Mroczni. Nadia–Rozdział 7

Przysiadłam na ławce z przodu domu, z kubkiem parującej dobrej kawy, obserwując dwóch braci. Szeptali coś zawzięcie, choć nie byłam w stanie rozróżnić słów, widziałam energię buzującą między nimi. Zastanawiałam się, który nie wytrzyma i uderzy drugiego. To napięcie od porannej kawy nie malało, a wręcz rosło. Nie rozumiałam tego. Skoro są rodzeństwem, to nie powinni się cieszyć ze swego towarzystwa? Miałam wręcz wrażenie, że Ian przeszkadzał Connorowi. Cokolwiek było między nimi, musiało się zdarzyć dawno temu, ale wciąż było na tyle świeżą i bolesną raną, że nie potrafili ze sobą zbyt długo przebywać. Obserwowałam ich uważnie, ale coraz częściej przyłapywałam się na tym, że ich porównuję. Spojrzenie, posturę, ogólnie twarz. W oczach Connora była powaga i stanowczość. Z drugiej strony Ian kreował się na lekkoducha, ale w oczach poza iskrami zabawy, widziałam także coś jeszcze. Jak gdyby te oczy nie należały do młodego człowieka, a osoby widzącej zbyt wiele, by kto inny był w stanie pojąć. Nie wiem, czy zajmował się młodszy z braci, ale z pewnością nie było to coś miłego. Odniosłam wrażenie, że to jedynie wykształciło w nich charakter, postawę i złożoną osobowość. Connor natomiast nie ukrywał, że sporo przeszedł i że jest tym poważniejszym.

Connor przystawił palce wskazujący przy nosie Iana i lekko puknął w jego końcówkę, wciąż coś warcząc w jego kierunku. Ian natomiast stał nieruchomo i jedynie patrzył bratu w oczy. Po chwili obaj odsunęli się od siebie i spojrzeli w moim kierunku. Jak gdyby właśnie zdali sobie sprawę, że ktoś ich obserwuje. Uśmiechnęłam się do nich i wskazałam głową na barierkę, na której wcześniej ustawiłam dwa kubki z kawą. Wszak musiałam skorzystać, skoro to Ian właśnie pokazał mi jak najprościej i najszybciej zrobić mój nałóg w tym demonie.

– Jak miło. Powinienem się przyzwyczajać? – i znów ten kpiący ton, choć oczy nieco mu złagodniały. Wciąż jednak wyczuwałam buzującą w nich energię.

– Nie koniecznie, ale przyznasz, że to całkiem miły gest. – uśmiechnęłam się do niego, a potem moje spojrzenie wróciło do Connora. – Chciałabym z tobą porozmawiać, gdy już wyjaśniliście sobie pewne sprawy.

– Wszystko dobrze? Mogę zadzwonić po Gigi, ona lepiej ci wszystko wytłumaczy.

– Nie trzeba. Naprawdę. – był taki słodki, gdy się o mnie martwił. Ian prychnął, po czym odskoczył w bok, unikając uderzenie brata. Złapał jeden z kubków i wskoczył na barierkę, opierając plecy o filar. Miał nas na widoku. Connor wszedł na stopnie i oparł się o filar tuż przy nich. Nie spuszczał ze mnie uważnego spojrzenia. – Wiem, że nic mi tu nie grozi i nie zamierzam znów kręcić się nocą po lesie. Chodzi o to…. no bo widzisz…. Byłam ostatnio w mieście…

– Wiem, powiedziano mi, że zaczynasz spacerować. To dobrze. Wszyscy byli uprzejmi? – i znów ten jego zmartwiony ton.

– Tak, poznałam się z … Vivian. Jest bardzo miła.

– Ooo… Vivi jeszcze jest w mieście? Hmm… – zamruczał Ian. Uśmiechał się dosłownie kącikiem ust sprawiając, że mój puls nieco podskoczył. Wówczas uniósł jedną brew, przyglądając mi się uważniej. O matulu, teraz obaj na mnie patrzyli, więc jak mam im o tym powiedzieć?

– Po prostu chciałabym zaprosić tu Vivian. Wydawała mi się mila, a nie chciałabym złamać jakieś zasady. – nie do końca było to kłamstwem. Chciałam móc także tutaj zapraszać mieszkańców. Tak się chyba robi, gdy się z kimś zaprzyjaźnia, prawda? Widziałam gdzieś w telewizji u Gigi, jak dziewczyny spotykały się na kawie to u jednej, to u drugiej. Plotkowały i śmiały się. Malowały sobie paznokcie i opowiadały o chłopakach. Co prawda, nie miałabym o czym opowiadać, przecież nigdy nie miałam chłopaka, ale mimo wszystko miło byłoby posłuchać o przeżyciach innych. Uczyć się na ich przykładzie.

