Okiełznana – Part V (zakończenie)

Okiełznana.Po wyjściu spod prysznica, związałam ponownie włosy na czubku głowy tak, by odsłonić szyję. Ubrałam obrożę, przyglądając się w lustrze. Wyglądałam dobrze, a widok skórzanej ozdoby z metalowym kółkiem z przodu sprawiał, że ciało znów drżało w oczekiwaniu. Ścisnęłam w dłoniach zlewozmywak, przyglądając się swojemu odbiciu. Prawie oczami wyobraźni widziałam siebie uderzającą w te lustro. Wszystko, by udowodnić samej sobie, że wciąż mogę coś zrobić sama, czuć to, co ja chcę. Nienawidziłam tych myśli. Ścisnęłam mocniej ramę zlewu. Czy ja potrafię to ciągnąć? Z jednej strony daje mi wyzwolenie, sprawia, że staję się jedynie ciałem, na którym tylko on potrafi grać. Świat przestaje istnieć, liczy się tylko to, co robi ze mną. Jego słowa, zapach i wyraz zadowolenia. Lubię to czuć. Ale czy to ja, naprawdę ja, czy jedynie obraz, jaki on chce, bym widziała? Muszę być silna. Noc jeszcze nie minęła. Wyprostowałam plecy. Zdenerwowana otarłam łzę spływającą mi po policzku. Czy powinnam wyjść, czy czekać? Nie powiedział mi, co właściwie mam robić, poza umyciem się. A może chce mnie tu przetrzymać przez resztę nocy? Nabrałam głębiej powietrza, próbując dodać sobie tym odwagi. To wciąż ja. Jestem sobą. Marcin tego nie zmieni. Nie zmieni mnie, ani tym, kim jestem. A kim właściwie jestem? Opuszkami otarłam obrożę. O tak, jestem jego niewolnicą, jego poddaną, suką dla swojego Pana. I czas pójść zmierzyć się z Właścicielem.

W korytarzu, ani w pokoju zabaw, nie paliło się żadne światło. Stałam w ciemnym korytarzu nie wiedząc, co mam dalej zrobić. Po chwili poczułam bardzo mocne uderzenie w moje nagie, wciąż mokre po prysznicu, pośladki. Zabolało.

– Pozwoliłem ci wyjść? – wywarczał mi do ucha. Nie oczekiwał odpowiedzi, to też jej nie udzieliłam. Stałam jedynie dumna, że nie krzyknęłam. Patrzyłam na drzwi wejściowe czekając, co tym razem wymyśli. Ale Marcin jedynie gładził dłonią moje pośladki, plecy. Ścierał dłonią krople. Rzadko kiedy dawał mi przyjemność w takich momentach. Dlatego wypuściłam ciche westchnienie. Tyle było w tym delikatności.

Jak gdyby moja reakcja go obudziła z letargu. Zabrał dłoń i głośno chrząknął, budząc się, wchodząc w swą rolę. Czyżby przed chwilą zapomniał, kim dla siebie byliśmy? A może właśnie tym dla siebie byliśmy – dwoma zagubionymi duszami szukającymi własnej drogi. Błądzący w ciemności.

– Sypialnia. – wywarczał. Podeszłam do drzwi i przystanęłam. Czy powinnam je otworzyć? Marcin jakby wyczuwając moją niepewność, sam szarpnął klamkę. Moim oczom ukazało się wielkie łoże. Pamiętam je doskonale, nie tylko z tej dzisiejszej nocy. Było pierwszą rzeczą, jaką poznałam w tym mieszkaniu, gdy zaczęła się nasza przygoda. To tu po raz pierwszy i ostatni pokazał mi, co to znaczy się naprawdę kochać. Potem było już tylko pieprzenie. Ale tamta jedna noc odmieniła moje życie. Jego chyba też, skoro wciąż tu jestem. Jednak to ani miejsce, ani samo łoże sprawiło, że zatrzymałam się w miejscu, bojąc się przekroczyć próg. Łóżko miało metalową ramę z drewnianymi elementami. Nogi odmówiły mi współpracy, gdy oczy zarejestrowały plątaninę skórzanych pasków i opasek, przyczepionych po każdej stronie łóżka. – Albo wejdziesz tam teraz, albo ubieraj się i wypierdalaj. – zadrżałam pod wpływem jego tonu i doboru słów. Nie musiałam nawet oglądać się za siebie, by zobaczyć, jak bardzo jest zdenerwowany. Nie używał pięknych słówek, będąc moim Panem. Ale tak ostre słowa używał tylko, gdy naprawdę wyprowadzałam go z równowagi. Czy to miała być dla mnie kara, czy nagroda? Czyżby wiedział doskonale, że złamię któreś z jego zaleceń i cokolwiek teraz przygotował, będzie znacznie gorsze, niż chłosta na stole?

