszedł kawałek, a ja poczułam paniczny strach i powrót mdłości, gdy zobaczyłam go bokiem. Celowo przez chwilę tak się ustawił, dając mi możliwość zobaczenia tego, co miał pomiędzy tylnymi łapami. Pisnęłam przerażona. On chciał mnie zgwałcić tym czymś? Nie potrafiłam powstrzymać tego dźwięku pełnego przerażenia. I mogłabym przysiąc, że tej bestii podobało się to jeszcze bardziej.

Sekundę przed tym, jak skoczył w moją stronę, mogłabym przysiąc, że poczułam to w powietrzu. Jak gdybym wyczuła jego zamiary. Rozumiałam go. Napięłam mocniej mięśnie i skoczyłam naprzeciw niemu, nie wiedząc dlaczego to robię. Oddałam się instynktowi, skoro rozum wpadł w panikę i kazał mi uciekać. Pamiętałam jednak, by przed bestią nigdy nie uciekać. Nigdy plecami. Jeśli miałam zginąć, to tylko tak – walcząc. Nie jako ofiara. Umrzeć, ale i okaleczyć przeciwnika. Tylko to się liczyło.

W oczach mieszańca zauważyłam zdziwienie.

I to było ostatnie, co zobaczyłam.

W powietrzu unosił się jedynie zapach świeżo przelanej krwi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s