LIBERIA II. Miasto krwi–Rozdział 1

Sny. A może wspomnienia. Strzępki rozmów kodowanych na obrzeżach mej świadomości. Krzyk z oddali. Ryk zdziczałej bestii tuż nade mną. A może wcale nie dzikiej, a jedynie broniącej swojej zdobyczy? Mnie. Zimny, wilgotny nos szturchający moje ciało. I to ogromne zimo, które stopniowo zajmowało całe moje ciało. Może i dobrze, bo przestawałam już czuć ból. Nie czułam już nic. Wybawienie. W oddali słyszałam gwizd. Nawoływał bestie. Część uciekła. Mój oprawca został. Zbyt bardzo podniecony wygraną. Zdobyczą. Mną w jego posiadaniu. Otworzyłam oczy i ujrzałam ogromny ryj bestii, otwartą paszczę i przerażające zęby. Zbliżał się do mnie, a z warg kapała mu ślina. To był mój koniec.

* * * * *

Cisza. Przerażająca i uspakajająca moje nerwy. Czułam zimny powiew powietrza, choć ciało wydawało się wręcz gorące. Delikatnie palcami przejechałam po materiale, którym byłam przykryta. Był ciepły i szorstki w dotyku. Po chwili doszło do mnie, że jestem owinięta w elektryczny koc, chroniący mnie najwyraźniej od chłodu pomieszczenia. Powoli otwierałam oczy, obawiając się tego, co za chwilę zobaczę. Ból przeszywający moją głowę. Ponownie zamknęłam oczy i spróbowałam otwierać je jeszcze wolniej, przyzwyczajając wzrok do jasności pomieszczenia. Czy to był dzień? Dłonią zakryłam oczy i spróbowałam patrzeć przez palce. Wszędzie biel. Szpital? Nie pamiętam takich pomieszczeń. Owszem, u mojej siostry pracującej w szpitalu, były takie pomieszczenia, ale biel przeplatała się tam z zielenią. Tu nie było nic poza bielą i szarością. Z sufitu mocno dawały światło jakieś dziwne panele, jakich nigdy w życiu jeszcze nie widziałam. Pomiędzy światłami znajdowała się mała kamera z wciąż migającym czerwonym punkcikiem. Czyżby ktoś mnie obserwował? Postanowiłam jeszcze chwilę się nie ruszać i dokładnie przez szparę obserwować pomieszczenie. Nasłuchiwałam jednocześnie jakichkolwiek dźwięków. Oplatała mnie jednak cisza. Teraz była ona coraz bardziej przerażająca. Jeśli ktoś obserwował kamerę, nie powinien właśnie zmierzać do mnie, by sprawdzić, dlaczego się poruszyłam? Czekając na to, co ma się wydarzyć, próbowałam rozejrzeć się spod koca po pomieszczeniu, w jakim się obudziłam. Ściany i podłogi idealnie białe. Wręcz sterylne, choć mogłabym stwierdzić, że ktoś tu dawno nie sprzątał. Gdzie nie gdzie zauważyć można było odrobinę kurzu. Tuż przy łóżku, a raczej stalowym, przytwierdzonym korpusie z dość twardym materacem, znajdowała się mała szafeczka. Wiadomo, także w białym kolorze z delikatnie załamanym kolorystycznie brzegiem i szufladkami. Była to, mimo wszystko, nieznaczna różnica kolorystyczna. Po drugiej stronie pomieszczeniu ustawiono komodę w odcieniu lekkiej szarości. Nieopodal niej, przytwierdzony do podłogi stolik i jedno krzesło, metalowe w stalowym odcieniu. A dosłownie naprzeciwko mnie znajdowało się ogromne lustro. Wydawało mi się jednak dziwne. Odbijało całe pomieszczenie, ale miałam wrażenie, jakby to była tylko zasłona dla drugiego pomieszczenia. Może to stamtąd mnie obserwowali?

Podniosłam się do pozycji siedzącej. Ręce mi drżały pod naporem siły ciała, gdy próbowałam przesunąć ciało. Dawno już nie byłam taka osłabiona. A może nigdy jeszcze aż tak bardzo? Jak gdybym nie używała swoich mięśni od pewnego czasu. Co tu się właściwie dzieje?

Wstałam z leżanki i na chwiejnych nogach, wciąż opierając się dłonią i biodrem o ramę łóżka, przyjrzałam się w lustrze. Miałam znacznie krótsze włosy, niż je pamiętałam. Teraz nie sięgały mi nawet do ramion. Kiedy mi je obcięto i dlaczego? Uwielbiałam moje długie pukle, które tak ładnie skręcały się na końcach. No dobrze, marudziłam na nie i to nie jeden raz, ale która kobieta tego nie robi? To jednak nie powód, by być zadowoloną z takiej zmiany.

Patrzyłam na siebie zdziwiona, zupełnie, jak gdybym oglądała kogoś zupełnie innego. Zapadnięte policzki. Oczy wydawały się teraz nieproporcjonalnie duże na mojej twarzy. Miałam na sobie białą bluzkę na grubych ramiączkach oraz białe luźne spodnie. Nie mogłam nigdzie jednak dojrzeć butów w pomieszczeniu. Podłoga nie wydawała się zimna, ale chodzenie na bosaka nie wydawało mi się także dobrym rozwiązaniem. Pod bluzką zauważyłam zgrubienia, gdy jednak ją podchyliłam do góry, moim oczom ukazał się całkiem brudny i stary opatrunek. Oderwałam go. Palcem przeciągnęłam po różowych bliznach zdobiącym moje ciało. Pamiętałam atak bestii podczas biegu. Czy to właśnie pozostałość po tamtych wydarzeniach? Blizny te pasowały do zębów bestii. Mogłam nawet po kolorze rozpoznać, które były najpoważniejsze, najgłębsze i gdzie bestia wgryzła się najbardziej. Zadrżałam na tamto wspomnienie.