Przełykając głośno ślinę, zrobiłam pierwszy, chwiejny nieco krok. Mogłam się obawiać tego, co za chwilę się stanie. Ale ufałam mu. Wiedziałam, że jest dobrym Właścicielem, moim Panem, ale z pewnością nie jest sadystą. Ten związek, nasza relacja, nigdy nie mogłaby istnieć, gdybyśmy faktycznie sobie nie ufali. Mogłabym powiedzieć nawet, że Marcin udowodnił wielokrotnie, że zna mnie lepiej, niż ja sama. Tak wiele osób teraz trafiało w ręce ludzi, którzy przeczytali parę książek, obejrzeli filmy i postanowili się pobawić w bdsm nie wiedząc nawet, ile krzywdy mogą wyrządzić. Przecież nie ważne jest, by jedna ze stron odniosła pełne spełnienie, a druga była jedynie środkiem do tego. Ktoś taki nie powinien nawet móc nazywać się Panem, bo był jedynie sadystą bijącym i znęcającym się nad podległą mu osobą. To także nie jest sposób na rozładowanie nadmiaru energii po ciężkim dniu. Prawdziwa relacja bdsm to zaufanie i przekraczanie granic wraz z partnerem, ze swoim Panem. Rzadko kto jednak pamięta, że prawdziwą władzę nie ma Właściciel, bo on jedynie pilnuje i kieruje wszystkim. Władzę, tak naprawdę, posiada poddany mu człowiek. To przecież suka, poddana, niewolnica trzyma na ustach hasło bezpieczeństwa, które przerywa wszystko. I tu kolejna różnica pomiędzy Panem a sadystą – przy wypowiedzeniu odpowiednio wybranego słowa, prawdziwy Właściciel przestaje. Sadysta nigdy nie będzie wstanie się zatrzymać.

I pamiętając o tej różnicy, o zaufaniu względem Marcina, weszłam powoli do sypialni, kierując się wprost do łóżka. Prawie zapiszczałam, gdy poczułam na nagich plecach dłoń Właściciela. Zdawał sobie sprawę, jak bardzo zaczynam panikować. Pocałował mnie w ramię i cicho wyszeptał, bym położyła się na brzuchu z rozłożonymi kończynami. Skinęłam głową i nabrałam więcej powietrza. Kręciło mi się w głowie od nadmiaru emocji. Cóż za sprzeczność we mnie panowała, gdyż głowa podpowiadała, by uciekać i powstrzymać to szaleństwo, ale mój organizm drżał w oczekiwaniu. Byłam znów mokra i podniecona tym, co dla mnie przygotował. To właśnie z moją głową trzeba było wciąż walczyć. To przez nią nie potrafiliśmy przełamać pewnych granic. Moja świadomość bowiem blokowała moje ciało, nie pozwalając w pełni cieszyć się chwilą.

Pamiętam, jak spotkałam Marcina po raz pierwszy. Zupełny przypadek. Miejsce i czas teraz nie są ważne. Był to jednak mężczyzna, który od razu zapadł mi w pamięć. Nie potrafiłam o nim zapomnieć, choć bardzo się starałam. Dał mi wybór. To ja miałam do niego zadzwonić lub napisać, gdy podejmę decyzję o dalszych spotkaniach. Zapewnił także, że kolejne spotkanie nie odbędzie się w miejscu publicznym a w jego domu, jego sypialni. Był taki pewny siebie. Wręcz wydawał się arogancki. A ja prychnęłam tylko na to orzeczenie. Tylko, że każdego kolejnego dnia trzymałam w dłoni telefon z gotową wiadomością. Każdego dnia walczyłam sama ze sobą, z własnymi wątpliwościami, czy jestem w stanie w to się wplątać. Potrzebowałam jednak odskoczni i w pewnym sensie odblokowania. I po kolejnej awanturze z szefostwem, nie wytrzymałam. To był mój pierwszy krok do zagłady. Czy zrobiłam dobrze? Wciąż tego nie wiedziałam. Wiem jednak jedno – odblokował mnie na sferę seksualną. Nauczył mnie mapy własnego ciała. Pokazał, czym jest prawdziwa przyjemność. Byłam niczym błądząca w ciemnościach, a on stał się moim światłem, moim wyzwoleniem.