– To teraz twój dom, więc możesz zapraszać swobodnie mieszkańców.

– To nasz dom, bracie. Nie zapominajmy, że ja też tu mieszkam.

– Mieszkasz?! – teraz jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.

– Będziemy współlokatorami, Nadia. I oto kilka zasad – możesz zapraszać kogo chcesz, o ile nie będziesz za głośna nocami. Sprzątasz po sobie. I chodzimy nago…

– Dość! – aż drgnęłam na warknięcie Connora. – Nie będziesz sprowadzał panienek, gdy mieszka tu Nadia.

– To gdzie mam….

– Dość!

– Cwaniak, bo masz własne lokum. Ale co będę mógł począć, gdy Nadia sprowadzi mieszkankę, a ta pomyli sypialnie? Przecież muszę być gościnny.

– Żadnych panienek w tym domu.

– No cóż, Nadio. W takim razie nie możesz zaprosić Vivi… ani żadnej z kobiet w tej miejscowości. Connor wyraźnie powiedział, żadnych panienek. – siedziałam przez chwilę w ciszy próbując nadążyć za rozmową. I jak miałam teraz rozdrażnionemu Connorowi powiedzieć o tym, że chcę poszukać sobie pracy?

* * * * *

Przeszłam na drugą stronę ulicy, by dotrzeć do marketu, gdzie pracowała Vivian. Miałam nadzieję, że i dziś będzie na zmianie. Ale na wszelki wypadek, chciałam również na spokojnie obejść wszystkie alejki, dotknąć produktów i zapamiętać kolejność, w jakiej towar znajdował się w sklepie. Wiem, że od czasu do czasu zmieniany jest wystrój, ale potrzebowałam tej znajomości. Nie chciałam, by zawsze ktoś musiał mi we wszystkim pomagać. Idąc w stronę marketu minęłam dwóch mężczyzn. Kłócili się o kolejnego pracownika, który ich zostawił. Zwolniłam odrobinę chcąc wyłowić jak najwięcej z rozmowy. Mówili o pracy za barem. Opowiadali, że to nie jest takie trudne nalewać alkohol do kieliszków i od czasu do czasu się uśmiechnąć, ale najwyraźniej blondynki potrafią skupić się tylko na jednej z tych rzeczy. Nie wiedziałam, dlaczego tak mówią o blondynkach, ale może mieli rację. Nie znam ludzi przecież, ich zachowań. Nie każdy widać czuł się dobrze nalewając dla innych alkohol. Wydawało mi się to prostą czynnością. Skoro za podawanie butelek czy pełnego szkła, brało się pieniądze i uśmiechało do ludzi, to mogłabym tego spróbować.

– Przepraszam? – spojrzeli na mnie. Czułam na sobie ich wzrok, przez co cofnęłam się o krok. – Niechcący usłyszałam panów rozmowę. Gdzie dokładniej szukają do tej pracy? – próbowałam się uśmiechnąć, ale ich wzrok mnie nieco onieśmielał.

– Na końcu ulicy, Piękna. – skinęłam jedynie głową jednemu z nich, który wskazał mi kierunek, po czym wycofałam się powolnie, nie odwracając się do nich plecami dopóki nie byłam na bezpiecznej odległości. Po ostatniej wycieczce do lasu postanowiłam być ostrożniejsza. Idąc przyglądałam się mijanym osobom zastanawiając się, kim naprawdę są. Czy oni także potrafią zmieniać kształt? Albo przemieniać się w tą dziwną mgłę, stawać się niematerialną istotą? A może to zwykli mieszkańcy i tak naprawdę tych zmiennych jest tylko paru? Postanowiłam bardziej wypytać o to Connora. Miałam tak wiele wątpliwości do tego wszystkiego, co mi opowiedział. Nawet nie wiedziałabym, od czego właściwie zacząć. Dlaczego chociażby ja tego nie potrafię? No dobrze, zmienia mi się ręka w coś dziwnego, ale tylko w sytuacjach zagrażających życiu. Ale przecież Ian zmieniał się tak po prostu. Bawił się mną, wiem to. Z drugiej strony w co zamienia się Connor? Też tak lubi się bawić? Wydawało mi się, że jest tym poważniejszym z braci, ale jaką mogę mieć pewność?

