F I R E–Rozdział 2

FireDrzwi się otworzyły, wpuszczając parne powietrze do środka i tak już gorącego lokalu. Odetchnęłam głębiej. Byłam zmęczona, a nogi chyba z przyzwyczajenia już prowadziły mnie po miejscu mojej pracy. Spojrzałam na wiatraki przyczepione pod sufitem. Miały za zadanie chłodzić to pomieszczenie. I faktycznie, ludzie przy stolikach nie odczuwali wysokiej temperatury. Jednak ja byłam wciąż w biegu, a do kuchni prawie wejść się nie dało z powodu ogromnej temperatury. Dziwiłam się, że kucharz jeszcze nie padł z przegrzania. Co prawda otwierał drzwi na zewnątrz i okna, by choć trochę wpuścić powietrza i mieć czym oddychać, mimo to czułam się niczym w saunie. Nowi klienci zajęli jeden z dwóch dostępnych, pustych stolików. Dziś mieliśmy komplet. Wszak pora na jedzenie i każdy chciał tu tanio, dobrze zjeść. Owszem, ceny były niskie, ale jedzenie też niezbyt wysokich standardów. Czego się jednak spodziewać po barze głównie dla kierowców i przejezdnych? Moje jedyne miejsce utrzymania. Mogłabym co prawda zarobić więcej, ale nie zamierzałam aż tak nisko upaść. Właściciel posiadał ten budynek i otworzył w nim dwa bary. Ja pracowałam w jadłodajni. Tuż obok znajdował się klub ze striptizem, ale nie taki typowy nocny klub. Tam również można było sobie zjeść. Kuchnia czynna całą dobę. Nie wyobrażałam sobie jednak mężczyzny, który siedząc przy stoliku, wpychał w siebie te tłuste jedzenie, mlaszcząc i spoglądając na wijącą się przed nim zmęczoną kobietę. Czy starczyłoby mu choć odrobinę grosza, by wsunąć jej napiwek za taniec? I czy po obfitym jedzeniu, nie zechce już innej obsługi? A potem umyje się, prawdopodobnie, przed odjazdem i wróci do swego domu, czekających dzieci i żony. Poczułam niesmak na samą myśl. Nienawidzę mężczyzn tego pokroju. Zdradliwych skurwieli, którzy nie potrafią docenić tego, co mają w domach. Skoro już wybrali sobie kobietę na matkę swych dzieci, wybrali dom, imiona – to mogliby docenić wszystko, co się dla nich zrobiło. Dziecko same z siebie nie powstanie. Do tego trzeba dwóch osób.

Potrząsnęłam głową, by wyrzucić z głowy te myśli. Podeszłam do stolika, po drodze wyszukując brudnych naczyń do zabrania, czy wyciągniętej ręki oznaczającej przywołanie. W drodze powrotnej sprzątnęłabym nieco szkła. Zauważyłam dwóch kierowców, którzy często odwiedzali bar. Pili piwo bezalkoholowe udając, że jest dokładnie takie samo, jak te alkoholowe, a do tego zamawiali spore porcje tego obrzydliwie tłustego jedzenia. Nienawidziłam, gdy siadali przy moich stolikach. Ich teksty, próby złapania za tyłek, propozycje i koszmarnie wytytłane talerze, po których musiałam zawsze myć porządnie ręce. Jak można jeść tak, by usmarować dokładnie każdy brzeg talerza?

– Witamy w Zajeździe. Czy wybrali państwo już coś z naszej karty? – zapytałam, jak zwykle znudzonym głosem. Przecież nie będę się nad nimi pieścić, skoro i tak nie zostawią napiwku, albo zostawią minimalny. Do tego nie zapamiętają, kto ich obsługiwał – ot, kolejna kelnerka w fartuszku. Byłam zmęczona i głodna. Nogi dziś bolały mnie bardziej, niż zwykle. A szefa wciąż nie było, by dał mi należną wypłatę.

– Poprosimy kawę. – zapisałam kawę i czekałam dalej. – Dziękujemy. – usłyszałam odprawienie kobiety niezbyt już miłym tonem. Spojrzałam na nią. Ciemne, długie włosy nieco kręcone, przypominające z tyłu wręcz szopę poskręcanych, jak gdyby nie była w stanie ich w ogóle rozczesać. Czarna bluzka w czerwone wzory i do tego długa spódnica. Uwagę jednak zwróciłam na jej nietypową, poskręcaną biżuterię. Niby nic takiego, korale przeplatające się z łańcuszkami, a co parę centymetrów wisiorek. Jednak to właśnie owe zwisające, doczepione wisiorki zwracały moją uwagę. Na małych blaszkach wybite, a czasem wręcz wyskrobane, dziwne wzory. Patrzyłam na nie, nie potrafiąc oderwać od nich oczu. Miałam wrażenie, że się poruszają. Niczym węże, wiły się.

– Wszystko dobrze? – poczułam dotknięcie na swoim nadgarstku. Męska, mocna dłoń z sygnetem o takim samym wzorze. Podniosłam wzrok i utonęłam w spojrzeniu lodowo błękitnych oczu.