Klaps w pośladek przywraca mnie znów do miejsca, w którym się znajduję. Jego sypialnia i ja leżąca na brzuchu w świeżej pościeli, jeszcze chłodnej, ale mam świadomość, że w bardzo krótkim czasie będzie oplatać i kleić się do mojego rozgrzanego, mokrego ciała, a ja będę błagała tą pościel, by pozostała chłodna i studziła gorąco mej skóry. Marcin delikatnie obejmował moje nadgarstki, by następnie zapiąć na nich skórzane bransolety, przyczepione poprzez równie skórzane pasy do słupków łóżka. Podobnie zrobił także z nogami. Po chwili opaska wylądowała na tuż przed moją twarzą. Dawał mi chwilę, bym przyjęła do wiadomości, że zamknie mój dostęp do podstawowego zmysłu, jakim jest wzrok. Skinęłam lekko głową. Nawet nie musiałam tego robić, wszak byłam mu w pełni poddana. Jednak Marcin stosował nieco inną zasadę. Twierdził, że nie ma odgórnych reguł podobnych relacji, a kto twierdzi inaczej – kłamie. Zasady tworzone są pomiędzy Panem, a jego niewolnicą. Muszą być przecież ściśle dopasowane do obu osób, ich charakterów, potrzeb, granic, czy nawet świadomości tego, co się zaraz stanie. Dlatego, w niektórych przypadkach, Marcin pokazywał mi różne narzędzia, gadżety, albo tłumaczył, co za chwilę zrobi, by mnie uspokoić. Nie potrzebował mojej zgody, a jedynie chwili, w której zrozumiem, dlaczego to robi lub też, że nic mi się nie stanie. Musiałam akceptować niektóre rzeczy wewnętrznie. I dlatego nasz układ dalej funkcjonuje – Marcin wie, kiedy przestać, kiedy dać mi chwilę na akceptację. Tak, jak zrobił to przed chwilą. Niby drobiazg, a mimo to dający mi energię do zmierzenia się z dalszym scenariuszem, który wymyślił na dzisiejszy dzień. Ja stałam się jedynie narzędziem w jego rękach. Z drugiej strony uwielbiałam to, co ze mną robił.

Poczułam coś zimnego, kapiące na moje plecy. Jęknęłam, gdyż skórę miałam rozgrzaną po prysznicu, a różnica temperatur była znacząca. Nie nakazał mi ciszy, zatem pozwalałam sobie na okazywanie emocji poprzez dźwięki i dreszcze. W powietrzu unosił się zapach czekolady, wanilii i odrobinę kokosu. Zmarszczyłam brwi w próbie przypomnienia sobie, co tak pachniało. Jednak gdy duże, męskie dłonie zaczęły rozsmarowywać płyn po całych moich plecach, przypomniałam sobie – oglądaliśmy olejek do masażu tydzień temu w jednym ze sklepów w galerii. Kupowaliśmy kosmetyki i przypadkiem natknęliśmy się na próbki. Wydawał się wówczas taki znudzony i odszedł szybko. Teraz wiedziałam jednak, że dokładnie zapamiętał, który olejek przypadł mi do gustu. Uśmiechnęłam się. Jednak lubił sprawiać mi małe przyjemności. Kupił ten olejek od razu, czy poczekał parę dni? Posiadałam w domu tylko próbkę, którą kupiłam na drugi dzień. Teraz ów zapach będzie kojarzył mi się tylko z jednym – tą, specjalną nocą z Marcinem, moim Panem.

Masował mi plecy, ramiona, pośladki. Następnie przeszedł powolnie na uda i łydki. Nie spieszył się z niczym. Relaksował mnie tym masażem, choć im dłużej to trwało, tym większe podniecenie odczuwałam w oczekiwaniu, co będzie dalej. Przecież nie przywiązał mnie do łóżka i nie zawiązał materiału na oczach, by mnie jedynie wymasować. A trzeba przyznać, że robił to rewelacyjnie. Lekkie ugniatanie i łagodzące otarcia. Pozwoliłam sobie na chwilę odprężenia. Nie wiedziałam już, gdzie zaczyna się jedna dłoń, a gdzie kończy druga. Uwielbiam, gdy robi ten ruch z przeplataniem obu dłoni na moich bokach. Gdy jednak palce otarły się o bok mych piersi zadrżałam. Marcin pocałował mnie w ramię i odszedł.