Otworzyłam każdą z szuflad komody. Znalazłam jednak tylko takie samo ubranie, jakie miałam na sobie. Nic więcej. Szafka przy leżance była pusta. W pomieszczeniu nie było już niczego więcej.

Dlaczego wciąż nikt po mnie nie przyszedł?

Dlaczego wciąż słyszę tylko tą ciszę i gdzieś w oddali ciche kapanie wody? Tak, teraz sobie uzmysłowiłam, że słyszałam tylko ten jeden dźwięk poza tym oczywiście, które sama wydawałam.

Drzwi. Grube, stalowe i zabezpieczone. W ich górnej części znajdowało się małe, okrągłe okienko z pancernego, przeźroczystego tworzywa. Wyjrzałam przez nie z ciekawości, co takiego znajduje się poza pomieszczeniem. Widziałam jednak tylko długi korytarz i otwartą część drzwi wzdłuż. Nic więcej. Światło migało delikatnie, dając złudne cienie na ścianach. Nigdzie jednak nie było znaku życia.

Gdzie ja jestem do cholery?!

Po mojej prawej znajdował się panel. Rozpoznałam go. Widywałam już podobne kiedyś, choć nie potrafiłam teraz sobie przypomnieć dokładnie, gdzie takie widziałam. Jedyną możliwością wyjścia przez te drzwi było wciśnięcie odpowiedniego kodu oraz włożenia czipa, którego ja niestety nie posiadałam.

Muszę się stąd wydostać.

Dłonią przeciągnęłam po lustrze. Cały czas wydawało mi się dziwne i takie nie pasujące do tego pomieszczenia. Próbowałam przez nie zajrzeć, ale nic nie widziałam. Lustro weneckie ze starego świata, jeszcze sprzed powstania Osad. Pamiętam, że o tym czytałam w starych powieściach o policjantach. Nie zastanawiając się zbyt długo, chwyciłam krzesło i z całej siły uderzyłam w lustro. Poczułam ból w ramieniu, ale nie mogłam poprzestać. Powstała delikatna rysa na lustrze. Uderzyłam ponownie. Celowałam cały czas w jeden, ten sam punkt. Musiało się udać.

Po sześciu mocnych uderzeniach, ledwo stałam już na nogach. Od jak dawna nie używałam mięśni? I od jak dawna nic nie jadłam? Dlaczego to miejsce wygląda na opuszczone więzienie? A może ktoś obserwuje mnie przez kamerę badając moją poczytalność, chęć przetrwania może? Nie mogłam jednak teraz się zatrzymać. Uniosłam krzesło i uderzyłam ponownie. Rysy się pogłębiły. Zobaczyłam śliczną pajęczynkę wzorków, które mogły świadczyć jedynie o moim uwolnieniu. Zebrałam całe rezerwy swojej energii, by jednym uderzeniem roztrzaskać na kawałki dzielące mnie lustro od tajemniczego pomieszczenia. Ciszę przebił huk roztrzaskiwanego okna. Odskoczyłam i schowałam się momentalnie pod metalowy stolik. Musiałam przeczekać, aż wszystkie odłamki spadną. Drżałam z wyczerpania, ale i oczekiwania.

Wyjrzałam zza zasłony moich ramion i wysunęłam się nieco poza stolik. Przysłuchiwałam się, ale wciąż słyszałam jedynie ciszę. Czyżby naprawdę nikogo tu nie było, czy to jednak test? Nie czekając na to, co może wydarzyć się za chwilę, przeskoczyłam przez zbite lustro weneckie. Całe moje ciało krzyczało od chęci ucieczki.

Pomieszczenie, w którym teraz się znalazłam, było znacznie ciemniejsze. Panował tu półmrok. Jedna ściana była cała w monitorach, teraz jedynie ukazujące puste, jasne korytarze z otwartymi drzwiami. Sprawdziłam numery, było 10 kamer. Każde ustawione w innym kierunku, choć wszystkie korytarze wyglądały identycznie. Dzięki jednak ilości kamer mogłam domyślać się jedynie wielkości tego budynku.

Po drugiej stronie stały jakieś urządzenia z migającymi przyciskami. Nie rozumiałam, do czego służyły. Zauważyłam tylko zatrzymane odliczanie oraz palący się na krwisto czerwono przycisk z napisem „Alarm”. Jednak nie to przestraszyło mnie najbardziej. Widok drzwi, dziwnie wykrzywionych od zewnątrz oraz z dobrze widocznymi, głębokimi rysami po pazurach. Przyłożyłam do nich dłoń. Poczułam mdłości widząc, jak wielka tutaj musiała być łapa zwierzęcia. Bestie. Mieszańce. Musiały być w tym budynku. Czy nadal są?

Prześliznęłam się przez szczelinę w drzwiach i pobiegłam korytarzem w prawo. Musiałam jak najszybciej się wydostać z tego miejsca. Dać znać innym, że jestem, żyję i by mnie stąd zabrali.

Kolejny zakręt. Nogi pośliznęły się i runęłam w dół, mocno obijając sobie plecy i tyłek. Spojrzałam po sobie. Byłam cała we krwi. Pośpiesznie wstałam i dopiero teraz zobaczyłam leżący nieopodal wojskowy but, męski, z wystającym jeszcze kawałkiem nogi. Poczułam mdłości. Musiałam uciekać, nim i ze mnie zostanie tylko kość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s