Bar okazał się dobrze zadbanym pubem, jakże różniącym się od okolicznych miejsc. Miał swój charakter. W budynku z czerwonej cegły, parter obłożono dodatkowo ciemno-zieloną boazerią z pionowo ustawionych desek. Okna ciemne, przez które niewiele można było wypatrzyć, dodatkowo zabezpieczone od zewnątrz metalowymi kratami w fantazyjne wzory. Przez chwilę stałam i przyglądałam się temu miejscu czując przyciąganie. Nie rozumiałam tego. Nigdy jeszcze nawet nie byłam w tej części Tenebris, a mimo to czułam ogromną potrzebę wejścia do pubu. Drzwi lekko uchylone, zza których słychać było jakąś ostrzejszą wymianę zdań pomiędzy kobietą a mężczyzną. Nie przysłuchiwałam się ich rozmowie, jedynie wyłapywałam emocje – złość, pretensje, po części rozczarowanie kobiety i niepewność, a może nawet delikatny odcień strachu mężczyzny. Rozejrzałam się po okolicy. Przechodnie udawali, że nie zwracają na mnie uwagi. W oczach mijanej pary zauważyłam zrozumienie. Skinęli do mnie głową. Oczy mężczyzny rozjarzyły się, gdy spojrzał na mnie, a potem na pub. Wiedziałam, że on także się zmieniał tak, jak Connor i Ian. Kobieta jednak opowiadała mu dalej historię swojego wypadu do sąsiedniego miasta, zupełnie nie zauważając jego zmienionych oczu. Po chwili zamrugał i spojrzał na mnie w pełni ludzkim wzrokiem. Przeszedł mnie dreszcz. Byłam taka, jak on? Connor obiecał mnie nauczyć wszystkiego, pomóc mi zrozumieć. Ale to ja musiałam dojść do siebie po tych rewelacjach. Taka się urodziłam. Dlatego matka mnie sprzedała? Dlatego nie chciała na mnie nawet patrzeć, wmawiając mi, że to ja jestem powodem jej najgorszych koszmarów? Nazywała mnie nieczystą, potworem. Pamiętam, jak zapraszała do siebie klientów, a mnie zamykała czasem w takiej jakby większej szafce z małym otworem twierdząc, że idealnie nadaję się do takiej budy. Nie rozumiałam tego wtedy. Sądziłam, że kolejna działka popita kieliszkami taniego alkoholu namieszały jej w głowie. Ale co, jeśli miała rację? Byłam potworem już od dziecka. Kim zatem był mój ojciec? Czyżby był taki sam, jak Connor? Zmieniał się w zwierzę? Matka mówiła mi, że przez mojego ojca zaczęła pracować na własną rękę i klientów wybierała ostrożnie. Czyżby w miejscu poprzedniej pracy trafiła na takich zmiennych, jakim był mój ojciec i to przez niego jestem taka, jaka jestem? Przecież gdyby moja matka także to potrafiła, może bardziej by mnie kochała?

Otrząsnęłam się, gdy zobaczyłam wychodzącą kobietę. Próbowała trzasnąć mocno drzwiami, ale one odbiły się od męskiej stopy. Kobieta obejrzała się za siebie i prychnęła ze złością. Nie zdążyłam odskoczyć, gdy ruszyła twardo przed siebie. Zderzyłyśmy się ramieniem. Mocno. Pisnęłam.

– Przepraszam… nie zauważyłam… – przyglądała mi się, wciąż kipiąc złością. Tarłam miejsce, gdzie mnie uderzyła. Byłyśmy mniej więcej tego samego wzrostu. Ale przy niej byłam niczym malutka dziewczyna. Może i była szczupła, ale nadrabiała to energią i wyrobionymi mięśniami. Ubrana w ciemne dżinsy, wojskowe ciężkie buty, śnieżnobiałą koszulę i kasztanową skórzaną kurtkę. Spod niej wystawała kabura na broń. Sapnęłam na ten widok. – Spokojnie. Jestem stróżem prawa. Coś się stało?

– Nnie… – wyszeptałam. Zmarszczyła lekko brwi. Jej ciemne oczy przyglądały mi się uważnie. Miała taką drobną, piegowatą twarz i kasztanowe włosy mocno spięte z tyłu głowy. – Przepraszam.