Usłyszałam lekkie buczenie. Po chwili łóżko ugięło się pod jego ciężarem. Wibrująca rzecz powoli zbliżała się do mojej spragnionej płci, naznaczając swym kształtem wnętrze moich ud. Oddech był tak bardzo przyspieszony, że bałam się, jak w tej pozycji będę oddychać swobodniej. Kręciło mi się w głowie od nadmiaru emocji w oczekiwaniu. Pragnęłam, by już mnie tam dotknął, w tym samym czasie ciesząc się, iż tego nie zrobił, bowiem doszłabym natychmiast. Marcin, jak gdyby to wyczuwając, omijał najważniejsze teraz miejsce, masując wszystko wokół, doprowadzając mnie tym do niesamowitej frustracji.

Nie panowałam nad sobą. Nie wiedziałam, czy błagałam go tylko w mojej głowie, czy też wypowiadałam te słowa na głos. On jednak robił wszystko, by jeszcze bardziej podniecić, rozgrzać moje ciało, nie dając tym samym upragnionego orgazmu. Próbowałam wypiąć się i natrafić na jego palce, ale w tej pozycji nie mogłam tego zrobić. Czyżby i to przewidział? Potrzebowałam tarcia i to natychmiast.

Ocierał palcem o moje wejście. Najchętniej bym go wessała do środka, ale zabierał go w każdej chwili, gdy tylko się ruszyłam. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę, jeśli niczego nie zrobi.

Kolejne klapsy spadły na moje pośladki. Krzyknęłam. To była kara za nie panowanie nad własnym językiem, nad słowami wychodzącymi z mych ust. Najwidoczniej nie tylko w głowie go przeklinałam. Czułam, że znęca się nade mną. Wsuwał się delikatnie, zbyt powoli, wewnątrz mnie. A gdy zbliżałam się do samego końca, do upragnionego szczytu, zabierał palca, odsuwał się na tyle, by nie dać mi niczego, czym doprowadziłabym się do końca.

Jego dłonie znów wróciły na moje ramiona i plecy. Czułam jego męskość ocierającą się o mnie. Był równie podniecony, jak ja. Mimo to potrafił się powstrzymać. Czekać cierpliwie na odpowiedni moment. Nie chciałam masażu. Pragnęłam go natychmiast w sobie. Marcin najwidoczniej miał inny plan.

Masażem uspokajał moje ciało. Relaksował. Napięcie ze mnie schodziło. Czułam się zrelaksowana i obolała. Mimo to ciało znów mnie zdradzało. Czy to właśnie była kara? Brak możliwości dojścia? Jeśli tak, to była to okrutna gra.

Położyłam mokrą twarz na pościeli, szukając odrobiny chłodu. Włosy przykleiły się do karku i twarzy. Nie miałam jednak jak ich odgarnąć. Z drugiej strony nie przeszkadzały mi. Wtedy poczułam wibrujące urządzenie wsuwające się we mnie. Krzyknęłam zaskoczona. Ale on ni sobie z tego nie robił. Jedną dłonią mocno trzymał moje biodra w miejscu, drugą nakierowywał urządzenie. Było ciche, ale trzeba przyznać – miało moc. I posiadało dwie końcówki. Gruba wsunęła się we mnie, masując teraz mnie od środka. Druga końcówka była znacznie krótsza i mocno biła wibracjami moją łechtaczkę. Wiedziałam, że potrzebuję chwili, by dojść. Moje ciało znów się napięło. Jęczałam bezwstydnie, wijąc się pod cudownym doznaniem. Kto powiedział, że pary które używają gadżetów i zabawek w sypialni, muszą być strasznie nudne? To cudowna zabawa. Na szczęście oboje lubiliśmy nowości.

Krzyknęłam, gdy tuż przed orgazmem, gdy budujące się ciepło płynęło przyjemną falą w dół, Marcin ponownie pozbawił mnie przyjemności jednym ruchem wyciągając ze mnie wibrator. Krzyczałam i złorzeczyłam wiedząc, że pewnie później mi się za to dostanie. Szarpałam za więzy, próbując się uwolnić. Pełna frustracja. Ale wiem, że on tylko siedział pomiędzy moimi nogami i patrzył. Czułam jego ciepło. Siedział przy moich stopach, oparty zapewne ramę łóżka i obserwował. Czekał.

Uderzyłam głową w pościel. Chciało mi się płakać. Nie czułam takiego bólu. Każdy mój mięsień błagał o koniec tej tortury. Nie musiał mnie bić. Nie musiał robić nic – wystarczyło doprowadzić mnie do granicy i zostawić bez orgazmu.

