Mroczni. Nadia–Rozdział 6

Tenebris, lipiec

Otworzyłam oczy. Wpatrywałam się w sufit próbując dopasować wydarzenia do wczorajszego dnia. I ten dziwny sen o ściąganiu bestii. Przetarłam dłonią twarz nie wierząc, że śnią mi się takie koszmary. Odrzuciłam kołdrę zdziwiona, że spałam w piżamie, pozostawiając ręcznik przy łóżku. Jeszcze nigdy mi się to nie zdarzyło. Wstałam, przeciągnęłam się i poszłam do łazienki. Trochę kostka mnie bolała, ale gdy na nią zerknęłam, widziałam jedynie zaczerwienienie na skórze. Pewnie gdzieś się uderzyłam śniąc o potworze gryzącym mnie dokładnie w tym miejscu. Przecież, gdyby jakaś bestia mnie zaatakowała, nie powinnam mieć teraz opatrunku i rany? Potrząsnęłam głową raz jeszcze. Zdecydowanie powinnam się czymś zająć, by nie mieć już tak głupich pomysłów.

 

Po długim prysznicu w moim nowym, lawendowym żelu, okryłam się lekko ręcznikiem i zbiegłam na dół. Już na schodach dziwnie pachniało, jak gdyby nie czuć było samego drewna, a coś jeszcze. Jakiś płyn, ale nie potrafiłam sprecyzować, co to takiego. Znałam ten zapach. Skoncentrowałam się, próbując go dopasować do wspomnień. Płyn pachniał tak samo, jak łazienka, którą wczoraj odwiedziłam na mieście i czasem w lochach też tak pachniało. Matka nie używała takich środków. Ale gdzieś pod nim czułam ten sam, metaliczny aromat, który czułam we śnie, choć ten pachniał mało znajomo. Zatrzymałam się na dole schodów i próbowałam dopasować wszystko, co czułam. Nie zawsze potrafiłam od razu odgadnąć, co to takiego. Czasem potrzebowałam dopasować w głowie zapach do obrazu, by móc w ogóle go nazwać. Tak, jak ten środek – teraz kojarzył mi się z miejską toaletą, ale nie był moczem. Raczej czymś, co sprawiało, że pomieszczenie wydawało się czyste.

– Kawy? – usłyszałam pytanie za plecami. Natychmiast podskoczyłam i odwracając się, potknęłam o schody, mocno na nie lądując. Przede mną stał obcy mężczyzna z kubkiem Connora w dłoni. Czułam doskonale moją ulubioną czarną kawę.

– Kim jesteś?! – mężczyzna jednak stał z jedną ręką wsuniętą w przednią kieszeń swoich dżinsów, a drugą trzymał kubek. Miał krótkie ciemne włosy i delikatny, kilkudniowy zarost na swej dobrze zaznaczonej, męskiej twarzy. Jednak to jego oczy przykuwały uwagę. Były brązowe, ale to był jasny brąz z zmieszany z czymś błyszczącym. Jak gdyby iskrzyły. I ta jedna brew, teraz wygięta do góry. Lekki uśmiech w kąciku.

– Może się … ubierzesz, a ja zrobię kawę i porozmawiamy.

– Co robisz w moim domu? – jak odpowie, że pije kawę, to go uderzę. mocno. Ale on jedynie mocniej wygiął brew i bezczelnie mnie zlustrował, skupiając się na lekko zaróżowionej kostce. Dopiero teraz odkryłam, że ręcznik miałam poluzowany i odkrywał nieco więcej ciała, niż bym chciała pokazać. Zakryłam natychmiast moje uda i ten kawałek piersi, który już zdążył dokładniej obejrzeć.

– Psujesz zabawę. I w twoim domu? Nie, skarbie…. ten dom wciąż jest mój. – pozostawiając mnie na schodach zdezorientowaną, wrócił do kuchni. Słyszałam charakterystyczne pikanie ekspresu oznaczające, że właśnie ustawiał to ustrojstwo by zrobić kolejny napój. – I nie trudź się z dzwonieniem do Connora. Twój telefon jest rozbity, a Con i tak jest już w drodze. – przełknęłam ślinę teraz bojąc się ruszyć. Właśnie obcy mężczyzna oznajmił, że nie mam telefonu i nie mam jak stąd uciec. Znał Connora, więc chyba powinno mnie to uspokoić?

Z szafy wyciągnęłam wygodne szare spodnie od dresu. Założyłam swoją nową bieliznę, a do tego jeszcze zarzuciłam na siebie top na cienkich szelkach. Włosy, wciąż mokre, spięłam wysoko na głowie, by mi nie przeszkadzały. Byłam gotowa na zmierzenie się z mężczyzną. Schodząc ponownie próbowałam wciąż dopasować zapachy do siebie. Coś stuknęło o ladę. Podniosłam wzrok. Mężczyzna patrzył na mnie oceniająco, po czym głową wskazał krzesło przy ladzie. Kawa już na mnie czekała.

– A teraz zacznijmy od początku. Jestem Ian, brat Connora a ten śliczny domek należy do mnie. Twoja kolej… – oparł łokcie o ladę. W jednej trzymał kubek, z którego powoli sączył kawę, czujnie mnie obserwując. Drugą delikatnie pukał opuszkami po ladzie, jakby w odliczaniu. Przyglądałam się mu uważnie przez chwilę. Ale długo nie potrafiłam patrzeć w te oczy. Coś wewnątrz mnie sprawiało, że zaczynałam dygotać i spuszczałam wzrok. Nie rozumiałam nic z tego. Objęłam dłońmi swój kubek i odpiłam nieco kawy. Była dobra. Skąd jednak wiedział, że to właśnie mój kubek?