– To ja na ciebie wpadłam. Jesteś tą nową, prawda? Connor wspominał, że zwiedzasz miasto. – przyjrzałam się jej uważnie. Musiała być jakąś znajomą Connora, skoro opowiadał jej o mnie, prawda? I co opowiadał? – Słuchaj… muszę już iść, ale jakbyś chciała pogadać, albo cokolwiek by się działo, znajdziesz mnie tam… – pokazała ręką na drugą stronę ulicy. Znajdowały się tam kamienice identyczne do tych po mojej stronie. Na parterze jednak ktoś otworzył „Warsztat”, tylko tyle udało mi się wypatrzyć na ciemnej szybie. Wielki, koślawy napis mógł znaczyć wszystko. Jednak tuż obok niego widoczny był posterunek policji. Zatem ta kobieta przede mną była policjantką? W tym samym czasie jej komórka się rozdzwoniła. Sprawdziła wyświetlacz. Zmarszczyła jeszcze raz brwi. Przyjrzała mi się raz jeszcze po czym pożegnała mnie skinieniem głowy i pobiegła na drugą stronę ulicy. Widziałam, jak obchodzi szybko budynek i po chwili wyjeżdża dżipem, z piskiem opon. Najwyraźniej gdzieś musiało coś się stać, skoro tak jej się spieszyło.

Weszłam niepewnie do baru. Był pusty. Może zamknięty? Mężczyzna stojący za ladą wycierał akurat szkło jasną ściereczką. Nie wygonił mnie, jedynie obserwował. Uśmiechnęłam się lekko i obejrzałam pomieszczenie. Drewniane, okrągłe stoliki z krzesłami. Drewniana podłoga. Wszystko w takim ciemnym kolorze. Na ścianach zdjęcia Tenebris w czasie budowy, jakieś stare zdjęcia kamienic, oraz nowoczesne, czarnobiałe. W rogu zauważyłam także stół do bilarda. Dalej znajdowała się duża przestrzeń, sądząc po kształcie musiała to być jakaś scena bez podwyższenia, a może nawet parkiet? Zza barem natomiast było jakieś wejście, ale nie potrafiłam dostrzec, co tam jest. Jedynie czarna kotara powiewała na przeciągu.

– Co podać panience? – wróciłam wzrokiem do mężczyzny za barem. Wciąż przecierał kufel, choć z pewnością już błyszczał czystością. Uśmiechnęłam się ponownie do niego, przysiadając na stołku naprzeciwko.

– Usłyszałam, że macie tu wolny wakat. – starałam się mówić pewnie, w tym samym czasie rozglądając się po barze.

– A w jakim charakterze chciałabyś tu pracować… dorabiać…. ? – jego głos był niski, ciepły. Posturą może i nie straszył, ale było w nim coś, jakaś wewnętrzna siła, która kazała mi trzymać się na dystans i okazywać szacunek. Nie aż tak bardzo, jak przy Jacku, ale mimo wszystko miał w sobie to coś, co sprawiało, że intuicja kazała się cofać powoli. Nie byłam pewna, czy to zauważył, jak również fakt, że ścisnęłam mocniej dłonie w pięści, ułożone na kolanach.

– A jaki masz wolny wakat?

– Mam sporo wolnych wakatów dla ciebie, gwiazdko. – zmarszczyłam brwi.

– Nie wiedziałam, że to jeden z tych seks klubów. – rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mężczyzna tylko uniósł brew, przyglądając się mi uważniej. – Chyba podziękuję, nie szukam takiej pracy. – nie mogłam skończyć, jak moja matka. Nie chciałam takiej przyszłości. Connor dał mi możliwość na nowy start, zacząć nowe życie. Nie chciałam wszystkiego teraz zmarnować na pracę w barze, oddając się całemu miastu. Mężczyzna wybuchnął śmiechem. Zmarszczyłam brwi.

– Connor i Jack zabiliby mnie za to, gdybym ci coś takiego zaproponował. Potrzebuję barmanki w ciągu dnia, noce są obsadzone. Pasuje? – skinęłam głową. Czyli jednak nie musiałabym zarabiać własnym ciałem? – Poradzisz sobie? Pracowałaś już kiedyś za barem? Wyglądasz na bardzo nieśmiałą.

– Poradzę sobie i szybko się uczę. – uśmiechnął się do mnie.

– Przyjdź jutro. Pokażę ci wszystko. – a ja byłam taka szczęśliwa. Zaczynam nowe życie. I to sama. Uśmiechnęłam się szeroko nie mogąc doczekać się jutra.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s