Po raz szósty dotknął mnie, gdy tylko organizm się uspokoił. Szósty raz pieścił moją łechtaczkę. Wsuwał we mnie wibrator. Szósty raz próbował doprowadzić mnie tuż przed szczyt. Mogłam oszaleć. Łzy spływały po mojej twarzy. Nie panowałam nad moim ciałem. Pragnęłam, by przestał. Ale moje ciało żyło własnym życiem. nie chciałam już seksu, jego i tego wszystkiego. Chciałam skulić się i wypłakać. Ale on wciąż wsuwał we mnie wibrator, nie zwracając uwagi na to, że płaczę i błagam, by przestał. Czy to już był gwałt, czy jeszcze nie?

– Żołty! – wyszeptałam, ale Marcin nawet nie drgnął. Nabrałam więcej powietrza i wykrzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam. – Żółty! Kurwa, żółty!

W pomieszczeniu wszystko ucichło. Wyłączone wibracje i sztuczny członek powoli wysuwający się ze mnie. Mężczyzna nade mną zastygły w bezruchu, czekający na cokolwiek. A ja jedynie łkałam dalej, obolała i zbyt zmęczona, by kontynuować. Jeśli to ma być koniec, niech będzie.

– Mam przestać? – wyszeptał, niemal czule. A ja poczułam, że jeszcze więcej łez wylewa się ze mnie. Nie przejmowałam się tym, jak to teraz wygląda. Leżałam pod nim, unieruchomiona, płacząca. Zdjął mi przepaskę z oczu. – Spójrz na mnie. – zrobiłam, jak prosił, bo to właśnie zrobił. Nie rozkazywał. Nie żądał. On prosił. Przez chwilę przyzwyczajałam się do delikatnego światła w pomieszczeniu, do tego, że znów wszystko widzę. Choć wciąż niewyraźnie, tym razem przez łzy. Podniosłam odrobinę głowę i spojrzałam na niego. Miał troskę wypisaną na twarzy. – Spytam jeszcze raz, mam przestać całkowicie? – nie wiedziałam. Naprawdę nie wiedziałam. Przecież nie powiedziałam hasła bezpieczeństwa oznaczającego całkowity koniec, prawda? To może dać do myślenia. Patrzyłam na niego, nie mogąc się zdecydować, czego właściwie chcę. Dłonią przejechał po moim policzku. Po chwili otarł moją twarz i zebrał włosy z mojej twarzy, wciąż nie spuszczając spojrzenia z moich oczu. Czujny. Ale nie był zły. Raczej zatroskany. – Mam przestać?

– Masz skończyć…. – wyszeptałam prawie niedosłyszalnie. Ale wiedziałam, że on zrozumiał. Oszaleję, jeśli nic z tym nie zrobi. Sześć razy doprowadzał mnie do granicy i pozostawiał. Nie zniosłabym kolejnego razu.

Marcin skinął głową, ale nie rozpiął moich nadgarstków. Gładził dłońmi moje pośladki, uda, plecy, ramiona. Masował i uspokajał. Ale nie tego chciałam. Przecież to samo robił poprzednim razem, a potem zostawiał mnie tuż przed końcem. I choć sam masaż może i sprawiał przyjemność, ja płakałam, gdy kontynuował. Sprawiał, że leżałam zrezygnowana, wykończona.

Po chwili wszedł we mnie na całą swą długość. Krzyknęłam. To właśnie tego chciałam. Jego. Żadnych wibratorów i innych zabawek. Tylko on i ja. Nie poruszał się, jedynie trwał we mnie. Dając nam chwilę na nabranie powietrza, odsapnięcie.

Poczułam jego dłonie na kostkach. Obróciłam głowę, by zobaczyć, co też znów kombinuje. Ale on jedynie odpinał skórzane bransolety z moich kostek. Po chwili podciągnął moje biodra wyżej, wsuwając moje nogi pode mnie. Dzięki temu mój tyłek był wyżej i bardziej wypięty. Pisnęłam, gdy poczułam, jak zmienił się kąt wejścia. Wyszedł prawie całkowicie i znów wszedł we mnie do samego końca, uderzając biodrami o moje pośladki. Krzyknęłam ponownie czując, jak tym razem jego główka uderza o ten cudny punkt na samym końcu. Punkt, przez który potrafię naprawdę oszaleć. Oddałam mu się w pełni. Mógł robić, co tylko chciał. Oby tylko nie zostawił mnie teraz, pozostał we mnie.