– Tttaak…. – wydukałam. Odchrząknęłam. – Zaraz przyniosę państwu kawę. – zostawiłam im karty dań i szybko wróciłam na zaplecze. Nawet nie zwróciłam uwagi na machającą klientkę, zapewne próbującą mnie przywołać do stolika. Potrzebowałam powietrza. I zdecydowanie czegoś do jedzenia, skoro widzę dziwne rzeczy. Zaczepiłam drugą kelnerkę, pokazując jej stolik i przekazując zamówienie. Na ogół nie wymieniałyśmy się rewirami, ani nie zastępowałyśmy, mając wystarczająco dużo własnej pracy, by brać na swoje barki kolejne, ale tym razem musiałam naprawdę źle wyglądać, że nikt się nie wykłócał. Przez kuchnię wybiegłam na zewnątrz, prawie zginając się w pół tuż za progiem.

Zamknęłam oczy, ściskając je mocno zaciśniętymi pięściami. Czułam wokół siebie lekki powiew wiatru i gdzieś na obrzeżach zapach siarki, jak gdyby coś się paliło.

– Uważaj! – podniosłam wzrok na kucharza. Biegł z gaśnicą obok mnie. Spojrzałam w miejsce, do którego dobiegał. Ze śmietnika stojącego tuż obok mnie, buchały wysoko płomienie. – Zawołaj resztę. Ktoś to podpalił! – próbował gasić ogień, ale ja jedynie widziałam cienie wokół niego, a po chwili wiatr znów zawiał, a płomień polizał jego rękę. Mężczyzna krzyknął, gdy kolejne małe płomyki zaczęły lizać jego fartuch. Wygłodniałe.

* * * * *

Przyjęłam kubek z chłodniejszą wodą. I choć było gorąco wokół, ja wciąż drżałam. Właściciel musiał zamknąć na chwilę bar. Patrzyłam za odjeżdżającą karetką. Wiozła kucharza na najbliższy oddział ratunkowy. Ponoć jeszcze żył, ale był bardzo mocno poparzony. Ja jedynie pamiętałam tylko płomienie, które niczym małe języki, lizały fartuch i ciało mężczyzny. Czułam, jak były tego głodne. Radosne, że mogły się uwolnić. I ta myśl w głowie, że mogłam to wszystko powstrzymać. Mogłam kazać płomieniom się wycofać. Ale pozwoliłam się im nasycić. Leżałam na ziemi i jedynie patrzyłam zafascynowana tym widokiem. Dopiero krzyki drugiej kelnerki i klientów sprowadziły mnie na ziemię, ale było już za późno. I ta dziwna para klientów z wijącą się biżuterią. Kobieta stała i przyglądała się mi z zainteresowaniem, a mężczyzna trzymał gaśnicę, ale mogłabym przysiąc, że jedynie coś wyszeptał cicho i machnął ręką przed sobą, a płomienie niechętnie go posłuchały. Były takie niezadowolone. Patrzyłam, jak wracały do śmietnika. A mężczyzna pryskał gaśnicą w ich stronę i kazał się wycofywać. Czy on też je rozumiał? Patrzyłam na to zafascynowana, nim nastała całkowita ciemność.

– Co jeszcze pani pamięta? – spojrzałam na policjanta przede mną. Stał taki znudzony i tylko bazgrał coś w notatniku. Mogłabym jednak przysiąc, że wcale nie zapisywał żadnych zeznań. Pewnie napisze, że to nieszczęśliwy wypadek. Wszak był upał. może ktoś wyrzucił szklaną butelkę, która spowodowała samozapłon.

– Niewiele. Już mówiłam. – wyszeptałam nieco pewniej. Przecież powtarzałam to poprzedniemu policjantowi. – Źle się czułam i wyszłam na zewnątrz odetchnąć powietrzem. A potem wybiegł kucharz i zaczął gasić ten śmietnik. Wszystko działo się tak szybko.

– Mówiła pani, że szef zalegał z płatnościami? – ponownie zadrżałam. Ta rozmowa nie szła w tym kierunku, w jakim chciałam. Miałam wrażenie, że ten akurat policjant próbował wmówić mi, że to moja wina. Ale to nie ja podpaliłam kucharza i bar.

– Tak. Miał dać rano, ale często zamiast rano przyjeżdżał wieczorem. I zanim pan zapyta ponownie, nie mieliśmy żadnych konfliktów, nie życzyłam mu źle. Wyszłam na zewnątrz, bo źle się czułam, co mogą potwierdzić pewnie klienci i inni pracownicy. Nie palę, więc to też może pan wykreślić. – byłam coraz bardziej rozdrażniona.

– Dziękujemy. Proszę się skontaktować z nami, gdyby przypomniała sobie pani coś jeszcze. – skinęłam jedynie głową na potwierdzenie, ale wiedziałam, że i tak nie skorzystam. Co miałam im niby powiedzieć – czułam tańczące płomienie i ich głód? A może o wijącej się biżuterii? Od razu zawieźliby mnie do szpitala. Dlatego skinęłam jedynie głową i odpiłam ponownie chłodny płyn. Patrzyłam, jak policjant odchodzi ode mnie. Widziałam paru stałych klientów obserwujących wszystko. Ekipa od odszkodowań właśnie wychodziła z baru. Szef przeczesywał swoje mokre włosy, pełen paniki. Zamknięty interes oznacza ogromne dla niego straty, na które pozwolić sobie nie mógł. Tylko raz zerknął w moim kierunku upewniając się, że nic mi nie jest i nie będę chciała od niego odszkodowania. Ja jedynie chciałam dostać moje pieniądze i wrócić do domu.

Wciąż czułam potrzebę płomieni. Wygłodzonych i spragnionych kolejnej ofiary.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s