– Jestem Nadia. Connor powiedział, że to jego dom i mogę tu mieszkać. – wyszeptałam. – Ale jeśli to twój dom, to pozbieram swoje rzeczy i wrócę do Gigi.

– Nie ma potrzeby. Nie zostanę na długo. Dobrze, że przynajmniej nie zajęłaś mojego pokoju. – nabrałam powietrza czując, że powinnam przeprosić, ale w tym czasie drzwi otworzyły się gwałtownie. – I jest mój braciszek. – mężczyzna odsunął się ode mnie i cofnął o krok w stronę kuchni. Oparł się o szafki i wyprostował swoje nogi, krzyżując je w kostkach. Wydawało się, że ta postawa jest pełna luzu, ale czułam napięcie w jego ciele, jak gdyby był gotowy w każdej chwili zaatakować.

– Nadia…. – Connor podszedł szybko do mnie i przyjrzał się uważnie mojej twarzy. – Co się stało? Dzwoniłaś….

– Dzwoniłam? – zapytałam zdezorientowana.

– Pewnie się przestraszyła mojego powrotu, bracie. – to ostatnie zaakcentował znacząco. Connor podniósł na niego wzrok. Czułam napięcie między nimi. – Z tobą potem pogadam, Ian. – jego wzrok jednak skupił się na schodach, potem odwrócił głowę w stronę wejścia. – Co tu się do cholery stało?

– Ta mała istotka nie powinna chodzić nocą po lesie.

– Zaatakowałeś ją?! – zadrżałam na warczący głos Connora. Jego oczy zaczęły się jarzyć wewnętrznym światłem. Wciąż trzymał moją twarz w dłoniach, więc nie mogłam się wyrwać, choćbym chciała.

– Powiedzmy, że jesteśmy kwita, prawda, kociaku? – uśmiechnął się do mnie zawadiacko. Widziałam kątem oka. I dopiero teraz zauważyłam znaczący różowy ślad na jego policzku. Świeża blizna. Zadrżałam. Czyżby to jednak nie był sen?

– Czy on ci coś zrobił? – głos Connora stał się znacznie delikatniejszy. Patrzył w moje oczy uważnie, ale nie czułam potrzeby spuszczenia wzroku tak, jak przy jego bracie. Chociaż to właśnie w jego dotyku czułam się bezpieczna.

– Tylko mnie przestraszył. – przytuliłam się do niego. Pozwolił mi. Nawet nie wiedziałam, jak za nim tęskniłam.

– Dzwoniłaś przerażona. Co się wczoraj stało?

– Myślałam, że to sen… straszny… niemożliwy sen…. – bracia rzucili sobie spojrzenia, dziwne. Connor puścił mnie. Zamknął drzwi, po czym wrócił i usiadł na drugim stołku, naprzeciwko mnie. Widziałam, że był zmęczony. Czyżbym jednak wezwała go tym telefonem? Podsunęłam mu kubek z kawą, którą z przyjemnością odpił. Potrzebował tego.

– Co się wczoraj stało?

– Byłam w lesie i zobaczyłam wilka, który się pożywiał. A potem zaczął mnie gonić. Wydawało mi się, że tylko się mną bawi. Dziwne…A potem, przy domu mu się udało mnie złapać. Sądziłam, że to sen, przecież nie mam ran, tylko to zaróżowione… – położyłam mu stopę na udzie. Drgnął, ale ja tylko podwinęłam nogawkę przyglądając się swojej kostce. Wciąż była zaróżowiona i czułam lekki ból przy dotyku. Nadwrażliwa. Connor przejechał delikatnie palcami po mojej stopie a potem kostce. Drżałam, choć nie rozumiałam dlaczego.

– Co… – odchrząknął… – Co dalej? – jego głos był inny. Zachrypnięty i pełny jakiś emocji, których nie rozumiałam. Spojrzałam mu w oczy.

– Potem oddała wilkowi. – spojrzałam w bok. Ian znów opierał się o ladę łokciami i przyglądał się nam uważnie. – Poważnie? – zapytał brata, choć ja nie rozumiałam, co się dzieje. Connor natychmiast przestał dotykać mojej nogi, przesunął ją tak, że spadła z jego uda. Chwycił kubek i dopił kawę do końca. Ian tylko parsknął śmiechem.

– Skąd to wiesz? – zapytałam zdziwiona. Przecież byłam tylko ja i ten wilk. Czy Ian był w domu? Przecież gdy przybiegłam do niego, był pusty. Może widział to z drogi? – Connor, co tu się dzieje?!

– Uderzyłaś wilka? – skinęłam głową.

– Moja ręka… nie była moja ręka, tylko tak mi się wydawało…

– Pamiętasz, jak po ciebie przyszliśmy? Pamiętasz, jak nas zaatakowałaś? – skinęłam głową. Pamiętam to jak przez mgłę. Ktoś wtedy do mnie podszedł, ale nie znałam tej osoby. Próbował mnie chwycić, ale się broniłam. Pamiętam, jak bardzo się bałam. A potem Connor kazał wszystkim wyjść i sam mnie uwolnił.

– Wtedy też to nie była moja ręka…

– To jesteś ty, maleństwo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s