Jego ruchy stawały się gwałtowniejsze. Mocniej we mnie wchodził, odbijając się od moich pośladków, palce boleśnie wbijając w moje biodra. Krzyczałam i wiłam się pod nim czując, jak zbliża się mój orgazm i ciesząc się tym, że on nie przestaje się poruszać. Coraz szybciej w stronę własnego spełnienia będąc pewnym, że moje i tak nastanie. A wszystko po to, by wykrzyczeć jego imię, by słuchać, jakie dźwięki wydaje dochodząc i czuć, jak jego spełnienie wypełnia mnie całkowicie. Zamknęłam oczy, wypuszczając ostatnie tchnienie.

Jak przez mgłę czułam, jak odpinał moje nadgarstki i rozcierał ręce. Jak wysunął się ze mnie i ułożył mnie przy sobie. Czułam na plecach jego klatkę, wciąż szybko się unoszącą. Ale nie miałam sił zrobić cokolwiek. Nawet powiedzieć. Wiedziałam jedno – był mój tak samo, jak ja byłam jego. Był jedyny i niepowtarzalny. Mężczyzna, który potrafi dawać mi takie orgazmy, podczas których praktycznie urywa mi się film. Moje światełko w tunelu.

…………………………………………………………………………………………

Objęłam dłońmi kolorowy duży kubek, teraz wypełniony już do połowy gorącą, czarną kawą. Zrobiłam najmocniejszą, jaką było można. Potrzebowałam dziś kofeiny. Stałam oparta o szafki w kuchni patrząc na wschodzące słońce. Świat wokół jeszcze spał smacznie, a ja zaczynałam nowy dzień i nowe wyzwania. Być może nawet doznania. Myślałam o tej nocy, o wszystkim, co Pan dla mnie przygotował. I czego się nauczyłam. Czego doświadczyłam. A im dłużej o tym myślałam, tym bardziej upewniałam się w przekonaniu, że chcę to kontynuować. Nie tworzyliśmy związku typowego. Nasze relacje były inne, skomplikowane. Ale nam pasowały i to najważniejsze. Czy chciałabym to powtórzyć? Oczywiście. Każdy aspekt tej nocy. Nawet jeśli niektóre rzeczy sprawiały ból, jeśli były dla mnie zbyt męczące i nie do przyjęcia w tej ilości – powtórzyłabym to. Potrzebowałam takich doznań, by móc teraz stać spokojnie w oknie, patrząc na budzący się kolejny dzień i wiedząc, że poradzę sobie ze wszystkim. Potrzebowałam być uległą w nocy, by energicznie i pewnie przeżyć kolejny dzień. Ta relacja mnie wyzwalała. Pomagała pozbyć się wszystkiego z głowy, oczyścić się. A z czasem odnosiłam wrażenie, że potrafiłam znieść więcej. Że nie potrzebowałam dodatkowych kar, by się podporządkować.

Byłam okiełznana przez swojego Pana. W pełni mu poddana. Uległa.

Lekkie, niczym piórko, usta całujące moje nagie ramię. Po chwili ręka na moich biodrach przyciągająca mnie do niego. Oboje nadzy. Z kubkami kawy. Wpatrujący się w świt.

– Jak się czujesz? – wyszeptane prosto w ucho. Wiem, że gdy nachodzi świt, możemy o wszystkim porozmawiać. Nie jest moim Panem, a ja jego suką do tresury. Jesteśmy dwójką dorosłych osób, które miały dziką noc.

– Okiełznana. – odpowiadam z uśmiechem na twarzy. Słyszę jego cichy śmiech i dłoń oplatająca mnie w talii, palce trzymające mnie za brzuch. Pijemy kawę i patrzymy przez okno, czując siebie dokładnie tak, jak powinniśmy.

– Jutro musimy jechać do rodziców na obiad. – mówi cicho, odpijając odrobinę kawy z własnego kubka. Musiałam odpłynąć, skoro nie słyszałam, kiedy sobie nalał.

– Znów będą pytać o datę ślubu.

– To ich znów spławimy, albo w końcu ją ustalimy. – odkłada kubek, po odgłosie słyszę, że już pusty. Całuje mnie znów w ramię. – Wracajmy do łóżka.

Uśmiecham się do niego. Podaję mu dłoń i daję się poprowadzić do sypialni, naga, z obrożą na szyi i skórzanymi bransoletami wciąż na kostkach.

Koniec

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s